czwartek, 1 sierpnia 2013

Prawie jak "Reytan" w Biedronce, czyli z życia wzięte (8)...

Kilka dni temu poszłam do Biedronki po zakupy. Nic niezwykłego, wiem:) Niezwykłe było za to zbiegowisko, jakie zobaczyłam po odejściu od kasy. W drzwiach kłębił się całkiem spory tłumek ludzi z koszykami i wszyscy stali. Myślę, kurcze co jest? Podchodzę, słyszę zawodzenie, patrzę, a tu w progu w poprzek, tarasując skutecznie przejście leży na ziemi ok. 4-5 letnia dziewczynka i płacząc i wrzeszcząc jednocześnie w niebogłosy tupie przy tym nogami, powtarzam...leżąc na ziemi. Ludzie zaczynają coraz głośniej dyskutować - gdzie opiekun, co zrobić..i co się okazało?! Matka dziecka stała jakieś 10 m dalej na parkingu i obserwowała całą scenę. Jak się okazało po chwili to taka metoda wychowawcza, dziecko się wykrzyczy i jej przejdzie. Dziecku nie można ulegać. Ludzie się wkurzyli na maksa i wezwali policję. Ochroniarz podniósł dziecko i dał pod opiekę kierowniczce sklepu. Matka jak odchodziłam łaskawie zapakowała zakupy do auta i szła do sklepu. Co było dalej nie wiem, nie czekałam, bo szczerze - uszkodziłabym babę.
Rozumiem, nie rozpieszczać dziecka, nie ulegać mu we wszystkim, sama nie znoszę histeryzujących, rzucających się na ziemię dzieci. Ale coś takiego, zostawić dziecko w progu sklepu, leżące na ziemi i ze stoickim spokojem odejść pakować zakupy??? 
A na dodatek to dziecko tarasowało wejście/wyjście. I to jest dla mnie ważne, dlaczego mam czekać z wózkiem aż dziecko się wyhisteryzuje, a mamusia w tym czasie pakuje zakupy?
Czy to kurcze jakaś nowa metoda wychowawcza? Może ja się nie znam...

15 komentarzy:

  1. Jestem jak najbardziej zwolenniczką tej metody wychowawczej i wkurza mnie, jak obcy ludzie litują się nad "biednym maleństwem", niech się zlitują nad "biednymi rodzicami", których to słodkie maleństwo terroryzuje. Dzieci stosują taki cyrk, jako metodę wymuszania. Rodzice nie reagują - metoda nie działa. Co z tego jak gapie swoim zachowaniem sprawili, ze ta dziewczynka będzie cyrki urządzała jeszcze wiele razy - przy widowni - bo przecież ta metoda działa. Jesli rodzice stali w odległości 10 m i obserwowali, to z całą pewnością nie pozwoliliby, żeby dziecku stała się krzywda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100%. To jest dobra metoda nie ulegania dziecku i nie przesadzajmy matka dziecko miała na oku a nie zostawiła samo sobie. A Ci litujący się niech pomyślą trochę o tym, że bezstresowe wychowanie doprowadza do tego że dziecko ma więcej praw niż rodzic.

      Usuń
    2. Popieram. Po co było wzywać policję, co policja ma wspólnego z rozbestwionym dzieckiem? To dziecko się zgubiło, czy po prostu zostało zostawione celowo i to pod spojrzeniem matki? W ogóle dla mnie zabawny jest fakt, że ludzie stali i się gapili, a z tego co piszesz, nikt nie podszedł ani do tej matki ani do dziecka przed wezwaniem policji, skoro tarasowało wyjście, tylko czekali jak długo się da:) Nie cierpię czegoś takiego jak "wychowywanie dziecka na ulicy", ale w tym wypadku uważam, że nie można zarzucić matce, że jest np. wyrodna. Ja prawdopodobnie stanęłabym gdzieś bliżej i czekała, aż moje dziecko się uspokoi, ewentualnie wzięła je pod pachę i idziemy, chcesz to płacz. Może brzmi dosadnie, ale tak jak Gosia pisze, dziecko jest zawsze pokrzywdzone, a zszargane nerwy rodziców?

      Usuń
  2. Tylko tu raczej nie chodzi o to że metoda jest zła i rodzice też. Tylko dlaczego dziecko leżące na ziemi ma inym osobom robiącym zakupy tarasować przejście? Z tym rodzice powinni coś zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko co zrobić? Odciągnąć leżąco płaczące dziecko? Chyba tak, skoro ochroniarz dał radę. Metodę raczej popieram. Nie można dać się terroryzować, nawet dzieciom, które kochamy. A tę matkę i jej postępowanie rozumiem - lepiej nie zwracać uwagi na takie histerie niż wycierać nos i uspokajać, bo jak dziewczyny wyżej piszą, dziecko nauczy się, że w ten sposób wymusi uwagę. Pytanie brzmi tylko, dlaczego przechodnie, czy kupujący muszą być zmuszeni do patrzenia na wychowanie czyichś dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Metodę jak najbardziej popieram, nie można ulegać rozhisteryzowanemu dziecku. Zawalili gapie i ochroniarz - próba nauczenia dziecko przez matkę, że histeria nie jest sposobem na wymuszenie czegokolwiek, zwyczajnie nie zadziała - widownia zachowała się zgodnie z intencjami dzieciaka, zareagowała. Krzywda mu się nie działa, trzeba było zostawić! Ewentualnie przesunąć dzieciaka, żeby nie tarasowało przejścia, co jednak należało do matki, nie obcych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Matkę posadzic na "Karnym jeżu!:"

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym chyba swojego wrzeszczącego jednak z tych drzwi zabrała, by ludzie mogli przejść...
    A swoją drogą myślałam, po przeczytaniu tytułu, że chodziło o jakieś książki w super ofercie, czy coś w tym stylu ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez popieram, bardzo dobra i skuteczna metoda. Mojemu dziecku tez zdarzylo sie klasc, moze z kilka razy - nie kontynuuowal, przypuszczalnie dlatego, ze siadalam na najblizszej lawce, wyciagalam ksiazke i mowilam: "A, lez sobie, to mama sobie poczyta"... no, ile mozna tak bez sensu lezec, jak matka nie reaguje zgodnie z planem ;-)).

    A ze ludzie policje wezwali... coz, mam nadzieje, ze z rownym zapalem beda wzywali do katowanych przez sasiadow dzieci. Bo z tym ciagle kiepsko jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Mam wrażenie, że trochę przesadzacie z potępieniem dla gapiów. Samej metody nie krytykuję, ale już zachowanie matki tak. Nie ulegać dziecku nie oznacza jednocześnie iść pakować zakupy na parking i nie czuwać nad jego bezpieczeństwem. Dziewczynkę leżącą w wejściu mógł choćby ktoś staranować wózkiem pełnym zakupów czy podeptać. I mogę się założyć, że wtedy matka by miała pretensję do tej osoby. Patrząc na część Waszych wypowiedzi mam wrażenie, że gdyby dziecko położyło się Wam na środku ulicy to byście je zostawiły bo musi się wypłakać.
    Druga sprawa to to, że jeśli widzimy histeryzujące dziecko, do którego nie przyznaje się nikt dorosły to myślimy raczej, że się zgubiło, a nie że jesteśmy świadkami metod wychowawczych i wtedy wezwanie policji jest jak najbardziej zrozumiałe.
    A zablokowanie na dłuższy czas jedynego wejścia/wyjścia świadczy, jak dla mnie, o dużym egocentryzmie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam się, że przeczytałam większość wypowiedzi z wielkim zdziwieniem. Tym bardziej, iż wyrażnie zaznaczyłam w poście co mnie zirytowało. Czyli rozumiem, że wdrażanie metod wychowawczych (obojętnie jakie by były) i dobre samopoczucie mamusi dziecka jest ważniejsze niż niemożność opuszczenia sklepu przez kilka osób. No sorry.
    Mam trójkę dzieci w różnym wieku, aniołkami nigdy nie byli, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy blokować wyjście sklepu bo takie mam widzimisię i chcę dziecko czegoś nauczyć.
    Pozdrawiam z Grecji.

    OdpowiedzUsuń
  10. metoda może i dobra, ale chyba nie miejsce i czas :)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.