piątek, 22 kwietnia 2016

Ritterowie - Patrycja Pelica

Wydawnictwo Muza
Wbrew ogólnemu zachwytowi mnie ta książka nie urzekła.
Patrycja Pelica opowiada historię niezwykle ciekawą. Jej treścią są losy wielopokoleniowej rodziny zamieszkującej dawne Prusy, czyli dzisiejsze Mazury. Losy rodziny poznajemy od 1920 roku, śledzimy je poprzez lata okupacji niemieckiej aż do czasów powojennych.
Główna bohaterka to poszukująca własnych korzeni młoda Niemka. Za jej sprawą poznajemy kronikę rodziny, śledzimy losy Ritterów, poznajemy ich smutki i radości.
Lubię sagi rodzinne, nawet bardzo lubię. Im bardziej skomplikowane, wielotorowe losy bohaterów, tym dla mnie lepiej. Cenię wplatanie w ludzkie losy wielkiej (w kontekście kraju, kontynentu) historii, ale i tej małej, lokalnej.  Pomysł fabuły Ritterów jest bardzo ciekawy, treść także. Do lektury zdecydowanie zachęca cudowna, magiczna okładka (brawa dla wydawnictwa).

Co w związku z tym nie odpowiadało mi w książce? Jedno- język. Autorka posługuje się językiem poetyckim, zwyczajne z pozoru zdarzenia za jego sprawą nabierają w moim odczuciu zbędnego, momentami nawet śmiesznego patosu. Próbowałam się do takiego sposobu pisania przyzwyczaić, "wczytać się " w książkę. Nic to nie dało. Taki styl pisarski, swoista maniera nie odpowiadają mi. Mniej przeszkadzały mi przeskoki pomiędzy wydarzeniami z przeszłości i teraźniejszości, niż język, którego używa pisarka. Nie odpowiadał mi on w części dot. losów Ritterów, bardziej pasował do samych opisów mazurskich krajobrazów, terenów, na których żyli Ritterowie.
Nie ukrywam, książkę przeczytałam do mniej więcej połowy, dalej nie dałam rady. Uznałam, że jeżeli do tego momentu nie przypadła mi do gustu, nie ma co się męczyć.
Wiem, dla wielu język, jakiego używa Patrycja Pelica jest zaletą. Dla mnie wręcz przeciwnie.
Niemniej zachęcam do lektury książki. Być może wam Ritterowie przypadną do gustu, co biorąc pod uwagę ilość pozytywnych opinii w sieci, jest bardzo prawdopodobne. 

W związku z  niedoczytaniem do końca, nie daję książce żadnej oceny. Nie ma to sensu.

8 komentarzy:

  1. co człowiek - to opinia. nie wszystkim musi się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie slyszlam o tej ksiazce, moze jednak sie skusze, bo ja tez jestem z Mazur takze z tego wzgledu interesowaloby mnie , zeby po nia siegnac. Z tego , co piszesz to historia jest ciekawa, tylko nie sposob w jaki jest napisana...zobacze. Poki co, tytul zapisze w notesie . Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście widziałem wiele bardzo entuzjastycznych recenzji na blogach. Jeżeli jednak styl pisania autorki jest 'ciężki', nie warto się męczyć.
    Ja kiedyś brnąłem nawet przez najnudniejszą powieść. Teraz porzucam bez sentymentu. Szkoda czasu i wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu nie przepadam za patosem, więc chyba sobie odpuszczę. Rozumiem Twój zawód, czasem niepasujący język powieści wystarczy, żeby przyjemność z lektury była niemożliwa do osiągnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciebie zmęczył język, mnie forma. Szkoda, bo pomysł na fabułę naprawdę niezły.
    PS. Jak wiosennie się u Ciebie zrobiło:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Poetycki język i saga rodzinna - tyle mi wystarczy, by mieć na uwadze tę książkę, ale dobrze, że trafiłam na Twoją opinię, bo teraz będę mogła podejść do powieści z całkiem innym nastawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja opinia to kolejna krytyczna, którą czytam na temat tej pozycji. A faktycznie, zapowiadało się, że lektura będzie pasjonująca.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ona leży u mnie na biurku i chyba czeka za długo. różne, sprzeczne opinie o niej czytałam, więc po prostu nie będę oczekiwała zyt wiele ;)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.