piątek, 13 września 2019

Niewidzialny płomień - Javier Sierra

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 3,5/6
Nie ukrywam, liczyłam na coś więcej, na książkę ala Dan Brown, tym bardziej, iż znałam wcześniejsze książki Javiera Sierra.  
Blurb na okładce intrygujący. Początek książki bardzo dobry. Niestety, ale im dalej w las, z każdym kolejnym rozdziałem zamiast lepiej, albo przynajmniej na tym samym poziomie, jest gorzej. 
David Salas, świeżo upieczony wykładowca dublińskiego Trinity College, udaje się do Madrytu, by zdobyć białego kruka – egzemplarz XVII-wiecznego traktatu Primus calamus pióra Juana Caramuela y Lobkowitza. Podróż młodego naukowca okazuje się jednak nie mieć nic wspólnego ze starym wolumenem. Na miejscu wita go Victoria Goodman, słynna autorka powieści sensacyjnych, która zaprasza go na spotkanie tajnej eksperymentalnej akademii literackiej. Uwaga grupy skupia się na średniowiecznym poemacie o Percewalu z Walii, rycerzu poszukującym świętego Graala. Victoria, David i pozostali członkowie stowarzyszenia wyruszają w podróż śladami mitycznego kielicha.
I tyle dobrego. Wędrówka bohaterów śladami tajemniczego Św. Graala jest w rzeczywistości nudnym, ciągnącym się, jak flaki z olejem bełkotem. Mimo szczerych chęci nie ogarnęłam sensu większości wypowiedzi i czynności postaci w książce. 
Pierwsza połowa książki po początkowym wręcz zachwycie, nudna. Ledwo przez nią  przebrnęłam. Multum wypowiedzi, dyskusji o funkcji sztuki, artysty, nauki, wyższości jednych dzieł nad innymi, samoświadomości bytu, filozofii egzystencji etc. Nuda do entej potęgi.
Druga część książki jest trochę lepsza, chociaż sporo jej brakuje do nie tylko porywającego thrillera, co zapowiada na okładce wydawca, ale nawet do ciekawej książki.
Dlaczego wobec tego nie odłożyłam tej lektury na półkę? Dlaczego doczytałam do końca? Jest coś co trzymało mnie przy Niewidzialnym płomieniu. To opisy uliczek, zaułków, budynków, postaci związanych z teraźniejszością, ale i przeszłością Barcelony, Walencji i Madrytu. Te wstawki, dosyć zręcznie wplecione w nijaką fabułę, ubarwiają książkę, przykuwają uwagę czytelnika, sprawiają, iż ta pozycja ma w ogóle jakiekolwiek plusy. 
W tych opisach autor mocno działa na wyobraźnię czytelnika, sprawia, iż chce się przenieść w miejscu i czasie i znaleźć w opisywanym mieście, w danej uliczce, z konkretną osobą.  
Dla miłośników Hiszpanii, podróżników te opisy to idealna trasa wędrówki po Hiszpanii. 
To i bardzo ładna okładka, to jedyne plusy książki.
Trudno mi jednoznacznie odradzić wam lekturę Niewidzialnego płomienia. Książka zbiera w sieci bardzo różnorodne oceny. Być może komuś z was przypadnie ona do gustu bardziej niż to było w moim przypadku.



4 komentarze:

  1. Oj, skoro trochę zawiodłaś to może jednak odpuszczę. Nie lubię w książkach nudnych fragmentów :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem tak bywa początek jest wciągający a środek nie wiadomo o co w nim chodzi albo składnia autora jest nie czytelna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że rozczarowuje. Bardzo dobra okładka, niecodzienna. Sugeruje wiele przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.