poniedziałek, 14 maja 2018

Biała chryzantema - Mary Lynn Bracht

Wydawnictwo Prószyński i Ska, Moja ocena 6/6 
Biała chryzantema to bardzo dobra książka, ale też bardzo trudna, wyczerpująca psychicznie, emocjonalnie, a do tego posiadająca w sobie ogromne pokłady cierpienia.
Autorka opowiada czytelnikowi niezwykle poruszającą historię dwóch sióstr, które rozdzieliła wojna. Historia kobiet została świetnie ukazana
na tle trudnej i krwawej historii Korei.
Bracht wspaniale nakreśliła kontekst historyczny. Nie epatuje przesadnym okrucieństwem, ot opowiada poruszającą prawdę, która wali niczym obuch czytelnika po całym ciele.  
Historia opowiedziana jest na dwóch płaszczyznach, obecnej w XXI wieku i tej sprzed kilku dekad. 
Wybór takiego, a nie innego kwiatu na tytuł książki nie jest przypadkowy. Biała chryzantema to w Korei symbol żałoby. W książce to metafora odnosząca się zarówno do nieprzeżytej przez bohaterkę żałoby, straty po kimś najbliższym, jaki i ogólnie po świecie, którego nie ma, po marzeniach, które nie miały szansy się spełnić.  Kobieta mimo przeżytych cierpień, dramatu, jakiego doświadczyła, nie ma prawa głośno cierpieć, cały ból musi dusić w sobie. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co musi dziać się we wnętrzu takiej osoby.
To także żałoba po utraconym bezpiecznym życiu tysięcy kobiet, których los był podobny, lub bardzo zbliżony do tego, jaki stał się udziałem jednej z bohaterek, Emiko.
Bardzo dobrze ukazane są także elementy społeczne, kulturowe, dot. historii, ale także życia codziennego Korei, jej historii, obyczajów. Wiele z nich mnie zadziwiło, kilka zszokowało.

Mam wrażenie, iż dla debiutującej autorki Biała chryzantema to swoiste katharsis, rozliczenie z trudną, dramatyczną wręcz przeszłością.
Gorąco polecam. Niewiarygodnie poruszająca choć napisana prostym językiem książka.





2 komentarze:

  1. Czuję,że to coś idealnego dla mnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bardzo tę historię przeżywałam.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.