poniedziałek, 2 grudnia 2019

Na krawędzi otchłani - Bernard Minier

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4/6
Niestety, ale to zdecydowanie najsłabsza książka Miniera. Sama w sobie nie jest zła, ale autor przyzwyczaił mnie wysokiego poziomu, jaki serwował czytelnikom w serii z Martinem Servazem w roli głównej.
Na krawędzi otchłani jest słabsze, ale nadal nieźle się je czyta. 
W książce mamy super ultra nowoczesne realia, androidy, sztuczną inteligencję, która już za moment przejmie kontrolę nad całym naszym życiem. 
Akcja rozgrywa się w centrum nowoczesnego świata,w  Hongkongu. W fabule są także liczne morderstwa, jest także dochodzenie. Jednak zbrodnie są jakby dodatkiem, pretekstem do ukazania czegoś innego.
Główną bohaterką jest Moira, młoda Francuzka, która rozpoczyna pracę w nowoczesnej, jednej z największych na świecie firmie technologicznych, która mieści się w Hongkongu.  Kobieta ma zajmować się szkoleniem bota, sztucznej inteligencji, którą tworzy jej pracodawca. Bot ma być doradcą, przyjacielem każdego człowieka, ma znać jego potrzeby, pragnienia i podejmować za człowieka decyzje. Pomocne, ciekawe, ale i przerażające. Szybko okazuje się, iż nic nie jest takim, jakim miało być. kobieta czuje się śledzona, osaczona, kontrolowana w każdej nieomal sytuacji, w niebezpieczeństwie. Do tego dochodzi grasujący w mieście, niezwykle okrutny seryjny morderca. A to dopiero początek.
Minier sporo uwagi poświęca nowoczesnej technologii, kwestii naszej współpracy ze sztuczną inteligencją, rozwojowi współczesnego świata. To ciekawy temat. Jednak moim zdaniem autor za bardzo wczuł się w rolę. Opisów, dywagacji dot. nowoczesnej technologii jest w książce po prostu za dużo. W pewnym momencie z ciekawej treść robi się po prostu nudna. Za technologicznymi dywagacjami ciągnie się spowolnienie akcji. Tym samym w wielu miejscach książka jest rozlazła, akcja ospała. 
Gdy już przebrniemy przez opisy technologiczne, akcja przyspiesza, w wielu miejscach bardzo mocno i tę część czyta się naprawdę dobrze. Szkoda nadmiaru technologicznych dywagacji. Bez nich książka byłaby dużo lepsza.
Na plus książce należy poczytać nieźle wykreowanych bohaterów oraz tak typowy dla tego autora mroczny klimat, który towarzyszy nam przez cały czas lektury.
Na plus zasługuje także dobre zakończenie, warte żeby przebrnąć przez technologiczne wywody autora. Jednak od razu zaznaczam, to zakończenie ma się nijak do tych z cyklu z Servazem....niestety....ale i tak warto je poznać.
Servaz, bohater cyklu kryminałów Miniera, to rasowy, klasyczny, nieprzeciętnie inteligentny policjant. Kryminały z nim to wspaniała lektura. W tych książkach trzeba było sporo pogłówkować, uruchomić szare komórki. 
Na krawędzi otchłani jest dużo prostsze w swojej budowie, prostsze w fabule. Czytelnik niezbyt musi myśleć, wystarczy, iż będzie czytał i odbierał treść. Jeżeli szukacie tego typu lektury, polecam najnowszą książkę Francuza.



sobota, 30 listopada 2019

Sieci widma - Leszek Herman

Wydawnictwo Muza, Moja ocena 5,5/6
Kolejna porywająca książka Leszka Hermana. 600 stron najnowszego kryminału tego autora czyta się w mgnieniu oka.
Autor niezwykle umiejętnie splata ze sobą losy kilkunastu bohaterów. Pewnego upalnego dnia na początku lata wsiadają oni na prom płynący ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji. Jedni płyną odwiedzić córkę, inni dla rozrywki, a jeszcze inni dla srogiej zemsty. Ale nie tylko. 
Przekrój wiekowy, społeczny, majątkowy jest niezwykle różnorodny. Herman doskonale odmalował swoich bohaterów. Wśród nich są: młode małżeństwo balansujące na granicy rozwodu, młodzi ludzie szukający dobrej zabawy, młoda kobieta porzucona przez kochanka i nie wiadomo czy bardziej pragnąca jego powrotu czy zemsty, starsze małżeństwo płynące odwiedzić swoją córkę i kilka innych ciekawych postaci.Wielka różnorodność ludzkich charakterów, planów, zachowań. Genialnie ukazany obraz naszego społeczeństwa ze wszystkimi nielicznymi zaletami i o wiele liczniejszymi wadami.
Wydawałoby się, iż wsiadając na prom powinni na lądzie, w Polsce zostawić swoje troski, zmartwienia, sprawy. Nic bardziej mylnego. To wszystko ciągnie się za nimi i doprowadzi do wielu kuriozalnych, ale i niesłychanie ciekawych sytuacji. Jak to w życiu.
W tle mamy dodatkowo wątki kryminalne, noc, wzburzone morze, człowieka za burtą, bardzo cenne skradzione zabytki, śledztwo dziennikarskie i trudną do rozwikłania zagadkę. Wiele wątków, wielu bohaterów, wszystko mistrzowsko ze sobą powiązane.
To czwarta książka Hermana. Po genialnym Sedinum. Wiadomość z podziemi, równie doskonałych książkach Latarnia umarłych i Biblia diabła autor po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Doskonale poprowadził wszystkie wątki kryminalne, wplótł w nie fascynujące elementy historii Zachodniego Pomorza, mistrzowsko odmalował swoich bohaterów i umieścił ich w środku prawdopodobnych, niezwykle poruszających wydarzeń. 
Doskonale zakończenie chociaż ja podkręciłabym je jeszcze bardziej. 
Gorąco zachęcam was do lektury tej, jak i poprzednich książek Leszka Hermana. Świetny autor, doskonałe książki.


czwartek, 28 listopada 2019

Łut szczęścia - Aurélie Valognes

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Cudowny plasterek na dusze, balsam, gdy ma się kiepski humor. Ot po prostu powieść doskonała na wszelkie okazje. Łut szczęścia jest miły, ciepły, delikatny, bawiący,  krzepiący. Jest po prostu super. Zachęcam do lektury z całego serca.
Jest rok 1968. Jean ma sześć lat i nagle, zupełnie niespodziewanie w jej życiu zachodzi wielka zmiana. Chłopiec z dnia na dzień trafia pod opiekę babci. Nie na trochę, a na zawsze. Ani on tego nie przewidział, ani ona. Takie zmiany dot. wszystkiego. Ma miejsce całkowite wywrócenie dotychczasowego życia. Do tego babcia nie jest łagodną, ciepłą osobą. Ma dobre serce, ale niesłychanie trudny charakter. 
Opieka nad wnukiem będzie całkowitą nowością w jej uporządkowanym dotychczas życiu. Oboje dadzą sobie coś nowego, coś unikalnego, coś bezcennego. Szczególnie rozczula naiwność dziecka, jego pytania, czułość babci, która jest skrywana za ostrym tonem.
Łut szczęścia to zwyczajna, prosta opowieść, bez fajerwerków. Zgadza się, ale tylko pozornie. Autorka udowadnia, iż to co najprostsze potrafi być najlepsze, najbardziej wartościowe. Wszystko zależy od tego, jak zostanie podane, zaserwowane.
Łut szczęścia czyta się ze wzruszeniem spowodowanym jakby odkryciem tego co może dać drugiemu człowiekowi zwyczajny gest, słowo. W pędzie, w gonitwie codziennych dni zapominamy o tym, a skoda. Tak niewiele bowiem potrzeba, żeby uszczęśliwić drugą osobę.
Autorka w cudowny sposób, lekko acz niezwykle mądrze opowiada o wielu sprawach, które doskwierają przede wszystkim starszym osobom, ale nie tylko. Także młodość, okres dziecięcy ma swoje prawa, bolączki. Cudownie ukazana jest pewna zależność jednej grupy wiekowej od drugiej, to ile starsi mogą dać młodszym, i wzajemnie, ile jeden człowiek potrafi zrobić dla drugiego. Samotność, skrywanie jej pod pozorami bycia zrzędliwym, wrednym, niemiłym są właściwe nie tylko starszym. Samotność wśród morza ludzi może dopaść każdego z nas, bez względu na miejsce zamieszkania czy wiek. Ową samotność potrafi rozwiać czyjaś obecność, zwykły gest, uśmiech.
Opowieść zdaje się być banalna, zwyczajna, może nawet nudna. Nic bardziej mylnego. Aurelie w mądry sposób przedstawia nam wiele prawd, na wiele otwiera oczy, sprawia, iż wielokrotnie westchniemy...aha faktycznie, a nawet wzruszymy się. Na naszych ustach w trakcie lektury będzie błąkał się uśmiech rozbawienia połączony ze wzruszeniem.
Łut szczęścia to mądra, rozczulająca, doskonale przedstawiająca rzeczywistość opowieść. 
Polecam.

środa, 27 listopada 2019

Zapomnij o nim - Małgorzata Garkowska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3/6
Podobno miłość wszystko wybacza, ale czy na pewno?
Bohaterowie najnowszej książki Małgorzaty Garkowskiej borykają się przede wszystkim  sercowymi problemami (jak to u tej pisarki), ale nie tylko. Do głosu dochodzą także sprawy etyczne i to bardzo szeroko rozumiane. 
Akcja rozgrywa się w Zamościu, a problemy bohaterów są na tyle realne, iż spotkać mogą każdego czytelnika książki. To spory atut, gdy czytelnik może choćby w pewnym stopniu utożsamiać się z wykreowanymi postaciami.
Ciekawie nakreśleni bohaterowie. Artur to człowiek poukładany i solidny. Ma wspaniałą narzeczoną, dobrą pracę, mieszkanie. Wszystko ma poukładane, dopięte na ostatni guzik. Jak się jednak okaże życie lubi zaskakiwać i burzyć takie misterne plany, wprowadzać nieład do porządnie z pozoru poukładanego życia. A życie Artura zaskoczy i to bardzo.
Z kolei Anna jest pewna, że ma wszystko. Spokojna praca, przygotowania do ślubu, dziecko w drodze. Czego potrzeba więcej do szczęścia? Zdawałoby się, że niczego. W jej przypadku los także spłata figla. Jedno wydarzenie wszystko zmieni.
Jest jeszcze jedna bohaterka w całkowicie odmiennej sytuacji. To Ewelina, która zjawia się w Zamościu z jedną walizką w ręce. Kobieta ma jeden cel, chce odnaleźć mężczyznę, w którym się zakochała. Jest on także ojcem jej dziecka, o czym męźczyzna nie ma pojęcia. 
Co stanie się z planami i życiem tych osób? Jak potoczą się ich losy. Czy coś ich łączy poza Zamościem? 
Dobrze nakreśleni bohaterowie, bardzo realistyczni, ciekawa fabuła bazowa, w której może odnaleźć się większość czytelników to największe i jedyne atuty książki.
Niestety, ale Zapomnij o nim ma też minusy i to spore. 
Przede wszystkim niewykorzystanie możliwości, jakie daje taka fabuła. Można było stworzyć z tego niezłą powieść, życiową, ciekawą, wciągającą, tym bardziej, iż bohaterowie są naprawdę nieźle nakreśleni. Autorka zmarnowała tę szansę. Narracja jest banalna, wydarzenia wsadzone pomiędzy główne punkty fabuły infantylne, przewidywalne, często nierealne. 
Nie wyszły sceny miłosne, wyznawanie uczuć, brak namiętności w opisach namiętności, miłości. Sceny przedstawiające miłość fizyczną są po prostu straszne. Wiem, sztuką jest dobrze nakreślić tego typu sceny, ale może czasami po prostu lepiej tego nie robić....
Brak realizmu kilku scen z życia wziętych, jak chociażby pseudo rozmowy kwalifikacyjnej Eweliny. No na miłosierdzie boskie, nikt tak się nie zachowuje. Nie będę pisać dokładnie o co mi chodzi. Dowiecie się tego w trakcie lektury.
Jest jeszcze kilka takich nierealnych scen. Nie chcę o nich wspominać, nie chcę was zniechęcać do lektury tej książki. Ma ona swoje plusy, warto żebyście sami sprawdzili, jak ją odbierzecie.


wtorek, 26 listopada 2019

Trzecia terapia - Danuta Chlupová

Wydawnictwo Novae Res, Moja ocena 2,5/6
Nie ukrywam, rozpoczynając lekturę liczyłam na coś więcej. 
Opowieść mająca w tle toksyczne związki, skomplikowane relacje i klątwę dziadka z Auschwitz zapowiadała się nieźle. I wszystko byłoby ok gdyby nie toporna narracja. Brak tej książce ogłady, wygładzenia, polotu, czegoś, co sprawi, iż styl wciągnie, lektura pochłonie. Z równym zaciekawieniem mogłabym czytać listę zakupów, czy książkę telefoniczną. Niestety. 
Akcja rozgrywa się w latach 2014-2016 z licznymi retrospekcjami do czasów II wojny światowej i początku PRL-u.  
W trakcie urlopu poznają się Grzegorz, który próbuje naprawić relacje z córką i Mathilda, Niemka, na której ciąży cień dziadka SS-mana w obozie w Auschwitz. Oboje mają za sobą traumatyczne doświadczenia. Nad obojgiem widnieje cień przeszłości, choć w przypadku każdego z nich jest to inne widmo.
I w zasadzie tyle treści. Przez kolejne strony toczy się akcja, która absolutnie mnie nie zainteresowała. Niestety. 
Poprzednia książka autorki, Blizna, była świetna, zachwyciła mnie. Trzecia terapia to jej zdecydowane przeciwieństwo. 
Mając doskonałą bazę, dobry temat, bazując na wspomnieniach z Auschwitz, na problemie, jakim jest strata bliskiej osoby, próba pogodzenia się z nią oraz fakt, iż ktoś z bliskich był niemieckim zbrodniarzem wojennym, można było stworzyć dobrą, mocną, mądrą książkę, ciekawie pociągnąć temat, umiejętnie pokierować postaciami. I o to mam żal do autorki. O nie wykorzystanie sporych możliwości.
Jak wspomniałam autorka bazuje na obozowych wspomnieniach. Są one jednak bardzo ogólnikowe. Można śmiało stwierdzić, iż Chlupova się po nich po prostu prześlizguje. Brak konkretów, brak faktów, brak nazwisk. Ot slogany, poruszające, ale lakoniczne. 
Mathilda ma ogromne poczucie winy z powodu tego, iż jej dziadek był katem w obozie. Sam fakt posiadania kogoś takiego w rodzinie daje ogromne pole do pisarskiego popisu. Nie wykorzystane. 
Podobnie, jak ze stratą Grzegorza i jego córki.
Najwięcej jednak do życzenia pozostawia styl pisarski autorki. Jest on przeciwieństwem tego z Blizny. Mam wrażenie jakby te książki pisały dwie różne osoby. Chlupova pisze sztywno, prostym językiem, bez polotu, nudno. 
Jestem ogromnie rozczarowana lekturą i żal mi straconych możliwości. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Znikająca ziemia - Julia Phillips

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Znikająca ziemia Julii Phillips to dobrze napisany miks thrillera, elementów kryminału i niezłej powieści socjologiczno-obyczajowej. Autorka bardzo zręcznie opowiada o pewnej zapomnianej krainie w głębi Rosji jaką jest Kamczatka i ludziach, którzy tam mieszkają.
Ludzie ci mają wszędzie daleko. Ich ląd, Kamczatka oddalony jest od stolicy kraju Moskwy o 9 godzin lotu samolotem. Ogromna odległość, więcej niż z jednego krańca Europy na drugi. Jak się żyje w takim miejscu? Kto przybywa tam z wyboru? Może to ci, którzy pragną się przed czymś ukryć? Czy łatwo tam zniknąć, zaszyć się, a może łatwo popełnić przestępstwo.
Odpowiedzi na te i kilka innych pytań szukamy bazując na treści książki, którą jest zaginięcie dwóch sióstr, Sofii i Alony. Dziewczynki pewnego dnia wyszły na spacer i już z niego nie wróciły. Co się wydarzyło?
Cala okolica szuka dzieci, póżniej cały kraj. Czy dziewczynki się odnajdą?
Kolejne rozdziały to kolejne miesiące poszukiwania zaginionych. Bardzo zręcznie zostało to potraktowane. W kolejne rozdziały zostały wplecione dzieje kolejnych osób, nowych męźczyzn, kobiet, dzieci. Wszyscy oni są mieszkańcami dalekiej Kamczatki. Różni ich wszystko, łączy ten odległy półwysep. Na szczególną uwagę zasługują portrety psychologiczne tych osób. Majstersztyk.
Co istotne, każdy miesiąc, każda kolejna odsłona, nowy rozdział to los nowej osoby. Kolejne miesiące-rozdziały nie zlewają się ze sobą, są oddzielną całością, a jednocześnie integralna częścią książki. Doskonale dopracowane założenie. 
Świetnie nakreślony jest także duszny, otaczający ze wszystkich stron, nieomal klaustrofobiczny klimat kamczackiej osady. Do tego dochodzi towarzyszące nam od początku uczucie niepokoju, momentami do bólu obezwładniające. Całość dopracowana w każdym szczególe.
Znikająca ziemia to dobra, dopracowana w każdym calu, poruszająca powieść. Momentami jest ona nawet szokująca. Porusza zarówno samo porwanie dziewczynek, jak i dołączane w kolejnych rozdziałach historie kamczackich outsiderów. Szokuje życie w tym miejscu, traktowanie tam kobiet, porusza i budzi sprzeciw życie kobiet w tamtej części Rosji. 
W trakcie lektury w czytelniku budzą się najrozmaitsze emocje, które nie gasną i buzują aż do końca lektury.
Bardzo dobra, niezwykła, nietuzinkowa powieść, doskonałe studium ludzkiej samotności, niezgrania się oczekiwań, roszczeń z rzeczywistością, takich, a nie innych postaw ludzkich. 
Znikająca ziemia to debiut literacki Julii Phillips, bardzo dobry debiut, który zasługuje na Nagrodę Bookera, do której został nominowany.
Polecam. 

piątek, 22 listopada 2019

Żmijowisko - Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Inny, ale nadal bardzo dobry Chmielarz w akcji.
Autor przyzwyczaił nas do tego, iż jego książki to kryminały, a których akcja na ogół pędzi, czasami, sporadycznie tylko zwalniając.
Żmijowisko jest inne i nie każdemu musi to przypaść do gustu. Mnie spodobało się i to bardzo. 
Przede wszystkim to powieść, obyczajowa, socjologiczna, społeczna z mocnym motywem psychologicznego thrillera.   To opowieść o rozpadzie rodziny, przyjaźni, utracie bezpiecznego świata, porażkach, zawiedzeniu się na ludziach, ale i o tym co daje siłę napędową, co ważne.  Żmijowisko jest bardzo mocno osadzone w polskich realiach, w niektórych momentach można przedstawiony świat, otoczenie bohaterów, ich zachowanie określić jako typowe polskie piekiełko. Chmielarz doskonale nakreślił świat, jaki większość spotka na wyciągniecie ręki, świat, w którym gro z nas odnajdzie sporą część siebie, choć rzadko kto się do tego przyzna. Polskie teksty, polskie realia, polski dom, polskie opowieści, nawet muzyka, wygląd domku to wszystko sprawia, iż na swój sposób czujemy się w tej lekturze bezpieczni, otoczeni swojską polskością, ale także odrobinę podminowani, przestraszeni, zaniepokojeni, a na pewno zaintrygowani.  Żmijowisko to także opowieść przepełniona uczuciami, tymi złymi, bardzo złymi, najgorszymi, ale i będącymi zwiastunem czegoś dobrego, nadziei. Z pewnością w książce brak uczuć obojętnych. Jest za to genialny obrazek polskiego społeczeństwa i tego, co sami potrafimy zrobić w imię dobra, miłości, przyjaźni... Atutem są także świetnie nakreśleni bohaterowie, zarówno ci główni, jak i drugoplanowi pojawiający się w książce na chwilę.  Tekst, bohaterowie, wydarzenia wzbudzają skrajne emocje, nikogo nie pozostawią obojętnym. Można tej książki nie lubić, można ją pokochać, ale z pewnością nie pozostanie się wobec niej obojętnym.  Przemiany w ludziach, odkrywanie krok po kroku tajemnic, to jak ewoluuje postać, jak zmienia się zachowanie, podejście do tematu, jak przeobrażają się ludzkie reakcje ukazane na tle powrotu do dramatycznych wydarzeń sprzed roku. Świetna lektura choć potrzeba kilku chwil żeby wniknąć w jej klimat. Warto. Polecam. 

Recenzje innych książek Chmielarza:
Rana 
Cienie 
Wampir
Przejęcie 
Farma lalek 
Podpalacz

czwartek, 21 listopada 2019

Szeptacz - Alex North

Wydawnictwo  Muza, Moja ocena 2,5/6
Szeptacz mnie rozczarował, bardzo. Wydawnictwo w promocję włożyło wiele wysiłku i pieniędzy. Niestety, ale mega marketing rozbudza apetyt czytelników. I wszystko ok, jeżeli książka ma dobry, wysoki poziom.
Gorzej jeżeli jest tak jak z Szeptaczem.
Po pierwsze, i to najważniejsze, to nie jest horror ani thriller, to bardziej historia kryminalna z jakimiś ja wiem...elementami obyczajowymi. Żeby chociaż to była historia kryminalna dobrze poprowadzona. Niestety...śledztwo prowadzi dwóch kiepskich policjantów, pozostałych to w ogóle nie obchodzi. Do tego to dochodzenie jest tak nędzne, tak niefachowe, że szkoda o nim wspominać.
Na plan pierwszy wysuwa się historia zrozpaczonego ojca i jego zaniedbanego emocjonalnie syna. Chwyta za gardło, sprawia, iż odwracamy kolejne kartki żeby dowiedzieć się co dalej. Obaj próbują sobie poradzić z wielka stratą jaka stała się ich udziałem. I byłoby wszystko ok, gdyby autor poszedł tym tropem. Mogłaby z tego powstać niezła historia obyczajowa. Historia ojca i syna, ich przeżyć, wzajemnych relacji jest naprawdę ciekawa, mocna i dająca wiele możliwości.
Tymczasem North dodał do tego tajemniczego porywacza z jego podobno (bo ja tego nie doświadczyłam) przerażającym szeptem. Szept miał być, ba wg. wielu innych recenzentów jest przerażający (wg. mnie jest śmieszny) dla mnie jest zbędny, infantylny, groteskowy.
Ten element w ogóle mi nie psuje do pozostałej części książki. Wyraźnie mi to odstaje od historii ojca i syna. Jakby to były dwie zupełnie różne opowieści doklejone do siebie.
Cała opowieść jest ukazana z kilku perspektyw, ma sporo zagadek, niejasności, które tak naprawdę nie zostają do końca wyjaśnione, a o których można powiedzieć/ napisać jedno...gdzieś o tym już czytałam, skądś to znam.
Poza tym po trochę więcej niż połowie książki następuje jakby zmiana stylu pisarstwa. Uczucie jest mocne i odnosiłam wrażenie jakby ktoś zupełnie inny napisał drugą część książki. O całkowitym braku grozy i elementów thriller nie wspomnę.
Książka nuży, irytuje, ciągnie się, jak przysłowiowe flaki z olejem, brak najmniejszego napięcia o elementach grozy nie wspominając.
Jeszcze gorzej jest z zakończeniem. Jest tak kiepskie, że aż żal. Z niesamowitym zdziwieniem czytam zachwyty blogerów nad zaskakującym, szokującym finałem historii. Matko, chyba czytaliśmy zupełnie różne książki.
Największe pretensje mam do autora o zmarnowany potencjał. Pójście w historię obyczajową byłoby doskonałym ruchem, dawało olbrzymie możliwości. A tak...szkoda pisać. 
Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, im bardziej agresywny marketing, im głośniej o jakiejś książce tym bardziej żałosna treść, tym większe rozczarowanie.
 

środa, 20 listopada 2019

Ostatni świadek - Liv Constantine

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 4-/6
Główna bohaterka, dr Kate English ma wszystko. Nie tylko jest dziedziczką wielkiej fortuny; ma wspaniałego męża i córkę, świetną karierę, piękny,  dom. Jednak los udowodni, iż wszystko co bierzemy za pewnik bywa złudne i można to stracić w jednej sekundzie. Pewnej nocy matka Kate zostaje znaleziona martwa, brutalnie zamordowana we własnym domu. 
Kobieta nawet przez moment nie przypuszcza, iż to dopiero początek koszmaru, który ją czeka. Tuż po pogrzebie matki Kate otrzymuje smsa z wiadomością, iż ona będzie następna. Brzmi to jak poważna groźba i wzbudza w kobiecie uzasadnioną obawę. To dopiero początek koszmaru, jaki ktoś zgotował Kate. Dlaczego? Co i kto za tym się kryje? To i wiele innych aspektów próbuje wyjaśnić w prowadzonym śledztwie detektyw Frank Anderson z policji hrabstwa Baltimore. Czy mu się to uda? Czy zapobiegnie najgorszemu?
Nie jest to kryminał moich marzeń. Nie jest to najbardziej skomplikowana zagadka. Jednak to dobra lektura kiedy szuka się czegoś lekkiego, relaksującego, nieźle wypełniającego kilak wieczornych godzin. Do tego celu powieść Constantine idealnie się nadaje.
Fabuła jest wciągająca. Całość jest lekko napisana. Czyta się dobrze. Intryga jest niezła, choć nie ukrywam, gdyby autorka bardziej nad nią popracowała byłaby jeszcze lepsza. Można z niej dużo więcej wyciągnąć. Mimo to jest nieźle, lepiej niż się spodziewałam.
Wydarzenia poznajemy na zmianę z perspektywy Kate i jej przyjaciółki Blaire.
Akcja jest szybka, momentami błyskawiczna. Całość przewija się przed naszymi oczyma niczym migawki filmowe. Do tego kilkakrotnie zastosowane przez autorkę, całkiem udane zwroty akcji.
I dałabym książce wyższą ocenę gdyby nie zakończenie. Miałam wrażenie jakby pisała je zupełnie inna osoba. Dramat, po prostu dramat. Ostatnie 30-40 stron to jakaś katastrofa. 
Nie wiem, jak można było tak zepsuć finał.
Mimo tego zachęcam was do lektury. Gdy nie potrzebujecie czegoś skomplikowanego do czytania, szukacie lektury łatwej i wciągającej sięgnijcie po Ostatniego świadka. Nie oczekujcie jednak książki na miarę nagrody Pulitzera, a tego czym ta historia jest - dobrego czytadła uprzyjemniającego kilka godzin.


wtorek, 19 listopada 2019

Prezent - Sebastian Fitzek

Wydawnictwo Amber, Moja ocena 5,5/6
Kolejny thriller niemieckiego mistrza psychothrillera jaki miałam okazję przeczytać.
Z Fitzkiem jest tak, zaczyna się powoli, spokojnie, nic, absolutnie nic nie zapowiada tego, co będzie dalej. Przeczytałam wszystkie książki tego autora i zawsze daję się na to nabrać :)
Zaczynam lekturę, obiecuję sobie...tylko kilkanaście stron. I co? Odkładam dopiero jak skończę czytać. Ehhhh...
Z Prezentem jest dokładnie tak samo.
Głównym bohaterem jest zwyczajny niezwyczajny mężczyzna, Milan Berg, kiedyś złodziej, teraz próbujący związać końce życia, całkowity analfabeta, a przy tym człowiek genialny z wieloma niebywałymi zdolnościami. Pewnego dnia Milan siedzi na rowerze, zatrzymuje się na światłach, kiedy nagle obok widzi samochód. Na tylnym siedzeniu przerażona dziewczynka rozpaczliwie przyciska do szyby zapisaną kartkę. Wołanie o pomoc? Milan nie może jej odczytać. Jak już wiemy jest analfabetą. Jednak coś każe mu pędzić ile sił za tym samochodem. Dociera do tajemniczego domu, widzi dziewczynkę, mężczyznę, kobietę, psa...ot zwyczajna rodzina. Ale coś mu nie pasuje. Przeczucie mówi mu jednak, że dziewczynka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie
Wraca do pracy. Po kilku godzinach tknięty przeczuciem wraz z przyjaciółką powraca do tajemniczego domu. Jakie jest jego zdziwienie, gdy okazuje się, ze dom jest pusty, wystawiony na sprzedaż. W środku budynku są warstwy kurzu, przykryte, zdezelowane meble i ten charakterystyczny zapach dawno nie wietrzonych pomieszczeń.
Nagle dzwoni telefon. Milan odbiera i to jest początek rollercostera wydarzeń, które za moment się rozpoczną... Co nastąpi dalej? Tego wam nie zdradzę. Gwarantuję, że tempo akcji was zaskoczy, pochłonie, a wyobraźnia autora porwie i wielokrotnie zaskoczy.
Dodam tylko, że Milan rozpocznie rozpaczliwą i szaleńczą podróż, która prowadzi go w głąb własnej przeszłości.
Świetne pomysły, błyskawiczne tempo akcji, co chwila umiejętnie podkręcane napięcie, sprawianie, iż czytelnik z niecierpliwością przewraca kolejne strony i krótkie niczym błysk flesza rozdziały, to znak charakterystyczny prozy niemieckiego autora i to, co najbardziej pochłania w Prezencie. 
Książka jest ostra, zaskakująca, brutalna, dla Fitzka nie ma tabu. Z każdym kolejnym rozdziałem, z każdym nowym wydarzeniem jest ostrzej, mocniej, bardziej ponuro i wynaturzenie. Gwarantuję wam doskonałą, pełną napięcia rozrywkę. 
Sama układanka, którą musi rozwikłać Milan jest maksymalnie zagmatwana, niejasna i momentami sprawia wrażenie chorych urojeń bardzo wynaturzonego umysłu.
Polecam. Jednak na lekturę zarezerwujcie sobie kilka wolnych godzin. Z pewnością gdy już zaczniecie czytać, nie odłożycie książki aż do ostatniej strony.