poniedziałek, 7 lipca 2014

Zapach truskawek. Rodzinne opowieści

Wydawnictwo Black Publishing, Moja ocena 5,5/6
Doskonała, wyborna, magiczna lektura na lato i nie tylko. Książkę dosłownie połknęłam rozkoszując się nią, jak najlepszym jedzeniem, najcudowniejszymi wspomnieniami.
Autorka to prawniczka, a jednocześnie blogerka, której dzieła kulinarne sprawiają, że czytelnik bloga rozmarza się, a ślinka leci i leci.
Zapach truskawek, to pierwsza książka Anny Włodarczyk, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Jest to zbiór niezwykłych opowieści, które podzielone są na pory roku. Obok świetnie opisanych historii z życia wziętych znajdują się liczne przepisy na wspaniale dania ozdobione zdjęciami. Każda z opisanych w książce historii dotyczy kogoś z konkretnej rodziny, rodziny autorki. Śledzimy więc losy cioć, wujków, dziadków, rodziców, poznajemy ich smutki i radości oraz życie na przestrzeni lat. Z każdej opowieści wyziera mnóstwo serca, uczuć i przywiązania, którymi obdarzają siebie nawzajem bohaterowie. 
W trakcie lektury wiele razy uśmiechałam się pod nosem, wiele razy też smuciłam, ale i płakałam ze śmiechu, a kilkakrotnie także z rozrzewnieniem pomyślałam - u mnie było tak samo. Te wspomnienia, które są zbieżne z tymi opisanymi przez autorkę, dotyczą głównie dzieciństwa. Oj chętnie wróciłabym do tamtych czasów. 
Zapach truskawek, to opowieść magiczna, ciepła, pełna takiego swoistego balsamu na duszę, smakowitych zdjęć i przepisów. Dzięki temu jest ona doskonała nie tylko na lato, ale także (a może przede wszystkim) na pochmurne dni, kiedy zarówno za oknem, jak i w sercu smutek i gradowe chmury. Jest to książka także pełna wspomnień, zapachów, odgłosów i ludzi, czyli tego, co tworzy życie każdego z nas. Jestem przekonana, iż w trakcie lektury we wspomnieniach i opisach Anny Włodarczyk odnajdziecie wiele z siebie, swojego dzieciństwa, domu rodzinnego, swoich świąt. I nie ważne ile macie lat, czy 20, czy może 10-30-40 więcej. Niektóre rzeczy są ponadczasowe, niezbędne każdemu z nas i o tym przekonuje nas autorka Zapachu truskawek. 
Trudno cokolwiek więcej napisać o tej książce. Nic nie odda jej wspaniałego klimatu, ciepła, uroku. Książka iście magiczna na każdą porę roku. Gorąco zachęcam do lektury.  


niedziela, 6 lipca 2014

Ciernista róża - Charlotte Link

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4,5/6
Ciernista róża, to kolejna książka Charlotte Link, którą miałam okazję przeczytać. Link to bardzo nierówna pisarka. Chodzi mi przede wszystkim o styl pisarski i gatunek literacki, którym dana książka jest. Twórczość niemieckiej autorki przypomina sinusoidę - od genialnego Domu sióstr poprzez bardzo dobre Echo winy i Przerwane milczenie, dosyć dobrego Obserwatora do pozostałych książek, które są jak dla mnie poniżej średniego poziomu. Ciernista róża plasuje się wg. mnie powyżej średniego poziomu. Dobra książka, acz do najlepszej pozycji autorki - Domu sióstr, sporo jej brakuje. Ale czyta się dobrze, choć to nie kryminał ani powieść sensacyjna, do czego nas przyzwyczaiła autorka i o czym zapewnia wydawca. Tzn. zbrodnię (i to krwawą) mamy, ale raz, że pod koniec książki, a dwa, jest ona jakaś taka jakby na siłę dodana do całości. Gdyby nie ta zbrodnia książka byłaby porządną powieścią psychologiczno-obyczajową, głównie o niebanalnych kobietach, tym co nimi kierowało i ludzkich żądzach, które od wieków popychają ludzi do niewyobrażalnych czynów.
Akcja rozgrywa się dwutorowo- współcześnie i w trakcie II wojny światowej na niewielkiej wysepce Guernsey. Ciekawym jest ukazanie, jak przeszłość wpływa na terażniejszość. Po raz kolejny potwierdza się stara prawda, iż od przeszłości nie da się uciec, ona wypłynie w najmniej odpowiednim momencie, gdy prawie już o niej zapomnimy. Co istotne losy bohaterów śledzimy z ich perspektywy. Te same wydarzenia poznajemy więc z różnego punktu widzenia. Ponieważ bohaterami są osoby o charakterach odrobinę powiedzmy wypaczonych, z fobiami, lękami, nałogami, całość jest niezwykle ciekawa. Link bardzo dobrze odmalowuje alkoholika; młodą kobietę uzależnioną od seksu; starszą panią, która okazuje się być kimś zupełnie innym; homoseksualistę, który skomplikował sobie życie, jak tylko można; wrednego męża i jego żonę, która nie potrafi egzystować bez tabletek dosłownie na wszystko. Każda z tych postaci, ich wzajemne relacje ze sobą i z pozostałymi osobami, wpływ przeszłości na terażniejszość pisarka ukazała w fantastyczny sposób. Jeżeli skupimy się na tym, lektura będzie przyjemnością. 
Wątek psychologiczny, obyczajowy, kontakty międzyludzkie, ludzkie charaktery, to to, co wg. mnie w Ciernistej róży jest najciekawsze. Wątek kryminalny jest kiepski i nie ukrywam, gdyby go usunąć z książki, całość praktycznie nic by na tym nie straciła. 
Mimo drobnej powiedzmy...wady książki, warto po nią sięgnąć. To dobrze napisana powieść, która wciąga, doskonała pozycja na lato i nie tylko. 

sobota, 5 lipca 2014

Pozostawieni

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 4,5/6
Tom Perrotta jest autorem kilku powieści wysoko ocenionych przez krytykę. Election i Małe dzieci zostały nawet sfilmowane, a za scenariusz do drugiego filmu autor był nominowany do Oscara. 
Pozostawionych zamówiłam z lekką obawą. Zgodnie z opisem na okładce miała to być książka ala s-f. Zwolenniczką takich klimatów za bardzo nie jestem, ale pomyślałam, iż warto sprawdzić, czym zachwyca się druga część globu. I pierwsze uczucie, które nasunęło mi się po rozpoczęciu lektury, to wielkie zaskoczenie. Książka ta z pewnością nie jest pozycją s-f. Można jej przypisać wiele gatunków literackich, ale nie s-f.
Pozostawieni to przede wszystkim powieść społeczno-obyczajowo-psychologiczna. Autor w ciekawy sposób ukazuje sytuację, gdy w pewnym miasteczku znika w tajemniczych okolicznościach 2% jego mieszkańców. Bohaterów poznajemy 2 lata po tym wydarzeniu. Niby to niedużo osób, bo co to jest 2%. Jednak, gdy w pewnej rodzinie znika ojciec i 2-3 dzieci, a zostaje sama zrozpaczona, niczego nierozumiejąca matka, to mamy problem.Są też rodziny, w których nikt nie zniknął, wszyscy ocaleli. Ale to nie znaczy, że w takich rodzinach jest wszystko ok. Perrotta interesująco przedstawił dwie strony medalu - z jednej strony rozpacz i próbę poradzenia sobie tych, których najbliżsi zginęli, a z drugiej strony problemy w rodzinach, w których nikt nie zniknął. Doskonale jest także ukazana pewna sekta i różnorakie sposoby radzenia sobie pozostawionych z problemem zniknięcia najbliższych.
Mimo, iż książka okazała się czymś zupełnie innym niż oczekiwałam, czytało mi się doskonale. Była świetnym lekiem na stres, jaki zawsze przeżywam w trakcie lotu samolotem.  
Tematyka, taka mocno egzystencjalna, społeczna, psychologiczna wydaje się być ciężką. To fakt. Jednak język jakiego używa autor, spora (w takiej sytuacji) doza poczucia humoru sprawiają, iż Pozostawionych czyta się lekko, bardzo szybko. Nie jest to może wielka literatura, brak tego nieuchwytnego czegoś, co trudno zdefiniować. Jednak jako typowa wakacyjna (ale nie tylko na tę porę roku) lektura, książka ta sprawdzi się doskonale. 
Tylko zakończenie niezbyt mi się spodobało. Jest takie jakieś...zawieszone w próżni. Mam nadzieję, że autor pokusi się o II część.

piątek, 4 lipca 2014

Moja walka, czyli recenzja książki bardzo dyskusyjnej i czytanej...w odcinkach

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Nie, nie przeczytałam tej książki do wczoraj, taka dobra nie jestem. Jest to dziwna, inna, trudna lektura, którą nie ukrywam zaczęłam podczytywać kilkanaście dni temu, a czytałam w odcinkach, że tak się wyrażę. Recenzję napisałam wczoraj, po długich przemyśleniach. 
Uwielbiam literaturę skandynawską, kocham wspomnienia, nawet te najsmutniejsze, przepełnione goryczą, cenię książki Wydawnictwa Literackiego. W związku z  tym nie potrafiłam odmówić sobie lektury Mojej walki. Byłam niezwykle ciekawa, co takiego w tym jednym z  sześciu tomów wspomnień przeciętnego w sumie człowieka zobaczyli Skandynawowie, iż seria ta podbiła ich serca.
Karl Ove Knausgård napisał zwykłą, a jednocześnie niezwykłą bio­gra­ficz­ną po­wie­ść, którą zy­skał mię­dzy­na­ro­do­wą sławę i… nie­na­wiść człon­ków wła­snej ro­dzi­ny. Kilkoro kuzynów, wujków etc wytoczyło mu nawet procesy o zniesławienie. Wyobraźcie sobie, jaka musi być treść książki, skoro sam autor zdaje sobie sprawę z tego, czym jest i tak o tym pisze:
 (...)Wysłałem wydruk do wszystkich, o których pisałem. Niektóre zastrzeżenia rozważyłem, tego, co zostało, nie łagodziłem. Ale i tak to, co zrobiłem, jest niemoralne i pozbawione empatii. Nie można ranić, upokarzać innych(...)
Pierwsze co uderza w trakcie lektury to brutalność i smutek. Moja walka jest niesamowicie smutna, ostra, pozbawiona jakiegokolwiek wyciszacza, czegoś co odrobinę wygładziłoby trudną, bolesną, ostrą treść. Opisuje dokładnie swoje dzieciństwo, problemy z jakimi borykali się jego najbliżsi, rodzinne awantury, święta, poszczególnych członków rodziny, szkołę. Wiele poruszających opisów znajdziemy w  Mojej walce. Ot chociażby alkoholizm ojca, który nie trzeźwiał przez x czasu i umarł w brudnej walącej się chałupie, obsikany, wśród spleśniałego jedzenia, robaków, a wódkę cały czas donosiła mu matka, czyli babka autora wspomnień etc. Czyli nie owijając w przysłowiową bawełnę, opisuje to wszystko, co go ukształtowało, co sprawiło, iż jest człowiekiem jakim jest. Rzadko kto ma idealne dzieciństwo, ale jego było tak smutne, że momentami w trakcie lektury miałam nadzieję, że choć trochę przesadził w opisach. Do tego daleko posunięty wręcz ekshibicjonizm. Tak, takie słowo będzie odpowiednim żeby określić ile siebie, swoich uczuć, przeżyć odsłania w Mojej walce Knausgård.
Drugą sprawą, która uderza, jak obuchem jest fakt, iż autor przemawia jakby z wnętrza czytelnika, przynajmniej ja miałam takie wrażenie. W kilku momentach czułam tak, jakby mówił dokładnie to, co w danej sytuacji sama bym powiedziała. Może na tym polega sukces wszystkich sześciu tomów. Czytelnicy mogą się z pisarzem, jego życiem w większym lub mniejszym stopniu identyfikować. Ja utożsamiałam się z nim w niewielkiej części spraw, wypowiedzi, zdarzeń, ale i tak ta książka wywarła na mnie spore wrażenie i mam po jej lekturze bardzo mieszane uczucia.
Nie wiem, czy te tomy miały być swoistą psychoterapią, czy spowiedzią, a może po prostu autor chciał zarobić sporą sumę i zaszokować czytelników. Niezależnie od tego, jaki był powód sięgnięcia po pióro, jestem pewna, iż cel został osiągnięty. Chociaż uważam, iż Knausgård zbyt wiele opisał. Momentami trąci mi to trochę może nie tyle zagraniem pod publikę, pod czytelnika, co chęcią stworzenia czegoś wyjątkowego, szokującego, oburzającego, zapisania się w pamięci. To na pewno autorowi udało się.
Czekam na kolejne tomy. Jestem ciekawa co takiego zawarł autor na łącznie 2,5tys stron, jak przebiegało jego życie, co wyziera z tych kart. Czy w kolejnych tomach będzie dalej ostro, bez owijania w bawełnę, acz sensownie, czy będzie to lanie wody, byle tylko napisać jak najwięcej?! Mam nadzieję, że Norweg zachowa wysoki poziom z Mojej walki
Niewątpliwie norweskiej spowiedzi nie można porównać do Prousta. Stawianie obu dzieł na jednej szali jest nieporozumieniem i krzywdą dla francuskiego pisarza. Inny styl pisarski, inny język, inny gatunek pisarza.  Niemniej Moja walka to kawał dobrej, smutnej, tragicznej, ostrej, szczerej do bólu opowieści o losie smutnego chłopca. Zachęcam do lektury. Warto, doskonale napisane, ostre, zmuszające do zastanowienia. A czy dobre i czy wam się spodoba...to już inna kwestia.
Pozdrawiam z Grecji. Od teraz w planach tylko wakacyjne, lekkie lektury:)

Karski - Andrzej Żbikowski

Wydawnictwo Świat Książki, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Bohatera niniejszej książki, Jana Karskiego zna, kojarzy chyba większość osób. Właściwie nazywał się Jan Romuald Kozielewski, pseudonim Witold. Urodził się w 1914 roku w Łodzi, zmarł w 2000 roku  w Waszyngtonie. Był obywatelem Polski i Stanów Zjednoczonych, honorowym obywatelem Izraela, a z zawodu prawnikiem, dyplomatą i historykiem. Przede wszystkim był i jest znany, ze swojej działalności w konspiracji w okresie II wojny światowej. Od 1939 roku działał w konspiracji. Był kurierem i emisariuszem władz Polskiego Państwa Podziemnego, świadkiem Holokaustu. Dwukrotnie, w tajemnicy przed administracją niemiecką, udawał się do getta warszawskiego. Aby zebrać dalsze materiały, w przebraniu niemieckiego żołnierza wszedł do jednego z obozów zagłady. Jesienią 1942 roku przedostał się do Wielkiej Brytanii i wykonał najważniejszą swoją misję, jako naoczny świadek zdał relację o eksterminacji Żydów. Przekazał także informacje o strukturze, organizacji i funkcjonowaniu Państwa Podziemnego w okupowanej Polsce. 
W lipcu 1943 roku Karski został przyjęty przez prezydenta USA Rossevelta. Karski apelował do przedstawicieli najwyższych władz alianckich o ratunek dla Żydów. Przedstawiał swój „raport” wszędzie, gdzie udało mu się dotrzeć – politykom, biskupom, przedstawicielom mediów i przemysłu filmowego. Wyuczył się go na pamięć i streścił w 18 minutach, tak aby nie „nudzić” słuchaczy. Wiele osób, z którymi rozmawiał, nie wierzyło w jego relacje i uznawało je za propagandę rządu polskiego na uchodźstwie. To, co opowiadał Karski, niektórzy jego rozmówcy określali delikatnie to ujmując, jako niewiarygodne, a niektórzy nawet jako polskie oszustwo.
Po wyzwoleniu obozów koncentracyjnych dominującą reakcją był szok. 

Za swoją działalność został odznaczony najwyższymi odznaczeniami państwowymi – polskim Orderem Orła Białego i amerykańskim Medalem Wolności oraz dwukrotnie (w okresie okupacji) Orderem Virtuti Militari. 
W 1982 roku otrzymał tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata i posadził drzewko w Yad Vashem w Jerozolimie.
Po wojnie osiadł w Waszyngtonie. Przez 40 lat wykładał na Wydziale Służby Zagranicznej stosunki międzynarodowe i teorię komunizmu. 
Nakręcony w 1985 roku film Shoah zaprezentował światu postać naszego rodaka oraz jego dokonania, przede wszystkim próbę powstrzymania Holokaustu. 
Mimo w/w filmu, wielu książek o Janie Karskim, jakie powstały na przestrzeni ostatnich lat, żadna nie jest tak szczegółowa, tak wyczerpująca jak niniejsza pozycja. Andrzej Żbikowski potraktował bohatera swojej książki w sposób wyjątkowy. Najprawdopodobniej wynikało to z faktu wzajemnych stosunków obu panów. Żbikowski znał bowiem Karskiego osobiście. 
Mimo ogromu materiału, jaki zawarty jest w niniejszej książce (śledzimy losy bohatera od lat młodzieńczych do śmierci), skomplikowanych losów Karskiego, oraz kontekstu niełatwej historii, która rozgrywała się w różnych krajach,w  różnych ustrojach, opowieść o polskim emisariuszu czyta się zadziwiająco łatwo. Całość tematu mimo potraktowania naukowego, przedstawiona jest w sposób przystępny, łatwy do zrozumienia i ogarnięcia nawet dla historycznego laika. Absolutnie w najmniejszym nawet stopniu nie oznacza to, iż książka ta jest zbeletryzowaną opowieścią o życiorysie Jana Karskiego. Nic z tych rzeczy. Jest to pozycja ze wszech miar rzetelna, wyczerpująca, naukowa.  
Żbikowski prowadząc nas przez kolejne dekady życia Karskiego, prezentuje różnorodne twarze swojego bohatera. Zawsze jednak jest to ten sam człowiek, na którego osobę, życie, dokonania, po przeczytaniu ostatniej strony, patrzy się z wielkim podziwem i szacunkiem. Jan Karski był człowiekiem przez duże C, osobą, dla której najważniejsza była moralność i sprawiedliwość. 

czwartek, 3 lipca 2014

Ta chwila - Douglas Kennedy

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Doskonała opowieść,świetna proza i mistrzowska narracja. Jednym słowem, jak dla mnie - książkowy hit. Całe szczęście, że mam urlop. Dzięki temu mogłam całkowicie oddać się lekturze.
Douglas Kennedy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem pióra, genialnie operuje słowem i drobiazgowo oddaje szczegóły chwili, ludzi, otoczenia.
Ta chwila, to genialna opowieść o tym, jak jeden krok, jedna chwila, jeden czyn, który w danym momencie może wydawać nam się błahym, determinuje nasze całe życie. Gdyby nie ta jedna chwila przed ponad 30 laty, życie głównego bohatera, rozwodzącego się amerykańskiego pisarza po 50-tce (o wdzięcznym imieniu Thomas), także wyglądałoby inaczej. Akcja rozpoczyna się współcześnie, w sposób zwyczajny. Męźczyzna w trakcie rozwodu (nasz pisarz) kupuje chatkę (bo domem to trudno nazwać) na uboczu, tam osiada i jest przekonany, że w jego życiu okres uniesień, gwałtownych wydarzeń minął. Nawet nie wie w jakim jest błędzie.
Pewnego dnia na adres wydawnictwa, które publikuje jego książki, przychodzi do naszego bohatera prywatny list. Jest in jak wiadomość z zaświatów, a na pewno z przeszłości. Za jego sprawą cofamy się w czasie i wraz z bohaterem przenosimy się do 1984 roku i do Berlina tamtych lat. Thomas wynajmuje wtedy pokój na  Kreuzbergu, a jego gospodarzem jest starszy od niego brytyjski  malarz-homoseksualista. Thomas używa życia, poznaje Berlin, nowych ludzi. I wszystko jest ok, do dnia, gdy zupełnie przypadkowo poznaje Petrę Dussmann pochodzącą zza drugiej strony znienawidzonego muru, czyli z NRD. Petra dzielnie walczy z ustrojem komunistycznym, co nie pozostanie bez wpływu na Thomasa. To spotkanie jest tytułową tą chwilą, która zdeterminuje kolejne wydarzenia.Szybko okazuje się, że Petra kryje w swoim wnętrzu coś, tajemnicę, która Thomasowi przybyłemu z wolnego kraju, nie mieściła się w głowie. I prawdopodobnie żyliby może nie długo, acz szczęśliwie, gdyby nie kolejna chwila, wydarzenie, które sprawiło, że....ale tu już nie zdradzę ani słowa więcej, żeby nie odbierać wam przyjemności z lektury. Napisze tylko, ze powolna (choć w żadnym stopniu nie nudna) akcja, nagle przyspiesza, a wszystkie wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie. To czego do tej pory byliśmy pewni zarówno my, jak i Thomas, okazuje się fałszem i to niewyobrażalnie grożnym. Trzeba Kennedyemu przyznać, potrafi operować słowami tak, że od lektury nie sposób się oderwać, a nagłe zwroty akcji wprawiają w zdumienie. Ogromnym plusem jest wspaniałe oddanie obrazów, atmosfery ówczesnego Berlina, a także wnętrz ludzkich dusz.
Ta chwila,  to nie tylko opowieść o tym, jak jedno wydarzenie zmienia wszystko. To także opowieść o ludziach, o ich namiętnościach, o tym do czego są zdolni w obliczu nagłych radości, zagrożeń, o tym co drzemie na dnie ich duszy, o wyborach, zdradzie, o miłości w najróżniejszych formach, o życiu. 
Chociaż książka jest sporych rozmiarów, nie byłam w stanie jej odłożyć, dopóki nie skończyłam lektury, tak mnie pochłonęła, zaczarowała. Już sama treść pierwszych rozdziałów uwodzi. Bo choć nie dzieje się nic, te opisy wciągają. A dalej jest jeszcze lepiej. 
Tylko koniec smutny, acz z morałem. Należy pamiętać zarówno czego sobie życzymy, jak i na co się decydujemy. Krok, który dzisiaj wydaje nam się oczywistym, może za kilka-kilkanaście lat pogrążyć, zmienić nieodwracalnie zarówno nas, jak i naszych najbliższych.
Gorąco zachęcam do lektury. Doskonała powieść nie tylko na lato. 

środa, 2 lipca 2014

Niespodziankowo-letni pakiet książkowy...

Lubicie niespodzianki? Mam nadzieję, że tak. 
W ramach akcji - zyskaj jakimś cudem więcej miejsca na regale z książkami...wszak mieszkanie z gumy nie jest, przygotowałam pakiet kilku książek, które chciałabym oddać jednej osobie. Nie powiem ile i jakie są to książki. Napiszę tylko tyle, iż jest to miks gatunkowy, a ja lekturę niespodziankowych książek bardzo mile wspominam. Mam nadzieję, iż komuś z was one także sprawią radość.
Jeżeli jest ktoś chętny/odważny, proszę wpisywać się w tym wątku w komentarzach.
Zgłoszenia przyjmuję do 07.07 do godz. 23.59.
Zwycięzcę wyłonię w drodze losowania, a nick podam do 10.07 do godz. 23.59.
Wysyłka niespodzianki paczką na terenie Polski w ciągu 7 dni od otrzymania od zwycięzcy adresu.
Zapraszam do zabawy.
A z niespodziankami bywa różnie, jak widać na obrazku... 



Stosik mój kochany...+ wymienię książki

W ub. tygodniu wraz z przyjaciółką przybył do mnie taki oto stosik.
Którąś z tych pozycji czytaliście?
Muszę wybrać kilka tytułów i zabrać za 2 dni na urlopowy wyjazd, typowe, zasłużone lenistwo po ciężkim roku. Planujemy słodkie nicnieróbstwo w greckich rodzinnych pieleszach:) Pogoda w Grecji doskonała, typowo urlopowa, w zasięgu dobre jedzonko, owoce, wino, rodzina, czego chcieć więcej.
A wy jakie macie plany urlopowe?

Przypominam o rozdawajce książkowej  o tutaj właśnie (klik). 
Chętnie też wymienię Troje recenzja tutaj , Jeszcze jeden dzień recenzja tutaj , Cięcie recenzja tutaj, On wrócił recenzja tutaj  na którąś z tych książek (klik).
Miłego dnia.

wtorek, 1 lipca 2014

Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone - Remigiusz Piotrowski

Wydawnictwo Naukowe PWN, Moja ocena 6-/6
Właśnie skończyłam lekturę, więc wrażenia na świeżo, że tak się wyrażę:).
Jako łodzianka nie mogłam sobie odmówić lektury tej książki.
Bohaterem książki jest Maks Bornsztajn zwany Ślepym Maksem – jeden z największych polskich gangsterów. Dotychczas najpopularniejszą książką o Menachemie Bornsztajnie była praca Arnolda Mostowicza Ballada o Ślepym Maksie. Ma ona jednak jedną podstawową wadę - fakty mieszają się w niej z fikcją literacką. Jaki więc łódzki gangster był na prawdę?
Urodził się na Bałutach, w najbardziej zakazanej, obskurnej części Łodzi, do której nawet policja niechętnie się zapuszczała. Tam można było kupić wszystko, ale i wszystko stracić, nawet za kilka groszy życie. Mieszkali tam najuboźsi, wyjęci spod prawa oraz Żydzi. Teren ten nazywano ściekami Łodzi. Ich krajobraz, warunki i styl życia tamtejszych terenów, zasadniczo kontrastował z terenami południowej Łodzi, gdzie mieszkali, pracowali mieszczanie, kupcy, fabrykanci. Gdy Maks królował w łódzkim świecie przestępczym, Łódź była ponad trzystutysięcznym, tętniącym życiem miastem. Mimo nędzy północnej części miasta, Łódź rozwijała się w niesamowitym tempie, a w związku z  tym rozwijała się też sfera przestępcza. Jej nierozerwalna częścią w okresie międzywojennym był właśnie Ślepy Maks.
Był on niezwykle przebiegły, sprytny i silny.  Zaczynał jako zwykły kieszonkowiec wykształcony w unikalnej szkole księdza Natana, którego poznał żebrząc przed kościołem na ul. Franciszkańskiej. Dzięki sprytowi, umiejętności i wykorzystywaniu okazji jego kariera błyskawicznie się rozwinęła. W tempie iście ekspresowym zaliczał kolejne etapy złodziejskiej, przestępczej kariery. Zawsze wykorzystywał okazję czy to do zysku, czy do ucieczki przed niebezpieczeństwem, które wyczuwał swoistym siódmym zmysłem. Zawarł wiele korzystnych sojuszy z hersztami znaczących szajek. Za ich sprawą szybko zdystansował przestępczą konkurencję, a najsilniejszego uczynił swoim teściem. Na swoim terenie wiedział dosłownie o wszystkim. Np. gdy  pewnego dnia z auta Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego skradziono piękny koc ze skóry wielbłądziej, podinspektor Zygmunt Nosek, naczelnik Urzędu Śledczego w Łodzi, poprosił Maksa o pomoc, a ten wykonał telefon i koc w magiczny sposób się znalazł. Podobnie było w przypadku znanego skrzypka Bronisława Hubermana, któremu na Dworcu Fabrycznym skradziono skrzypce Stradivariusa.Jego pomysłowość nie miała granic. Potrafił wykorzystać dosłownie każdą okazję zarobku, czy to zyskując od razu czy dostrzegając zysk w przyszłości. Miał ku temu niebywały dar, intuicję, której inni nie mogli pojąć. Stanął m.in.  na czele dintojry, czyli sądu w sferach przestępczych, żydowskich. Był to sąd polubowny, omijał oficjalne prawo, sądy państwowe, prawodawstwo gojów. Na początku XX wieku Bałuty, gdzie mieszkał Maks, wykreowały swoje prawo, swój kodeks honorowy, którego trzymano się przez kolejne lata. W myśl tego kodeksu działała dintojra, a także żyli i pracowali bałuccy przestępcy. Czy Ślepy Maks także trzymał się owego kodeksu etyki? 
Naszego bohatera uwielbiały kobiety. Maks miał dwie żony. Jedna opuściła go przed wojną, druga młodsza o 40 lat nadal żyje i dementuje pikantne plotki na swój temat. Jakie? A tego nie zdradzę.
Łódzka policja nie znosiła Maksa. Sami łodzianie w większości (szczególnie ci ubodzy, a takich było gro przed II wojną światową) wręcz go kochali. Dlaczego?  Czy tylko dlatego, że zabierał bogatym, pomagał biednym, wspierał oszukanych? Czy rzeczywiście dla uciśnionych był dobry, a tylko bogatych tępił? Czy faktycznie był łódzkim Janosikiem? A może prawda jest zupełnie inna? Może tylko częściowo różna od ogólnych wyobrażeń o łódzkim gangsterze? Tego nie zdradzę. Gorąco za to zachęcam do lektury tej porywająco napisanej książki o niebanalnym człowieku i jeszcze ciekawszym mieście. Bo Łódź okresu przed II wojną światową to było miejsce niesamowite, wielokulturowe, tętniące życiem, miasto pałaców, kamienic, fabrykanckich powozów, ale także brudu, złodziei, ludzi wyrzuconych na margines. To co najbardziej urzekło, ba porwało mnie w tej książce, to nie tyle osoba jej głównego bohatera (chociaż przyznaję, miał w sobie to coś), co opowieść o moim rodzinnym mieście, o Łodzi. Wiele z miejsc opisanych przez Piotrowskiego nadal istniej. Co prawda nazwy niektórych ulic, placów uległy zmianie, ale po licznie zamieszczonych opisach można z łatwością dociec, o które miejsca chodzi. Genialnie wprost oddany klimat fabrykanckiej Łodzi pierwszych czterech dekad XX wieku. 
Lektura niniejszej książki, to nie tylko okazja do poznania niebanalnego człowieka, jakim bez wątpienia Maks był, ale także fascynująca wyprawa w przeszłość, do miasta, o którym jakże niesprawiedliwie się twierdzi, iż nie ma nic ciekawego do opowiedzenia i zaoferowania. Remigiusz Piotrowski udowodnił, iż jest wręcz przeciwnie. Obalił wiele mitów dot. Ślepego Maksa, postawił także wiele pytań. Nie na wszystkie udało mu się znaleźć odpowiedź, ale to jeszcze podsyca moja ciekawość, a sądzę, że z kolejnymi czytelnikami książki będzie tak samo. Historia Ślepego Maksa, to niezwykle medialny i arcyciekawy temat. Bo które z polskich miast może pochwalić się własnym ojcem chrzestnym początku XX wieku?
Drobny minus daję tylko za brak chociażby jednej ryciny ukazującej Łódź z okresu działalności Ślepego Maksa. Zdecydowanie ubarwiłoby to i tak już porywającą treść.

Wyzwanie - Czytamy kryminały - Podsumowanie III etapu i tematy lektur w IV etapie

III etap II roku wyzwania doszedł do finału. Oto jakie książki przeczytaliśmy w trakcie tego etapu:
Anetapzn
  • rozwiązaniem zagadki zajmuje się kobieta
Granica mroku - Mo Hyder
Najlepsza jedenastka - Janet Evanovich
W labiryncie ulubionych miejsc - Susan Hill
Szczęśliwa ulica - Liza Marklund

  • kryminał niemiecki
Ptaszydło - Max Bentow

Gosia B 

  • rozwiązaniem zagadki zajmuje się kobieta
Z krwi i kości - Kathy Reichs
Kolęda dla umarłych - Patrick Dunne  



Melania K

  • kryminał niemiecki 
W białej ciszy - Inge Lohnig  
  • rozwiązaniem zajmuje się kobieta
Śmierć w posiadłości Wentwaterów - Carola Dunn 
 

Monotema

  • rozwiązaniem zagadki zajmuje się kobieta
Księżniczka z lodu - Camilla Lackberg





Viv



W IV wakacyjnym etapie  (trwa do 31 sierpnia 2014 roku) będziemy czytali:
  • kryminały włoskie
  • kryminały z akcją rozgrywającą się na którejś z europejskich wysp, w mieście położonym na europejskiej wyspie. Tu macie pole do popisu, wymienię tylko te największe: Wielka Brytania, Islandia, Sycylia, Sardynia, Kreta, Irlandia, Spitsbergen, Korsyka, Kreta, Korfu, Majorka, Gotlandia, Skye, Rugia, Ibiza, Lewis (należąca do Szkocji), Jersey i wiele, wiele innych. Liczę na waszą inwencję. Wklejając linki z recenzjami, piszcie proszę, jaka to wyspa. Aha, 1 kryminał= 1 kategoria, a nie, że kryminał z akcją na Sycylii zaliczymy równocześnie do włoskich i wyspiarskich:). Nie ma tak dobrze. Tylko podawajcie o jakie  miasto ew. wyspę chodzi. Czasami trudno zgadnąć.
Obowiązuje (jak w ub. roku) także abolicja półroczna:) czyli jak przeczytacie jakiś kryminał pasujący do kategorii, które za moment podam, podeślijcie proszę linki, tylko piszcie jaki to kryminał:
  • kryminały skandynawskie (duńskie, szwedzkie, norweskie),
  • kryminały, w których treścią jest: wątek medyczny, sekcja zwłok, praca antropologa, epidemia, bioterroryzm, zamach (lub jego groźba) nuklearny, skażenie żywności, jakieś straszne wirusy:) etc.
  •  kryminały będące częścią serii oraz kryminały z wątkiem nadprzyrodzonym, 
  •  kryminały francuskie,
  • kryminały, w których kobiety zajmują się rozwiązywaniem zagadek, bez względu  na zawód/zajęcie,
  • kryminały niemieckie i austriackie