piątek, 27 września 2019

Ani złego słowa - Uzodinma Iweala

Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 5,5/6
Jeden, jedyny wniosek, jaka masakrycznie smutna i dołująca, ale niestety prawdziwa książka. Trudno po niej spać, trudno o niej zapomnieć. Dawno czegoś takiego nie czytałam.
Opowiada ona o odmienności, imigracji i brutalności policji, o ludzkiej tożsamości, jej negowaniu, odczłowieczaniu ludzi tylko dlatego, że są skądś, są inni, czyli o tym, co dotyka nie tylko opisywaną Amerykę, ale całą Europę teraz, w XXI wieku i co moim zdaniem jeszcze bardziej, z każdym rokiem, będzie się nasilać.
To także opowieść o samotności i to tej wielkiej, ogromnej. 
Najmocniejsza stroną opisywanych historii są jej bohaterowie, ludzie, których spotykamy, lub za moment spotkamy po sąsiedzku, obok nas. To imigranci w różnym wieku, którzy próbują ułożyć sobie życie w nowym miejscu, stworzyć dom, mieć rodzinę, wpoić dzieciom jakieś wartości, dać im lepsze życie, odnaleźć siebie, nie zagubić tożsamości.
To także opowieść o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, o tym, jak młody człowiek staje na progu dorosłości i zastanawia się co dalej, którą drogą iść, która będzie, jest tą właściwą.
Nakreśleni bohaterowie mogą się od nas różnic czy to pochodzeniem, kolorem skóry, czy religią, podejściem do życia. Jednak jestem głęboko przekonana, iż w opisywanej historii znajdziemy coś z siebie, z nas samych, jakiś okruch, który będzie pasował do naszego wnętrza, do naszych uczuć. W postaci głównego bohatera znajdziemy bez wątpienia cząstkę siebie. Każdy z nas przez dłuższą lub krótszą chwilę był takim Niru, synem nigeryjskich imigrantów, czy jego ojcem.
Książka zaskakuje i to po każdym względem. Niesamowite są opisywane historie, wciągające losy obcych nam, a jednocześnie tak bliskich ludzi.
Zaskakuje fakt, iż na tak niewielkiej ilości stron (książka liczy niewiele bo 260 stron) można zawrzeć, przekazać tak wiele. Autor udowadnia, iż nie ilość, a jakość się liczy.
Na tak niewielu stronach autor zawarł wiele wątków. Część z nich skończył, część pozostawił w niewielkim zawieszeniu, pozwalając nam czytelnikom myśleć o tym, jaki będzie koniec danej historii.
Iweala mocną wymową książki, bolesną treścią zwraca uwagę na wiele aspektów, zmusza do myślenia, zastanowienia się nad kilkoma sprawami, które nie ukrywajmy, większości z nas na ogół nie interesują. 
Nie ukrywam, to trudna lektura, nie każdemu przypadnie do gustu. Nie jest to książka, którą czyta się wieczorem, przed snem, dla relaksu. Trudne problemy, skomplikowane postaci, wielka gama różnorodnych odczuć i dialogi wkomponowane w treść. Dodatkowo wiele różnych możliwości odbioru tej pozycji. Każdy może odebrać ją inaczej, każdy na co innego zwróci uwagę.
Gorąco zachęcam do lektury. Warto.

 


 

5 komentarzy:

  1. Ale zaciekawiłam mnie swoją recenzją do tej książki i z wielką przyjemnością sięgnę po tą książkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama jestem emigrantką temat mi dość bliski ale nie wiem czy ja przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze się zastanowię nad lekturą tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam na pewno przeczytam, bo takie książki właśnie powinno się czytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie da się zbawić całego świata. To nastąpi dopiero po śmierci. Niemniej jestem ciekawa co autor wymyślił żeby uświadomić czytelnika.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.