Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
Wir to 1. tom cyklu, którego bohaterem jest policjant Rino Carlsen. Bardzo dobrze, że będzie to seria, ponieważ Wir to bardzo dobra książka, która na równo łączy elementy mrocznego kryminału, jak i powieści społeczno-obyczajowo-psychologicznej.
Akcja toczy się dwutorowo, w odległości kilkuset km od siebie.
W jednym miejscu znajdowane są sukcesywnie lalki umieszczone na tratwie z łyka, która jest puszczona na wodę, a tuż po ich znalezieniu odkrywane są zmasakrowane zwłoki kobiet ubranych identycznie, jak owe lalki. Tam dochodzenie prowadzi śledczy Niklas Hultin.
Kilkaset kilometrów dalej, swoje dochodzenie rozpoczyna doskonały policjant Rino Carlsen. Prowadzonego przez niego śledztwo od początku jest makabryczne, ale i niezwykle przemyślane, dopracowane w każdym calu.
Pierwszą ofiarą jest męźczyzna, którego dwójka chłopców znajduje w morzu, w szczelinie między skałami. Sprawa jest o tyle zastanawiająca, przerażająca, niewyobrażalna, że człowiek ten ma ręce umieszczone w lodowatej wodzie i przykute do kamienia.Obrażenia, jakich doznała ofiara są straszne. A to dopiero początek. W niedługim czasie równie okrutna próba zabójstwa (bo tym obie te zbrodnie były) dotknie kolejnego mężczyznę. Szybko się okaże, że to nie jedyne tego typu zbrodnie w okolicy. Rino Carlsen prowadzący śledztwo wpada na wspólny mianownik łączący ofiary. Ale czy jest on słuszny? Czy uda się zapobiec kolejnym zbrodniom? I czy kat z takim pietyzmem inscenizujący miejsce zbrodni, zadający sobie tyle trudu na pewno jest katem, a może ofiarą?
Czy te dwie grupy zbrodni, miejsca oddalone od siebie o wiele kilometrów coś łączy? Czy dwa odrębne śledztwa prowadzone tak daleko od siebie scalą się w jedno?
Frode Granhus stworzył doskonały kryminał, w 100% skandynawski. Obaj prowadzący dochodzenia policjanci to męźczyżni w średnim wieku, obaj maja trudne życie prywatne, własne demony, są w trakcie podejmowania niezwykle obciążających decyzji.
Ogromnym plusem są niewątpliwie opisy. Oba miejsca, w których rozgrywa się akcja Wiru są na wskroś skandynawskie, surowe, piękne, naturalne. Dodatkowo jesienna aura, jej mrok, deszczowa pora, nieprzychylność matki natury także dodają smaczku. Maga Lofotów w Wirze uwodzi. Trzeba przyznać pisarzowi, iż dokładnie wypośrodkował opisy. Nie ma ich ani za dużo, ani za mało. Rzadko się zdarza, żeby opis przyrody, okolic nie był albo infantylny, albo przegadany. Granhus trafił w przysłowiową dziesiątkę.
Kolejny plus to umiejętne zwodzenie czytelnika. gdy już zdawało mi się, że wiem, o co tak naprawdę sprawcy chodzi, Granhus podsuwał kolejne poszlaki, zwodził, sprawiał, iż jeszcze bardziej niecierpliwie odwracałam kolejne kartki książki.
A samo zakończenie..mistrzowskie.
Zdecydowanie polecam Wir.
Dobra książka jest jak alkohol - też idzie do głowy. (Magdalena Samozwaniec)
Strony
- Strona główna
- Przeczytane w grudniu 2011r. i 2012r.
- Przeczytane w 2013r.
- Przeczytane w 2014 r.
- Przeczytane w 2015r.
- Przeczytane w 2016 r.
- Przeczytane w 2017 r.
- Przeczytane w 2018 r.
- Przeczytane w 2019 r.
- Przeczytane w 2020 r.
- Przeczytane w 2021 r.
- Przeczytane w 2022r.
- Przeczytane w 2023 roku
- Przeczytane w 2024, 2025, 2026 roku
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał norweski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał norweski. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 marca 2016
wtorek, 9 września 2014
Jaskiniowiec
Wydawnictwo Smak Słowa, Moja ocena 5-/6
Książka dobra, choć przyznam, iż oczekiwałam czegoś lepszego. Moje oczekiwania związane były z zapowiedziami wydawnictwa - drugi Nesbo etc. Książki Nesbo uwielbiam, literaturę skandynawską cenie tak ogólnie, całościowo, więc nic dziwnego, iż sięgnęłam po Jaskiniowca. Czasu poświęconego na lekturę absolutnie nie żałuję, to dobra książka, którą dodatkowo czyta się niezwykle szybko. Jednak żal mi moich zawiedzionych trochę oczekiwań. Nesbo jest odrobinę ostrzejszy, bardziej wyrafinowany niż Horst. Ten ostatni stworzył jednak doskonałą intrygę, ciekawych bohaterów, wielowątkową fabułę, ale nie udało mu się zbudować tego czegoś, co za każdym razem potrafi stworzyć Nesbo. Biorę jednak pod uwagę liczny dorobek Nesbo, wprawę, którą zdobył w trakcie pisania wielu książek i fakt, iż Horst dopiero zaczyna. Niewątpliwie autor Jaskiniowca ma ogromny potencjał i wierzę, iż każda jego książka będzie jeszcze lepsza.
Ciekawie autor wybrał miejsce akcji. Jest nim jego rodzinna, niewielka miejscowość Larwik. To nie stolica kraju Oslo, nie jakieś zakazane miejsce. Ot jest to spokojna, normalna miejscowość, w której może mieszkać każdy z nas, a w której wydarza się zło.
W jednym z typowych dla miasteczka domów mieszka komisarz policji William Wisting. Kilka domów dalej zostają znalezione zwłoki mężczyzny, który zmarł 4 miesiące wcześniej, a przez cały czas siedział przed telewizorem w fotelu i nikt się nie zainteresował jego zniknięciem. Smutne, nie najlepiej to świadczy o ofierze, ale też średnio o samym społeczeństwie, o sąsiadach. Coraz bardziej postępująca znieczulica, jak widać po tematyce książki, ogarnia także Skandynawię, kraj, który przynajmniej w moim wyobrażeniu uchodził za wzorcowo prospołeczny.
Dla policji to zgon jakich wiele. Jednak córka komisarza Wistinga, dziennikarka, rozpoczyna śledztwo. Musi napisać ciekawy artykuł, a śmierć niezauważalnego za życia, samotnego człowieka, wydaje jej się doskonałym tematem. Line rozpoczyna własne dochodzenie, najpierw krok po kroku, a póżniej zakrojone na coraz większą skalę. To co odkryje budzi zdziwienie i momentami smutek pomieszany z przerażeniem, tym bardziej, iż w międzyczasie w trakcie wycinki drzew zostają znalezione zwłoki innego meżczyzny, a modus operandi jest praktycznie identyczny, jak w przypadku ofiary siedzącej przed telewizorem. Niezwykle ciekawym jest śledzenie obu dochodzeń - policyjnego i dziennikarskiego, które są prowadzone praktycznie równorzędnie.
Jaskiniowiec to dobrze napisana, wielopłaszczyznowa książka, takie połączenie dobrego kryminału z powieścią obyczajowo-społeczną. Tym co cenię w tej książce najbardziej to ciekawie ukazane życie w niewielkim miasteczku, stosunki międzyludzkie oraz fakt, iż do samego końca nie domyśliłam się, kto jest mordercą i co nim kierowało.
Czekam na kolejne śledztwa komisarza z Larwik.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
Książka dobra, choć przyznam, iż oczekiwałam czegoś lepszego. Moje oczekiwania związane były z zapowiedziami wydawnictwa - drugi Nesbo etc. Książki Nesbo uwielbiam, literaturę skandynawską cenie tak ogólnie, całościowo, więc nic dziwnego, iż sięgnęłam po Jaskiniowca. Czasu poświęconego na lekturę absolutnie nie żałuję, to dobra książka, którą dodatkowo czyta się niezwykle szybko. Jednak żal mi moich zawiedzionych trochę oczekiwań. Nesbo jest odrobinę ostrzejszy, bardziej wyrafinowany niż Horst. Ten ostatni stworzył jednak doskonałą intrygę, ciekawych bohaterów, wielowątkową fabułę, ale nie udało mu się zbudować tego czegoś, co za każdym razem potrafi stworzyć Nesbo. Biorę jednak pod uwagę liczny dorobek Nesbo, wprawę, którą zdobył w trakcie pisania wielu książek i fakt, iż Horst dopiero zaczyna. Niewątpliwie autor Jaskiniowca ma ogromny potencjał i wierzę, iż każda jego książka będzie jeszcze lepsza.
Ciekawie autor wybrał miejsce akcji. Jest nim jego rodzinna, niewielka miejscowość Larwik. To nie stolica kraju Oslo, nie jakieś zakazane miejsce. Ot jest to spokojna, normalna miejscowość, w której może mieszkać każdy z nas, a w której wydarza się zło.
W jednym z typowych dla miasteczka domów mieszka komisarz policji William Wisting. Kilka domów dalej zostają znalezione zwłoki mężczyzny, który zmarł 4 miesiące wcześniej, a przez cały czas siedział przed telewizorem w fotelu i nikt się nie zainteresował jego zniknięciem. Smutne, nie najlepiej to świadczy o ofierze, ale też średnio o samym społeczeństwie, o sąsiadach. Coraz bardziej postępująca znieczulica, jak widać po tematyce książki, ogarnia także Skandynawię, kraj, który przynajmniej w moim wyobrażeniu uchodził za wzorcowo prospołeczny.
Dla policji to zgon jakich wiele. Jednak córka komisarza Wistinga, dziennikarka, rozpoczyna śledztwo. Musi napisać ciekawy artykuł, a śmierć niezauważalnego za życia, samotnego człowieka, wydaje jej się doskonałym tematem. Line rozpoczyna własne dochodzenie, najpierw krok po kroku, a póżniej zakrojone na coraz większą skalę. To co odkryje budzi zdziwienie i momentami smutek pomieszany z przerażeniem, tym bardziej, iż w międzyczasie w trakcie wycinki drzew zostają znalezione zwłoki innego meżczyzny, a modus operandi jest praktycznie identyczny, jak w przypadku ofiary siedzącej przed telewizorem. Niezwykle ciekawym jest śledzenie obu dochodzeń - policyjnego i dziennikarskiego, które są prowadzone praktycznie równorzędnie.
Jaskiniowiec to dobrze napisana, wielopłaszczyznowa książka, takie połączenie dobrego kryminału z powieścią obyczajowo-społeczną. Tym co cenię w tej książce najbardziej to ciekawie ukazane życie w niewielkim miasteczku, stosunki międzyludzkie oraz fakt, iż do samego końca nie domyśliłam się, kto jest mordercą i co nim kierowało.
Czekam na kolejne śledztwa komisarza z Larwik.
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy kryminały
Książka przeczytana w ramach wyzwania - Czytamy literaturę skandynawską
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Pierwszy śnieg - Jo Nesbo
Wydawnictwo Dolnośląskie, Okładka miękka, 432 s., Moja ocena 5,5/6
Chyba już wszyscy, którzy zaglądają na mój blog wiedzą, że jestem wielką fanką skandynawskiej literatury. Z kryminałami skandynawskimi sami zapewne wiecie, jak jest - na fali Mankella i Larssona wielu próbowało i próbuje się wybić. Efekt czasami bywa delikatnie ujmując żenujący. Jest jednak kilku pisarzy, którzy od jakiegoś czasu piszą świetne, zmuszające do uruchomienia szarych komórek kryminały i niezmiennie utrzymują wysoki poziom. Jo Nesbo bez wątpienia do nich należy, a jego detektyw Harry Hole jest jednym z bardziej lubianych przeze mnie skandynawskich detektywów ( po Kurcie Wallanderze, którego kocham miłością wielką).
Pierwszy śnieg, to 7. tom przygód detektywa. Tym razem akcja toczy się zimą. Mamy listopad, spada pierwszy śnieg, Oslo prezentuje się w zimowej szacie przepięknie. Sam początek książki także jest sielankowy- ot przeciętna kobieta wraca do domu. Zachwyca się bałwanem stojącym na podwórku. Chwali za jego ulepienie syna i męża. Jednak o dziwo, oni się do tego nie przyznają. Bajkowa sielskość zimowej atmosfery zostaje zakłócona. Matka i zona znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie, co się z nią mogło stać. A bałwan nadal stoi przed domem.
Z pozoru spokojne Oslo i okolice przestają takimi być. Po bliższym zbadaniu wychodzi na jaw, iż od dawna nie są już takimi. Rysa na idealnym z pozoru zimowym obrazku norweskiej stolicy powiększa się błyskawicznie, pojawiają się bowiem zwłoki kobiet, i to nie jednej, a wielu, zbyt wielu. Harry Hole wkracza do akcji. Początkowo śledztwo wydaje się banalnym, ot takie zwyczajne, standardowe śledztwo. Jednak gdy Harry zagłębia się w akta, poznaje kolejne tropy, odkrywa, że schemat - pierwszy śnieg i trupy kobiet + bałwan pojawiają się w Oslo od kilku lat. Śledczy zdecydowanie zmienia swoje podejście do sprawy. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach krąży od lat seryjny zabójca. Jednak biednemu Harry'emu wszystko idzie jak po grudzie, otępienie spowodowane nadużywaniem alkoholu, problemy prywatne to wszystko daje o sobie znać. Czy detektyw otrząśnie się, zbierze w sobie i zabierze do porządnej, detektywistycznej pracy? Czy uda się złapać tego kogo początkowo traktowano za dowcipnisia lepiącego bałwany? Czy uda się uniknąć kolejnych ofiar? Dlaczego nadawca listów podpisanych Bałwan morduje?
Po raz kolejny Nesbo udowodnił, że jest świetnym pisarzem, doskonale władającym piórem i wyobrażnią czytelników. Pierwszy śnieg, podobnie jak wcześniejsze kryminały jego autorstwa, jest szybki, intrygujący, zmuszający do myślenia i wierzcie mi - bardzo zaskakujący. Nesbo znowu wodzi na manowce, celowo wprowadza w błąd oraz zaskakuje nietypowymi sytuacjami. Tym razem autor przeraża tym, co zazwyczaj odbierane jest przez nas pozytywnie i czego nigdy, ale to przenigdy nie kojarzylibyśmy ze złem. Przyznam wam się, że gdy czytałam tę książkę czułam jakby powoli taki chłód mnie otulał, tak wyraziście jest napisana. I to bynajmniej nie chodzi o śniegowy chód, a o czające się na kartach książki zło. Gdy czytałam co zabójca zrobił z 1. ofiarą, 2x musiałam ten sam fragment czytać żeby zrozumieć. A to dopiero początek.
Co cenne w tym tomie serii, to fakt, iż autor pozwala zajrzeć nam do wnętrza duszy szaleńca, czyli Bałwana. Śledzimy w retrospekcjach jego życie, poznajemy drogę narodzin szaleństwa. Bardzo ciekawa sprawa.
Dodatkowy plus należy się autorowi za ...znormalizowanie detektywa. Bo Hole mimo początkowej kiepskiej formy (bardzo delikatnie do ujęłam), gdy wpada w śledczy szał, chwyta trop, nie puszcza go. O ironio, trafiając na godnego siebie przeciwnika, poprawia (o ile to w jego wypadku możliwe) swoje życie prywatne.
Chyba już wszyscy, którzy zaglądają na mój blog wiedzą, że jestem wielką fanką skandynawskiej literatury. Z kryminałami skandynawskimi sami zapewne wiecie, jak jest - na fali Mankella i Larssona wielu próbowało i próbuje się wybić. Efekt czasami bywa delikatnie ujmując żenujący. Jest jednak kilku pisarzy, którzy od jakiegoś czasu piszą świetne, zmuszające do uruchomienia szarych komórek kryminały i niezmiennie utrzymują wysoki poziom. Jo Nesbo bez wątpienia do nich należy, a jego detektyw Harry Hole jest jednym z bardziej lubianych przeze mnie skandynawskich detektywów ( po Kurcie Wallanderze, którego kocham miłością wielką).
Pierwszy śnieg, to 7. tom przygód detektywa. Tym razem akcja toczy się zimą. Mamy listopad, spada pierwszy śnieg, Oslo prezentuje się w zimowej szacie przepięknie. Sam początek książki także jest sielankowy- ot przeciętna kobieta wraca do domu. Zachwyca się bałwanem stojącym na podwórku. Chwali za jego ulepienie syna i męża. Jednak o dziwo, oni się do tego nie przyznają. Bajkowa sielskość zimowej atmosfery zostaje zakłócona. Matka i zona znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie, co się z nią mogło stać. A bałwan nadal stoi przed domem.
Z pozoru spokojne Oslo i okolice przestają takimi być. Po bliższym zbadaniu wychodzi na jaw, iż od dawna nie są już takimi. Rysa na idealnym z pozoru zimowym obrazku norweskiej stolicy powiększa się błyskawicznie, pojawiają się bowiem zwłoki kobiet, i to nie jednej, a wielu, zbyt wielu. Harry Hole wkracza do akcji. Początkowo śledztwo wydaje się banalnym, ot takie zwyczajne, standardowe śledztwo. Jednak gdy Harry zagłębia się w akta, poznaje kolejne tropy, odkrywa, że schemat - pierwszy śnieg i trupy kobiet + bałwan pojawiają się w Oslo od kilku lat. Śledczy zdecydowanie zmienia swoje podejście do sprawy. Wszystko wskazuje na to, że po Oslo i okolicach krąży od lat seryjny zabójca. Jednak biednemu Harry'emu wszystko idzie jak po grudzie, otępienie spowodowane nadużywaniem alkoholu, problemy prywatne to wszystko daje o sobie znać. Czy detektyw otrząśnie się, zbierze w sobie i zabierze do porządnej, detektywistycznej pracy? Czy uda się złapać tego kogo początkowo traktowano za dowcipnisia lepiącego bałwany? Czy uda się uniknąć kolejnych ofiar? Dlaczego nadawca listów podpisanych Bałwan morduje?
Po raz kolejny Nesbo udowodnił, że jest świetnym pisarzem, doskonale władającym piórem i wyobrażnią czytelników. Pierwszy śnieg, podobnie jak wcześniejsze kryminały jego autorstwa, jest szybki, intrygujący, zmuszający do myślenia i wierzcie mi - bardzo zaskakujący. Nesbo znowu wodzi na manowce, celowo wprowadza w błąd oraz zaskakuje nietypowymi sytuacjami. Tym razem autor przeraża tym, co zazwyczaj odbierane jest przez nas pozytywnie i czego nigdy, ale to przenigdy nie kojarzylibyśmy ze złem. Przyznam wam się, że gdy czytałam tę książkę czułam jakby powoli taki chłód mnie otulał, tak wyraziście jest napisana. I to bynajmniej nie chodzi o śniegowy chód, a o czające się na kartach książki zło. Gdy czytałam co zabójca zrobił z 1. ofiarą, 2x musiałam ten sam fragment czytać żeby zrozumieć. A to dopiero początek.
Co cenne w tym tomie serii, to fakt, iż autor pozwala zajrzeć nam do wnętrza duszy szaleńca, czyli Bałwana. Śledzimy w retrospekcjach jego życie, poznajemy drogę narodzin szaleństwa. Bardzo ciekawa sprawa.
Dodatkowy plus należy się autorowi za ...znormalizowanie detektywa. Bo Hole mimo początkowej kiepskiej formy (bardzo delikatnie do ujęłam), gdy wpada w śledczy szał, chwyta trop, nie puszcza go. O ironio, trafiając na godnego siebie przeciwnika, poprawia (o ile to w jego wypadku możliwe) swoje życie prywatne.
środa, 8 sierpnia 2012
Bóle fantomowe - Thomas Enger
Wydawnictwo Czarne, Okładka miękka, 416 s., Moja ocena 5,5/6
Thomas Enger był dla mnie autorem całkowicie nieznanym, ale zdecydowałam się sięgnąć po jedną z jego książek ponieważ zaufałam Serii ze strachem, która dotychczas nigdy mnie nie zawiodła. Kryminały wydane w tej serii zawsze trzymały poziom i to bardzo wysoki poziom.
Dodam tylko, że tutaj znajdziecie recenzję innego kryminału z tej serii.
Dodam tylko, że tutaj znajdziecie recenzję innego kryminału z tej serii.
Nie inaczej jest tym razem, seria trzyma poziom:).
Bóle fantomowe to druga powieść Norwega i jednocześnie druga część cyklu o dziennikarzu Henningu Juulu, który w tajemniczym pożarze mieszkania stracił pięcioletniego syna. Pierwszej części nie czytałam, ale muszę koniecznie po nią sięgnąć. Chciałabym poznać Juula przed tragicznym wypadkiem, dowiedzieć się jaki wtedy był.
Juul to tragiczny bohater, tak trochę z bohaterami dawnych westernów mi się skojarzył. Przeżył piekło, stracił to co dla niego było sensem życia – ukochanego synka, nosi blizny zarówno na ciele, jak i w sercu. I pragnie jednego – prawdy i sprawiedliwości. Juul jest także doświadczonym dziennikarzem, tzw. dziennikarską wygą. Pracuje w redakcji „123nyheter”. Pewnego dnia dzwoni do niego skazany za zabójstwo były egzekutor długów Tore Pulli. Pulli mimo oczywistych dowodów, które wyrażnie świadczą o jego winie, utrzymuje, że jest niewinny, że został wrobiony. A dowody są wyjątkowo obciążające - wszyscy wiedzieli o jego konflikcie z ofiarą, Broleniusem, ofiara miała obrażenia (złamaną szczękę), które w środowisku znane uznawane były za znak firmowy Pulliego, taki swoisty podpis w czasach, kiedy był egzekutorem długów. Juul decyduje się jednak pomóc Pullii, ale nie z wiary co do jego niewinności, ale dlatego, że skazany utrzymuje, iż zna prawdę o śmierci jego syna. Wymiana ma być prosta – nazwisko tego, kto powinien siedzieć w więzieniu zamiast Pullego, za wyjaśnienie śmierci synka Juula.
Juul rozpoczyna dziennikarskie śledztwo, a w międzyczasie pojawiają się kolejne ofiary i sprawa przestaje być już tak prosta.
Jak skończy się to dziennikarskie śledztwo i czy Pulli faktycznie jest niewinny i wie coś o śmierci synka Juula? Tego dowiecie się z lektury książki, do czego gorąco zachęcam. Ja dałam się porwać Engerowi i wciągnąć podobnie, jak Juul w przedziwną zagadkę kryminalną, która autor stworzył z prostotą godną klasycznych twórców kryminałów.
Bardzo lubię skandynawskie kryminały i na Bólach fantomowych nie zawiodłam się. Spodobał mi się układ książki i sposób narracji. Bóle fantomowe podzielone są bowiem na trzy wyrażne części. W każdej z części narracja ukazana jest z punktu widzenia innej osoby, co daje bardzo ciekawy efekt końcowy.
Plusem są niezwykle wyraziści bohaterowie obok których nie sposób przejść obojętnie (tutaj chwyta za serce obraz poranionego przez okrutny los i złego człowieka, zrozpaczonego ojca) oraz niesłychanie pomysłowa fabuła.
Dodatkowo należą się brawa grafikowi za bardzo charakterystyczne i niesłychanie pomysłowe okładki całej serii.
Cykl o Henningu Juulu ma mieć sześć części. Liczę na to, że wszystkie ukażą się w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że Norweg ma umiejętność tworzenia wyjątkowej fabuły i trzymania w napięciu. Bóle fantomowe odstawiłam na półkę, a teraz idę poszukać Letargu, czyli 1. części przygód Henninga Juula.
Juul to tragiczny bohater, tak trochę z bohaterami dawnych westernów mi się skojarzył. Przeżył piekło, stracił to co dla niego było sensem życia – ukochanego synka, nosi blizny zarówno na ciele, jak i w sercu. I pragnie jednego – prawdy i sprawiedliwości. Juul jest także doświadczonym dziennikarzem, tzw. dziennikarską wygą. Pracuje w redakcji „123nyheter”. Pewnego dnia dzwoni do niego skazany za zabójstwo były egzekutor długów Tore Pulli. Pulli mimo oczywistych dowodów, które wyrażnie świadczą o jego winie, utrzymuje, że jest niewinny, że został wrobiony. A dowody są wyjątkowo obciążające - wszyscy wiedzieli o jego konflikcie z ofiarą, Broleniusem, ofiara miała obrażenia (złamaną szczękę), które w środowisku znane uznawane były za znak firmowy Pulliego, taki swoisty podpis w czasach, kiedy był egzekutorem długów. Juul decyduje się jednak pomóc Pullii, ale nie z wiary co do jego niewinności, ale dlatego, że skazany utrzymuje, iż zna prawdę o śmierci jego syna. Wymiana ma być prosta – nazwisko tego, kto powinien siedzieć w więzieniu zamiast Pullego, za wyjaśnienie śmierci synka Juula.
Juul rozpoczyna dziennikarskie śledztwo, a w międzyczasie pojawiają się kolejne ofiary i sprawa przestaje być już tak prosta.
Jak skończy się to dziennikarskie śledztwo i czy Pulli faktycznie jest niewinny i wie coś o śmierci synka Juula? Tego dowiecie się z lektury książki, do czego gorąco zachęcam. Ja dałam się porwać Engerowi i wciągnąć podobnie, jak Juul w przedziwną zagadkę kryminalną, która autor stworzył z prostotą godną klasycznych twórców kryminałów.
Bardzo lubię skandynawskie kryminały i na Bólach fantomowych nie zawiodłam się. Spodobał mi się układ książki i sposób narracji. Bóle fantomowe podzielone są bowiem na trzy wyrażne części. W każdej z części narracja ukazana jest z punktu widzenia innej osoby, co daje bardzo ciekawy efekt końcowy.
Plusem są niezwykle wyraziści bohaterowie obok których nie sposób przejść obojętnie (tutaj chwyta za serce obraz poranionego przez okrutny los i złego człowieka, zrozpaczonego ojca) oraz niesłychanie pomysłowa fabuła.
Dodatkowo należą się brawa grafikowi za bardzo charakterystyczne i niesłychanie pomysłowe okładki całej serii.
Cykl o Henningu Juulu ma mieć sześć części. Liczę na to, że wszystkie ukażą się w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że Norweg ma umiejętność tworzenia wyjątkowej fabuły i trzymania w napięciu. Bóle fantomowe odstawiłam na półkę, a teraz idę poszukać Letargu, czyli 1. części przygód Henninga Juula.
Thomas Enger (ur. w 1973 r.) studiował dziennikarstwo i historię. Przez dziewięć lat pracował jako dziennikarz internetowej gazety "Net¬tavisen". W 2010 r. wydał debiutancki Letarg, który błyskawicznie stał się bestsellerem, a Engera okrzyknięto najbardziej obiecującym norweskim autorem kryminałów. Prawa do Letargu sprzedano do piętnastu krajów, a norweska wytwórnia filmowa 4½ zekranizuje wszystkie z planowanych sześciu powieści. Thomas Enger jest także kompozytorem. Mieszka w Oslo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



