niedziela, 12 lipca 2015

Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit – Suki Kim

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 4,5/6
Korea Północna, to jak podają wszelakie dane (cytuję m.in. z w wikpedii)- państwo w Azji Wschodniej, powstałe w północnej części Półwyspu Koreańskiego po II wojnie światowej, na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. Oficjalnie, według konstytucji, Korea Północna jest republiką socjalistyczną. Mniej oficjalnie - panuje tam dyktatura całkowita, najgorsza z możliwych do wyobrażenia i całkowite zniszczenie, upodlenie jednostki. 
Korea Północna, to państwo odizolowane od świata. Co jakiś czas uda się dosłownie cudem stamtąd komuś wydostać. I wtedy na jaw wychodzą kolejne okrucieństwa jakich jednoosobowa władza absolutna pod postacią kolejnego członka rodziny Kim dopuszcza się wobec Koreańczyków z Północy. 
Suki Kim to nauczycielka angielskiego pochodząca z Korei Południowej (urodzona w Seulu), a  obecnie (od 13. roku życia) wraz z rodzina mieszkająca w USA. Udało jej się wraz z grupą nauczycieli dostać do pilnie strzeżonej Korei Północnej i tam ucząc młodych ludzi poznać choć w pewnym stopniu ich życie. Wrażenia z pobytu i pracy w Pjonjgang Kim opisała w niniejszej książce. 
Nie da się streści książki, nawet w najmniejszym stopniu. To co opisuje Kim, to jeden wielki koszmar i absurd. Życie codzienne w Korei, wegetacja ludzi żyjących w głodzie i wiecznym przerażeniu, ich całkowicie wypaczone postrzeganie rzeczywistości i brak jakichkolwiek szans na zmianę losu. 
Kim, jako nauczycielka miała niezwykle trudne zadanie. Musiała żyć zgodnie ze wszystkimi nakazami i zakazami Korei Północnej, należycie wykonywać swoja pracę, a jednocześnie tak lawirować, żeby nie przekazać uczniom za dużo wiedzy o tym jak się żyje poza ich krajem. Najdrobniejszy nawet gest, najmniejsze niewłaściwie odebrane przez kogoś słowo mogło się dla autorki książki żle skończyć. Krótki w sumie pobyt w Korei Północnej Kim przypłaciła wielką depresją. Dlaczego? Zrozumiecie sami po przeczytaniu jej wspomnień.
Jak sama Sue Kim pisze (...)  Chciałam wyjść poza utarte, niemal komiczne portrety Wielkiego Wodza – szaleńca z dziwną fryzurą i w śmiesznym stroju, który w wolnym czasie uwielbia straszyć resztę świata wojną atomową. Prawda jest dużo bardziej bolesna i przerażająca. Chciałam pomóc ludziom z zewnątrz dostrzec w Północnych Koreańczykach osoby z krwi i kości, z którymi można się zidentyfikować, bo dzięki temu zaczniemy naprawdę przejmować się ich sytuacją (...). Czy jej się to udało? Sami oceńcie w trakcie lektury, do której serdecznie zachęcam. Książkę czyta się niezwykle szybko. Zasługą jest jej reportażowy styl, lekki język i nie ukrywajmy- bez mała sensacyjna, nie do uwierzenia treść. 
Po skończeniu lektury gwarantuje, każdy z nas będzie szczęśliwy, że mieszka tam, gdzie mieszka. To uczucie szczęścia bezcenne:).

sobota, 11 lipca 2015

Zrozumieć Amelię - Kimberly McCreight

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5/6
Książka opowiada o prawniczce Kate Baron, która wezwana do szkoły swojej nastoletniej córki Kimberly, po dotarciu na miejsce dowiaduje się, że córka popełniła samobójstwo, skoczyła z dachu. Kate trudno się pogodzić ze stratą córki. Jej niepokój co do prawdziwych przyczyn zgonu nastolatki wzmacnia anonimowy sms. Po jego otrzymaniu Kate rozpoczyna śledztwo, które przyniesie nieoczekiwane wyniki.
Książka bardzo dobrze napisana, czyta się ją wyśmienicie. Chociaż jeżeli mam być szczera, nazwanie jej hitem jest przesadą. Bardzo dobry thriller, od lektury którego faktycznie trudno się oderwać, ale nie hit. 
Mimo tej drobnej uwagi gorąco zachęcam was do lektury. Debiutancka powieść amerykańskiej autorki jest na prawdę bardzo dobra. 
Autorce udało się świetnie uchwycić zarówno koszmarną wręcz atmosferę i toksyczne wnętrze prywatnej, niezwykle elitarnej szkoły, do której uczęszczała Amelia, jak i tragedię samotnej matki, która po śmierci jedynego dziecka wyrzuca sobie brak należytej opieki, szuka winy za doznaną stratę we wszystkich, a najwięcej w sobie i swoim postępowaniu. Czy Kate zbytnio poświęcająca się pracy mogła coś zrobić żeby zapobiec śmierci córki?
Wielkim atutem książki jest także jej tematyka. Wiem dramatyczna, ale także bardzo realna, przystająca do naszej rzeczywistości. Tyle się obecnie słyszy, czyta o dramatach nastolatków, gimnazjalistów, licealistów. Dotyczy to także w coraz większym stopniu Polski. Często zastanawiamy się co za tym idzie, co decyduje o fakcie, że młodzi ludzie zdobywają się na desperacki krok. Czy na prawdę jest on kwestią ich własnego wyboru? A może w tle stoi coś zupełnie innego....
Opowiedziana przez Kimberly McCreight historia jest przerażająca, bo prawdziwa i może się przydarzyć każdemu z nas. Polecam książkę zarówno osobom dorosłym jak i nastolatkom. To doskonały, donośnie brzmiący alarm i ważna wskazówka.

 

czwartek, 9 lipca 2015

Lost and found - Zadie Smith

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 5-/6
Opowiadania nie są najbardziej lubianą w Polsce formą literacką. Ja jednak od czasu do czasu lubię po nie sięgać. 
Lost and Found to niezbyt gruba książka zawierająca 3 opowiadania. Nie ma sensu ich streszczać. Każde z nich  jest inne, każde ma wielka historię, jest wspaniale napisane, ale...każdemu też wg. mnie brak zakończenia. Tzn. niby ono jest, ale w żadnym z tych trzech opowiadań  nie usatysfakcjonowało mnie ono. Po skończeniu lektury czułam się, jak ktoś komu nie pozwolono zobaczyć końcówki niezwykle wciągającego serialu, zakończenia, które było tuż tuż. Bez wątpienia każda z historii przedstawionych w tym mini tomiku ma ogromny potencjał. Mam nadzieję, iż autorka stworzy z nich kiedyś dłuższe lub krótsze powieści. 
Poza tym to doskonała literatura, w której znajdziemy sporo problemów aktualnych od wielu lat. Bohaterowie Zadie Smith borykają się z uprzedzeniami i w każdej możliwej kwestii- zawodowej, życiowej, rasowej, majątkowej, religijnej etc.Każda z opowieści przepełniona jest jakby smutkiem, stratą, a jednocześnie nadzieją, że coś się zmieni. 
Troje bohaterów, obcych dla siebie, absolutnie ich nic nie łączy. Jednak jak się okaże, maja ze sobą wiele wspólnego. Jestem przekonana, iż także wielu czytelników w postaciach stworzonych przez Zadie Smith odnajdzie choćby fragment siebie, swojego życia. 
Zachęcam do lektury.



 

środa, 8 lipca 2015

Stulecie Winnych t. 3 - Ałbena Grabowska

Wydawnictwo Zwierciadło, Moja ocena 5/6
Stulecie Winnych, to dobrze napisana, ciekawa saga o losach polskiej rodziny Winnych. Sag na rynku wydawniczym jest sporo. Ja najbardziej cenie te, które oprócz historii rodzinnych mają w swojej treści coś więcej. Najnowsze literackie dzieło Ałbeny Grabowskiej bez wątpienia do takich książek należy.
Historię wielopokoleniowej rodziny Winnych śledzimy na przestrzeni blisko stu lat. Poznajemy koleje losu każdego członka rodziny, które autorka niezwykle umiejętnie wplata w dramatyczne wydarzenia, z których zasłynął miniony XX wieku. 

Ci, którzy wierzyli, to trzeci i ku mojemu żalowi ostatni tom sagi. Akcja tomu rozpoczyna się w latach 70. XX wieku, w okresie niezwykle trudnym dla większości polskich rodzin, także naszych bohaterów. Kwestia trudów życia w kolejnych latach w komunistycznej, a póżniej wolnej Polsce, to nie tylko problemy z zaopatrzeniem, czy innymi aspektami dnia codziennego, ale także dążenia niepodległościowe, na które odpowiedzią są represje władz skierowane przeciw opozycji, strajki, kolportaże ulotek, podziemie opozycyjne i wiele innych.
Razem z Winnymi przeżyjemy wprowadzenie stanu wojennego , zabójstwo księdza Popiełuszki, wybór Polaka na papieża, pierwsze wolne wybory, odradzające się państwo polskie, koniec cenzury. W tle  narodziny mafii pruszkowskiej, która będzie miała zbyt duży wpływ na losy rodziny Winnych.
Na tle tych wydarzeń toczą się losy kolejnych pokoleń Winnych. 
Genialnie odmalowani bohaterowie, to to co uderza już od lektury 1. tomu trylogii. Każda z postaci jest niezwykle wyrazista, ma swoje wady i zalety, przeżywa wiele radości, ale nie oszczędzają jej też smutki. Jednym słowem, autorce udało się stworzyć bohaterów, którzy są tacy jak my, z którymi zachowaniami, problemami, radościami możemy się identyfikować.
Niewątpliwym plusem całej trylogii są także doskonale, z oddaniem wielu szczegółów, nakreślone realia świata i czasu, w których rozgrywa się akcja książek. Plusem jest też wierne oddanie otoczenia, w którym w danym momencie żyją bohaterowie. Już od początku lektury rzuca się w oczy fakt, iż autorka bardzo wiele czasu poświęciła na zebranie materiału poznawczego, na poznanie danego wycinka XX wieku zarówno pod względem historycznym, jak i socjologiczno-obyczajowym. Dało to doskonały efekt w postaci książek, od których trudno się oderwać. 

 Za książki dziękuję księgarni internetowej Platon (klik) 




wtorek, 7 lipca 2015

Gołas - Agnieszka Gołas

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Wiesława Golasa kojarzą chyba wszyscy. Ten wspaniały, liczący obecnie 85 lat aktor, to jeden z najznamienitszych polskich aktorów filmowych i teatralnych. Jego osiągnięcia są wręcz porażające. Zagrał bowiem w aż 90 filmach i serialach, z których te najsłynniejsze to: Żona dla Australijczyka, Dzięcioł, Hydrozagadka, Brunet wieczorową porą,  Poszukiwany poszukiwana, Czterej pancerni i pies, Kapitan Sowa na tropie, Droga, Lalka i Alternatywy 4. Występował także w teatrze oraz w kabaretach: "Dudek", "Koń" i w "Kabarecie Starszych panów". Zagrał ponad 120 ról. Równie doskonale czuł się w rolach komediowych, jak i dramatycznych. W obu gatunkach pokazywał pełnię swojego talentu. 
Jest nie tylko jednym z  najzdolniejszych polskich aktorów XX wieku, ale także jednym z  najbardziej lubianych. Ujmuje talentem, skromnością, uśmiechem, sposobem bycia. 
Z wielką radością sięgnęłam po biografię p. Gołasa. I nie zawiodłam się. Książka ma formę rozmowy aktora z córką (która jest jednocześnie autorką wspomnień aktora) Agnieszką Gołas. Właściwie jest to wywiad rzeka.
Z doskonale skomponowanej treści wyłania się obraz człowieka niezwykle ciepłego, mądrego, pokornego, który wiele w życiu przeszedł (chociażby w trakcie II wojny światowej), a mimo to potrafił chwytać życie, korzystać z nadarzających się szans i wielkiego talentu. 




Oprócz rozmowy aktora z córką, książka aż skrzy się od licznych anegdot, materiałów archiwalnych dot. życia i pracy bohatera, wypowiedzi innych osób o Wiesławie Gołasie. 
Dobrą chwilę zastanawiałam się, co w książce jest najciekawsze...i nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Całość, jak dla mnie genialna. Taką wisienką na torcie są liczne zdjęcia (od których książka wręcz pęka w szwach) i anegdoty dot. filmów, sztuk teatralnych, w których aktor występował. Ukazują one naszego bohatera nie tylko, jako genialnego artystę (każda jego rola jest genialna), ale także jako niezrównanego kompana, dowcipnisia, niesamowicie inteligentnego człowieka. 
Książkę dosłownie połknęłam. W trakcie lektury wielokrotnie śmiałam się, aż mnie brzuch bolał. Ale kilkakrotnie także łza w oku mi się zakręciła. 
Wielokrotnie w trakcie lektury zdumiewało mnie, jak wielkim i jednocześnie skromnym, mądrym człowiekiem był i jest ten wspaniały aktor. Osiągnął tak wiele bez wikłania sie w skandale, bez pchania się na czołówki gazet. 
Zachęcam do lektury.

Źródło zdjęć: www.tvp.info.pl

niedziela, 5 lipca 2015

Wahadło Foucaulta - Umberto Eco

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Wahadło Foucaulta to nietypowa książka, ponieważ zaczyna się..od końca. Włoski pisarz na pierwszych stronach przedstawia bowiem głównego bohatera w scenie bez mała finalnej, u kresu całej opowieści. Znamy jego los (czyli los głównego bohatera), wiemy także co przydarzy się innym postaciom, które do życia powołał na kartach książki niezrównany Włoch. Można by więc od razu powiedzieć..po co czytać, skoro wiemy już wszystko. Otóż nic bardziej mylnego. Mimo posiadanej wiedzy tak na prawdę nie wiemy nic. Eco snuje bowiem wspaniałą historie, w którą wplątani są bez mała wszyscy: templariusze, masoni, postaci mityczne, święci różnoracy, jest nawet Atlantyda, są czary i wiele innych rzeczy, osób, zjawisk. 
Wszystko to zmierza do wielkiego spisku, który... my sami, czytelnicy musimy wytropić. Ba musimy odgadnąć, czy ów spisek na prawdę istnieje, czy tylko jest naszą ułudą. 
Wahadło...to wspaniała książka, choć nie ukrywam, na pierwszy rzut oka może się wydawać nieźle zagmatwaną. jednak bez obaw. W miarę czytania, wszystko (no prawie wszystko) staje się coraz jaśniejsze, bardziej klarowne. Co jednak nie znaczy, że łatwo jest nam odkryć prawdę. 
Eco genialnie posługuje się słowem, metaforami, wspaniale ukrywa niektóre rzeczy, inne zamienia w iluzję. A to wszystko zaserwowane czytelnikowi wyjątkowo pięknym językiem. 
Nie ukrywam, Wahadło Foucaulta to trudna, wielowątkowa pozycja, wymagająca skupienia, taka, której nie da się czytać od razu, taka która niezbyt nadaje się na plażę, czy relaks w parku. Wymaga niesamowitego skupienia i wręcz 100-procentowej uwagi. Jednak warto dać jej szansę. Nagrodą jest wspaniała proza i powieść najwyższych lotów.

sobota, 4 lipca 2015

Zadbam o to, żeby nigdy cię nie stracić - Diego Galdino

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Zadbam o to, żeby cię nie stracić, to moje drugie spotkanie z prozą Diega Galdino, właściciela kafejki i pisarza w jednym. 
Mniej więcej wiedziałam czego mogę się po książce spodziewać, ale autor i tak mnie zaskoczył.
Ale nie będę zdradzać szczegółów, żeby nie psuć wam przyjemności jaką niewątpliwie daje lektura książki. Fabula jest niezwykle prosta. Nakreślenie choby 3-4 zdań o niej, sprawiłoby, że w sumie zdradziłabym większą część historii. Zadbam o to......, to nie miała być lektura ambitna, poruszająca, zmuszająca do myślenia. To książka idealna na czas wakacji, gdy temperatura jest za oknem taka jak obecnie. Nowa książka włoskiego pisarza, to lekka i bardzo romantyczna, pełna niespodzianek, ale i sympatyczna, momentami wręcz urocza (ale nie infantylna) włoska opowieść o historii, która może przydarzyć się każdemu z nas. Namiętność, nowe miejsce w życiu, nieoczekiwane spotkanie z drugą osoba, która może się okazać tą jedyną, związane z tym (w pełni zrozumiałe) rozterki, a w tle magia Rzymu, kwintesencja włoskiego stylu życia.
Aromat kawy, magia Włoch i namiętność wręcz wyzierają z kart książki, która okazała się idealną lekturą na gorące (jeszcze urlopowe) popołudnie i przerywnikiem w czytaniu trudniejszej lektury. Autor wspaniale opisuje rodzące się uczucie i magiczna kwintesencję Wiecznego Miasta oraz pozostałej części Italii.
Gorąco zachęcam do lektury.Jeżeli szukacie lektury łatwiej, przyjemnej, przy której odpoczniecie, a do tego lubicie ciekawe, doskonale nakreślone historii i Włochy, Zadbam o to, żeby cię nie stracić jest lekturą dla was.

piątek, 3 lipca 2015

Stulecie winnych t. 1 i 2 - Ałbena Grabowska

Wydawnictwo Zwierciadło. Moja ocena 5/6
Stulecie winnych, to dobrze napisana, ciekawa saga o losach polskiej rodziny Winnych. Sag na rynku wydawniczym jest sporo. Ja najbardziej cenie te, które oprócz historii rodzinnych mają w swojej treści coś więcej. Najnowsze literackie dzieło Ałbeny Grabowskiej bez wątpienia do takich książek należy.  
Historię wielopokoleniowej rodziny Winnych śledzimy na przestrzeni blisko stu lat. Poznajemy koleje losu każdego członka rodziny, które autorka niezwykle umiejętnie wplata w dramatyczne wydarzenia, z których zasłynął miniony XX wieku. 
Opowieść rozpoczyna się od dramatu rodzinnego mającego miejsce tuż przed wybuchem I wojny światowej. Dalej czytamy o tym wszystkim, co było udziałem większości rodzin polskich w tamtym okresie. Są to choroby, strach, głód, bieda, z którą zmagała się ówczesna wieś etc. Jednak tom 1. to nie tylko zło, smutek  bieda. To także  wiele radości, miłości, sympatii, chwile szczęścia tym cenniejsze, że wplecione w dramatyczną historię rozgrywająca się bez mała tuż za oknem. 
2. tom sagi opowiada o latach poprzedzających wybuch najkrwawszej z wojen i o przebiegu II wojny światowej, oraz o latach po jej zakończeniu. Jest to okres o wiele gorszy, niż ten przedstawiony w tomie 1. Dotyczy to rodziny Winnych, ale także ich przyjaciół, których losy poznajemy. 
Razem z bohaterami bierzemy udział w przygotowaniach do wojny, walczymy na jej różnorodnych frontach, a także giniemy. Tak, może to odrobinę makabryczne, ale bardzo podobało mi się, iż autorka nie bała się uśmiercać wielu swoich bohaterów. W przeciwieństwie do niej, zbyt wielu pisarzy aż nadmiernie przywiązuje się do stworzonych przez siebie postaci, nie uśmierca ich, nawet gdy zgodnie z logiką wymaga tego treść książki, co daje często kuriozalne efekty. Ałbenie Grabowskiej tego się udało uniknąć. 
Niewątpliwym plusem trylogii są doskonale, z oddaniem wielu szczegółów, nakreślone zarówno losy bohaterów, jak i realia świata i czasu, w których rozgrywa się akcja książek. Plusem jest też wierne oddanie otoczenia, w którym w danym momencie żyją bohaterowie. Już od początku lektury rzuca się w oczy fakt, iż autorka bardzo wiele czasu poświęciła na zebranie materiału poznawczego, na poznanie danego wycinka XX wieku zarówno pod względem historycznym, jak i socjologiczno-obyczajowym. Dało to doskonały efekt w postaci książek, od których trudno się oderwać.
Tempo akcji obu książek jest różne, przy czym to tom 2. może się poszczycić tempem iście brawurowym i większą ilością różnych akcji, wydarzeń, często o wiele dramatyczniejszych niż te opisane w tomie 1.  
Burzliwe losy wielopokoleniowej rodziny zręcznie wplecione w zawirowania dziejowe XX wieku, to doskonały materiał na porywającą książkę, którą Ałbenie Grabowskiej bez wątpienia udało się stworzyć. 
Gorąco zachęcam do lektury. A ja lada moment sięgnę po tom 3.

Za książki dziękuję księgarni internetowej Platon (klik) 



czwartek, 2 lipca 2015

Wywiad z J. K. Johannson



W sierpniu rok temu tutaj- klik recenzowałam 1. tom trylogii J. K. Johannson. Pod tym pseudonimem ukrywają się popularni fińscy autorzy, na co dzień piszący scenariusze filmowe i telewizyjne. To oni tworzą kolejne tomy trylogii Palokaski.
Obecnie nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się tom 2 mrocznej trylogii Palokaski.
Poniżej prezentuję wam wywiad z autorami serii.

Noora to historia o nastolatce, która nie miała przyjaciół wśród rówieśników, nikt jej nie zapraszał na imprezy i nikt z nią nie miał ochoty rozmawiać. Ale pewnej nocy przelała się czara goryczy. Nastolatka usiadła wieczorem do laptopa i przez noc stworzyła swoją nową tożsamość: pięknej, bogatej i szczęśliwej dziewczyny.

M.Smęder/WL:Czy autorzy, którzy występują pod pseudonimem J.K Johansson, pisali drugą część w takim samym składzie? Wydaje się, że gęstość wątków i narracji jest inna  niż w Laurze, bardzie przejrzysta.

J.K. Johansson/Tammi:Pisarze są ci sami, ale w każdej książce podział ról jest trochę inny. Co prawda po Laurze zmienił się redaktor serii, ale tego z pewnością czytelnik nie spostrzeże. Bardzo dobrze, że narracja jest bardziej przejrzysta. Widać, że J. K. robi postępy pisarskie!

WL: Po premierze Laury Finlandia huczała od plotek, wszyscy chcieli wiedzieć, kto się kryje pod tajemniczym J.K Johansson. Czy ktoś rozszyfrował może już tożsamość J.K. Johassona?
                              

       
Tammi:Różne słuchy krążyły i kilkoro pisarzy – w tym Leena Lehtolainen – zdążyło już ogłosić, że oni na pewno nie ukrywają się za J.K. Johanssonem. Jednak tożsamość piszących pod tym pseudonimem nie została ujawniona.

 WL: Dlaczego chcecie pozostać nieznani?

Tammi:W naszej grupie są osoby, których praca lub pozycja społeczna mogłyby ucierpieć, gdyby ich nazwiska bez potrzeby zostały powiązane z serią kryminalną. Z drugiej strony chcemy, aby Palokaski stanowiło pewien „świat możliwy”, który żyje na własnych zasadach. Chcieliśmy też, żeby czytelnicy myśleli raczej o Mii i Nikke Pohjanvirta niż o autorach, którzy mogliby im być znani skądinąd.
 

WL: Miia, specjalistka od przestępczości w Internecie, ma kilka kontrowersyjnych nałogów, a jej brat, psycholog szkolny, zbyt spoufala się z nastolatkami. Wszyscy bohaterowie mają coś na sumieniu. Czytelnicy mogą się lepiej poczuć. Bo „nikt nie jest tym kim się wydaje”.

Tammi: W Palokaski każdy ma coś do ukrycia. Poczekajcie na trzeci tom, a jeszcze wielu rzeczy się dowiecie...
 

 WL: Gdzie leży region Palokaski?  Czy nazwa coś znaczy, czy jest fikcją literacką? 

Tammi:Palokaski to mogłaby być nazwa jakiegokolwiek przedmieścia w Finlandii. Dosłownie oznacza płonące, spalone karczowisko, a więc sugeruje zarówno tradycję (w Finlandii niegdyś wypalało się lasy pod uprawy), jak i pewnego rodzaju „gorącą akcję”.

WL:Akcja powieści toczy się w Palokaski, w której mieszkają zarówno bogaci w domach jednorodzinnych na wybrzeżu, jak i klasa średnia w blokach wybudowanych w latach 60. Co chcieliście przekazać, wybierając takie miejsce akcji?


 Tammi:Dzielnica Palokaski to świetna scena do przedstawienia współczesnej fińskiej rzeczywistości. Przepaść w poziomie życia w Finlandii znacząco się pogłębiła i lśniące pałace nad brzegiem morza są jak z zupełnie innego świata w porównaniu do zaniedbanych bloków , które wznoszą się jeden za drugim. Ale wszystkich spaja szkoła w Palokaski, do której chodzą zarówno bogaci, jak i biedni. Taka dzielnica sprawia, że możliwe staje się spotkanie w jednym miejscu różnych ludzi i różnych sposobów życia.
 
WL:J.K. Johansson do tego stopnia zintegrował się z rolą, że ma już swoją tożsamość i intrygującą osobowość.  Czy również na portalach społecznościowych, a może randkowych?
Tammi:Wszyscy uwielbiamy Internet, bo możemy w nim być, kim tylko chcemy! Jedną z najciekawszych stron Internetu są najróżniejsze portale randkowe. Ludzie prezentują się na nich tak, jak ich zdaniem świat chciałby ich widzieć. Tym samym zdradzają o sobie dużo więcej, niż im się wydaje. J.K. Johansson miał w zwyczaju testować fikcyjne postaci, zakładając im profile na portalach randkowych. W ten sposób rodzi się osoba. I fascynująca lektura. J.K. Johansson ma oczywiście także profil na Facebooku i za jego pośrednictwem można zadawać pytania. Oczywiście nie znamy polskiego, ale po angielsku damy radę.
 
WL:Jednym z głównych tematów książki są blogi o modzie i stylu życia – taki blog zaczyna prowadzić Noora. Z szarej myszki przemienia się w wyrafinowaną, przebojową, bogatą i bardzo popularną  Madde. Czy do blogów, które uwielbiają nastolatki, łatwo wsączyć niebezpieczne idee dorosłych?


 Tammi:Blogi lifestylowe to odrębny gatunek. Osoby, które je prowadzą, twierdzą, że przedstawiają swoje życie, ale w rzeczywistości przedstawiają życie, które chcieliby wieść. Dawniej ten sam świat prezentowano w błyszczących katalogach mody, ale teraz za pomocą blogów lifestylowych każdy może photoshopem zrobić sobie życie na glamour. Tak łatwo powstaje  fałszywy obraz tego, co na świecie jest możliwe i prawdziwe. I naprawdę można z tym przesadzić. Kiedy Noora była już gotowa, przeczytałem (lub „przeczytałam” – fiński nie ma rodzaju gramatycznego, SM) o młodej Brytyjce, która twierdziła, że odbyła niesamowitą podróż zagraniczną, i dzieliła się z internautami niesamowitymi selfie, później jednak się okazało, że to fałszywki, a dziewczyna nie wychodziła z domu. Boję się nawet pomyśleć, co w sieci jest nieprawdą, tylko jeszcze o tym nie wiemy.

WL:Jak sądzicie, dlaczego świat nastolatków i dorosłych tak różni się od siebie? Jakby młodzież i ich rodzice mówili  zupełnie odmiennymi językami?

Tammi:Młodzi od zawsze żyją we własnym świecie, a dorośli widzą tylko to, co nastolatki im opowiedzą. Albo to, na czym ich dorośli nakryją. Dzięki internetowi i smartfonom jeszcze łatwiej dziś stworzyć sobie własną kulturę, kiedy dorośli nie widzą, co młodzi robią na swoich telefonach. Łatwo potajemnie randkować na WhatsAppie, kiedy nie trzeba nawet wychodzić z domu i szwędać się po ulicach. Z drugiej strony jednak dorośli też byli kiedyś młodzi i większość z nich doskonale wie, o co chodzi – nawet jeśli ich dzieci nie zawsze zdają sobie z tego sprawę.

WL:Miia, szkolny pedagog i była policjantka od Internetu ma pełne ręce roboty. Małolaty niechętnie spowiadają się dorosłym, a ich subkultura jest hermetyczna, co nie znaczy bezpieczna. Czy J.K. Johansson ma blogerskie doświadczenia?

Tammi:J.K. Johansson miał w sumie sześć różnych blogów na przestrzeni dziejów. Ale dziś Johansson najchętniej wyłącza komputer i czyta – na przykład nową książkę Gillian Flynn.
 

WL:Czy nie skusiło autora poprowadzenie fałszywego lifestyle’owego bloga o banałach, ciuszkach, randkach i drogich torebeczkach?

Tammi:Oczywiście! Ale tym razem mu wystarczyło, że stworzył blog Noory w książce.

WL: Może taki blog już istnieje tylko po to żeby zdobyć informacje do drugiej części Palokaski?

Tammi:Uważnie czytaliśmy rozmaite blogi lifestylowe. I dyskusje, jakie o nich prowadzono. W Finlandii jest bardzo aktywne forum dyskusyjne na stronie vauva.fi – początkowo panel dyskusyjny czasopisma poświęconego małym dzieciom - i tam prowadzi się najbardziej zażarte dyskusje i publikuje najbardziej soczyste plotki o blogach lifestylowych w całej fińskiej sieci; w pewnym okresie po vauva.fi krążyła pogłoska, że pierwowzorem blogu Madde był jeden z najbardziej popularnych blogów fińskich, ponieważ Johansson odkrył, że ten superpopularny blog jest w istocie ściemą. Kto wie…

WL:Jak dokładnie wygląda srebrny wisiorek z aniołkiem, który przewija się przez trylogię?

Tammi:To już każdy będzie musiał sam sobie wyobrazić. Ale tajemnica łańcuszka z aniołkiem zostanie wyjaśniona w trzeciej części. Życzymy pasjonującej lektury!
 
Z J.K Johanssonem rozmawiała Magdalena Smęder Wydawnictwo Literackie

środa, 1 lipca 2015

Notebook - Tomasz Lipko

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Z reguły wszystkie ochy i achy wydawnictw traktuję delikatnie pisząc sceptycznie. Bardzo często, ba z reguły, są one przesadzone. Nastawiam się na wielkie wow i w trakcie lektury często (niestety zbyt często) czuję się jakby ulatywało ze mnie powietrze przez coraz bardziej poszerzającą się dziurę rozczarowania.
Zrozumiałe więc, iż lekturę Notebooka rozpoczęłam z  dużą dozą nieufności. Jednak już po pierwszych kilkunastu stronach całkowicie zostałam wchłonięta przez tę z pozoru zwyczajną, a jak się szybko okazało niezwykłą i grożną historię. Notebook  to nowoczesne połączenie thriller z kryminałem oraz powieścią psychologiczną i obyczajową. 
Znany dziennikarz Tomasz Lipko w swojej debiutanckiej książce porusza wiele ważnych tematów. Są wśród nich: niezależność mediów, niezawisłość sądów i prokuratury, pełna luk ochrona danych osobowych, uzależnienie ludzi od wszystkiego co tylko przyjdzie wam do głowy (oraz od tego czego jeszcze nie ogarniacie) i ciemna strona Internetu. A wszystko zaczęło się za sprawą szeregowego, dobiegającego 40-ki, będącego w lekkiej depresji prokuratora, który uruchamia znaleziony w miejscu katastrofy samochodowej notebook. Za jego sprawą pragnie znaleźć przyjaciół, rodzinę ofiary. Otwierając pierwszy folder nie wie, iż ta czynność zmieni całego jego życie, a w zasadzie przekształci je w coś niebywałego, niebezpiecznego, coś z czym walka wyda się niemożliwym.
Notebook to także książka przełomowa pod kątem zastosowanej w niej technologii. Autor powieści wkomponował w fabułę i fikcyjny świat kilkanaście materiałów filmowych, które czytelnik będzie mógł w dowolnym momencie obejrzeć na ekranie swojego tabletu albo telefonu komórkowego. 
Zachęcam do lektury książki, nie tylko ze względu na jej efekty techniczne:), ale przede wszystkim dlatego, iż to doskonale napisany, trzymający w napięciu od pierwszej strony thriller, tym bardziej fascynujący, iż niezwykle realny. Od zakończenia lektury mam opory przed uruchomieniem notebooka i cały czas zastanawiam się, czy na pewno nie jestem filmowana, podsłuchiwana.
Notebook to bez wątpienia czytelniczy i technologiczny hit nie tylko tegorocznego lata.