niedziela, 5 kwietnia 2026

Dziwna pogoda w Tokio - Hiromi Kawakami

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 5,5/6
Książka Hiromi Kawakami to powieść, która szczególnie mocno trafi do osób zafascynowanych Japonią i jej literaturą. Taką osobą jestem ja, od lat pasjonatka wszystkiego, co japońskie i z Japonią związane. Jeśli ty czujesz, że japoński sposób opowiadania – spokojny, uważny, skupiony na tym, co niewypowiedziane – ma w sobie coś wyjątkowo bliskiego, jest to lektura dla ciebie Historia, którą opowiada Kawakami potrafi wciągnąć nie przez akcję, ale przez atmosferę i emocje, które rozchodzą się powoli, jak fale. 
Japonia z tej opowieści, to nie kraj znany z pocztówek ani dynamicznych obrazów wielkiego miasta. Tokio u Kawakami jest ciche, intymne, spokojne, pełne samotności w tłumie. To przestrzeń małych barów z sake, spokojnych spacerów i mieszkań, w których wieczory płyną bez pośpiechu. Właśnie w tej zwyczajności kryje się coś niezwykłego. Autorka bardzo subtelnie oddaje ducha japońskiej estetyki, bliskiej ideom przemijania i piękna ukrytego w prostocie. Dzięki temu łatwo poczuć, że obcuje się z czymś autentycznym, a nie wykreowanym pod oczekiwania czytelnika. 
W centrum tej historii znajduje się relacja Tsukiko i Senseia, która rozwija się powoli, niemal niezauważalnie. Ich znajomość zaczyna się od przypadkowego spotkania i przez długi czas opiera się na drobnych rytuałach – wspólnym jedzeniu, rozmowach, a czasem po prostu milczeniu. To właśnie to milczenie jest tu niezwykle znaczące, bo nie jest puste, tylko pełne napięcia, niepewności i delikatnej bliskości. Kawakami pokazuje, że uczucie nie musi być głośne ani oczywiste, że może być nieporadne, trochę niezręczne i rozwijać się w swoim własnym tempie. Taka forma budowania relacji może przypominać twórczość Harukiego Murakamiego, choć tutaj wszystko jest bardziej przyziemne i oszczędne. 
Dużą rolę odgrywa w tej książce samotność, ale nie jest ona przedstawiona jako coś dramatycznego. To raczej stan, do którego można się przyzwyczaić, który staje się częścią codzienności. Samotność na codzień jest bardzo charakterystyczna dla Japonii i Japończyków.  Tsukiko żyje spokojnie, bez większych oczekiwań wobec świata, a spotkanie z Senseiem nie wywraca jej życia do góry nogami, tylko delikatnie je porusza. To bardzo charakterystyczne dla japońskiej literatury podejście – zmiana nie musi być gwałtowna, może przyjść cicho i prawie niezauważalnie. Za takie drobiazgi kocham japońską literaturę.
Ciekawym elementem powieści jest sposób, w jaki autorka wykorzystuje jedzenie. Wspólne posiłki nie są tylko tłem wydarzeń, ale stają się sposobem ukazania emocji. To przy jedzeniu bohaterowie zbliżają się do siebie, uczą się swojej obecności, oswajają swoją nieśmiałość. Styl Kawakami jest bardzo prosty, ale jednocześnie wymagający. Nie dlatego, że jest trudny językowo, lecz dlatego, że wymaga uważności. Wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych, ukrytych między zdaniami. Czytelnik musi sam wyczuć emocje, domyślić się znaczeń, zatrzymać się na chwilę. To książka, którą najlepiej czytać powoli. 
Jeśli fascynuje Cię Japonia i jej kultura, styl życia Japończyków, to jak i co odczuwają, ta powieść działa jeszcze mocniej, bo nie epatuje egzotyką, tylko pokazuje codzienność w sposób bardzo naturalny. Dzięki temu ta fascynacja nie jest karmiona obrazkami, ale pogłębia się poprzez doświadczenie – spokojne, refleksyjne i bardzo osobiste. 
Dziwna pogoda w Tokio zostaje w czytelniku na długo, bo dotyka rzeczy prostych, ale ważnych. Pokazuje, że bliskość może rodzić się z drobiazgów, że samotność nie zawsze musi być czymś złym i że najważniejsze momenty często przychodzą wtedy, gdy się ich nie planuje. To jedna z tych książek, po których ma się ochotę zwolnić, spojrzeć uważniej na codzienność i docenić to, co ciche i pozornie nieistotne. Polecam. Poruszająca, arcyciekawa historia. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

sobota, 4 kwietnia 2026

Wszystko, co wiem o miłości - Dolly Alderton

 


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 4,5/6

Kiedy sięgnęłam po Wszystko, co wiem o miłości nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie. Myślałam, że będzie to lekka, może trochę zabawna opowieść o randkach i życiu uczuciowym. I rzeczywiście, jest w niej dużo humoru, trochę infantylnego, ale jednocześnie ta lektura okazała się czymś znacznie głębszym. 
Największe wrażenie zrobiła na mnie szczerość autorki. To jedna z tych książek, w których czuje się, że ktoś naprawdę mówi prawdę – nawet jeśli nie zawsze jest ona wygodna. Czytając, miałam wrażenie, jakbym słuchała bardzo bliskiej osoby, która opowiada o swoich błędach, rozczarowaniach i nadziejach. Dzięki temu łatwo było mi się w tej historii odnaleźć i momentami naprawdę się z nią utożsamić. 
Ogromnie podobało mi się to, jak Dolly Alderton pisze o miłości – nie tylko tej romantycznej, ale też o przyjaźni. Właśnie ten drugi aspekt poruszył mnie najmocniej. Pokazanie, jak ważne są relacje z ludźmi, którzy są przy nas na co dzień, było dla mnie niezwykle ciepłe i prawdziwe. To książka, która przypomina, że miłość ma wiele form i że często to właśnie przyjaźń jest tym najtrwalszym fundamentem. 
Bardzo doceniłam też lekkość stylu. Książkę czyta się szybko, momentami z uśmiechem, a innym razem z nagłym wzruszeniem. Są tu sceny zabawne, niezręczne, czasem wręcz absurdalne i kilka jest mocno infantylnych, ale obok nich pojawiają się cenne refleksje. To połączenie sprawia, że trudno się oderwać od tej lektury. 
Czytając, często miałam poczucie, że ta książka „rozumie” pewne doświadczenia – szczególnie te związane z dorastaniem, relacjami i szukaniem swojego miejsca. To nie jest poradnik ani zbiór gotowych odpowiedzi, ale raczej zapis drogi, pełnej potknięć i prób. I właśnie to czyni ją tak wartościową. 
Po skończeniu zostało mi bardzo ciepłe uczucie. To jedna z tych książek, które nie tylko się czyta, ale też trochę przeżywa. Daje poczucie bliskości, zrozumienia i tego, że nie trzeba mieć wszystkiego poukładanego, żeby iść dalej. 
Dla mnie to była naprawdę ciekawa lektura – szczera, mądra i jednocześnie bardzo przyjemna. Zdecydowanie to jedna z tych książek, do których chce się wracać, choćby po to, żeby przypomnieć sobie, co w relacjach jest naprawdę ważne.

 Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)

środa, 1 kwietnia 2026

Kto sieje wiatr - Donna Leon



Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Kto sieje wiatr to już 32. tom bestsellerowej serii kryminałów z komisarzem Guido Brunetti, osadzonej w niezwykłej scenerii Wenecja. Od wielu lat jestem zagorzałą fanką tej serii i przeczytałam wszystkie tomy, dlatego na najnowszą część czekałam z ogromną ciekawością i pewnym napięciem. 
Ta książka – jak zresztą niemal każdy tom cyklu – jest ona czymś więcej niż tylko opowieścią o zbrodni. To jednocześnie przenikliwa powieść społeczna, studium psychologiczne, subtelna opowieść obyczajowa, a momentami wręcz moralitet. Donna Leon po raz kolejny udowadnia, że wątek kryminalny jest dla niej jedynie punktem wyjścia – pretekstem do pokazania świata w całej jego złożoności: niesprawiedliwości, hipokryzji, moralnych dylematów i cichych dramatów zwykłych ludzi. 
Jeśli ktoś sięga po tę książkę w oczekiwaniu dynamicznej akcji, pościgów czy spektakularnych zwrotów fabularnych, może poczuć się zaskoczony. Tutaj zbrodnia jest cicha, niemal niezauważalna, a napięcie budowane jest nie przez wydarzenia, lecz przez refleksję i stopniowe odkrywanie prawdy. Nie znajdziemy tu efektownych scen akcji ani sensacyjnej dramaturgii typowej dla współczesnych thrillerów. Zamiast tego otrzymujemy powolne, uważne przyglądanie się rzeczywistości – i właśnie w tym tkwi największa siła tej powieści. Zbrodnia w tej serii ma niezwykle silną, wręcz krzyczącą wymowę, mimo że przedstawiona jest w sposób stonowany i pozbawiony sensacyjnej otoczki. 
Ale wracajmy do Kto sieje wiatr...Fabuła rozpoczyna się na początku listopada w czarującej Wenecji. Komisarz Brunetti, po kilku spokojniejszych miesiącach, ponownie zostaje wciągnięty w śledztwo – tym razem dotyczące śmierci niezarejestrowanego imigranta ze Sri Lanki. Mężczyzna znalazł schronienie u zamożnej weneckiej rodziny, co samo w sobie budzi szereg pytań. W jego mieszkaniu Brunetti odkrywa intrygującą mieszankę: włoskie kryminały, książki o buddyzmie oraz materiały dotyczące terroryzmu z czasów tzw. „lat ołowiu”. Już ten zestaw wskazówek sugeruje, że sprawa nie będzie oczywista. Szybko okazuje się, ze tak naprawdę nic nie jest jasne, proste i łatwe do rozszyrowania. 
Ważną rolę w śledztwie odgrywają również takie elementy jak Palazzo Zaffo dei Leoni, zaniedbany ogród, sympatyczna suka Sara oraz nierozwiązana zagadka sprzed lat. Każdy z tych szczegółów ma znaczenie – choć nie od razu wiadomo, co jest fałszywym tropem, a co kluczową wskazówką. Leon mistrzowsko prowadzi czytelnika przez labirynt pozornie nieistotnych detali, które z czasem układają się w spójną całość. 
Jednak to nie sama intryga kryminalna robi największe wrażenie. Najciekawszym aspektem powieści jest jej wymiar refleksyjny. Rutynowe dochodzenie szybko przeradza się dla Brunettiego w podróż w przeszłość. Komisarz wraca myślami do swojej młodości – czasu pełnego ideałów, wiary w możliwość zmiany świata i moralnej jednoznaczności. Konfrontacja tych wspomnień z teraźniejszością, pełną kompromisów i szarości, nadaje książce głęboko osobisty wymiar, jeszcze większy niż wcze sniejsze tomy. 
Nasz ulubiony wenecki policjant w tym tomie wydaje się jeszcze bardziej wyciszony, refleksyjny, momentami wręcz melancholijny. Jego rozważania dotyczą nie tylko sprawy, którą prowadzi, ale także sensu sprawiedliwości, odpowiedzialności i granic ludzkiej empatii. To sprawia, że powieść staje się czymś więcej niż kryminałem – staje się opowieścią o dojrzewaniu, przemijaniu i utracie złudzeń. 
Osobnym bohaterem jest Wenecja. Jak zawsze u Leon nie jest ona jedynie tłem wydarzeń. Miasto na wyspach żyje własnym rytmem. Jest ono piękne, ale jednocześnie naznaczone problemami społecznymi, zaniedbaniami i kontrastami. Autorka z niezwykłą wrażliwością pokazuje jego mniej oczywiste oblicze, dalekie od turystycznych pocztówek.
Nie sposób mówić o tej powieści – ani o całej serii – bez zatrzymania się na chwilę przy życiu prywatnym Guido Brunetti. To właśnie ono stanowi jeden z najważniejszych i najbardziej wyjątkowych elementów twórczości Donna Leon. 
Rodzina Brunettiego od lat jest dla czytelników czymś znacznie więcej niż tylko tłem dla policyjnych spraw. Jego żona Paola, inteligentna, przenikliwa i bezkompromisowa w swoich poglądach, niejednokrotnie pełni rolę moralnego kompasu – zarówno dla niego, jak i dla czytelnika. Ich rozmowy, często prowadzone przy wspólnych posiłkach, należą do najbardziej wyczekiwanych fragmentów książki. To właśnie wtedy pojawiają się refleksje na temat sprawiedliwości, polityki, historii czy ludzkiej natury. 
Równie ważne są ich dzieci – dorastające, zmieniające się, ale wciąż obecne w życiu Brunettiego w sposób naturalny i nienachalny. Relacje rodzinne przedstawione są z niezwykłą czułością i autentycznością. Nie ma tu patosu ani przesadnej idealizacji – jest codzienność, drobne napięcia, troska i bliskość. 
W Kto sieje wiatr te domowe sceny ponownie stanowią przeciwwagę dla trudnych tematów poruszanych w śledztwie. W świecie pełnym niejednoznaczności i moralnych szarości, dom Brunettiego pozostaje przestrzenią względnego spokoju, refleksji i uporządkowania.
Ogromną siłą tej części – podobnie jak całej serii – jest także obecność dobrze znanych, powracających bohaterów, którzy dla stałych czytelników są niczym rodzina. Claudia Griffoni, Lorenzo Vianello czy niezastąpiona Signorina Elettra wnoszą do fabuły nie tylko profesjonalizm, ale też charakterystyczny humor, lojalność i indywidualny rys osobowości. Od lat pozostaje ona jedną z najbardziej lubianych przeze mnie postaci cyklu. Jej inteligencja, spryt i nieoczywiste metody działania stanowią często klucz do rozwiązania sprawy. Z kolei Vianello, wierny współpracownik Brunettiego, wnosi do historii spokój i pragmatyzm, a Griffoni – świeżość spojrzenia i empatię. 
Dla czytelników, którzy od lat śledzą losy tej serii, spotkanie z tymi bohaterami ma niemal intymny charakter. To trochę jak powrót do dobrze znanego miejsca i ludzi, których się zna, rozumie i lubi. Ich obecność buduje poczucie ciągłości i sprawia, że każda kolejna książka nie jest tylko nową historią kryminalną, ale kolejnym rozdziałem większej, wieloletniej opowieści.
Właśnie dlatego Kto sieje wiatr działa tak silnie – nie tylko jako samodzielna powieść, ale jako część świata, do którego chce się wracać. Świata, w którym zbrodnia jest ważna, ale jeszcze ważniejsi są ludzie – ich relacje, wybory i codzienne życie. Częścią tego świata jest jeszcze jeden charakterystyczny element - „książka kucharska”. Opisy weneckiej kuchni, kolacji i prostych domowych potraw, wizyt w barach, mają w sobie coś kojącego i sprawiającego, iż ma się ochotę spakować walizki i ruszyć do weneckich zaułków, sklepików i knajpek. Dzięki nim czytelnik na chwilę odpoczywa od ciężaru sprawy. 
Podsumowując – Kto sieje wiatr to powieść subtelna, refleksyjna i głęboko humanistyczna. Nie epatuje akcją, lecz zmusza do myślenia. To książka dla tych, którzy w kryminale szukają czegoś więcej niż zagadki do rozwiązania – dla czytelników ceniących atmosferę, psychologię postaci i społeczną wnikliwość. 
Jako wieloletnia czytelniczka serii mogę powiedzieć jedno: Donna Leon wciąż trzyma wysoki poziom i nadal potrafi zaskakiwać – nie zwrotami akcji, lecz głębią spojrzenia na świat. Polecam.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

poniedziałek, 30 marca 2026

Korespondentka - Virginia Evans

 


Wydawnictwo Filia, Seria: Literacka, Moja ocena 5/6
Kiedy zaczęłam czytać Korespondentkę miałam wrażenie, że trafiam na historię bardzo spokojną, może nawet zbyt zwyczajną. Listy, codzienność, kobieta, która porządkuje świat słowami. Nic spektakularnego. A jednak z każdą kolejną stroną czułam, że ta książka robi ze mną coś zaskakującego. 
Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo intymna jest ta opowieść. Forma listów sprawia, że nie czyta się jej jak klasycznej powieści, tylko raczej jak czyjeś życie rozłożone na kawałki, bardzo osobiste i momentami aż niewygodne. Miałam poczucie, jakbym podglądała cudze myśli, takie, których normalnie się nie wypowiada. I w tym wszystkim było coś niezwykle prawdziwego, bo przecież każdy z nas ma w sobie rzeczy, których nie mówi na głos, tylko zapisuje gdzieś w środku. 
Sybil jako bohaterka nie jest kimś, kogo można łatwo zaszufladkować. Z jednej strony wydaje się poukładana, dojrzała, funkcjonująca w świecie wg. zasad i oczekiwań innych. Z drugiej strony widać w niej ogrom emocji, które przez lata były odkładane, zamiatane pod dywan, odkładane na „kiedyś”. I to „kiedyś” w końcu nadchodzi. To, co mnie poruszyło najmocniej, to właśnie moment konfrontacji z przeszłością. Ta konforntacja jest powolna, czasem bolesna, jest to też dochodzenie do prawdy. To zarys. A jak jest dokłądnie? I co z tego wynika? Tego nie zdradzę. Zachęcam was za to do sięgnięcia po tę bardzo ciekawą książkę. 
W trakcie lektury kilka razy łapałam się na tym, że przestaję skupiać się na fabule, a zaczynam myśleć o sobie. O relacjach, które nie zostały domknięte. O słowach, które nigdy nie padły. O tym, jak długo potrafimy unikać rzeczy trudnych, nawet jeśli wiemy, że prędzej czy później i tak do nas wrócą. Ta historia nie daje prostych odpowiedzi, ale bardzo delikatnie zmusza czytelników do zadawania pytań. 
Język tej opowieści jest prosty, ale nie banalny. Nie ma tu przesady ani patosu, a jednak emocje są bardzo wyraźne. Wzruszenie przychodzi niespodziewanie, czasem jedno zdanie potrafi zatrzymać na dłużej. 
Jednocześnie rozumiem, że nie każdemu to się spodoba. Tempo jest spokojne, momentami wręcz bardzo powolne. Niewiele się „dzieje” w klasycznym sensie. Jeśli ktoś szuka akcji, napięcia, zwrotów fabularnych, może poczuć znużenie. Dla mnie jednak to spowolnienie było wartością, bo pozwalało naprawdę wejść w emocje bohaterki. 
To nie jest historia, która mnie rozbiła czy przytłoczyła, ale raczej taka, która dotknęła czegoś ważnego. Pomyślałam o tym, jak trudno jest wybaczać, zwłaszcza sobie. I jak długo potrafimy odkładać moment, w którym w końcu spojrzymy prawdzie w oczy. Korespondentka to książka, która trafia dokładnie tam, gdzie powinna, ale robi to bez hałasu. Nie narzuca się, nie próbuje być wielka na siłę. Jest cicha, uważna i bardzo ludzka. I może właśnie dlatego zostaje na dłużej.

 

 

sobota, 28 marca 2026

Księga z San Michele - Axel Munthe

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 5/6
Księga z San Michele to książka, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Czytając ją, miałam poczucie, że nie obcuję tylko z historią życia jednego człowieka, ale z czymś znacznie głębszym — z opowieścią o wrażliwości, empatii i potrzebie pomagania innym. To porywająca autobiograficzna opowieść szwedzkiego lekarza Axela Munthego. Opisuje ona życie, marzenia, pracę autora, jego podejście do bliżnich, walkę z epidemią w Neapolu i budowę wymarzonego domu na Capri. 

Najbardziej poruszyło mnie to, jak nasz bohater podchodził do ludzi. Widać wyraźnie, że najbardziej kochał tych biednych, chorych i opuszczonych, którym często nikt inny nie chciał pomóc. Leczył ich za darmo, nie z obowiązku, ale z wewnętrznej potrzeby serca. Opisy jego pracy wśród chorych na różne epidemie, jak cholera czy tyfus, pokazują ogromne poświęcenie i odwagę. Czytając te fragmenty, czułem podziw, ale też pewien smutek, bo uświadamiają, jak wiele cierpienia było wokół niego. To był po prosty dobry człowiek, a tacy zawsze niestety byli w mniejszości. 
Autor pokazuje też swoje życie wśród bogatych pacjentów, których nie darzył taką samą sympatią, ale musiał ich przyjmować, bo taka była rzeczywistość. Ten kontrast między światem biednych i bogatych jest bardzo wyraźny i sprawia, że książka wydaje się prawdziwa i szczera, bez upiększania czegokolwiek. 
Bardzo ważnym elementem tej książki jest również miłość do zwierząt. Autor pisze o nich z ogromną czułością i szacunkiem, co bardzo mnie poruszyło. Widać, że traktował je jak równych sobie, co dodaje całej opowieści jeszcze więcej ciepła i pokazuje jego wyjątkową osobowość. 
Duże znaczenie ma motyw spełnienia marzenia o własnym miejscu na ziemi. Willa w San Michele staje się symbolem spokoju, odpoczynku i nagrody za całe życie pełne pracy i poświęceń. Czytając o tym, miałem wrażenie, że to nie tylko opis miejsca, ale też pewnego stanu ducha — odnalezienia swojego „raju”. 
Jest to naprawdę ciepła, mądra, ciekawa opowieść z dużą dozą humor, który dobrze równoważy bardziej smutne i refleksyjne fragmenty. Dzięki temu książkę czyta się lekko, mimo że porusza poważne tematy. 
Podsumowując, Księga z San Michele to dla mnie wyjątkowa opowieść, pełna ciepła, refleksji i prawdziwego człowieczeństwa. Pokazuje, że warto pomagać innym i że wrażliwość nie jest słabością, tylko ogromną siłą. To nie jest historia pełna akcji, ale spokojna, mądra opowieść o życiu, która naprawdę daje do myślenia. Polecam te zapiski mądrego, dobrego lekarza z drugiej połowy XIX i początku XX wieku, to lektura, którą każdy powinien przeczytać. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 27 marca 2026

Floren - Magdalena Parys

 


Wydawnictwo Agora, Moja ocena 6/6
Kiedy sięgałam po powieść Floren, spodziewałam się przede wszystkim dobrego thrillera politycznego. Wiedziałem, że to finał Berlińskiej trylogii, więc liczyłam na sprawną fabułę i ciekawą intrygę. Mimo to nie spodziewałam się , że książka zrobi na mnie aż tak duże wrażenie – nie tylko jako historia sensacyjna, ale też jako opowieść, która w niepokojący sposób przypomina rzeczywistość. Spodziewałam się czegoś wyjątkowego, bo twórczość Magdaleny Parys znam i podziwiam. Jednak nie spodziewałam się aż takiej eksplozji uczuć, przemyśleń i nie ukrywam - strachu. Floren jest przerażająco realny. 
Jest to political fiction, które czyta się jak thriller, ale jednocześnie jak przenikliwy komentarz do współczesnej polityki i kondycji Europy. Książka jest finałem berlińskiej trylogii autorki, a zarazem jedną z tych historii, które zostają w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. To powieść gęsta od emocji, napięcia i pytań o przyszłość demokracji.
Historia rozpoczyna się w momencie przełomowym dla Niemiec i – w pewnym sensie – dla całej Europy. Popularna kanclerz Niemiec postanawia przejść na emeryturę. Naturalnym następcą wydaje się jej polityczny protegowany – człowiek młody, ambitny i cieszący się dużym poparciem społecznym.
Sytuacja komplikuje się, gdy na jaw zaczynają wychodzić informacje o niepokojącej przeszłości jego rodziny. Z pozoru prywatne fakty zaczynają mieć poważne konsekwencje polityczne. Wkrótce okazuje się, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż ktokolwiek przypuszczał. A to dopiero początek. 
Podczas czytania miałam wrażenie, że autorka prowadzi czytelnika przez prawdziwy labirynt informacji, plotek i manipulacji. W świecie przedstawionym w książce niemal każdy fakt może być podważony, a prawda często ginie w natłoku fake newsów. Bohaterowie – dziennikarka Dagmara Bosch, były szef berlińskiej policji Tschapieski oraz komisarz Kowalski – próbują odnaleźć się w tym chaosie i oddzielić prawdę od dezinformacji. Czytając, miałam momentami poczucie, że to nie jest już tylko fikcja literacka. Opisywany świat jest bardzo podobny do naszego – świata, w którym informacja może zostać użyta jako narzędzie walki politycznej, a granica między faktami a manipulacją staje się coraz bardziej rozmyta. Nie ukrywam, Floren mnie przeraził, podobnie jak przeraża mnie, to co dzieje się wokół nas teraz. Może jestem starej daty, ale to co dzieje się teraz jest dla mnie szokujące. 
Ale wracajmy do Florena
Bardzo ciekawy jest wątek historyczny. Autorka wplata w fabułę wydarzenia z czasów tuż przed II wojną światową, związane z poszukiwaniami prowadzonymi przez nazistów na Półwyspie Arabskim. Początkowo wydaje się to odległe od współczesnej historii, ale z czasem okazuje się, że przeszłość i teraźniejszość są ze sobą zaskakująco mocno powiązane. 
Dzięki temu książka nabiera dodatkowej głębi. Pokazuje, że historia nigdy nie znika całkowicie – jej echo może powracać po latach w nowych kontekstach i nowych konfliktach.
Podobał mi się również sposób, w jaki pisarka prowadzi narrację. Fabuła jest bardzo dynamiczna. Akcja przenosi się między krajami, bohaterowie odkrywają kolejne tropy, a napięcie rośnie z każdym rozdziałem. To jedna z tych książek, które czyta się szybko, bo cały czas chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej. Floren przeraża, intryguje i sprawia, iż mimo pewnego lęku trudno oderwać się od lektury.
Jednocześnie nie jest to tylko powieść sensacyjna. W trakcie lektury pojawia się sporo refleksji o kondycji współczesnej Europy. Autorka pokazuje kontynent pełen napięć, sporów i rosnących wpływów skrajnych środowisk politycznych. To wizja trochę niepokojąca, ale niestety bardzo wiarygodna.
Floren to książka, która pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami. Nie jest to tylko thriller czy powieść sensacyjna. To przede wszystkim refleksja nad tym, w jakim kierunku zmierza współczesna Europa. 
Najsilniejsze wrażenie robi świadomość, że przedstawiona historia – choć fikcyjna – wydaje się niezwykle realna. Autorka pokazuje, jak łatwo system demokratyczny może zostać zachwiany przez manipulację informacją, ukryte interesy i historyczne demony powracające w nowych formach.
Floren to powieść ambitna, wielowątkowa i bardzo aktualna. Łączy w sobie elementy thrillera, political fiction i powieści historycznej. 
Magdalena Parys stworzyła historię, która jednocześnie wciąga jak sensacja i zmusza do poważnej refleksji nad przyszłością Europy. To książka dla czytelników, którzy lubią dynamiczną fabułę, ale też cenią literaturę podejmującą ważne, współczesne tematy. 
To jedna z tych powieści, które pokazują, że literatura może być nie tylko rozrywką, lecz także ostrzeżeniem i protestem. Gorąco zachęcam do lektury i przemyśleń.

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

środa, 25 marca 2026

Ciała niebieskie. Powieść o Annie Schilling i Mikołaju Koperniku - Maja Wolny

 


Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Ciała niebieskie to powieść historyczna, która przenosi czytelnika do Gdańska w 1529 roku. Autorka, Maja Wolny, sięga po bardzo ciekawy i rzadko poruszany temat – pokazuje postać Mikołaja Kopernika nie tylko jako wielkiego uczonego, ale przede wszystkim jako człowieka zdolnego do głębokich uczuć. Jednocześnie w centrum opowieści stawia kobietę – Annę Schilling – i jej wewnętrzny świat. Sam fakt, iż w centrum powieści z okresu renesansu jest kobieta, sprawia że warto sięgnąć po Ciała niebieskie. Brawo dla autorki. 
Wracamy do naszych bohaterów. Anna żyje w dostatnim domu, ale jej małżeństwo jest pozbawione miłości. Mąż traktuje ją okrutnie, a ona sama czuje się samotna i nieszczęśliwa. Choć ma dopiero trzydzieści kilka lat, doświadczenia, które nosi w sobie, sprawiają, że wydaje się znacznie starsza. Jej jedynym oparciem jest Johana – rudowłosa, niezależna kobieta, która szuka odpowiedzi nie w naukach Kościoła, lecz w kartach tarota i w naturze. To postać barwna, odważna, ale też narażona na niechęć i plotki. W świecie pełnym zabobonów i surowych zasad wystarczy bowiem niewiele, by zostać uznaną za zagrożenie. 
Przełom w życiu Anny następuje, gdy poznaje Mikołaja Kopernika. Ich relacja rodzi się niespodziewanie, ale szybko nabiera intensywności. To uczucie staje się dla obojga szansą na prawdę – zarówno w miłości, jak i w myśleniu o świecie. Autorka pokazuje, że poznanie naukowe i miłość mogą być aktami odwagi. W renesansowym świecie, który z jednej strony zachwyca barwami i zmysłowością, sztuką, a z drugiej jest bezwzględny wobec tych, którzy przekraczają granice, każda próba życia „po swojemu” wymaga ogromnej siły. 
Ogromnym atutem książki jest właśnie temat. Połączenie historii kobiety uwięzionej w konwenansach z postacią Kopernika sprawia, że powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem. To nie jest sucha opowieść o wielkim astronomie, lecz historia ludzi z krwi i kości – z ich lękami, pragnieniami i słabościami. Bardzo ciekawie pokazany jest też klimat epoki: napięcie między nauką a religią, między wolnością a społeczną kontrolą, między rozumem a zabobonem. 
Jeśli chodzi o język, można odnieść wrażenie, że w kilku momentach bywa on trochę naiwny. Niektóre dialogi wydają się zbyt proste, a emocje opisane w sposób dość bezpośredni. Brakuje czasem subtelności i głębi, które mogłyby nadać tej historii jeszcze większą siłę. Jednak to absolutnie nie wpływa na odbiór książki i na fakt, iż to naprawde dobra, dopracowana powieść z bardzo ciekawymi bohaterami i świetnie nakreślonym okresem renesansu. 
Ciała niebieskie to powieść, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. To historia o kobiecej sile, o odwadze myślenia inaczej i o miłości, która może zmienić życie. To także przypomnienie, że świat zmieniają ci, którzy nie boją się patrzeć dalej – w niebo, w głąb siebie i poza granice narzucone przez innych. To bardzo ciekawy temat i ważna opowieść, która zostaje w pamięci na długo po zakończeniu lektury. Polecam.

Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)  

 

poniedziałek, 23 marca 2026

Karawele - António Lobo Antunes

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6//6
Kiedy sięgnęłam po Karawele, nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie poruszy, nawet zszokuje. Znam styl pisarski Antunesa, czytałam wszystkie jego książki, ale mimo to Karawele mnie zaskoczyły. Już od pierwszych stron poczułam, że wchodzę w świat trudny, gęsty, momentami chaotyczny – ale jednocześnie niezwykle prawdziwy. To nie jest powieść, którą się „czyta dla przyjemności”. To raczej doświadczenie, które się przeżywa i które zostaje gdzieś głęboko w środku. 
António Lobo Antunes to jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy portugalskich. Jego twórczość od lat angażuje się w analizę historii i psychologii społeczeństwa Portugalii. Ma to miejsce głównie w kontekście burzliwej XX-wiecznej historii tego kraju. Autor stworzył dzieła, które są refleksją nad przeszłością, ale także próbą zrozumienia mechanizmów władzy, przemocy i traumy. W jego książkach często przewijają się wątki dotyczące dyktatury, wojen, a także konsekwencji tych wydarzeń na poziomie osobistym i społecznym. 
Zachęcam do lektury wyjątkowych książek autor, np. Podręcznika inkwizytorów czy Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc. Każda z nich porusza, zapada na zawsze w pamięć. Jednak w Karawelach autor idzie jeszcze dalej niż w poprzednich ksiażkach. Wszystko, treść, przesłanie, styl są jeszcze odważniejsze, a Antunes jeszcze brutalniej rozprawia się z historią swojego kraju. 
Ta powieść to prowokacja, bezkompromisowy atak na narodowe mity Portugalczyków wykorzystywane i uświęcone przez propagandę salazarowskiej dyktatury. Autor bierze pod lupę historię Portugalii, obnaża jej imperialną wielkomocarstwowość, zaangażowanie w krwawe wojny i handel niewolnikami — wszystko, co czyniono w imię Boga i Wielkości Ojczyzny. 
Czytając to, czułam momentami ogromny dyskomfort. Antunes zmusza do patrzenia – nawet wtedy, gdy to, co widzimy, jest brzydkie i trudne do zaakceptowania. Brak wygodnej narracji, brak wszystkiego, co daje czytelnikowi komfort i sprawia, że lektura jest relaksem. Wszystko, co otrzymujemy w Karawelach jest przeciwieństwem lekkich, miłych książek. 
Opowieść rozpoczyna się w 1975 roku, kiedy upada zamorska potęga Portugalii. Do Lizbony karawelami i samolotami wracają retornados, czyli koloniści, a wraz z nimi... legendarni odkrywcy i misjonarze. I zaczyna się... W barokowo-groteskowym świecie wykreowanym przez Antunesa 400 lat historii skupia się w jednej chwili: karawele cumują obok tankowców, a targi niewolników sąsiadują ze sklepami wolnocłowymi. Przeszłość spotyka teraźniejszość w najbardziej nikczemnym i obrzydliwym wymiarze. Wielcy bohaterowie narodowi schodzą z kart podręczników: Vasco da Gama jest nieuleczalnym hazardzistą, a król Sebastian to żałosna karykatura ginąca na ciemnej ulicy. 
Ten zabieg zrobił na mnie ogromne wrażenie. Początkowo czułam lekkie zagubienie, wszystko się miesza, czas nie istnieje, postaci pojawiają się i znikają. Ale szybko zrozumiałam, że ten chaos jest celowy. To nie bałagan – to sposób pokazania prawdy. Chodzi o prawdę dot. wyjątkowego i bardzo trudnego kraju, jakim jest Portugalia. O co dokładnie chodzi przekonacie się w trakcie lektury, do której gorąco zachęcam. Nadmienie tylko, iż z tego pozornego chaosu wyłania się obraz Portugalii odartej z iluzji wielkości, zanurzonej w moralnej zgniliźnie. Jego sugestywność sprawia, że czytelnicy Karawel już zawsze będą patrzeć na lizboński pomnik odkrywców oczami Antunesa. A ten pomnik to jeden z głównych punktów do zwiedzania, miejsce którym zachwycają się turysyści. Czy słusznie? Sami osądżcie. 
To, co mnie najbardziej zachwyciło, to język. Trudny, momentami bardzo trudny. Zdania płyną bez wyraźnych granic. Nie ukrywam, to trudna i wymagająca lektura, ale wyjątkowa, poruszająca i warta zmierzenia sie z nią. Po skończeniu czytanie słoneczna Portugalia nigdy nie będzie już taka sama. 
Myśląc szerzej o literaturze portugalskiej, która od dawna jestem zafascynowana, widzę, jak bardzo jest ona przesiąknięta historią i melancholią. U takich autorów jak José Saramago czy właśnie Antunes czuć ciągłe zmaganie z przeszłością. Ale Antunes wydaje mi się bardziej brutalny, mniej metaforyczny, a bardziej bezpośredni. On nie tyle opowiada historię – on ją rozrywa na kawałki i pokazuje od środka. A w środku jest....sami sprawdźcie co. 
Po przeczytaniu Karawel zostało we mnie coś niepokojącego. To nie jest książka, którą się odkłada i zapomina. Ona zmienia sposób patrzenia – nie tylko na Portugalię, ale w ogóle na historię, na narodowe mity, na to, jak bardzo lubimy wierzyć w wygodne wersje przeszłości. 
I chyba właśnie dlatego uważam ją za wyjątkową. Gorąco polecam. Tylko żal pozostaje, że mistrz Antunes juz niczego nie napisze :(

 Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

sobota, 21 marca 2026

Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci - Laura Cumming


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Kiedy sięgnęłam po książkę Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci, spodziewałam się przede wszystkim opowieści o sztuce. Byłam pewna, że to opowieść o malarstwie, o dawnych mistrzach, o obrazach, które znam z reprodukcji w albumach. Tymczasem dostałam coś znacznie więcej – historię pełną emocji, zadumy nad kruchością życia, a także bardzo osobistą refleksję o tym, jak sztuka potrafi przetrwać wszystko, nawet nagłą śmierć. 
Już pierwsze strony zrobiły na mnie duże wrażenie. Autorka zaczyna od dramatycznego wydarzenia, które miało miejsce 12 października 1654 roku w holenderskim mieście Delft. Dochodzi tam do potężnej eksplozji magazynu prochu. To wydarzenie – dziś znane jako Eksplozja prochu w Delft w 1654 roku – zniszczyło sporą część miasta i zabiło wielu mieszkańców. Wśród ofiar był także malarz Carel Fabritius, jeden z najbardziej obiecujących artystów swojego pokolenia. Ten moment – nagły, brutalny i ostateczny – staje się dla autorki punktem wyjścia do opowieści o sztuce, pamięci i przemijaniu. 
Najbardziej poruszyło mnie to, jak Cumming potrafi pisać o malarstwie. Jej opisy nie są suche ani akademickie. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, że prowadzi mnie za rękę przez obrazy i pokazuje detale, których sama nigdy bym nie zauważyła. Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment o słynnym obrazie Szczygieł. Ten niewielki obraz Fabritiusa przedstawia ptaka przywiązanego do małego karmnika. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosty. Autorka pokazuje jednak, jak niezwykłe jest światło, sposób malowania piór, a także cisza i delikatność całej sceny. Czytając ten fragment, poczułam, jakby obraz naprawdę ożył przede mną. 
Cumming nie skupia się jednak wyłącznie na Fabritiusie. Wędruje po świecie sztuki holenderskiego złotego wieku, przywołując innych wielkich mistrzów: Johannes Vermeer, Rembrandt van Rijn, Frans Hals czy Pieter de Hooch. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie opisuje ich jedynie jako wielkich nazwisk z podręczników historii sztuki. Pokazuje raczej świat, w którym żyli: ciche ulice Amsterdam, kanały, zwyczajne domy, codzienne życie mieszkańców. Dzięki temu zaczęłam lepiej rozumieć, skąd w tych obrazach tyle światła, spokoju i zwykłych, ludzkich scen.
Jednym z najpiękniejszych elementów tej książki jest jej osobisty charakter. Autorka często wraca myślami do swojego ojca – szkockiego malarza James Cumming. Pisze o tym, jak uczył ją patrzeć na obrazy, jak pokazywał znaczenie koloru, światła i drobnych szczegółów. Te fragmenty są bardzo ciepłe i wzruszające. Czułam, że to właśnie dzięki tej relacji autorka potrafi tak wnikliwie i czule pisać o sztuce.
Ogromnym atutem książki są także kolorowe reprodukcje opisywanych dzieł. Dzięki nim mogłam od razu zobaczyć obrazy, o których pisze autorka. To bardzo pomaga, bo jej opisy są pełne szczegółów i odniesień do światła, barw czy kompozycji.
Moim zdaniem największą siłą tej książki jest to, że łączy kilka różnych historii. Z jednej strony jest to opowieść o Carelu Fabritiusie i o tragedii, która przerwała jego życie. Z drugiej – fascynująca podróż przez sztukę holenderskiego XVII wieku. A z trzeciej – bardzo osobista historia autorki i jej relacji z ojcem. Te trzy wątki splatają się ze sobą w sposób naturalny i sprawiają, że książka staje się czymś więcej niż tylko esejem o malarstwie.
Po skończeniu lektury poczułam przede wszystkim wdzięczność. Za to, że ktoś potrafi tak pięknie opowiadać o sztuce. Za to, że obrazy sprzed kilkuset lat nadal potrafią poruszać i inspirować. I za przypomnienie, że życie – tak jak w przypadku Fabritiusa – bywa nagłe i nieprzewidywalne, ale sztuka może przetrwać znacznie dłużej niż człowiek. Gorąco polecam. 
Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci to książka, którą poleciłabym nie tylko miłośnikom malarstwa. To lektura dla wszystkich, którzy lubią spokojne, refleksyjne opowieści i chcą spojrzeć na sztukę trochę inaczej – nie jak na muzealny eksponat, ale jak na część ludzkiego życia. 
Jeśli miałabym podsumować ją jednym zdaniem: to niezwykle piękna, mądra i poruszająca książka o tym, jak patrzeć – na obrazy, na świat i na życie.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

wtorek, 17 marca 2026

Krew z kamienia. Cykl: Komisarz Brunetti (tom 14) - Donna Leon


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Od wielu lat jestem zagorzałą fanką serii o komisarzu Guido Brunettim. Przeczytałam wszystkie tomy. Teraz powrót do Krwi z kamienia, która została wydana w 2005r. Obecnie Wydawnictwo Noir sur Blanc wznawia wcześniejsze tomy serii. Jest to więc okazja do ponownego ich przeczytania. 
Krew z kamienia to czternasty tom znakomitej serii kryminalnej o weneckim komisarzu Guido Brunetti. Po lekturze tej powieści mam poczucie obcowania z książką, która tylko z pozoru jest klasycznym kryminałem. W rzeczywistości – jak zresztą niemal każdy tom cyklu – stanowi ona znacznie więcej niż opowieść o zbrodni. To jednocześnie przenikliwa powieść społeczna, studium psychologiczne, opowieść obyczajowa, moralitet, a chwilami także subtelny przewodnik po mieście laguny. Owszem, formalnie to kryminał, bo pojawia się zbrodnia i śledztwo. Jednak autorka od lat udowadnia, że sam wątek kryminalny jest często tylko pretekstem. Pretekstem do pokazania świata: jego niesprawiedliwości, hipokryzji, moralnych dylematów i codziennych dramatów zwykłych ludzi. 
Tak jest również w Krwi z kamienia. Jeśli ktoś sięga po tę książkę w oczekiwaniu pościgów, dramatycznych strzelanin czy spektakularnych zbrodni, może poczuć się zaskoczony. Tutaj zbrodnia jest cicha, niepozorna, niemal niezauważalna. Nie ma efektownych scen akcji. Nie ma też sensacyjnej dramaturgii znanej z wielu współczesnych thrillerów. Jest raczej powolne, uważne przyglądanie się rzeczywistości. I właśnie w tym tkwi siła tej powieści. Zbrodnia w tej serii ma niezwykle silną, wręcz krzyczącą wymowę.
Tym razem fabuła rozgrywa się w okresie Bożego Narodzenia, oczywiście w Wenecji. Autorka jak zwykle z niezwykłą wnikliwością opisuje atmosferę miasta: zimową wilgoć, mgłę nad kanałami, wąskie uliczki, place i targi. Spacerując z komisarzem Brunettim przez różne zakątki miasta, czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w czymś więcej niż w fabule – raczej w powolnym odkrywaniu jego prawdziwego oblicza. 
Ta Wenecja nie jest jednak pocztówkowa. To nie tylko gondole, zabytki i romantyczne widoki. Autorka pokazuje miasto pełne sprzeczności: piękne, a zarazem skorumpowane; fascynujące, lecz moralnie niejednoznaczne. Luksus i historyczna elegancja bywają tu jedynie fasadą dla bezwzględnych interesów, politycznych układów i cynizmu.
Punktem wyjścia dla całej historii jest zabójstwo czarnoskórego ulicznego handlarza na Campo Santo Stefano. Człowiek ten sprzedawał torebki i drobiazgi turystom, był jedną z wielu anonimowych postaci w tłumie. Jego śmierć nie wzbudza większego poruszenia. Dla wielu ludzi to tylko kolejny nielegalny sprzedawca, jeden z setek. I właśnie ta obojętność okazuje się jednym z najważniejszych tematów książki. 
Guido Brunetti nie potrafi przejść obok tej sprawy obojętnie. Prowadząc śledztwo, zaczyna odkrywać, że życie ofiary skrywało zaskakujące tajemnice. W mieszkaniu zamordowanego zostaje odnaleziony sekret wart ogromne pieniądze. Trop prowadzi w stronę potężnych ludzi i interesów, które wielu osobom bardzo zależy pozostawić w cieniu. Brunetti szybko orientuje się, że niektóre drzwi lepiej pozostawić zamknięte. A jednak – jak zwykle – nie potrafi zignorować własnego sumienia.
Najbardziej uderzającym elementem tej książki jest jej wymiar społeczny. Donna Leon z niezwykłą przenikliwością pokazuje stosunek europejskiego społeczeństwa do imigrantów i ludzi stojących na marginesie. Zamordowany handlarz nie jest dla większości mieszkańców pełnoprawnym człowiekiem – raczej problemem, drobną niedogodnością w turystycznym krajobrazie miasta. 
Autorka stawia czytelnikowi niewygodne pytania: Czy życie człowieka ma różną wartość w zależności od jego pochodzenia? Jak łatwo przychodzi nam ignorować cierpienie tych, których nie chcemy zauważać? Te i wiele innych pytan, pozostają z czytelnikiem na bardzo dlugo. 
Jedną z największych zalet serii jest postać samego komisarza. Guido Brunetti nie jest typowym bohaterem kryminałów. Nie jest twardym policjantem z kina akcji. To człowiek refleksyjny, czasem zmęczony, często sceptyczny wobec świata. W tej powieści szczególnie mocno odczuwa konflikt między moralnością a rzeczywistością systemu, w którym pracuje. Im dalej prowadzi śledztwo, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że prawda może być niewygodna dla wielu wpływowych ludzi. A w takim świecie sprawiedliwość rzadko jest absolutna.
Nie można też pominąć wątku rodzinnego. Żona komisarza, Paola, jak zawsze jest ważną przeciwwagą dla mrocznej rzeczywistości policyjnej pracy. Ich rozmowy przy stole, dyskusje o literaturze czy moralności, a także wspólne posiłki tworzą niezwykły kontrast wobec brutalności świata. 
W tych scenach pojawia się jeszcze jeden charakterystyczny element prozy Donna Leon – jakby „książka kucharska”. Opisy weneckiej kuchni, kolacji i prostych domowych potraw mają w sobie coś kojącego i sprawiającego, iż ma się ochotę spakować walizki i ruszyć do weneckich zaułków, sklepików i knajpek. Dzięki nim czytelnik na chwilę odpoczywa od ciężaru sprawy.
Właśnie dlatego seria o Brunettim bywa nazywana również literackim przewodnikiem po Wenecja i jej lagunie. Autorka z niezwykłą dokładnością opisuje place, mosty, targi rybne, małe bary i zakamarki miasta. Czytelnik poznaje Wenecję od środka – nie jako turysta, lecz jako mieszkaniec.
To, co najbardziej zapada mi w pamięć po lekturze Krwi z kamienia, to jej ton. Nie jest to powieść spektakularna. Nie epatuje brutalnością. Nie oferuje też łatwych rozwiązań. Ba, w wiekszości przypadków ta seria nie oferuje żadnych, nawet trudnych, rozwiązań. Autorka pokazuje za to, jak wiele zalezy m.in. od nas. Donna Leon pozostawia czytelnika z refleksją o świecie, w którym sprawiedliwość bywa krucha, a prawda często przegrywa z interesami silniejszych. 
Każdy tom jej serii jest kryminałem, ale jednocześnie czymś znacznie ważniejszym: literackim portretem społeczeństwa, w którym żyjemy. 
Krew z kamienia to spokojna, mądra i niezwykle przenikliwa powieść. Nie przyspiesza pulsu jak thriller, ale zostaje w głowie na długo – zmuszając do myślenia o ludzkiej obojętności, władzy i granicach moralności. I właśnie za to najbardziej cenię książki o komisarzu Brunettim. Zdecydowanie polecam wszystkie tomy serii. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

Recenzje wcześniej rpzeczytanych ksiażek Donny Leon:

Fundacja (klik) 

Ulotne pragnienia (klik) 

Pierwiastki śladowe (klik) 

Adopcja (klik) 

 


 

niedziela, 15 marca 2026

Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej - Kamil Janicki


Wydawnictwo Poznańskie, Moja ocena 4,5/6

Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, a dodatkowo porusza ciekawy temat. Autor opisuje prawdziwe historie z okresu międzywojennej Polski i pokazuje, że także w tamtych czasach dochodziło do bardzo brutalnych zbrodni. Dzięki temu można lepiej zrozumieć realia życia w II Rzeczpospolitej i zobaczyć, jak wyglądała praca policji, prasy oraz reakcje społeczeństwa na takie wydarzenia. 
Duże wrażenie zrobiło na mnie to, jak dokładnie autor przygotował się do napisania tej książki. Kamil Janicki korzystał z wielu źródeł, przede wszystkim z dawnych gazet i relacji z epoki. Dzięki temu opisane wydarzenia są bardzo szczegółowe i wiarygodne. Czytelnik może dowiedzieć się nie tylko o samych zbrodniach, ale także o tym, jak reagowało na nie społeczeństwo oraz w jaki sposób informowała o nich prasa. W książce widać również, jak sensacyjne artykuły w gazetach przyciągały uwagę czytelników i zwiększały sprzedaż.
Podobało mi się także to, że książka nie skupia się tylko na samych zbrodniach. Autor opisuje również tło społeczne tamtych czasów – biedę, trudne warunki życia czy brak bezpieczeństwa w wielu miejscach. Dzięki temu można lepiej zrozumieć, dlaczego dochodziło do takich tragedii i jak wyglądało życie zwykłych ludzi w okresie międzywojennym. 
Jedyną drobną wadą książki jest to, że niektóre opisy zbrodni są dość szczegółowe i mogą być dla części czytelników trochę zbyt mocne. Nie przeszkadza to jednak bardzo w odbiorze całości, bo autor stara się przede wszystkim przedstawić fakty i tło historyczne. 
Podsumowując, uważam, że Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej to bardzo ciekawa książka. W interesujący sposób łączy historię z reportażem kryminalnym. Poleciłabym ją osobom, które lubią prawdziwe historie kryminalne i chcą dowiedzieć się czegoś więcej o mniej znanej stronie historii Polski.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

piątek, 13 marca 2026

Operacja Kustosz - Jolanta Maria Kaleta

 


Wydawnictwo MG, Moja ocena 4,5/6
Operacja Kustosz to wciągająca powieść sensacyjno-historyczna, która przenosi czytelnika do przełomowego roku 1989. Jolanta Maria Kaleta pokazuje moment przełomu – czas, gdy kończy się pewna epoka, a zaczyna nowa, ale ludzie wcale nie zmieniają się tak szybko jak system. Autorka skupia się przede wszystkim na człowieku postawionym w sytuacji granicznej.
Głównym bohaterem jest Wiktor Wolański, wrocławski dziennikarz. Jest człowiekiem, który wierzy w sens swojej pracy i w siłę prawdy. Czuje, że nadchodzą nowe czasy i chce je wykorzystać do czegoś dobrego. To idealista, ale z nutą ryzyka w charakterze. Jego motywacją nie są tylko wielkie idee – kieruje nim także potrzeba udowodnienia swojej wartości.
Po drugiej stronie stoi kapitan Cyryl Kohut, funkcjonariusz służby bezpieczeństwa. Cyryl Kohut to zupełne przeciwieństwo Wiktora. To człowiek systemu, przyzwyczajony do władzy i wpływów. Dla niego rok 1989 oznacza koniec wygodnego życia i utraty wpływów. Nie zamierza jednak odejść z pustymi rękami. Wykorzystuje tajne dokumenty operacji Kustosz i organizuje nielegalne poszukiwania skarbów ukrytych przez Niemców pod koniec II wojny światowej. W grę wchodzą prawdziwe skarby - złoto, biżuteria i bezcenne dzieła sztuki – w tym poszukiwany renesansowy obraz. To bohater, który budzi niechęć, ale jednocześnie intryguje.
W tę niebezpieczną grę zostaje wciągnięta Marina, młoda pracownica archiwum. To postać, która wnosi do powieści emocjonalną głębię. Poza tym ta bohaterka łączy świat ambicji, tajemnic i uczuć. Jednocześnie jest inteligentna, wrażliwa i silniejsza, niż może się wydawać. 
Obaj mężczyźni są nią zauroczeni, co jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Miłość, lojalność i zdrada splatają się z walką o ogromne pieniądze i historyczne skarby. Relacje między bohaterami komplikują się, pojawia się nieufność, zazdrość i rywalizacja. Nie wszyscy grają fair, a sojusze okazują się kruche. To sprawia, że fabuła nabiera tempa.
Ważne są także postacie drugoplanowe – współpracownicy, znajomi, ludzie z półświatka i urzędnicy. Tworzą tło, które nadaje historii realizmu. Każdy z nich ma swoje interesy i własny punkt widzenia. To sprawia, że świat przedstawiony w powieści jest wiarygodny i pełen napięcia.
Najciekawsze w bohaterach Operacji Kustosz jest to, że wszyscy stoją przed wyborem. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze – lojalność, pieniądze, uczucie czy prawda?
Książka trzyma w napięciu od pierwszych stron. Autorka niezwykle sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Opisuje Wrocław pełen tajemnic, niedopowiedzeń i śladów przeszłości. Można śmiało powiedzieć, że Wrocław jest równoprawnym bohaterem tej historii. Autorka wykorzystuje jego klimat, by budować napięcie. Opisy podziemi, archiwów czy opuszczonych przestrzeni tworzą wrażenie, że przeszłość dosłownie czai się za rogiem.
Dużym atutem powieści jest realistyczne tło historyczne oraz wiarygodne postacie – nie są czarno-białe, mają swoje słabości i motywy, są po prostu ludzcy. Wielu z nas może utożsamić się z cechami bohaterów.
Jednak dla mnie, osoby urodzonej w PRL-u, największym atutem opowieści jest genialnie oddany klimat końca lat 80. XX wieku. W wielu miejscach wzruszyłam się. To były czasy mojego whodzenia w dorosłość.
Operacja Kustosz to nie tylko historia o poszukiwaniu zaginionego obrazu. To także opowieść o chciwości, ambicji i cenie, jaką płaci się za własne wybory. Pokazuje, że gdy stawką są wielkie pieniądze i bezcenne dzieła sztuki, granice moralności łatwo się zacierają.
To książka dla osób, które lubią tajemnice, historię i emocjonującą akcję. Czy uda się odnaleźć Portret młodzieńca? Odpowiedź czeka w tej pasjonującej powieści. Polecam. Dobra, relaksująca, ciekawa książka. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

środa, 11 marca 2026

Sprawa Stalina - Giles Milton

 


Wydawnictwo Noir sur Blanc, Moja ocena 6/6
Książka podczytywana we fragmentach przez ostanie kilka tygodni. Sprawa Stalina to fascynująca opowieść historyczna oparta na prawdziwych wydarzeniach z czasów II wojna światowa. Autor pokazuje kulisy dyplomacji prowadzonej w jednym z najbardziej dramatycznych momentów wojny – wtedy, gdy los Związek Radziecki wisiał na włosku po ataku Adolf Hitler na wschód Europy. Milton opisuje, jak dzięki niezwykłej misji dyplomatycznej udało się doprowadzić do współpracy między trzema potęgami: Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi i ZSRR. 
Akcja książki zaczyna się w 1941 roku, gdy Niemcy niespodziewanie zaatakowały Związek Radziecki. Armia Czerwona ponosiła ogromne straty i istniało realne ryzyko, że państwo Stalina upadnie. Dla zachodnich aliantów byłoby to ogromne zagrożenie, ponieważ oznaczałoby jeszcze większą potęgę III Rzeszy. 
Aby temu zapobiec, przywódcy Zachodu – Winston Churchill i Franklin D. Roosevelt – wysłali do Moskwy specjalną misję dyplomatyczną. Jej głównymi bohaterami byli amerykański dyplomata i milioner Averell Harriman oraz brytyjski ambasador Archibald Clark Kerr. 
Ich zadanie było bardzo trudne. Musieli przekonać nieufnego i nieprzewidywalnego dyktatora – Józef Stalin – do współpracy z Zachodem. Negocjacje odbywały się w napiętej atmosferze, pełnej podejrzeń, politycznych gier i osobistych uprzedzeń. 
Autor pokazuje, że dyplomacja w czasie wojny nie polegała tylko na oficjalnych spotkaniach. Bardzo ważną rolę odgrywały prywatne rozmowy, kolacje i nieformalne spotkania. To właśnie podczas nich zapadały kluczowe decyzje dotyczące przyszłości świata.
Dużą zaletą książki jest to, że autor korzysta z wielu nieznanych wcześniej źródeł. Wśród nich znajdują się prywatne dzienniki, listy oraz tajne raporty dyplomatyczne. Szczególnie ciekawe są zapiski córki Harrimana – Kathleen Harriman, które pokazują wydarzenia z bardziej osobistej perspektywy. 
Dzięki temu książka nie jest suchą analizą historyczną. Czytelnik ma wrażenie, że obserwuje wydarzenia z bliska – poznaje emocje, napięcia i charakter bohaterów. Milton opisuje ich z humorem i dużą dbałością o szczegóły.
W książce można znaleźć kilka głównych tematów, np. kulisy powstania sojuszu aliantów, który odegrał kluczową rolę w pokonaniu Niemiec, trudne relacje między przywódcami, zwłaszcza nieufność wobec Stalina, polityczne gry i negocjacje, które często odbywały się poza oficjalnymi rozmowami.
Szczególnie interesujący jest wątek planów Stalina dotyczących powojennego ładu w Europie. 
Książka napisana jest przystępnym językiem i przypomina momentami powieść sensacyjną. Autor buduje napięcie, opisując kolejne spotkania, rozmowy i decyzje. Dzięki temu nawet osoby, które nie interesują się na co dzień historią, mogą czytać ją z dużym zainteresowaniem. 
Milton bardzo dobrze pokazuje także charakter swoich bohaterów. Harriman jawi się jako człowiek pewny siebie i ambitny, natomiast Clark Kerr jako ekscentryczny, ale bardzo inteligentny dyplomata. Najbardziej tajemniczą postacią pozostaje oczywiście Stalin – nieprzewidywalny, podejrzliwy i bezwzględny.
Sprawa Stalina to ciekawa i wartościowa książka historyczna. Pokazuje, że wielkie wydarzenia polityczne często zależą od działań pojedynczych ludzi oraz od nieformalnych rozmów prowadzonych za zamkniętymi drzwiami. 
Największą zaletą książki jest jej oparcie na autentycznych dokumentach oraz dynamiczny sposób opowiadania historii. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć, jak powstał sojusz, który ostatecznie doprowadził do zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej. 
To doskonała lektura dla osób interesujących się historią XX wieku, dyplomacją oraz kulisami wielkiej polityki. Książka pokazuje, że historia nie jest tylko zbiorem dat i faktów, ale także opowieścią o ludziach, ich decyzjach i ambicjach. Polecam.

 

niedziela, 8 marca 2026

Listy - Kurt Vonnegut

 


Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Książka podczytywana we fragmentach przez ostatnie kilkanaście dni. Jest to niezwykły zbiór korespondencji jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku. Nie jest to typowa powieść ani klasyczna autobiografia. Zamiast tego czytelnik dostaje setki listów pisanych przez autora przez ponad sześćdziesiąt lat. Dzięki temu można zobaczyć, jaki był Vonnegut jako człowiek – w codziennym życiu, w pracy pisarskiej oraz w relacjach z innymi ludźmi. Vonnegut wysyłał listy do różnych osób: do rodziny, przyjaciół, wydawców, studentów, czytelników, a nawet polityków. Każdy list pokazuje fragment jego życia. Raz pisarz opowiada o pracy nad nową książką, innym razem o problemach rodzinnych albo o sprawach społecznych i politycznych. 
Listy obejmują niemal całe życie autora – od młodości aż po późne lata. Dzięki temu czytelnik może obserwować, jak zmieniały się jego poglądy, sposób myślenia i styl pisania. Z czasem widać też, jak rozwijała się jego kariera literacka. 
Dużą pomocą w zrozumieniu listów są komentarze przyjaciela pisarza, Dana Wakefield. Wyjaśnia on kontekst wielu wydarzeń, tłumaczy, do kogo skierowany był dany list i co działo się wtedy w życiu Vonneguta. Dzięki temu czytelnik lepiej rozumie sytuację autora.
Listy Vonneguta bardzo przypominają jego powieści. Są napisane prostym, jasnym językiem, ale jednocześnie pełne są humoru i celnych obserwacji. Autor często żartuje, czasem ironizuje, a czasem bardzo poważnie komentuje świat. Vonnegut często pisze także o nauce, sztuce, ekonomii czy polityce. Nie robi tego jednak w sposób trudny czy naukowy. Jego myśli są proste, ale bardzo trafne i skłaniają do refleksji.
Listy można traktować jak szczególny rodzaj autobiografii. Vonnegut nigdy nie napisał klasycznej książki o swoim życiu. Jednak jego listy, pisane przez wiele lat, tworzą coś bardzo podobnego – historię życia opowiadaną kawałek po kawałku. 
Czytelnik nie dostaje jednego, uporządkowanego opisu wydarzeń. Zamiast tego poznaje autora stopniowo, poprzez jego myśli, reakcje i emocje zapisane w listach. Dzięki temu portret pisarza wydaje się bardzo autentyczny.
Największe zalety tej książki to: humor i inteligencja autora, różnorodność tematów – od życia prywatnego po sprawy społeczne i wartość historyczna ponieważ listy pokazują realia różnych epok.
Poza tym czytelnik może także zobaczyć, jak wielką rolę w życiu Vonneguta odgrywały wartości takie jak uczciwość, współczucie i odpowiedzialność za innych ludzi.
Listy Kurta Vonneguta to bardzo ciekawa książka dla osób, które chcą lepiej poznać jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku. Dzięki autentycznej korespondencji czytelnik widzi jego prawdziwe poglądy, poczucie humoru i wrażliwość. 
To nie tylko zbiór listów, ale także opowieść o życiu, twórczości i świecie widzianym oczami inteligentnego, uważnego obserwatora. Książka pokazuje, że nawet zwykłe listy mogą stać się ważnym świadectwem epoki i charakteru człowieka. 
Bez wątpienia jest to bardzo wartościowa i inspirująca lektura, szczególnie dla miłośników literatury i twórczości Kurta Vonneguta. Drogi Kurcie, dziekuję. To była prawdziwa uczta :)

 

sobota, 7 marca 2026

Kolejny tom serii o Komisarzu Brunettim 25 marca 2026

 



25 marca 2026 nakłądem Oficyny Noir sur Blanc ukazę się kolejny tom serii przygód Komisarza Brunettiego. Tutaj możecie kupić książkę w przedsprzedaży (klik)

Zachęcam, żeby przenieść się prosto do mglistej, przepełnionej sekretami i tajemnicami Wenecji razem z bestsellerową serią Donny Leon! To idealna lektura dla miłośników inteligentnych zagadek w stylu cozy crime – bez epatowania brutalnością, za to z bogatym tłem psychologicznym. W tej serii mroczne intrygi wspaniale przeplatają się z ciepłem włoskiego życia, zapachem prawdziwej kawy i dyskusjami nad talerzem pysznego makaronu.

Kto sieje wiatr” (w tłumaczeniu Małgorzaty Kaczarowskiej) jest najnowszą powieścią z serii. To kryminał z klasą, który wciąga równie mocno co spacer po urokliwych weneckich kanałach. Tym razem czarujący i błyskotliwy komisarz Guido Brunetti staje przed nie lada wyzwaniem. Śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa prowadzi go za zamknięte drzwi arystokratycznego weneckiego palazzo i do zarośniętego, pełnego sekretów ogrodu. Kto miał motyw, by zabić spokojnego, bezbronnego człowieka? Rutynowe dochodzenie szybko staje się dla komisarza prawdziwą podróżą w przeszłość. Zgłębiając historie kolejnych podejrzanych, Brunetti wraca bowiem do czasów swojej młodości, pełnej wzniosłych idei oraz żarliwej chęci naprawy świata.

 

 

piątek, 6 marca 2026

Miyazaki. Świat w animacji - Susan J. Napier

 


Wydawnictwo bo.wiem, Moja ocena 5,5/6
Są artyści, którzy tworzą filmy. I są tacy, którzy tworzą światy. Hayao Miyazaki bez wątpienia należy do tej drugiej grupy. 
Ta książka to nie tylko biografia słynnego reżysera anime. To próba zrozumienia, jak rodzi się wyobraźnia, która potrafi poruszyć miliony ludzi. 
Kiedy oglądamy, np. Mojego sąsiada Totoro, nie mamy wrażenia, że patrzymy na animację. Mamy wrażenie, że ktoś uchylił drzwi do innej rzeczywistości. Susan J. Napier w swojej książce próbuje odpowiedzieć na pytanie: kim jest człowiek, który potrafił te drzwi otworzyć? 
I robi to w sposób wciągający, ciepły, a jednocześnie bardzo przenikliwy. Jest to biografia, którą czyta się jak opowieść 
Miyazaki. Świat w animacji nie jest suchą biografią pełną dat i nagród. Zamiast chronologicznego wyliczania faktów, dostajemy opowieść o chłopcu dorastającym w powojennej Japonii, w cieniu bombardowań i choroby matki. Te doświadczenia nie są w książce tylko tłem – są kluczem. Napier pokazuje, jak wojna przeniknęła do jego filmów w postaci latających maszyn, ale też lęku przed przemocą i technologią wymykającą się spod kontroli.
Autorka prowadzi czytelnika przez życie Miyazakiego tak, jak on prowadzi widza przez swoje filmy – powoli, z uważnością, z miejscem na ciszę. Największe wrażenie wywarła na mnie powojenna Japonia i to, jak wiele lat pózniej, przeradza się na ekranie w tęsknotę za naturą i światem mniej skażonym przez technologię.
Jednym z największych atutów książki jest pokazanie Miyazakiego jako człowieka z krwi i kości, człowieka wielu talentów i jeszcze większej ilości sprzeczności. Napier nie idealizuje swojego bohatera. Pisze o jego melancholii, o pesymizmie wobec współczesnego świata, o zmęczeniu. A jednocześnie pokazuje, że właśnie z tej mieszanki frustracji i marzeń rodzi się sztuka. To bardzo ludzki i poruszający portret.
Autorka bardzo ciekawie prezentuje filmy Miyazakiego. Rzuca się w oczy, że u naszego bohatera nic nie jest czarno-białe. Nie ma czystych złoczyńców, złych do szpiku kości bohaterów. Nawet ci, którzy niszczą świat, mają swoje racje. To podejście sprawia, że jego filmy są uniwersalne i trafiają zarówno do dzieci, jak i dorosłych.
Jednym z niezwykle ważnych tematów książki jest relacja człowieka z przyrodą. Napier wyraźnie podkreśla, że Miyazaki nie tworzy „ekologicznych bajek”. On opowiada o świecie, który oddycha. Np. las w Totoro nie jest tłem – jest żywą istotą. Autorka pokazuje, że dla Miyazakiego natura nie jest ani dobra, ani zła. Jest potężna. I obojętna wobec ludzkiej pychy. Las, wiatr, woda – u Miyazakiego nie są dekoracją. Są siłą, która trwa dłużej niż człowiek. Napier pokazuje, że jego filmy to nie moralizatorskie opowieści ekologiczne, lecz medytacje nad relacją człowieka ze światem. Nad tym, czy potrafimy żyć w harmonii, czy tylko niszczyć. W czasach kryzysu klimatycznego ta interpretacja brzmi wyjątkowo aktualnie. 
Ta książka jest potrzebna i niezwykle ważna. Pozwala ona poznać wyjątkowego człowieka, mniej znaną Japonię i inaczej spojrzeć na filmy naszego bohatera. Po jej przeczytaniu trudno oglądać Totoro tylko jako uroczą historię o puszystym duchu lasu. Widzimy w nim tęsknotę za spokojem, którego sam twórca nigdy do końca nie zaznał. Napier udowadnia, że animacja nie jest gatunkiem „dla dzieci”. Może być narzędziem do mówienia o wojnie, katastrofie ekologicznej, samotności, stracie i nadziei.
To wyjątkowa książka zarówno dla fanów Ghibli, jak i dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z japońską animacją.
Jeśli ktoś szuka sensacyjnych szczegółów z życia prywatnego reżysera – może poczuć niedosyt. Napier skupia się bardziej na twórczości niż na plotkach. Ale to raczej zaleta niż wada.
Miyazaki. Świat w animacji to nie tylko opowieść o jednym reżyserze. To książka o wyobraźni. O tym, jak osobiste doświadczenia mogą zamienić się w uniwersalne historie. O tym, że nawet w świecie pełnym chaosu można tworzyć piękno. Po jej lekturze ma się ochotę wrócić do filmów Miyazakiego. I obejrzeć je uważniej. Wolniej. Z większym zrozumieniem. Polecam. 

Zapraszam na mój profil na Instagramie (klik)  


 

wtorek, 3 marca 2026

Kochając Sylvię Plath - Emily Van Duyne

 


Wydawnictwo Znak Literanova, Moja ocena 6/6
Sylvii Plath nigdy dosyć. Każda nowa książka o niej budzi emocje, a każda próba opowiedzenia jej historii na nowo wydaje się ryzykowna. Bo czy można jeszcze coś dodać? Czy można powiedzieć coś, czego już nie powiedziano? Emily Van Duyne udowadnia, że można. I robi to w sposób odważny, bezkompromisowy i głęboko poruszający. 
Kochając Sylvię Plath to zupełnie nowe spojrzenie na autorkę Szklanego klosza. To książka, która nie powtarza znanych schematów. Nie opowiada po raz kolejny tej samej historii o „tragicznej poetce zmierzającej ku śmierci”. Przeciwnie – próbuje odzyskać Sylvię z narracji, którą przez lata budował Ted Hughes. 
Sylvia miała zaledwie 24 lata, gdy wyszła za niego za mąż. Była już wtedy wydawaną i docenianą poetką. Miała ambicję, talent i ogromną pracowitość. Hughes również miał talent i charyzmę – brylował na salonach, przyciągał uwagę – ale potrzebował kogoś, kto zajmie się jego karierą. I tym kimś została Sylvia. Była jego redaktorką, sekretarką, asystentką i menedżerką. Przepisywała jego wiersze, wysyłała je do wydawców, negocjowała umowy, pilnowała finansów. To dzięki jej pracy i determinacji stał się sławnym poetą. 
Van Duyne nie unika trudnych tematów. Pisze wprost: dwa dni po tym, jak Hughes ją pobił, Sylvia straciła ciążę. Gdy po latach odkręciła gaz i zażyła tabletki, on spędzał noc u swojej kochanki – Assii Wevill. Cztery lata później Assia odebrała sobie życie w ten sam sposób. Te dramatyczne fakty nie są tu sensacją. Są elementem większej opowieści o przemocy, manipulacji i kontroli. 
Jednym z najmocniejszych punktów książki jest pokazanie, jak Ted Hughes przez lata kształtował pamięć o Sylvii i Assii. Odseparował je od bliskich miejsc i ludzi. Ocenzurował twórczość i życie Plath. Usuwał fragmenty dzienników, decydował, które wiersze mogą się ukazać, a które nie. Budował wygodną dla siebie legendę o poetce, która od zawsze zmierzała ku śmierci. Przez lata tworzył zakłamaną narrację o ich wspólnym życiu. 
A przecież – jak pokazuje Van Duyne – Sylvia niczego nie ukrywała. Prawda była zapisana w jej twórczości, w dziennikach, w listach. Trzeba było tylko odważyć się ją zobaczyć. 
Emily Van Duyne, naukowczyni i stypendystka Fulbrighta, jako pierwsza tak odważnie mierzy się z legendą Teda Hughesa. Korzysta z ogromnej ilości materiałów źródłowych: ujawnionych dokumentów, listów, rękopisów, archiwów. Dogłębnie analizuje teksty Plath i zestawia je z faktami z jej życia. Dzięki temu powstała książka wyjątkowa – będąca miksem eseju, dziennika, a nawet poszerzonej pracy naukowej. Trudno ją jednoznacznie określić. To nie jest klasyczna biografia. To raczej intelektualne i emocjonalne śledztwo, które, n. 
Nie jest to lektura łatwa. Autorka wchodzi głęboko w teksty, analizuje, porównuje, wraca do tych samych motywów. Wymaga skupienia i cierpliwości. Ale jednocześnie jest to książka porywająca i warta wysiłku. Czyta się ją z rosnącym napięciem – jak opowieść o odzyskiwaniu głosu, o przywracaniu sprawiedliwości. 
Van Duyne nie idealizuje Sylvii. Nie tworzy z niej pomnika. Pokazuje ją jako kobietę ambitną, wrażliwą, czasem trudną, ale przede wszystkim świadomą swojej wartości i talentu. To bardzo ważne – bo przez lata widziano w niej głównie ofiarę lub ikonę tragedii. Tutaj widzimy ją jako twórczynię, która wiedziała, co robi. 
Kochając Sylvię Plath to chyba jedyna książka, która tak konsekwentnie odczytuje życiorys Plath na nowo. To próba wyrwania poetki z cienia męża i przywrócenia jej podmiotowości. Po tej lekturze trudno patrzeć na historię Plath w ten sam sposób. 
Sylvii Plath nigdy dosyć – zwłaszcza takiej, jaką pokazuje Emily Van Duyne: silnej, świadomej, niesprawiedliwie uciszonej, ale wciąż obecnej w swoich tekstach. To książka wymagająca, momentami bolesna, ale niezwykle potrzebna. I zostaje z czytelnikiem na długo. Zdecydowanie polecam. 

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

 

niedziela, 1 marca 2026

Męskość - nowe spojrzenie - Steve Biddulph

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Książka Męskość. Nowe spojrzenie Steve’a Biddulpha to mądra, ciepła i bardzo potrzebna publikacja o tym, kim jest współczesny mężczyzna i z jakimi wyzwaniami musi się mierzyć. Autor po latach wraca do tematu, który przyniósł mu ogromną popularność, i pokazuje, jak bardzo zmienił się świat, a razem z nim rola mężczyzny. 
Biddulph pisze prostym, zrozumiałym językiem. Nie moralizuje, nie oskarża, nie poucza z góry. Zamiast tego rozmawia z czytelnikiem jak dobry przyjaciel lub doświadczony mentor. To sprawia, że książkę czyta się lekko, mimo że porusza ona tematy trudne i często bolesne.
Autor pokazuje, że współczesny mężczyzna znajduje się w trudnej sytuacji. Z jednej strony oczekuje się od niego siły, zdecydowania i sukcesu. Z drugiej – wrażliwości, czułości i zaangażowania w życie rodzinne. Te wymagania często wydają się sprzeczne. Wielu mężczyzn czuje się zagubionych, niepewnych, a nawet sfrustrowanych. Biddulph pomaga zrozumieć, że te sprzeczności nie muszą oznaczać porażki. Można być jednocześnie silnym i wrażliwym. Można być ambitnym w pracy i obecnym ojcem. Kluczem jest świadomość siebie i odwaga, by żyć w zgodzie ze swoimi wartościami.
Dużo miejsca autor poświęca relacjom miłosnym. Pisze o tym, jak budować satysfakcjonujący związek oparty na bliskości, szczerości i wzajemnym szacunku. Podkreśla, że mężczyźni często mają trudność z mówieniem o uczuciach, co prowadzi do nieporozumień i oddalenia w relacji.
Jednym z najmocniejszych punktów książki jest temat ojcostwa. Autor podkreśla, jak ogromne znaczenie ma obecność ojca w życiu dziecka – zarówno syna, jak i córki. Pokazuje, że chłopcy potrzebują męskiego wzorca, który nauczy ich odpowiedzialności, empatii i radzenia sobie z emocjami.
Autor porusza także temat męskich przyjaźni, które często są zaniedbywane. Wiele relacji między mężczyznami opiera się na wspólnych działaniach, ale brakuje w nich szczerej rozmowy i wsparcia. Biddulph pokazuje, że prawdziwa przyjaźń jest ważna dla zdrowia psychicznego i poczucia sensu życia. 
Pisze również o duchowości – nie w sensie religijnym, ale jako o potrzebie głębi, refleksji i życia zgodnego z wartościami. Według autora mężczyzna potrzebuje poczucia, że jego życie ma sens, że jego praca i wysiłek służą czemuś większemu.
Książka nie unika trudnych tematów. Badacz pisze o agresji, przemocy, uzależnieniach i autodestrukcji. Zastanawia się, skąd bierze się męska gwałtowność i dlaczego tak wielu mężczyzn tłumi emocje, aż w końcu wybuchają one w niebezpieczny sposób.
Choć książka jest skierowana głównie do mężczyzn, wiele mogą z niej wynieść także kobiety. Pomaga ona zrozumieć, z czym mierzą się partnerzy, synowie czy ojcowie. Pokazuje ich lęki, wątpliwości i pragnienia, o których często nie mówią wprost.
Męskość. Nowe spojrzenie to książka potrzebna i aktualna. Nie daje prostych recept na życie, ale skłania do refleksji i zachęca do zmiany. Pokazuje, że męskość nie musi oznaczać twardości i milczenia. Może oznaczać odpowiedzialność, dojrzałość, wrażliwość i odwagę bycia sobą. 
To lektura, która może pomóc wielu mężczyznom lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje. A kobietom – lepiej zrozumieć mężczyzn. W świecie pełnym napięć i niejasnych oczekiwań taka książka jest naprawdę cenna.

 

piątek, 27 lutego 2026

Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami - Philip Gourevitch

 


Wydawnictwo Filia, Moja ocena 6/6
Książka Philipa Gourevitcha to jedna z najmocniejszych i najważniejszych książek reporterskich, jakie powstały pod koniec XX wieku. Opowiada o ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku, kiedy w ciągu zaledwie trzech miesięcy zamordowano około 800 tysięcy ludzi – głównie przedstawicieli mniejszości Tutsi. Autor nie opisuje tych wydarzeń w suchy, historyczny sposób. On oddaje głos ludziom, którzy przeżyli piekło, i próbuje zrozumieć, jak mogło dojść do tak strasznej tragedii. 
Już sam tytuł książki jest wstrząsający. Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami to słowa, które pokazują bezradność i rozpacz ofiar. To zdanie nie jest metaforą – oddaje prawdziwe doświadczenie ludzi, którzy wiedzieli, że śmierć jest blisko, a świat nie zamierza im pomóc. 
Gourevitch opisuje wydarzenia z kwietnia 1994 roku, gdy rząd Rwandy wezwał większość Hutu do eksterminacji Tutsi. Sąsiedzi zabijali sąsiadów, nauczyciele – uczniów, a nawet członkowie rodzin zwracali się przeciwko sobie. Autor pokazuje, że zło nie zawsze przychodzi w przerażającej postaci. Często jest zwyczajne, banalne – rodzi się z posłuszeństwa, strachu, nienawiści podsycanej przez propagandę. To sprawia, że opisana historia jest jeszcze bardziej przerażająca. Ta wskazówka, jakie i czym jest zło, jest nadal aktualne, a może teraz bardziej niż kiedyś. W koło nas dzieje się coraz więcej zła, należy o pamiętac o przesłaniu tej poruszającej książki. 
Ważną częścią książki są rozmowy z ocalałymi. Ich relacje są proste, szczere i bardzo bolesne. Czytelnik poznaje konkretne twarze i historie, a tragedia przestaje być tylko liczbą w podręczniku. Dzięki temu łatwiej zrozumieć ogrom cierpienia, jakie dotknęło mieszkańców Rwandy. Autor nie epatuje brutalnością, ale nie ukrywa prawdy. Pisze spokojnie, rzeczowo, a przez to jeszcze mocniej. 
Książka nie jest jednak tylko opisem samego ludobójstwa. Gourevitch pokazuje też szerszy kontekst – skutki kolonizacji, rolę wielkiej polityki oraz obojętność społeczności międzynarodowej. Zadaje trudne pytania: dlaczego świat nie zareagował? Dlaczego organizacje zajmujące się prawami człowieka były bezsilne? Dlaczego życie setek tysięcy ludzi okazało się mniej ważne niż interesy polityczne? Autor nie daje łatwych odpowiedzi, ale jasno pokazuje, że tragedia Rwandy nie wydarzyła się w próżni. 
Reportaż Gourevitcha jest napisany przystępnym językiem, mimo że dotyczy bardzo trudnego tematu. Autor łączy fakty historyczne z osobistymi historiami, analizę polityczną z refleksją moralną. Dzięki temu książka jest zarówno dokumentem, jak i głębokim studium ludzkiej natury. 
To lektura bardzo ciężka emocjonalnie. Czytając ją, trudno pozostać obojętnym. Pojawia się złość, smutek, poczucie niesprawiedliwości, a nawet szok i płacz. Jednocześnie książka uczy empatii i przypomina, jak ważna jest pamięć o ofiarach. To nie tylko opowieść o przeszłości, ale też ostrzeżenie na przyszłość. Pokazuje, do czego prowadzi nienawiść i obojętność. 
Philip Gourevitch, nagradzany reporter i laureat wielu prestiżowych nagród, stworzył dzieło wybitne. Jego książka to przykład literatury faktu na najwyższym poziomie – rzetelnej, przejmującej i potrzebnej. 
Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami to książka, którą warto przeczytać, choć nie jest to łatwa lektura. To ważny głos w rozmowie o odpowiedzialności, pamięci i człowieczeństwie. Po jej przeczytaniu trudno zapomnieć o Rwandzie – i trudno już patrzeć na świat w taki sam sposób jak wcześniej.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 


poniedziałek, 23 lutego 2026

Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie - Elizabeth Gilbert

 


Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 4,5/6
Wielka magia to książka o kreatywności, a zarazem inspirujący przewodnik dla każdego, kto chce żyć odważniej, pełniej i z większą pasją. Elizabeth Gilbert – autorka światowego bestsellera Jedz, módl się, kochaj – tym razem zaprasza czytelników do świata twórczej ciekawości. Robi to w sposób prosty i dostępny dla każdego. 
Już od pierwszych stron widać, że nie jest to typowy poradnik z listą zasad do odhaczenia. Gilbert nie moralizuje i nie poucza. Dzieli się własnymi doświadczeniami – sukcesami, porażkami, lękami i wątpliwościami. Pisze tak, jakby rozmawiała z przyjacielem przy kawie. Dzięki temu książkę czyta się lekko, a jednocześnie zostaje ona w głowie na długo.
Głównym tematem jest kreatywność rozumiana bardzo szeroko. To nie tylko pisanie powieści czy malowanie obrazów. To także gotowanie z pasją, zmiana sposobu pracy, rozpoczęcie nowego hobby, a nawet odwaga, by wyrazić własne zdanie. Gilbert przekonuje, że twórczość nie jest zarezerwowana dla wybranych. Każdy z nas ma w sobie naturalną ciekawość i zdolność tworzenia. 
Autorka mówi wprost: największym wrogiem kreatywności jest strach. Strach przed oceną, porażką, ośmieszeniem, brakiem talentu. Nie namawia jednak, by pozbyć się strachu całkowicie – bo to niemożliwe. Zamiast tego proponuje, by nauczyć się działać mimo niego. To bardzo ważne przesłanie: odwaga nie polega na braku lęku, lecz na tym, że nie pozwalamy mu decydować o naszym życiu.
Autorka zachęca do twórczej ciekawości. Nie musimy od razu zmieniać całego życia. Wystarczy zrobić mały krok – zapisać się na kurs, zacząć pisać do szuflady, spróbować czegoś nowego. Kreatywność nie musi być wielkim projektem ani sposobem na zarabianie pieniędzy. Może być źródłem radości i energii.
Elizabeth Gilbert, jako autorka ogromnego bestsellera, wie, czym jest wielki sukces. Wie też, jak wygląda presja oczekiwań i lęk przed kolejną książką. W Wielkiej magii otwarcie mówi o tym, że ani sukces, ani porażka nie powinny decydować o tym, czy tworzymy. Najważniejsza jest sama praca i miłość do niej.
Książka napisana jest prostym, przystępnym językiem. Nie ma w niej skomplikowanych teorii ani trudnych pojęć. Autorka opowiada historie – swoje i cudze – które ilustrują jej myśli. Dzięki temu nawet osoby, które zwykle nie sięgają po poradniki, mogą poczuć się swobodnie. 
Ważną rolę odgrywa też poczucie humoru. Gilbert potrafi spojrzeć z dystansem zarówno na siebie, jak i na świat twórców. To sprawia, że książka nie jest patetyczna ani przesadnie motywacyjna. Jest szczera i ciepła.
Wielka magia będzie idealna dla: osób, które marzą o napisaniu książki, namalowaniu obrazu, założeniu bloga czy rozpoczęciu nowego projektu, tych, którzy czują, że utknęli i brakuje im odwagi i da każdego, kto chce wprowadzić do swojego życia więcej pasji i radości.
Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie to mądra, ciepła i dodająca otuchy książka o tym, że twórczość jest naturalną częścią życia. Elizabeth Gilbert pokazuje, że nie trzeba być geniuszem, by tworzyć. Trzeba tylko pozwolić sobie na ciekawość i przestać czekać na idealny moment.


Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik)

sobota, 21 lutego 2026

Jutro może być za późno - Katarzyna Grzebyk

 


Wydawnictwo Zysk I S-ka, Moja ocena 5/6
Jutro może być za późno to powieść, która porusza serce i zostaje w myślach na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Katarzyna Grzebyk po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o uczuciach w sposób prosty, ale głęboki. To historia o miłości, pamięci i o tym, że pewne emocje nie przemijają – nawet jeśli mijają całe dekady.
Akcja książki rozpoczyna się w Strzyżowie, latem 1939 roku. 11-letni Ignacy poznaje Sarę – córkę miejscowego fotografa. Ich relacja zaczyna się niewinnie, jak to bywa w dzieciństwie. Z czasem rodzi się coś więcej – pierwsza, czysta miłość. 
Autorka bardzo ciekawie opisuje ten etap życia. Nie ma tu przesady ani sztuczności. Jest za to delikatność, czułość, piekny pierwszy pocałunek, wspóne chwile. To obrazy, który zostają w pamięci czytelnika tak samo mocno, jak w pamięci Ignacego. 
Jednak wybuch wojny przerywa wszystko. Sara znika. Dla Ignacego zostaje tylko wspomnienie.
Druga linia czasowa przenosi nas do Gdańska w 2022 roku. Malwina cudem unika śmierci w wypadku samochodowym. To doświadczenie sprawia, że zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Postanawia zostawić przeszłość za sobą i wyjechać do niewielkiej miejscowości, gdzie otwiera kwiaciarnię. 
To bardzo ciepły i symboliczny motyw. Malwina nie tylko sprzedaje kwiaty – do każdego bukietu dołącza też dobrą wróżbę. Bardzo ciekawa postać, niezwykłe przedstawienie bohaterki. 
Pewnego dnia w progu jej sklepu staje ktoś, kto sprawia, że dawno zapomniana historia zaczyna powracać. Przeszłość i teraźniejszość splatają się w zaskakujący sposób. Nic więcej nie zdradzę. Zachęcam za to do lektury tej niezwykłej powieści. Najmocniejszą jej stroną jest emocjonalność. To książka, która wzrusza, ale nie przytłacza. Autorka pokazuje, że miłość – nawet ta dziecięca – może być czymś trwałym i silnym. Może przetrwać wojnę, rozłąkę i upływ czasu. 
Dużym plusem jest także sposób prowadzenia dwóch planów czasowych. Przejścia między przeszłością a teraźniejszością są płynne i logiczne. Czytelnik nie gubi się w historii, a wręcz przeciwnie – z ciekawością odkrywa jej kolejne elementy. 
Na uwagę zasługują też bohaterowie. Ignacy i Sara są bardzo ciekawi, niewinni, ciepli. Malwina natomiast to postać, z którą łatwo się utożsamić. To osoba zraniona, ale odważna, gotowa zacząć wszystko od nowa. Wiele czytelniczek odnajdzie w Malwinie cząstkę siebie. 
Książka ma ciepły, nostalgiczny klimat. Czuć w niej tęsknotę za tym, co było, ale też nadzieję na to, co może jeszcze nadejść. Tytuł Jutro może być za późno jest ważnym przesłaniem, symbolem. Przypomina, że nie warto odkładać uczuć, rozmów i decyzji na później. Czas bywa nieprzewidywalny.
Jutro może być za późno to piękna, wzruszająca opowieść o miłości, która przekracza granice czasu. To książka dla osób, które lubią historie o uczuciach, rodzinnych tajemnicach i splatających się losach. 
Powieść Katarzyny Grzebyk czyta się lekko, ale zostawia głęboki ślad w sercu. To historia, która przypomina, że czasem jedno spotkanie może zmienić całe życie – a to, co wydaje się zakończone, może jeszcze kiedyś powrócić. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.