środa, 28 sierpnia 2013

Historie Gordianusa: Rzut Wenus, Morderstwo na Via Appia - Steven Saylor

Wydawnictwo Rebis, Okładka miękka, 834 s., Moja ocena 5,5/6
Historie Gordianusa, to moim zdaniem najlepsza z licznych na rynku serii antycznych kryminałów. Akcja kryminałów toczy się w starożytnym Rzymie u schyłku republiki, a bohaterem jest detektyw, tytułowy Gordianus, nie bez kozery nazywany Poszukiwaczem. Jego cechą charakterystyczną jest nieprzeciętna inteligencja i upór w dochodzeniu do prawdy. Dzięki temu nie cierpi na brak klientów, a i wielu ludziom (z różnych warstw społecznych) nieżle zalazł za skórę. Ma więcej wrogów niż przyjaciół, wielokrotnie czyhano na jego życie, ale to nie odstrasza Gordianusa, który rozwiązuje każdą zagadkę.
Rzut Wenus, rozgrywa się w 56r. p.n.e. Do naszego detektywa przybywają dwaj przebierańcy. No, bo jak można określić mężczyznę przebranego za kobietę i eunucha przebranego za mężczyznę. Przebrania są na tyle nieudolne, ze nawet nastoletnia córka Gordianusa, Diana nie daje się na te mistyfikację nabrać. Szybko okazuje się, ze jeden z gości to wielce sławny filozof z Aleksandrii.Prosi on Gordianusa o pomoc. Niestety, ale Poszukiwacz musi odmówi. Tej samej nocy mędrzec zostaje zamordowany. Gordianus zostaje wynajęty, żeby rozwikłać zagadkę morderstwa, które z każdym krokiem staje się coraz bardziej zawikłane i niebezpieczne. W trakcie dochodzenia zostaje wielokrotnie napadnięty, wplącze się w afere polityczną o jakiej mu sie nie śniło (mimo, iż antyczny Rzym pełen był intryg), będzie musiał przeniknąć w najbardziej wyuzdane i mroczne rzymskie lupanaria. 
Czy uda mu się rozwiązać zagadkę? Czy wyjdzie z tych niebezpieczeństw obronną ręką?
Morderstwo na Via Appia, to z kolei sprawa, która miała miejsce w 52r. p.n.e. Ten rok był dla Rzymu wyjątkowy. Po raz pierwszy w historii republiki rzymskiej, najwyższą władzę objęli nowi konsulowie. Stało się tak dlatego, że z powodu intryg wybory, które powinny odbyć się jakiś czas wcześniej nie doszły do skutku. Pewnego dnia w rozgrzanej do czerwoności atmosferze sporów i skandali, na słynnej drodze Via Appia ginie przywódca plebsu. Gordianus po raz kolejny zostaje poproszony o pomoc. Czy uda mu się rozwiązać sprawę i wykryć mordercę?
Jak to u Saylora, postaci mnóstwo, jedne są fikcyjne, inne jak najbardziej prawdziwe, znane nam z lekcji historii. Każda z nich opisana jest drobiazgowo, z dbałością o wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły. Autor odmalowuje przed nami niezwykle realistyczny obraz epoki u schyłku republiki. Tło historyczne jest niezwykle plastyczne, takie w 3D. Dzięki tym opisom świat, w którym żyje i prowadzi swoje śledztwa Gordianus jest dla nas tak prawdziwy, jak ten, w którym sami żyjemy. Zaułki oraz historia antycznego Rzymu nie mają dla nas tajemnic. Świat, w którym żyją bohaterowie powieści Saylora z jednej strony zachwyca (ach ten wspaniały antyczny Rzym), a z drugiej strony budzi obrzydzenie (do bólu realne i plastyczne opisy).
Tak fascynujące książki, jakimi jest cykl przygód Gordianusa, ze wspaniale odmalowanym tłem epoki, pokazują, że ich autor Steven Saylor jest na równi świetnym historykiem (bo nim jest z wykształcenia i zawodu), jak i pisarzem.
Przygody Gordianusa to doskonale napisane, niebanalne kryminały historyczna pełne niesamowitych intryg, dochodzenia na najwyższym poziomie i specyficznych klimatów antycznego Rzymu. Jestem zakochana w tej serii. Kto nie zna Gordianusa, nie prowadził z nim śledztwa nawet nie wie ile stracił. Zachęcam do lektury.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Zapowiedź...

W październiku, nakładem Wydawnictwa ISKRY, ma ukazać się biografia Juliana Tuwima autorstwa Mariusza Urbanka. Bardzo się cieszę. Niedawno tutaj   pisałam o biografii Jana Brzechwy autorstwa Mariusz Urbanka. Książka bardzo mi się spodobała, więc po Tuwima z pewnością sięgnę. Koniecznie muszę jeszcze przeczytać biografię Władysława Broniewskiego, także pióra Urbanka. Podobno rewelacyjna. 
Biografię Tuwima muszę przeczytać z kilku powodów: dla świetnego i rzetelnego autora książki, dla niebanalnej postaci, jaką był Tuwim. Ale przede wszystkim dla Łodzi, z którą był tak mocno przez wiele, wiele lat związany. Miasto to jest także moim rodzinnym, znam wszystkie miejsca związane z Tuwimem. 
Tutaj link  do Łodzi śladami Juliana Tuwima...
I jeszcze jeden link tutaj:).




Sam Tuwim napisał... Gdy w Polsce będzie pomników mych
Więcej, niż grzybów po deszczu,
I w każdym mieście zacznie się krzyk:
"Ja Ciebie wydałem, wieszczu!" -
Niechaj potomni przestaną snuć
Domysły "w sprawie Tuwima",
Bo sam oświadczam: mój gród - to Łódź,
To moja kolebka rodzima!
 
I jeszcze kilka słów o zapowiedzi...
Nazywano go księciem poetów, debiut porównywano do debiutu Adama Mickiewicza, a dzieło jego życia Kwiaty polskie zestawiano z Panem Tadeuszem. Napisał wiele wierszy i piosenek, które przeszły do legendy: Miłość ci wszystko wybaczy śpiewaną przez Hankę Ordonównę, Grande Valse Brillante w wykonaniu Ewy Demarczyk, Wspomnienie z muzyką Czesława Niemena. Jego Ptasie radio i Lokomotywa do dziś nie mają sobie równych w polskiej literaturze dziecięcej, Bal w Operze wciąż na nowo i z tą samą precyzją opisuje rzeczywistość Polski. A muzycy punkowi odkryli Tuwima anarchistę i alterglobalistę.
Książka Mariusza Urbanka opisuje meandry losu i kulisy twórczości Juliana Tuwima – poety, tekściarza kabaretowego, tłumacza, bibliofila, kolekcjonera, badacza i popularyzatora dziejów kultury.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Wojna w Europie - Frido von Senger und Etterlin

Wydawnictwo Rebis, Okładka twarda z obwolutą, 472 s., Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Wojna w Europie, to wspomnienia niemieckiego dowódcy obrony Monte Cassino. Autor wspomnień i jednocześnie ich narrator, Frido von Senger und Etterlin ur. się w 1891r. w szlacheckiej rodzinie w Badenii w Niemczech. Rodzinie powodziło się na tyle dobrze, że Frido przez 2 lata studiował w Oksfordzie. Jego kariera była związana z wojskiem. W czasie I wojny światowej walczył w okopach, ale II wojna światowa pozwoliła mu się wybić. Przechodził różne koleje losu, walczył na wielu frontach, ale to obrona Monte Cassino zagwarantowała mu wysoką pozycję i sławę, von Senger dowodził bowiem słynną Linią Gustawa i przez ponad 4 miesiące odpierał kolejne ataki aliantów. Niewątpliwie von Senger był jednym z najlepszych niemieckich dowódców. O ironio, był zagorzałym antynazistą. Jego poglądy choć znane, nie przeszkodziły mu w zrobieniu wojskowej kariery. W swojej książce bardzo ciekawie i w przystępny sposób opowiada o okresie II wojny światowej. Ciekawie opowiada o swoich losach na kolejnych  frontach II wojny światowej, snuje refleksje nad wątpliwym sensem wielu bitew, potępia wiele czynów, których dopuszczali się inni żołnierze. W ten sposób prezentuje unikalne spojrzenie niemieckiego dowódcy na decyzje Berlina. Wiele z jego opinii popartych jest ciekawymi, wnikliwymi i jak już wiemy z historii - proroczymi refleksjami. 
W książce znajdziemy także informacje na temat specyfiki walk prowadzonych na wyspach, przemyślenia dotyczące przyczyn klęski III Rzeszy, ocenę strategii aliantów.
Von Senger boleje także w wielu miejscach nad losem Żydów. Ujawnia, że wysokich rangą dowódców o poglądach typowo antyhitlerowskich było wbrew pozorom w wojsku niemieckim wielu. Żeby jednak przeżyć starali się wykonywać jak najlepiej swoje obowiązki, chociaż było to sprzeczne z ich sumieniem, poglądami i zdawali sobie sprawę, iż każdego dnia giną kolejni ludzie, czy to w bezsensownych bitwach, czy w komorach gazowych.
Istotna jest jednak kwestia, na którą niestety w książce nie znajdziemy odpowiedzi - ile z tych refleksji, żalów powstawało na bieżąco w trakcie walk, w okresie II wojny światowej, a ile powstało dopiero w trakcie spisywania wspomnień; ile w tych refleksjach jest rzeczywistych uczuć, a ile pod publikę. Trudno jednoznacznie oceniać postępowanie von Sengera i jemu podobnych. Nigdy nie wiemy, jak my byśmy postąpili będąc na ich miejscu. Dobrze się krytykuje siedząc na kanapie, czy w fotelu. Trudniej podjąć właściwe moralnie decyzje, gdy są one częstokroć powiązane z karą śmierci.
Książka jest niewątpliwie bardzo dobrze napisana, przystępnym językiem, w sposób ciekawy. Interesującym jest spojrzenie na pewne rzeczy z punktu widzenia niemieckiego dowódcy oraz śledzenie jego ewoluujących poglądów i swoistej niezwykle dyskusyjnej "moralności".

niedziela, 25 sierpnia 2013

Kciuki proszę uprzejmie trzymać...

...jutro za mnie, rozpoczynam nową pracę. Co prawda praca zdalna, jadę do firmy, zabieram zabawki, papierki i do domu. Pracę wykonuję w domu. Nie mniej jest to stres, jak każda chyba nowa sytuacja, tym bardziej, że w obcym kraju. 
Za tydzień moje dzieci zaczynają szkołę - w obcym kraju, język dopiero w trakcie nauki. Przyznam, że trochę się obawiam, jak to wypadnie. 
Wczoraj mój 6-ciolatek po raz kolejny pobił się i popluł:) z córką sąsiadów. Dziewczynka w tym samym wieku, razem do szkoły będą chodzić. Pierwsze koty za płoty. Ja próbowałam dzieci rozdzielić, a mój mądry prawie 12-letni syn podpuszczał brata - co ty dziewczynie się dasz:) Dobrze, że sąsiedzi normalni, bez zadęcia. Poprzednio ich córka zaczęła, a teraz mój synek:) Mąż się śmieje, że jeszcze nam z tego wielka miłość sześciolatków wyjdzie. 
Ktoś ma takie sytuacje za sobą?
W związku z  tym uprasza się uprzejmie o trzymanie kciuków, cobym nie oszalała i tak w ogóle:)
A jak spędzacie niedzielę? U nas słoneczko, po śniadaniu wybieramy się rodzinnie na piknik. Koce naszykowane, wałówka się szykuje. A jak u was? Jakie plany na dzisiaj?

sobota, 24 sierpnia 2013

Kalkulować...Polacy na szczytach C.K. monarchii - Waldemar Łazuga

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Okładka twarda z obwolutą, 458 s., Moja ocena 6/6
Czytałam, czytałam od kilku tygodni, a w zasadzie podczytywałam fragmentami. Właśnie skończyłam, więc na gorąco opiszę wrażenia.
Dla osoby interesującej się historią, życiorysami niebanalnych ludzi, a wreszcie C.K. monarchią (ja, ja, ja:)) pozycja obowiązkowa i wspaniała lektura w jednym.
Autor książki, Waldemar Łazuga jet profesorem, znawcą dziejów Polski i powszechnych XIX i XX wieku. Jest także kierownikiem Zakładu Myśli i Kultury Politycznej Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. 
W niniejszej książce autor przybliża nam życiorysy i historię karier trzech postaci, które choć są zapomniane obecnie, to odegrały niebagatelna rolę w historii tego fragmentu naszej ojczyzny, który znajdował się pod zaborem austriackim.
Te postaci to: Agenor Gołuchowski, arystokrata, Julian Dunajewski, który był profesorem także z arystokratycznymi korzeniami i Michał Bobrzyński - mieszczanin, który nie zgodził się na przyjęcie tytułu szlacheckiego. Co łączyło tych mężczyzn, poza tym, że wszyscy żyli pod zaborem austriackim? Otóż wszyscy oni odnieśli niebagatelne sukcesy zawodowe, byli ministrami austriackimi, dwóch było namiestnikami i profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego. 
Jednak każdy z tych panów reprezentował sobą inne wartości, miał inny światopogląd. Gołuchowski by największym konserwatystą z całej trójki. Bobrzyński z kolei miał poglądy najbardziej liberalne. Autor omawia ich życie i działalność na przestrzeni okresu od powstania austro-węgierskiej monarchii, czyli od roku 1867 do momentu jej rozpadu, czyli zakończenia I wojny światowej (1918r.).
Jednak nie tylko o w/w panach traktuje ta książka. Łazuga dużo miejsca poświęca także innym Polakom, których życie lub działalność miała znaczenie dla rozwoju karier naszych bohaterów.
Książce daleko do suchej biografii najeżonej faktami i datami. Owszem, faktów i dat jest sporo, ale trudno ich też uniknąć w tego typu dziele. Wszystko to jednak zaserwowane jest w sposób arcyciekawy, poparte licznymi przypisami (podziękowanie dla wydawcy za umieszczenie przypisów u dołu każdej strony), cytatami z listów, pamiętników, a wreszcie ozdobione licznymi fotografiami, przedrukami rycin, plakatów i anegdotami. Wszystko to czyni lekturę wspaniałą wyprawą wstecz do Galicji i pozostałej części austro-węgierskiej monarchii. Dla osoby kochającej jak ja historię i czasy c.k. wspaniała i niezwykła podróż wehikułem czasu.
Swoistą wisienką na torcie są: przebogata bibliografia i piękne wydanie książki - doskonałej jakości papier, wydanie szyte, oprawa twarda z obwolutą.
Gorąco zachęcam do lektury.

piątek, 23 sierpnia 2013

Dziewczęta z Villette - Ingrid Hedstrom

Wydawnictwo Czarna Owca, Okładka miękka, Moja ocena 4-/6
Nie mogę spać w nowym mieszkaniu (chyba muszę się zaaklimatyzować), to czytam...
Podsumuję tak, niezłe czytadło z silnym wątkiem  kryminalno-społecznym. 
I część serii przygód sędzi śledczej Martine Poirot Nauczycielka z Villette   recenzowałam tutaj. I chociaż w euforię czytelniczą nie wpadłam, książka podobała mi się. Mialam nadzieję, ba byłam pewna, że Ingrid Hedstrom w II tomie zaprezentuje wyższy poziom, że książka będzie lepsza. Niestety mamy tu powielanie schematu z poprzedniego tomu, tylko ofiary są inne. Tym razem ofiary to 3 nastoletnie dziewczęta wracające po zmroku z dorocznego święta Villette. Morderstwo to ma miejsce w trakcie świątecznego dyżuru Martine, więc siłą rzeczy ona przejmuje nad nim pieczę. Podejrzany zostaje zatrzymany w kilka godzin. Ale to tylko pozorny sukces. Szybko się bowiem okaże, że nie tędy droga, że aresztowany brat przyjaciółki Martine nie ma ze sprawą nic wspólnego. Kto więc i dlaczego zamordował trzy nastolatki? 
Martine uparcie prowadzi śledztwo, które zaczyna sięgać daleko w przeszłość (schemat aż za dobrze znany z Nauczycielki...). Kilkakrotnie kobieta nadepnie na przysłowiowy odcisk wielu wpływowym osobom (znowu powielany schemat), a rozwiązanie będzie szokiem dla miejscowości (znamy, znamy ten motyw...).
Nie twierdzę, że Dziewczęta...są złą książką. Są dosyć dobre, dobrze się je czyta,  ale jest to pozycja czysto odtwórcza. Tak, jak wspomniałam na początku, po II tomie serii oczekiwałam czegoś więcej. Intryga kryminalna i rozwiązanie są niezłe, bohaterowie ciekawi, doskonale oddane realia miasteczka i pracy sędzi śledczej, genialnie ukazana skrywana przez lata tajemnica matki Martine. I niby powinna być doskonała lektura. Powinna, tylko coś w środku nie zagrało, jak trzeba. Niezbyt umiejętnie autorka skleiła początek z zakończeniem. Mimo wszystko książkę czyta się nieżle, szybko, nie wymaga ona wielkich przemyśleń, ot czytadło na lato o zabarwieniu obyczajowo-kryminalnym.
Mimo kilku w/w zastrzeżeń dam Ingrid Hedstrom jeszcze jedną szansę, przeczytam także III tom, zobaczymy jak z nim da sobie pisarka radę. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską 

czwartek, 22 sierpnia 2013

Wyzwanie - Czytamy kryminały + różne takie:)

Przypominam, że tylko do jutra do godz. 23.59 można głosować, jakie kryminały będziemy czytać w V etapie wyzwania, czyli we wrześniu i pażdzierniku.
Głosy oddajemy wpisując się w komentarzach w poście z takim oznaczeniem jak powyżej. Post znajduje się na marginesie po lewej stronie bloga.

Do końca sierpnia br. czekam na linki waszych recenzji ze wszystkich miesięcy wyzwania, także recenzje kryminałów zimowych i wiosennych. Pouzupełniałam recenzje, sprawdżcie proszę czy wszystko jest.

Dodałam też kilka książek (przybyło mi sporo ebooków, więc papierowe wydania mogę odsprzedać) na stronie Sprzedam książki (link po lewo na marginesie, albo u góry). Jeżeli ktoś jest zainteresowany zajrzyjcie proszę klikając w obrazek o ten, który widać  w poście tu po prawo:)

Jestem w trakcie gospodarzenia w nowym mieszkaniu. Opornie to idzie, generalnie wszystko jest na wielkiej stercie. Mąż poszedł do pracy, dzieci śpią, a ja muszę uporać się z tym. Najpierw jednak porządna kawa i pomyślę od czego zacząć. 
Jak znajdę kiedyś tam przewód od aparatu to wkleję zdjęcia..ale nie wiem kiedy znajdę...bo chyba z Polski zabrałam...chyba. 

Miłego dnia.

środa, 21 sierpnia 2013

Pieśń o poranku, czyli o książce, której nie dałam rady przeczytać, a moja przyjaciółka...

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka miękka.
Książkę zaczęłam czytać w czerwcu, ale nie skończyłam, dotarłam mniej więcej do 80 strony i nie dałam rady dalej. Główna bohaterka maksymalnie mnie irytowała, jej głupota i egocentryzm biły wg. mnie wszystko. Styl pisarski Simmons, który przy Jeżdżcu miedzianym bardzo polubiłam, tu doprowadzał mnie do szału. Bez żalu oddałam więc książkę przyjaciółce, która kilka dni temu skończyła ja czytać i...jest zachwycona (w sensie, że taka poruszająca), już dawno żadna książka tak nią nie wstrząsnęła. 
Cóż...po raz kolejny potwierdza się, że o gustach nie powinno się dyskutować. Przytoczę więc kilka zdań z jej opinii.
Bohaterką powieści jest idealna z pozoru matka, żona, 40-letnia Larissa. Jej rodzina (wspaniały, troskliwy mąż, trójka dzieci, piękny dom) wygląda jak z amerykańskiego filmu familijnego, wydaje się, że nic im więcej do szczęścia nie potrzeba. Do czasu. Kobieta spotyka na drodze mężczyznę, za sprawą którego rozpoczyna życie w kłamstwie, podejmuje decyzje dobre tylko dla niej, niszczące natomiast jej rodzinę, raniące najbliższych.Dla spełnienia własnych zachcianek niszczy to co z mężem wspólnie przez wiele lat budowali, sprawia, że rodzina przestaje istnieć.
Simmons w książce zawarła ogromny ładunek emocjonalny, stworzyła bohaterkę, której nie da się lubić, która jest uosobieniem wszystkiego co negatywne w kobiecie.  
Pieśń o poranku to nie jest łatwa i miła lektura. Jest to książka głęboko poruszająca, zmuszająca do zastanowienia, co w życiu jest tak na prawdę ważne - czy chwilowa ekscytacja i spełnienie zachcianek, czy szczęście rodzinne. 
Jest to opowieść pełna smutku, rozważań, zagubienia, ale warto ją przeczytać, bo każda z nas może znależć się w podobnej sytuacji jak Larissa. Choćbyśmy nie wiem, jak się zaklinały, że nigdy byśmy tak nie postąpiły, życie niesie ze sobą różne niespodzianki.Książka porusza bardzo dyskusyjne kwestie, napisana jest też w sposób, który nie każdemu bezie odpowiadał. W związku z  tym podejrzewam, że będzie miała tyle samo zwolenników co i przeciwników.
Czytaliście książkę? Jakie macie zdanie o niej?



Pan Whicher w Warszawie - Agnieszka Chodkowska-Gyurcis, Tomasz Bochiński

Instytut Wydawniczy Erica, Okładka miękka, 496 s., Moja ocena 5/6
Doskonały, polski, historyczny kryminał. Aż jestem zła, że książka tyle czasu musiała czekać na swoją kolej.
Akcja rozgrywa się w Warszawie będącej pod zaborem rosyjskim, pod koniec 1862r. Jest to czas, który śmiało można określić, jako tykającą bombę zegarową. Zarówno strona polska, jak i rosyjska czekają na ruch przeciwnika, a powstanie tuż, tuż.
W niewyjaśnionych okolicznościach znika krewna cara.Rzecz niesłychana. Do jej odnalezienia zostają postawione na nogi wszystkie możliwe służby. Nawet z Anglii zostaje ściągnięty wybitny specjalista, tytułowy pan Whicher, który jest detektywem Scotland Yardu.
W tym samym czasie inspektor Mikołaj Czernyszewski prowadzi śledztwo w sprawie seryjnego mordercy, który terroryzuje miasto.
Niezwykle ciekawy pomysł na książkę. Jak twierdzą sami autorzy, nie jest to stricte kryminał, a książka historyczna z wątkiem kryminalnym w tle. Dla mnie to jednak przede wszystkim kryminał, ponieważ akcja toczy się głównie wokół śledztwa. Jak zwał, tak zwał. Z pewnością jest to książka doskonała, sprawnie napisana, z wielkim zacięciem autorów do stworzenia dobrej lektury i z wielka dbałością o oddanie najdrobniejszych nawet szczegółów historycznych epoki. 
Fantastycznie ukazany jest kontrast pomiędzy realiami życia codziennego pod zaborem carskim, a przywykłymi do zgoła odmiennego życia Anglikami. 
Najbardziej jednak spodobało mi się wczucie autorów i wydawnictwa w epokę. Konkretnie chodzi mi o stronę graficzną książki. Jest ona stylizowana na tą z końca XIX w. Nie brak w treści przedruków gazet z tamtego okresu, zdjęć Warszawy z II połowy XIX w. Wszystko to nadaje specyficznego klimatu całej opowieści. Wielu wydawców mogłoby się uczyć, jak wydawać ciekawie kryminały czy też beletrystykę historyczną. Jeżeli do tego wszystkiego dodamy sprawnie prowadzone śledztwo i niezwykle ciekawą intrygę kryminalną, mamy wyśmienitą, pełną smaczków lekturę.
Czekam na kolejną książkę duetu pisarskiego. Ta udała im się znakomicie.  

Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy książki historyczne. 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytanie miejskie 
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy polskie kryminały 


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

W szpilkach od Manolo - Agnieszka Lingas Łoniewska

Wydawnictwo Novaeres, Okładka miękka, Moja ocena 5/6
Doskonała komedia kryminalna, którą dosłownie połyka się w jeden wieczór (szczególnie, jak ktoś jest słomianą wdową jak ja obecnie) i nie pęka się ze śmiechu w trakcie lektury, tylko dosłownie (hmmm przepraszam za określenie) kwiczy.
Agnieszka Lingas Łoniewska bohaterką książki uczyniła Lilianę, kobietę samodzielną, doskonale wykształconą, jeszcze lepiej zarabiającą i jeszcze bardziej pewną siebie. Liliana jest przekonana, że nad wszystkim ma kontrolę. O niebiosa!!! Sama nie wie, jak bardzo się myli, ale szybko się o tym przekona. Korposzczurzyca, którą Liliana bez wątpienia jest, znajdzie się w zupełnie nowej dla siebie roli, straci nad sobą i swoim życiem kontrolę. A to wszystko za sprawą super przystojnego, super wysokiego właściciela pewnej czarnej beemki.  Co z tego wyniknie? Nie zdradzę. Sami się przekonacie w trakcie lektury.
Sam pomysł na fabułę nie jest odkrywczy, wielokrotnie był powielany. Na czym więc polega zaleta Szpilek od Manolo? A przede wszystkim na niesamowitym poczuciu humoru autorki i sposobie zaserwowania zdawałoby się enty raz odgrzewanego kotleta. Bo czyż wielokrotnie nie mieliśmy już w mniej lub bardziej udany sposób do czynienia z polską komedią pomyłek, omyłek, miłosno-romatyczno-kryminalno-...no nie wiem jaką jeszcze? Mieliśmy i pewnie niejednokrotnie będziemy mieli. Kwestia jest tylko tego typu, jak ten odgrzewany kotlet zaserwować czytelnikom. Jednym się to udaje dobrze, innym wcale, a Agnieszce Lingas Łoniewskiej udało się wyśmienicie.
Zachęcam do lektury. Doskonała zabawa, reset psychiczny i w/w kwiczenie gwarantowane w pakiecie:)