Strony

środa, 30 sierpnia 2017

Burzliwa epoka: Miłość w czasie rewolucji, Biały Szanghaj - Elvira Baryakina

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Miłość w czasie rewolucji jest pierwszą powieścią w serii Burzliwa epoka. Nie bardzo wiedziałam czego się po tej książce spodziewać.
Dostałam dobrą lekturę, którą czyta się ze sporą przyjemnością.
Wielkim atutem jest ogromny rozmach z jakim autorka podeszła do tematu. Ów rozmach dotyczy dosłownie wszystkie, poczynając od scenerii opisanej ze szczegółami, poprzez wielką, powalającą miłość, aż po przygody, które staja się udziałem bohaterów. Kilka z owych przygód jest moim zdaniem trochę naciągane, ale nic to, czyta się dobrze. I o to moim zdaniem w tego typu lekturach chodzi.
Akcja rozgrywa się w trakcie rewolucji bolszewickiej w Rosji. Bardzo ciekawie ukazane jest tło społeczno-historyczne. Widzimy ludzi z różnych środowisk, tych, którzy z założenia mają zginąć i tych, którzy mienią się jedynymi sprawiedliwymi. Na tym tle rozgrywa się szaleńczy wręcz wątek wielkiej miłości. Całość została tak przedstawiona, iż od pierwszego rozdziału wiernie kibicujemy zakochanym. 

Od razu jednak zaznaczam, książka nie ma w sobie nic z romansidła, choć na takowe może wyglądać. To ciekawie nakreślona, wartko rozwijająca się opowieść o miłości, odwadze, oddaniu, honorze.
Warto przeczytać.  
Biały Szanghaj, to 2. tom trylogii Burzliwa epoka. Tym razem
Elvira Baryakina zabiera nas do Szanghaju. To w tym mieście znaleźli się po uciecze z Rosji główni bohaterowie. Ponownie dzieje się w książce oj dzieje.
O fabule więcej nic nie napiszę żeby nie spojlerować.Napisze tylko o tym co najbardziej mi się podobało.
Ponownie mamy spory rozmach, który autorka zastosowała już w 1. części trylogii.
Bardzo ciekawie ukazana jest grupa białych mieszkańców Szanghaju, pochodzących głównie z Europy. Są wśród nich ludzie zwyczajni, wykonujący różne zawody, ale nie tylko. Wielu z nowo przybyłych jeszcze niedawno należało do elit, arystokracji. Teraz te same osoby, które jakiś czas temu mieszkały w pałacach np. w Rosji, myją na kolanach cudze podłogi. Część z nich po wyprzedaniu cenniejszych rzeczy ima się każdej pracy, nawet prostytucji, ble przeżyć.
Jednak nie tylko Rosjanie są wśród białych w Szanghaju. Przedstawiciele innych nacji także żyją w tym wielokulturowym tyglu. Jedno odnajdują się tam lepiej inni gorzej, jak to w życiu.
Ale nie tylko społeczno-obyczajowymi kwestiami jest przesycona ta książka. Sporo w niej także historii, postaci prawdziwych, które doskonale współistnieją z tymi fikcyjnymi.
Czyta się wyśmienicie, podobnie, jak tom 1.Jeżeli o serie wielotomowe, często zdarza się, iż po dobrym 1. tomie następują kolejne, kiepskie. W przypadku serii Burzliwa epoka jest zupełnie inaczej. Oba tomy trzymają bardzo wysoki poziom. Jestem niezmiernie ciekawa tomu 3.




Książka & film



Lada moment (bodajże w najbliższy weekend) do polskich kin wchodzi nowy film w reżyserii Sofii Coppoli (nagroda za reżyserię na Festiwalu Filmowym w Cannes).
Powstał on na podstawie powieści, której zapowiedź prezentuję.
Ciekawa jestem zarówno książki, jak i filmu.  
Film w gwiazdorskiej obsadzie: Nicole Kidman, Colin Farrell, Elle Fanning, Kirsten Dunst.
Premiera książki dzisiaj 30 sierpnia w Wydawnictwie Marginesy.
A poniżej trailer filmu...
Wirginia, wojna secesyjna. John Mc Burney, ciężko ranny kapral wojsk Unii, trafia przypadkowo do szkoły dla panien. Dzięki ich opiece dochodzi do siebie, a wtedy zaczyna manipulować przebywającymi tam kobietami i dziewczętami: obnaża ich lęki i rozpala w nich namiętność, kusi i zwodzi, w jednych wywołuje litość, w innych pożądanie. One same zaczynają budzić się z letargu, w ich ponury świat wsącza się życie. A wraz z nim – zawiść i zazdrość. Kiedy jednak kapral ujawnia swoje prawdziwe oblicze i spadają jego kolejne maski, on sam musi zmierzyć się z pytaniem: kto tu kogo wodzi na pokuszenie? I czy zdoła wyjść cało z burzy, którą rozpętał?
Historia opowiedziana jest z perspektywy ośmiu kobiet zamieszkujących w szkole. Wraz ze zmianą perspektywy okazuje się, że każda z bohaterek ma swoje powody, które przyciągają ją do Mc Burney’a; ale też każda z nich inaczej interpretuje fakty i nie umie przyjąć prawdy.
Odcięcie szkoły od świata na skutek wojny, duszna atmosfera namiętności i uczuć – wszystko to tworzy niepokojący klimat i eksponuje samotność bohaterek. Aż do momentu, gdy w końcu przyjdzie im się zjednoczyć, by spróbować wrócić do normalności. Tylko czy to w ogóle jest możliwe?

Korzystając z konwencji amerykańskiej powieści gotyckiej, Thomas Cullinan tworzy przejmujący thriller psychologiczny o pożądaniu, rywalizacji, zazdrości, a wreszcie – zemście.

[Cullinan] wymyślił sobie szaloną gotycką opowieść. Czytelnik jest zafascynowany grozą tego, co dzieje się w zapomnianej szkole dla młodych panienek. - Stephen King, Danse Macabre

Głosy kobiet dopełniają się, snują poruszającą opowieść o stracie, samotności i woli przetrwania. - OWN: Oprah Winfrey Network
 


wtorek, 29 sierpnia 2017

Speer. Architekt śmierci - Martin Kitchen

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Bohater niniejszej książki, to Berthold Konrad Hermann Albert Speer, ur. 19 marca 1905 roku, zm. 01 września 1981 roku w Londynie. Był jednym z przywódców hitlerowskich Niemiec.
W 1931 roku wstąpił do NSDAP i od tego momentu rozpoczęła się jego znajomość z Hitlerem. W 1932 roku jako architekt wykonał pierwsze zlecenia projektowe dla partii i dla Hitlera. Od tego momentu nazywany był architektem Hitlera. 5 lat póżniej został mianowany generalnym inspektorem budowlanym stolicy III Rzeszy. Rozpoczął przygotowywanie planów przebudowy miasta w stolicę świata. Był to tzw. Plan Germania. Centralnym budynkiem nowego centrum miała być wielka hala zgromadzeń, naśladująca rzymski Panteon, o kopule wysokości 300 metrów. By móc wyburzyć dużą część berlińskiego centrum, Speer osobiście nadzorował w okresie od października 1941 roku do kwietnia 1942 roku deportację 23 tysięcy Żydów niemieckich. Ich mieszkania potrzebne były do przesiedlenia mieszkańców z wyburzanych budynków.
Na przełomie 1941 i 1942 roku Speer dostaje nowe zadania. Jest ministrem uzbrojenie Niemiec. Do nowego zadania przykłada się z równą energią, co do prac architektonicznych. Jego staraniom przypisuje się fenomenalny rozwój niemieckiej produkcji wojennej od 1942 roku. Po raz kolejny objawia się jego geniusz. Historycy są zdania, że był genialnym planistą o wyjątkowych zdolnościach. Był wg. potomnych także przykładem najbardziej twórczego umysłu technicznego I połowy XX wieku. Potrafił planować na wielką skalę i wprowadzać na bieżąco niezbędne korekty. Szkoda, że działał dla Hitlera w czasie II wojny światowej, a jego największym dokonaniem było dostarczanie fuhrerowi dokładnie tego, czego oczekiwał.
Nie będę dalej opisywać jego dokonań, jest ich zbyt dużo i nie w tym rzecz. Chciałem nakreślić sylwetkę i rolę, jaką Speer odegrał w przebiegu wojny.
Z pewnością jest to postać niejednoznaczna,a w zasadzie za taką chciał Speer uchodzić. Przez całe czas II wojny światowej i tuż po niej sednem jego działalności było przekonanie, iż był on niewinny, nie był zbrodniarzem, nie był jak go nazywano architektem śmierci, był porządnym człowiekiem. Chodzi o kwestię, czy zdawał sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów i holokaustu jako takiego, czy nie. Wg. niego słowa nazista i dobry nie wykluczały się.
Po zakończeniu II wojny światowej, Speer zostaje aresztowany i osądzony w procesach w Norymberdze. Został skazany na 20 lat więzienia. Oskarżono go m.in. o organizację deportacji milionów robotników przymusowych do Niemiec. Przyznał się do winy i jako jedyny z oskarżonych wyraził skruchę i ubolewanie.
Mimo, iż przez cały powojenny okres Speer kreował się na "dobrego nazistę" zdawałoby się, iż nikt mu nie wierzył. 
Błąd. Mit przyzwoitego narodowego socjalisty Albert a Speera, był przez lata akceptowany przez znanych historyków.
Mit ten polegał na odrzuceniu tego, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość: że wykształceni, inteligentni i kulturalni ludzie mogą w pewnych okolicznościach zachowywać się jak oportunistyczne potwory i bardzo szybko nauczyć się czerpać korzyści z okrucieństw ludobójczych zbrodni. Nie da się być inżynierem, technokratą i nie przykładać tym samym ręki do zbrodni dyktatora, fuhrera, potwora.
Mit dobrego nazisty zdecydowanie odrzucił autor tej książki. Kitchen, brytyjsko-kanadyjski historyk w ciekawy sposób opowiada o samym Speerze, jednocześnie obalając jego autokreację. Krok po kroku autor obala mity, jakie jego bohater stworzył wokół siebie i swojego udziału w II wojnie światowej. Ukazuje nam człowieka niewątpliwie inteligentnego, nawet bardzo,z  wyjątkowym zmysłem organizacji i unikalnymi zdolnościami naginania karku, pozbawiania siebie sumienia, dostosowywania się do danej sytuacji i pełnego czerpania z niej korzyści. Jednocześnie Kitchen ukazuje, co konkretnie zrobił Speer, które z jego dokonań, decyzji miało wpływ na przebieg wojny, na śmierci kolejnych tysięcy niewinnych ludzi. Rozdział po rozdziale poznajemy postać i dokonania architekta śmierci
Opowieść jest bardzo ciekawa, poparta bogatym materiałem źródłowym. Książkę czyta się z ciekawością, ale jednocześnie z niedowierzaniem. Jeszcze długo po zakończeniu lektury osoba Speera, jego podejście do kwestii własnego udziału w hitlerowskiej zagładzie, pozostają w pamięci. Trudno otrząsnąć się z tej lektury. 
Co istotne, cała opowieść osadzona jest mocno w realiach nie tylko historycznych, ale i społecznych. Kitchenowi udało się dobrze oddać klimat, realia III Rzeszy, także na poziomie społecznym, a nawet lekko rozrywkowym. Wiem, brzmi jak groteska, ale tak jest. Wszak Speer i jego koledzy nie tylko walczyli i tworzyli dla fuhrera. Oni także żyli prywatnie, doskonale się bawili, czerpali pełnymi garściami z możliwości, jakie im daje bycie "panami świata". 
Autor prezentuje także losy bohatera po jego zwolnieniu z więzienia czyli po 1966 roku, ukazuje jego dalsze koleje losu, pracę na uczelni, szacunek jakim się cieszył (wiem, brzmi to niesamowicie, abstrakcyjnie, kuriozalnie), a ot wszystko w otoczeniu ówczesnych realiów społeczno-kulturalnych. Cenna lekcja historii, pod każdym względem. 
Martin Kitchen potwierdził moją teorię, że ludzie w sprzyjających okolicznościach, przekonani o swojej bezkarności, są zdolni do najgorszych czynów. 
Książka ponadczasowa. Powinni ją przeczytać współcześni (światowi, ale i rodzimi) rządzący i podejmujący decyzje, o których codziennie słyszymy w tv, czytamy w gazetach. 


Uzupełnieniem tej książki może być lektura Dzienników ze Spandau, które tuż po zakończeniu II wojny światowej spisał Albert Speer. Tutaj recenzja-klik.
 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Czarne narcyzy - Katarzyna Puzyńska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 3-/6
Czarne narcyzy to kolejny, 8. tom bardzo obszernego i dynamicznie rozwijającego się cyklu oraz doskonałej (tak sądziłam do 7. tomu włącznie) sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa.
Książki te łączą w sobie elementy klasycznego kryminału i powieści obyczajowej z rozbudowanym wątkiem psychologicznym. 

Niby jest to seria, ale jednocześnie każdy tom jest odrębną całością. Można je czytać po kolei, można bez zachowania kolejności.
Nie ukrywam, w pierwszy tom serii (Motylek) trudno było mi się wczytać. Jednak gdy już złapałam puzyńskiego bakcyla od kolejnych części przygód policjantów z Lipowa nie mogłam się oderwać. Tak było zanim rozpoczęłam lekturę Czarnych narcyzów.
Każdy tom to inne śledztwo, choć bohaterowie z reguły pozostają ci sami.Jednak w życiu samych bohaterów sporo się zmienia. Przykładem może być były policjant Daniel Podgórski. W poprzedniej części serii został wyrzucony ze służby za pijaństwo. W tym tomie w nałogu trwa dalej, a właściwie stacza się w nim nieomal na samo dno (przynajmniej na początku książki), ale dusza i serce śledczego nadal w nim mocno biją. Daniel z pomocą Klementyny rozpoczyna dochodzenie w sprawie zniknięcia pewnej dziennikarki oraz trzech kolejnych osób. A to dopiero początek. Szybko okazuje się, że tytułowe czarne narcyzy to przysłowiowy czubek góry lodowej, pokrywka, pod którą wrze znacznie więcej. Wydarzeń w książce jest co niemiara.Tylko, że ilość nie zawsze przeradza się w jakość. W przypadku tej książki tak właśnie jest. Jest to zdecydowanie najsłabszy tom serii. Sporo w nim wad.
Przede wszystkim objętość książki. Wycięłabym ok. 150 stron. Przez pierwsze mniej więcej 200 stron praktycznie nic się nie dzieje, ot pisanie dla pisania, zero konkretnej fabuły, takie lanie wody mające moim zdaniem na celu napisanie jak najbardziej obszernej książki. Przynajmniej ja to tak odebrałam. Wcale to książce nie służy. Dużo, bardzo dużo nie oznacza z automatu doskonale.
Poza tym bluźnierstwa. We wcześniejszych książkach też jest ich sporo, ale w tej jakoś wyjątkowo mnie to razi. 

Slang, z założenia policyjny, owszem występujący także w siedmiu wcześniejszych częściach, ale w tej jakby w mega nasileniu. Poza tym znajdziemy go nie tylko w rozmowach bohaterów, ale także (co doprowadzało mnie białej gorączki) w narracji. 
Pewna zmiana nastąpiła także w kwestii ilości zbrodni. Mamy ich tu kilka. Żadna nie jest moim zdaniem prowadzona należycie, wątki są chaotyczne, co skutkuje niesamowitym bałaganem oraz tym, iż wielokrotnie musiałam wracać do poprzednich stron takie to pogmatwane.
Zbyt wiele postaci, które są kiepsko nakreślone, a w zasadzie nic nie wnoszą do fabuły.
Co jeszcze? Zbyt długo autorka ciągnie poboczne, często nie istotne dla fabuły wątki. 

Tak, w poprzednich tomach też to było, ale mam wrażenie, że nie aż w takim nasileniu. 
Nie wiem, może to zmęczenie autorki, wszak 8. tom to nie przelewki. Może to ja się trochę wyeksploatowałam, jako czytelnik serii Lipowo.... A może jedno i drugie.
Czarne narcyzy w pewnym stopniu (choć to i tak za mało) ratuje wątek obyczajowo-społeczny ukazujący zarówno życie bohaterów, jak i życie małej mieściny jaką jest Lipowo.
Po kolejny, 9. tom (zakładam, że taki zostanie napisany, choć wydaje mi się, iż zakończenie serii byłoby dobre dla wszystkich - czytelników i bohaterów) nie wiem czy sięgnę. Czarne narcyzy rozczarowały mnie i to bardzo. Dowodzą, iż autorka pisze już chyba na ilość, a nie jakość, a książka znajduje się po przeciwnej stronie (pod względem jakości, stylu, przebiegu akcji) w stosunku do pierwszych tomów serii.
Szkoda.

sobota, 26 sierpnia 2017

Dobrzy ludzie muszą umrzeć - mój patronat...



Bardzo miło mi poinformować, iż 19 września 2017 roku ukaże się książka pod moim patronatem, której autorką jest Helen Fields.

Razem z Wydawnictwem Amber proponujemy wam niesamowitą lekturę i spotkanie z przerażającym seryjnym mordercą o wielu twarzach.
Podczas koncertu rockowego w Edynburgu działacz fundacji dobroczynnej ginie przecięty niemal na pół. Nikt z wielotysięcznego tłumu nie zauważył zbrodni...
Tej samej nocy pielęgniarka hospicjum zostaje zmiażdżona meblami we własnym domu…
Tydzień później w kontenerze na śmieci w jednej z uliczek przypadkowy przechodzień znajduje ciało nauczycielki uduszonej jej własnym szalikiem…
Detektywi Luc Callanach i Ava Turner nie znajdują żadnego motywu ani żadnych tropów – aż do chwili gdy dostają informację o zagadkowych graffiti na murach budynków z opisem każdej z ofiar. Wtedy uświadamiają sobie, że napisy pojawiają się przed każdym morderstwem, a nie po nim. Morderca obwieszcza w ten sposób światu, kim będzie jego następna ofiara. Im bardziej niewinna, tym lepiej... 

piątek, 25 sierpnia 2017

Historia pewnego małżeństwa - Geir Gulliksen

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4-/6
Nie jest to zwyczajna lekka opowieść jakiej oczekiwałam. Miałam już ją wczoraj odłożyć na półkę, zorientowałam się, że to nie czytało na jakie liczyłam. Jednak ponieważ książka jest dosyć cienka postanowiłam ją skończyć.
Niewątpliwie Historia..nie jest dla wszystkich. To przede wszystkim lektura dla osób w wieku od mniej więcej 30+, dla takich, którzy mają za sobą różne perypetie związane z małżeństwem, lub też stałym związkiem.
Opowieść jest to parze ludzi, którym wszystko idzie jak po przysłowiowym maśle. Dobrze idzie, ale nagle..staje się coś co sprawia, że wszystko jest nie tak. Co sie stało? Przecież było tak dobrze.Tak bardzo się kochali.
Jak się okazuje czasami miłość nie wystarczy, potrzebna jest też ogromna praca, żeby związek był takim jakim chcemy żeby był. Zdobycie partnera i spoczęcie na laurach to najlepsza metoda do rozpadu związku. Ale to tylko część prawdy, jak się okazuje w książce- niewielka część. Cała prawda jest dużo bardziej skomplikowana.
Plusem (choć dla wielu może to być minus) jest sam sposób opowiedzenia całej historii. Jaki? Tego nie zdradzę. Sami zobaczycie w trakcie lektury.
Generalnie można tę książkę nazwać wiwisekcją małżeństwa, konkretnego małżeństwa, na przykładzie którego autor przekazuje nam pewne prawdy, które powinny być oczywiste, ale często o nich zapominamy.
Czy warto po tę lekturę sięgnąć? Z pewnością tak, ale nie nastawiajcie się ani na lekkie czytało, ani na coś wybitnego. Historia...balansuje gdzieś po środku ukazując bolesną prawdę i o związkach i o ludziach.

środa, 23 sierpnia 2017

Życie na wynos - Olga Rudnicka

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Kolejna lekka, zabawna, relaksująca książka pióra Olgi Rudnickiej.
Bohaterką jest Emilia Przecinek, znana z  książki Granat poproszę.  
Moja recenzja tej książki tutaj (klik).  
Po raz kolejny Rudnicka robi wszystko, żeby w życiu jej bohaterów nawet na moment nie zapanowała nuda i żeby czytelnicy ani przez jedną stronę nie nudzili się.
Fabuła nie należy do skomplikowanych. Znowu mamy trupa, który tym razem objawia się w piwnicy. Trupem jest tajemniczy męźczyzna, o którym nikt nic nie wie. Rusza śledztwo. Prowadzi je oczywiście policja. Ale co tam profesjonalni śledczy, skoro do akcji dochodzeniowej włączają się także dwie wielce wścibskie i niesamowicie uparte starsze panie, które działają o wiele sprawniej niż policja.
Więcej o fabule nie napiszę. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury. Świetna zabawa i mile spędzone godziny gwarantowane. 
Rudnickiej udało się stworzyć wprost niesamowitą historię z maksymalnie przerysowanymi postaciami i ich kuriozalnym do granic absurdu zachowaniem. o dziwo takie przerysowanie nie przeszkadzało mi absolutnie. Autorce udało się wszystko tak opisać, tak ze sobą powiązać, że nic nie razi, a całość to wyśmienita komedia absurdów. 
Życie na wynos czyta się świetnie, lekko, z prawdziwą przyjemnością. Rudnicka ma lekkie pióro, niesamowite poczucie humoru, cięty język, spostrzegawcze oko (celnie obrazuje i puentuje nasze przywary) i zdolność przelewania wszystkiego na papier w arcyciekawy sposób.  
Książkę polecam wszystkim lubiącym dobrą literaturę, ceniących lektury z przymróżeniem oka, momentami odrobinę wyolbrzymionymi sytuacjami, czasami nawet bardzo nieprawdopodobnymi.Jestem przekonana, iż pokochacie Emilię Przecinek, ale także wiele innych postaci :)

wtorek, 22 sierpnia 2017

Światło nie może zagasnąć - Diane Chamberlain

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Przeczytałam wszystkie dotąd wydane w Polsce książki Chamberlain i tylko jedna nie przypadła mi do gustu. Światło nie może zgasnąć nie jest tą pozycją.
Autorka pisze swoje książki wg. sprawdzonego schematu i za każdym bez mała razem sprawia, iż od lektury trudno mi się oderwać. Tę książkę czytało mi się bardzo dobrze, choć nie jest ona tą najlepszą w dorobku pisarki. Ale po kolei.
Akcja rozgrywa się w niewielkim miasteczku o nazwie Kiss River. Opowiadane są losy ludzi, którzy powiązani ze sobą zostali poprzez śmierć jednej kobiety. Nie chcę wam opowiadać fabuły, nie ma to sensu, bo odbierze przyjemność wynikającą z poznawania kolejnych tajemnic społeczności miasteczka. Poza tym, żeby chociaż w zarysie opowiedzieć fabułę, musiałabym streścić tak mniej więcej połowę książki. W związku z tym daruję sobie.
Fabuła jest wielowątkowa, skomplikowana. Wiem, Chamberlain słynie z takich. Owszem, jednak tym razem odrobinę bym ja skróciła. Są takie dwa wątki, które sprawiły na mnie wrażenie pisanych może nie tyle na siłę, co za bardzo rozwleczonych.
Klimat jak zwykle u pisarki mocno działający w sferze uczuć. Są takie momenty, gdy pisarka bez pardonu przeczołguje emocjonalnie czytelniczki. Co wrażliwsze panie uronią kilka łez.
Poza tym silne napięcie wręcz dramatyzm, dodatkowo podkręcone lekkim przerysowaniem niektórych wydarzeń i postaci.
Generalnie jest to opowieść o trudzie, wszystkiego co tylko przyjdzie wam do głowy- miłości, życia, przyjaźni, żałobie, życiu w społeczności. To także historia o stosunkach międzyludzkich, o traktowaniu innych, o ich wykorzystywaniu i o tym dlaczego tak wiele z nas się na to godzi, czy warto się mścić i czy warto wybaczać.
Bardzo dobre zakończenie. Polecam. Dobre czytało na 1-2 dni, na zbliżającą się wielkimi krokami jesień.

Arabski mąż - Tanya Valko

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 1,5/6
Wiem, że większość tego typu książek jest podobna do siebie (zmieniają się tylko imiona bohaterów i nieliczne szczegóły okoliczności), ale spodziewałam się czegoś więcej.
Bohaterką jest nieświadoma zagrożenia młoda kobieta (jakżeby inaczej) o imieniu Daria. Nie wiedząca w zasadzie nic o ukochanym, wpada w pułapkę dźihadystów. Ktoś musi pomóc jej w uwolnieniu się, jej oraz jej dwóm córkom. Dalszy ciąg można sobie wyobrazić. Chociaż stop, nie, ja bym tego nie wymyśliła i nie wyobraziła sobie tego co opisuje autorka.
Dramatyczne chwile, nadludzki wysiłek, tych którzy próbują uwolnić kobietę, jej okropny los, los żony dżihadysty etc. Do tego dodać należy fabułę grającą na uczuciach, momentami nudną jak przysłowiowe flaki z olejem. Do tego niewyobrażalna wprost mnogość bohaterów i trudne do spamiętania imiona. A my przez całą książkę biegamy za Darią.
Pamiętam, jak przed laty czytałam Tylko razem z córką. Książka bardzo mnie poruszyła. Od tego czasu sięgając po podobną literaturę szukam tych samych wrażeń. Nie wiem, może temat jest już zbyt oklepany, nie szokuje wcale...może zbyt dużo mamy go na co dzień?
Arabski mąż powalił wprost infantylizmem, naciąganymi dialogami, światem zerojedynkowym i przepraszam,ale głupotą bohaterki.
Za jedno należy się Valko plus, nadążanie za biegiem wydarzeń na świecie i sytuacją geopolityczną- bowiem bohaterka ląduje.,....w Rakkce stolicy tzw. Państwa Islamskiego i żyje pełnią życia kobiety w kalifacie, czego dowodzą skopiowane z doniesień w mediach opisy walk w Syrii, życia i okrucieństwa w ISIS :). O mamusiu. Na co mi to było.

Wyniki konkursu...



Miło mi poinformować, iż książkę Vege kociołkowanie otrzymuje Renata B.
Bardzo proszę o podanie adresu na email anetapzn@gazeta.pl
Wysyłka listem poleconym w ciągu 7 dni od otrzymania adresu.

Daj proszę znać w komentarzach, e wysłałaś emaila, ostatnio coś emaile wpadają do spamów, nie zawsze dojrzę.  

Wkrótce kolejny konkurs.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Przyszłość ma twoje imię - Elżbieta Rodzeń

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 2,5/6
Nie ukrywam, ledwo przebrnęłam przez tę książkę mimo, iż poprzednia powieść autorki (Zimowa opowieść) bardzo przypadła mi do gustu.
Pisarka prezentuje nam historię dwojga bohaterów, Blanki i Mateusza, którzy mimo młodego wieku nieźle dostali od życia popalić. Spotykają się, zakochują w sobie na zbój i nawzajem próbują przezwyciężyć swoje traumy. Do tego Rodzień dodała kilka tajemnic, mniej lub bardziej potrzebnych i ciekawych.
I niby ok, choć motyw zgrany do bólu. Jednak autorka nie potrafiła pociągnąć sensownie fabuły. Jedynym jej pomysłem na scalenie wydarzeń i zapełnienie kilkuset stron jest..brak komunikacji między głównymi bohaterami. Gdyby ci młodzi ludzie potrafili jakoś się porozumieć, choćby w najmniejszym stopniu, książka by była o 3/4 krótsza.
I właśnie, bohaterowie. Katastrofa. Czytając (a właściwie próbując czytać książkę) miałam wrażenie rozdwojenia jaźni. Podam przykład. Z jednej strony główna bohaterka, Blanka boi się wszystkiego, wejścia do sklepu, cienia, który sama rzuca na chodnik. A z drugiej strony bryluje w kawiarni i bez najmniejszego strachu obsługuje klientów. Chyba to się jednak wyklucza, przynajmniej moim skromny zdaniem.
Do tego szybkie, że tak to określę..otwarcie się młodej kobiety na ukochanego, w każdym względzie. Czy tak się zachowuje dziewczyna po mega traumatycznych przejściach?
Takich wykluczających, absurdalnych zachowań głównej bohaterki jest wiele. Szkoda jednak czasu na przytaczanie ich.
Jest jeszcze główny bohater, Mateusz, młody człowiek po przejściach z traumą drzemiącą na dnie duszy, którą ...uwaga...udaje mu się pokonać w kilka dni. Cud. Psychiatrzy powinni się uczyć z tej książki. Nawet nie będę tego komentować.
Poza tym dialogi, sztuczne, aż zęby bolą. Ludzie tka nie mówią, nie używają takich słów, zwrotów. Z pewnością tak nie mówią też młodzi ludzie. Mam czterech synów w wieku m.in. 15 i 20 lat i wiem jak się odzywają, jak rozmawiają ze znajomymi, bliskimi. Nie tak, jak bohaterowie tej książki.
Jedyne, co sensownie udało się oddać autorce to bezduszność urzędników praktycznie każdego szczebla, absurdy polskiego prawa, sensowność takich, a nie innych urzędowych decyzji. I tylko dlatego nie daję książce oceny 1/6.
Szkoda, że Elżbieta Rodzień zmarnowała tak wielki potencjał, jaki drzemał w tej książce. Mimo zdartego motywu przewodniego można było z niej uczynić wartościową, pouczającą dla wielu młodych ludzi opowieść. Być może komuś nawet by pomogła. A tak.. wielkie rozczarowanie tym bardziej zaskakujące, iż autorka jest pedagogiem terapeutą, pracuje w poradni psychologiczno - pedagogicznej. W sumie...może to ja się nie znam :(

 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Płomienna korona - Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3,5/6
Płomienna korona to 3. część opowieści z dziejów historii Polski.
Książkę czytało mi się zdecydowanie gorzej, niż tomy poprzednie. Mam kilka uwag.
Przede wszystkim ta część trylogii jest jakby bardziej..sucha. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Dużo działania, dużo mówienia, bardzo mało opisów, choćby przyrody. Ot taka sucha narracja, której nie scala żaden klej. Cherezińska poszła moim zdaniem na łatwiznę. Dużo prościej jest nakreślić działania, akcję, dialogi niż np. ciekawy, porywający i inteligentny opis współgrający z realiami historycznymi.
Język tego tomu wydał mi się gorszy od zaprezentowanego w poprzednich częściach, mniej elastyczny, mniej bogaty, ot taki jak w zwyczajnej powieści relaksującej, obyczajówce. Niby wszystko jest ok, poprawne, ale czegoś brakuje. Nic nie poradzę, po powieści tego kalibru oczekiwałam czegoś innego. Dodatkowo oczekiwania wzmacniają wywiady z autorką i to co sama mówi o trylogii.
Poza tym zbyt dużo wątków w jednej książce. W poprzednich tomach także było ich sporo, ale pisarka jakoś z nich wybrnęła. W tym tomie jest zdecydowanie gorzej.

Tematów, wątków jest tyle, że traktując je wszystkie poważnie, profesjonalnie, autorka powinna napisać 4-5 powieści, a nie tylko jedną. Pakując wszystko do jednej książki (nawet tak dużych rozmiarów, jak Płomienna korona) żadnego wątku moim zdaniem nie potraktowała na 100%, po wszystkich przeleciała po łebkach. Zdecydowanie zlekceważyła czytelnika. Niby wątki są jako tako wyjaśnione w posłowiu, ale wybaczcie, to nie wystarczy.
Całość sprawia na mnie wrażenie, jakby autorka tworzyła na akord. Poza tym wiele wątków nie prowadzi do niczego nie widzę sensu w ich dodaniu. Np. taki wątek z knuciem Zarębów. Bez sensu dla mnie.
No i nuda na pierwszych mniej więcej dwustu stronach. Książka wciąga (na ile jest to w ogóle możliwe) od ok. 200. strony. Kolejne rozdziały czyta się nie najgorzej, ale bez rewelacji. Po raz pierwszy jeżeli chodzi o książki Elżbiety Cherezińskiej, mogłam lekturę odłożyć bez żalu na półkę, iść coś zrobić, nie zarywałam dla czytania nocy. Ot dla mnie przeciętne czytadło z kilkoma wadami. Z pewnością Płomienna korona nie jest pozycją, która uzasadniałoby tak wysoką cenę.
Szkoda, że autorka osiadła na laurach, napisała powieść, aby napisać. Płomienna korona miała szansę stać się bardzo dobrą książką, podobną np. do Hardej, mistrzowskim zakończeniem trylogii. No, ale nie stała się, szkoda. Dla mnie wielkie rozczarowanie.

 

sobota, 19 sierpnia 2017

Nigdzie w Afryce - Stefanie Zweig

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 4/6
Recenzja mojego męża.

Nigdzie w Afryce to powieść autobiograficzna niemieckiej pisarki żydowskiego pochodzenia. To opowieść o żydowskich uciekinierach, którzy w 1938 roku, gdy Europą powoli zaczynały wstrząsać niepokoje zwiastujące tragedię, jaką był Holokaust, szukają szczęścia i bezpieczeństwa w Kenii. Tam, tak daleko od rodzinnego domu, rodzina na nowo próbuje zorganizować sobie życie.
Nie jest to łatwa powieść. Pełno w niej smutku, rozterek, zastanawiania się, co by było gdyby, a gdyby jednak zrobić to, czy można było pomóc X etc. Mnóstwo także rozkładania uczuć bohaterów na czynniki pierwsze, tęsknoty za krajem, marzeń.
Dużo rozważań (co absolutnie nie jest wadą), zbyt mało dynamiki (to już uznaję za wadę). Przynajmniej ja tak odebrałem tę książkę. 

To dobrze napisana opowieść, ale zbyt melancholijna. Wiem, trudno tego typu książkę przerobić w komedię i nie tego oczekiwałem. Liczyłem po prostu na większą dynamikę, większą ilość opisów Kenii, tamtejszego życia. Zbyt mało Afryki w książce, której akcja rozgrywa się na tym kontynencie, choć oczywiście tubylcy i ich obyczaje są ukazani, ale w minimalnym moim zdaniem stopniu. Są takie momenty, w których bohaterowie zdają się żyć zwieszeni w nicości, wokół mając tylko towarzystwo innych Żydów. Trochę dziwne. Można to było doskonale wpleść w losy głównych bohaterów. tego mi po prostu zabrakło.
Być może inaczej odebrałbym książkę, gdybym kilka lat temu nie oglądał filmu, który nakręcono na jej podstawie. Film genialny, książka poprawna, ale ze sporą ilością braków.
Ich uzupełnienie nie odebrałoby absolutnie powagi, nobliwości i wagi treści Nigdzie w Afryce, a opowieść uczyniłoby jeszcze ciekawszą, bardziej ludzką.
Mimo zbyt małej ilości Afryki, gorąco zachęcam do lektury. Największy plus należy się autorce za otwierające i zamykające książkę listy. Są one jakby hiobowym zwiastunem końca znanego normalnym ludziom świata. Mocne, poruszające.


Tutaj zwiastun filmu nakręconego na podstawie książki.

piątek, 18 sierpnia 2017

Moja hiszpańska przygoda - mój patronat :)



Milo mi poinformować, iż 17 września nakładem oficyny Amber ukaże się nowa książka Isabelle Broom, która będzie objęta patronatem mojego bloga.
Jestem przekonana, iż będzie to idealna lektura na kończące się powoli lato i jesienne słoty. 


Cudownie optymistyczna i bezwstydnie romantyczna opowieść wypełniona słońcem Hiszpanii i odrobiną tajemnicy
Lato w Hiszpanii z mężczyzną, w którym jesteś zakochana…
Czyż można o czymś więcej marzyć?
Ale uważaj na marzenia, bo mogą się spełnić!
Hannah Hodges nie może uwierzyć w swoje szczęście: dostała propozycję, o której nie śniła. Razem z kolegami ma przez miesiąc kręcić film dokumentalny w malowniczym andaluzyjskim miasteczku. Będzie mogła spędzać długie słoneczne dni z Theo, jej szefem (i wymarzonym facetem)! Jeśli tylko Tom (jej przyjaciel i kamerzysta) i Claudette (prezenterka i kompletna wariatka) przestaną psuć jej szyki…
A potem wszystko się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy zjawia się Nancy, przyrodnia siostra Hannah.
A cóż ona tu robi?
Czy choć raz w życiu Hannah nie może mieć jednego idealnego lata, bez żadnego dramatu?

wtorek, 15 sierpnia 2017

Skaza - Zbigniew Zborowski

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 3-/6
Recenzja mojego męża.

Liczyłem na coś więcej dużo więcej, tym bardziej, że recenzje innych osób są pełne zachwytów. Temat mocny i można było z niego wiele wyciągnąć.Niestety autor poszedł na łatwiznę.
Wszystko zaczyna się od znalezionych w mieszkaniu zwłok kobiety. Ofiara ma liczne rany kłute, leży w kałuży krwi. Śledztwo prowadzi podkomisarz Konecki, policjant po przejściach, zdołowany, pijący, sterany życiem wrak po załamaniu.
Tu autor sięgnął po motyw skandynawskiego, przeczołganego przez los gliny. Sięgnął i na tym koniec. Wykonanie wyszło umiarkowanie dobre. Jeżeli zapożycza się jakiś wzorzec, szkielet postaci z innej literatury, czy od jakiegoś autora, należy go czymś sensownym wypełnić. Zborowski wypełnił sieczką czasami poprzetykaną ciekawymi drobinami. I te drobiny ratują postać policjanta. Chociaż i tak jego bohater ani nie budzi sympatii, ani współczucia czy antypatii. Szczerze, to jest bez wyrazu, nawet jak pije na umów to też niezbyt przekonująco. Ale i tak jest najlepszy z całej książki.
Śledztwo prowadzone jest nieumiejętnie. Mało tego, jest ono nieinteresujące, brak sensownych czynności śledczych. Brak także ciekawych zwrotów akcji, brak niespodzianek. W wielu momentach fabuła po prostu nudzi.

Poza tym nadmiar wulgaryzmów. Nie wiem czemu miały one służyć. Chyba miały pokazać, jacy to policjanci twardziele.  
Jedyne co odrobinę przyciąga do lektury to opowieść rodziny Kochańskich, ciekawe retrospekcje w których podążamy śladami członków rodu. Dwutorowe prowadzenie akcji sprawdza się nie najgorzej. Ale i tak ta część książki ma wady. Jest chaotyczna, trudno się w wielu historiach, niuansach, kolejnych postaciach czy pokoleniach połapać.
Skaza to nie jest książka, która porywa, nie jest to nawet książka, które wciąga, czy zaciekawia na tyle, żeby sięgnąć po kolejny zapowiadany tom. Za kilka dni najprawdopodobniej nie będę pamiętał o czym była ta pozycja. 

Napis na okładce: Historia, która nie da Ci zasnąć przez kilka kolejnych nocy... jest bardzo dużą przesadą. Przy lekturze Skazy można przysnąć i to kilka razy.
Moim zdaniem na lekturę szkoda czasu. Jest tyle innych ciekawszych pozycji.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Kruk - Piotr Górski

Wydawnictwo Harper Collins, Moja ocena 3-/6
Mocny początek i dalej...raz gorzej raz lepiej. Niestety, ale tego gorzej jest więcej niż lepiej.
Książka napisana wg. zdartego schematu - on po przejściach, nieobliczalny w zachowaniu, daleki od posłuszeństwa policjant na przymusowym urlopie. Ona młoda, ambitna prokurator. Połączy ich zabójstwo i śledztwo w jego sprawie.
I niby schemat nie jest niczym złym, jeżeli postaci są dobrze nakreślone. Tu tego zabrakło. Nie są to co prawda złe kreacje, ale dobre też nie, ot tak poniżej przeciętnej.
Akcja jest i to bardzo prężna w niektórych momentach, a w innych z kolei tak ślamazarna, że szok. Pod tym względem to bardzo nierówna książka.
Rozwiązanie zagadki zbyt oczywiste, można się jej już domyślić w połowie książki. Czyli ma tu miejsce coś co nie powinno w kryminale mieć w ogóle miejsca. Na plus za to zasługuje podejście do tematy, motyw kary worka wysoce oryginalny.
Na plus zasługują także krótkie rozdziały, które sprawiają, iż akcja jest dużo sprawniejsza, bardziej dynamiczna. Takie rozdziały przypominają migawki filmowe.
Czyta się umiarkowanie dobrze, szybciej za to książkę się zapomina. Historia z pewnością niezła, miała potencjał, tylko trochę wykonanie nawaliło. Widać już po początkowych fragmentach, iż Kruk jest literackim debiutem autora. Jednak nie skreślam Piotra Górskiego, mam przeczucie, że kolejne książki będą coraz lepsze. Wszak każdy kiedyś zaczynał.
 

niedziela, 13 sierpnia 2017

Kartagina - Joyce Carol Oates

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5-/6
Niestety, ale Kartagina to jedna ze słabszych książek Oates, choć nie ukrywam, to nadal doskonała lektura. Jednak autorka przyzwyczaiła mnie do bardzo wysokiego poziomu i tego nieuchwytnego czegoś, czego Kartaginie niestety brakuje, a co np. miała Ofiara, że o innych książkach nie wspomnę.
Z pozoru książka traktuje o zaginięciu 19-letniej Cressidy Mayfield, członka wybitnej rodziny, młodszej córki byłego burmistrza tytułowej Kartaginy. Jednak jak się głębiej wczytać w treść, jest to opowieść o ludzkim wnętrzu i jego najprymitywniejszych odruchach oraz najgorszych cechach. Wśród nich prym wiodą zazdrość i egoizm. Innym wiodącym uczuciem jest w tej opowieści samotność. I jest to taka samotność wszechogarniająca przez duże S. Takiej samotności wielu z nas często doświadcza mimo obecności obok sporej grupy ludzi.
Opowieść jest podzielona na trzy bardzo wyraźne części. Każda z nich opowiada o innym etapie życia bohaterów. 

Pierwsza część to zapis życia przed zaginięciem Cressidy, tego co wydarzyło się bezpośrednio po jej zniknięciu i o jej poszukiwaniu. 
Druga część traktuje o tym, jak bohaterom żyło się po przekroczeniu granicy, którą bez wątpienia było zniknięcie Cressidy.
Trzecia część to opowieść o próbie życia mimo wszystko i odnalezienia w tym życiu miejsca dla siebie.
Każda z tych części jest inna, ma inne tempo, inny nastrój, inne spojrzenie na to samo wydarzenie. W każdej wydarzenia poznajemy z punktu widzenia różnych bohaterów.
Całość spojrzeń na daną kwestię jest niezwykle szczegółowo potraktowana. W wielu miejscach mamy wrażenie wręcz bycia w umyśle bohatera, bohaterki, utożsamiamy się z nim (nią) samym, śledzimy jego myśli. W kilku momentach jest to przerażające, a z pewnością dziwne.
Tak, jak na początku napisałam, to dobra książka i z pewnością warto ją przeczytać, ale... Oates znana jest z tego, iż w swoich książkach porusza niezwykle ważne tematy, takie, które mają znaczenie dla milionów osób. Nie inaczej jest i tym razem. I niby wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, iż w Kartaginie mamy za dużo grzybków w jednym barszczu. 

A już bez metafor...Oates poruszyła zbyt dużo ważnych problemów. Oprócz w/w zazdrości, samotności, egoizmu, pustki, pożądania mamy także do czynienia m.in. z efektem stresu pourazowego, pomocą rządu dla weteranów, małomiasteczkową dusznością, snobizmem i wieloma innymi kwestiami. Całość sprawia wrażenie bardzo chaotycznej, jakby autorka w jednej książce chciała znaleźć receptę na większość problemów. Przez to problemy ulegają spłyceniu i rozmyciu, a dodatkowo żaden z nich nie zostaje zaprezentowany w sposób, do którego przyzwyczaiła mnie pisarka. Trochę zmarnowany potencjał i brak puenty wieńczącej dzieło.
Mimo tego drobnego minusu polecam Kartaginę. To nadal doskonała lektura, stąd moja dosyć ( przy w/w niedociągnięciach) wysoka ocenam


Tutaj (klik) link do recenzji Ofiary, innej świetnej książki Oates 

sobota, 12 sierpnia 2017

Uwolnić niedźwiedzie - John Irving

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Uwolnić niedźwiedzie to pozycja, która powstała w 1968 roku i jednocześnie jest to debiut literacki Irvinga. Książka ta jest niczym swoisty nieoszlifowany diament.
W związku z tym, iż autor dopiero rozpoczynał swoja literacką karierę, na niektóre elementy należy w trakcie lektury przymknąć oko. Niemniej jest to najsłabsza książka Irving, ale i tak warto po nią sięgnąć. Dla miłośników twórczości tego pisarza pozycja obowiązkowa.
Treść jest zawiła, całkowicie irracjonalna, poplątana. Powiecie, jak to u Irvinga. Owszem. Ale w tym wypadku jest to jeszcze spotęgowane.
Sednem opowieści jest historia Graffa, studenta wiedeńskiego uniwersytetu, który oblał egzaminy. Jako remedium na tę dolegliwość zaserwował sobie..szaloną podróż motocyklem. Towarzystwo w tej podróży ma, a jakże. Jest nim przypadkowo poznany mechanik samochodowy-filozof, który staje się swoistym przewodnikiem bohatera. Udziałem obu męźczyzn będą niesamowite przygody. Jednych mogą one śmieszyć, innych dziwić. Należy jednak pamiętać, iż książka powstała w 1968 roku w innej zupełnie rzeczywistości, co znajduje odzwierciedlenie w treści.
Całkowicie kuriozalna jest scena uwalniania tytułowego niedźwiedzia z wiedeńskiego zoo. Majstersztyk, a jednocześnie zapowiedź tego, jak dalej będzie ewoluował talent i warsztat Irvinga.
Choć uwielbiam Irvinga i jego prozę, to nie ukrywam, iż niniejsza książka nie jest lekturą dla wszystkich. W zasadzie to lektura dla wyjątkowych fanów twórczości autora oraz ciekawskich, jaki był początkowy warsztat, styl pisania jednego z najwybitniejszych prozaików XX wieku. Polecam.



 Tutaj recenzje innych książek Johna Irvinga (klik).

czwartek, 10 sierpnia 2017

Książka z vege przepisami do wygrania :)



Mam do oddania w dobre ręce, tę o to książkę.
Znajdziecie w niej mnóstwo przepisów, głównie na jednogarnkowe potrawy vege.
Kilka z nich wypróbowałam i są doskonałe, na stałe wejdą do naszego menu.
Przyrządziłam Paprykas krumpli w wersji vege. Polecam :). Pycha. Za kilka dni będziemy całą rodziną wypróbowywać kolejny przepis. W planach na najbliższe dni mamy: czerwoną fasolkę w sosie chilli i bataty na słodko-ostro. Brzmi smakowicie.
Póżniej wypróbujemy potrawy z kaszami w roli głównej. Zajmują one sporo miejsca w książce, a kasze są często niedoceniane choć bardzo zdrowe. Ciekawie brzmią przepisy na : kaszotto z gruszką, grzybami i rukolą czy chilli, ananasem i orzechami.
Sporo miejsca autorka poświęca także potrawom z makaronami. Przepisy, które wpadły mi w oko to przepisy z warzywami, owocami, orzechami, z fetą, z mleczkiem kokosowym, makaron sojowy z suszonymi pomidorami i oliwkami.
Poza tym kuszą wszelakie strączkowe, które całą rodzina uwielbiamy. Np. cieciorka ze szpinakiem i serem feta, chłopska oszukana zupa z soczewicą i wiele innych.
14 przepisów jest przeznaczonych dla cukrzyków.
Książka pełna jest aromatycznych, prostych i niedrogich (co uważam za ważne) przepisów. Jestem przekonana, iż każdy czytelnik znajdzie dla siebie co najmniej kilka receptur.
Jeżeli ktoś z was marzy o tej książce, proszę o dodanie tu w komentarzach przepisu na ulubione danie wegetariańskie, tylko na Boga, niech to nie będzie przepis na sałatkę.  
Wygra 1 osoba, ta której przepis najbardziej przypadnie mi do gustu.
Konkurs trwa do 20 sierpnia br. do godz. 23.59.

środa, 9 sierpnia 2017

Dziecko ognia - S. K. Tremayne

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 2,5/6
Poprzednia książka Tremayne, Bliźnięta z lodu zachwyciła mnie, od lektury trudno było mi się oderwać. Bliźnięta na długo zapadły w moja pamięć, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Nic więc dziwnego, że po Dziecko ognia sięgnęłam z uzasadnioną nadzieją na dobrą lekturę.
Fabuła jest ok, z założenia ma to być thriller psychologiczny. Wspominając Bliźnięta.. liczyłam na mocne napięcie, ostro nakreślony wątek psychologiczny, mocne tło, wiszący w tle klimat niepokoju, obawy, która gdzieś tam się czai. I w sumie to było. Przynajmniej do polowy książki, bo tylko tyle udało mi się przeczytać. Pozostała część darowałam sobie, szkoda mojego czasu.
Dlaczego odłożyłam książkę na półkę? Z powodu grafomańskiego, koszmarnego, infantylnego stylu pisarskiego Tremayne.  
Od dłuższej chwili zastanawiam się, czy to autor zmienił jakoś styl pisania, czy zmienił się tłumacz. Nie przypominam sobie, żeby w przypadku Bliźniąt... był taki językowy koszmarek. 
Nie mam możliwości zajrzenia do Bliźniąt.. i sprawdzenia czy ta sama osoba była tłumaczem.
Nie zależnie do tego, co (kto) jest sprawcą takiej, a nie innej treści, książkę czyta się koszmarnie. Porównania, zdania bez składu i ładu, niegramatyczne, grafomańskie opisy. Makabra. 
Podam jeden przykład (...) fale psychopatycznie uderzają o klify.
Nikt mnie nie przekona, że to normalne porównanie. Autor dodatkowo gustuje w opisach krajobrazów, mroków, przyrody, i przenikającego to wszystko zła, niepokoju. W związku z tym takich porównań, kwiecistych i mega infantylnych opisów jest w książce bardzo dużo. Być może miały one za zadanie ukazać klimat książki, a także Kornwalii, w której toczy się akcja. Mnie jedyni zniesmaczyły.
Z pewnością (sądząc po pozytywnych recenzjach) są osoby, którym taki styl nie przeszkadza. Ja do nich nie należę.  W związku z tym dalszą lekturę sobie daruję.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Oczy Eugena Kallmanna - Hakan Nesser

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Nesser tym razem kryminalny, choć także mocno psychologiczno-obyczajowy. Niezależnie od tego, jaką książkę Nesser napisze, zawsze trzyma najwyższą formę. To mistrz łączenia różnorodnych gatunków literackich. Nie inaczej jest z Oczami....
Po raz kolejny pisarz pokazał, iż życie nigdy nie jest takim, jakim nam się wydaje i genialnie oddał psychologiczną głębię i wymowę powieści oraz ukazał, iż nawet za najbardziej makabryczną zbrodnią kryje się coś więcej, dużo więcej. Dodatkowo owa makabryczna zbrodnia wcale nie musi oznaczać rzezi czy zbiorowego morderstwa. Może być ona zupełnie czym innym.
Celowo nie napiszę nic o treści książki, ponieważ po pierwsze nie bardzo wiem, jak miałabym to zrobić bez spojlerowania, a po drugie fabuła jest skomplikowana (choć na pierwszy rzut oka taką się nie wydaje), wielowątkowa, wielowarstwowa i zmusza do uruchomienia sporej liczby szarych komórek w trakcie lektury.
Autor po raz kolejny pod płaszczykiem zbrodni i niewielkiej tajemnicy prezentuje dużo, dużo więcej.
Historia (z pozoru bardzo błaha, wręcz banalna) rozgrywa się w 1995 roku w niewielkim szwedzkim miasteczku. Nesserowi należą się gorące brawa za bardzo ciekawe i drobiazgowe nakreślenie realiów takiej społeczności. W ogóle skandynawska (a szwedzka w szczególności) literatura lubuje się w opisach społeczeństwa, ukazaniu postaci, szczegółowej wiwisekcji charakterów i przeszłości. Autor Oczu... jest nieodrodnym skandynawskim psiarzem. Jego bohaterowie są świetnie nakreśleni, ich przeszłość ukazana bardzo drobiazgowo. Podobnie z wpływem przeszłości na bieżące wydarzenia i samo rozwiązanie zagadki.
Historię, która niespodziewanie w ekspresowym, jak na skandynawskie warunki tempie ewoluuje, poznajemy z punktu widzenia różnych osób. Daje to nam możliwość pełniejszego poznania wydarzeń.
Dodatkowo sporą porcję wiedzy pozyskujemy z pamiętnika, który przed swoją zagadkową śmiercią pisał tytułowy Eugen Kallmann, nauczyciel języka szwedzkiego w szkole w mieścinie, w której toczy się akcja. Gdy bohaterowie książki zagłębiają się w tajemnicze zapiski Kallmanna wydaje im się, że mają przed sobą wszystkie elementy układanki i klucz do rozwiązania tajemnicy. Nie wiedzą, jak bardzo się mylą.
Zakończenie książki zaskakuje i to bardzo. Co ciekawe, zakończenie książki absolutnie nie jest rozwiązaniem zagadki. Samą tajemnicę rozwiązujemy dużo wcześniej, a książka kończy się....tego nie zdradzę. Nan tylko nadzieje, że całość przypadnie wam do gustu. Nie oceniajcie Oczu... przed przeczytaniem zakończenia.

Gorąco polecam, przez cały czas lektury towarzyszył mi wewnętrzny niepokój i mocno wyczuwalny nastrój grozy. Warto dać książce szansę, choć jestem przekonana, że nie wszystkim ona przypadnie do gustu. Nie jest to bowiem typowy kryminał, ani typowa powieść obyczajowo- społeczna. To jest po prostu Hakan Nesser. 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Stajnia w Pieńkach. Spalone mosty - Izabela Frączyk

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 4,5/6
Spalone mosty to 2. tom serii Stajnia w Pieńkach. 

1. tom recenzowałam tutaj.
W 2. tomie śledzimy dalsze losy bohaterów z wcześniejszego tomu. Jednak dodatkowo autorka wprowadza do fabuły kilka nowych postaci.
Główną bohaterką ponownie jest Magda, która wraz z siostrą w 1. tomie w spadku niespodziewanie otrzymała (moje marzenie) stadninę z końmi. Zarówno w stadninie, jak i okolicy dzieje się oj dzieje. Wszak życie w maleńkich Pieńkach ma swoje prawa i tempo no i swoich kuriozalnych, różnorodnych bohaterów.
Może sama fabuła nie jest jakaś bardzo skomplikowana i wyrafinowana, ale jako czytadło oba tomy Stajni w Pieńkach sprawdzają się idealnie - dla zabicia czasu, na poprawę humoru i w wielu innych sytuacjach.
Co istotne, opowiadając perypetie Magdy i jej otoczenia, pisarka unika takiego słodkiego, infantylnego pitu pitu (jak ja to nazywam), nie snuje sielskiej, anielskiej, bezproblemowej wizji życia w stadninie, spełnienia marzeń. Wręcz przeciwnie. Los Magdy nie oszczędza i to w każdym tego słowa znaczeniu. Tak było w tomie 1. tak jest i w 2. Co nie znaczy, iż na bohaterkę spada nie wiadomo jak duża ilość nieszczęść. Nic z tych rzeczy. Pisarce wszystko udało się wybalansować, uniknąć przesady w którąkolwiek ze stron. 
Wiele czytelniczek w problemach Magdy, czy to uczuciowych czy na płaszczyźnie zawodowej odnajdzie te podobne do swoich. To dobrze, gdy czytelnik choćby w pewien sposób może utożsamiać sie z bohaterem. 
Izabeli Frączyk udało się świetnie oddaje klimat miejsc, w których rozgrywa się akcja. W trakcie lektury wielokrotnie miałam ochotę spakować się i wyjechać szukając tego właśnie miejsca. To jeden z atutów książki. Kolejnym jest lekki styl, którym operuje Izabela Frączyk. Sprawia to, że książkę czyta się bardzo szybko i ze sporą przyjemnością.
Całość okraszona sporą porcją humoru i lekkim wątkiem kryminalnym. Czyta się doskonale. Polecam,

Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce - Mariusz Urbanek

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5/6
Recenzja mojego męża.
Mariusz Urbanek, to obecnie bez wątpienia jeden z najlepszych autorów biografii, dopracowanych, świetnie napisanych, bogato udokumentowanych. Każda kolejna jego książka to pewny bestseller.

Nic więc dziwnego, iż książka Makuszyński O jednym takim któremu ukradziono słońce zainteresowała mnie gdy tylko pojawiła się na półce nowości w księgarniach. 
Bohater Urbanka, to autor najpoczytniejszych książek dla młodych czytelników, ojciec Koziołka Matołka. Jego twórczość znają w zasadzie wszyscy. Jego samego - prawie nikt.
Urbanek próbuje to zmienić.
W książce podaje wiele arcyciekawych i nieznanych dotąd fakt.ów, które świadczą o tym, iż Makuszyński był niezwykłym, wyprzedającym swoja epokę człowiekiem. Świadczą o tym przede wszystkim jego książki tworzone w czasie, gdy awanturnicze książki tworzono tylko dla chłopców i oni także byli ich bohaterami. Autor Szaleństw panny z mokrą głową zachowywał się inaczej, nowatorsko.
Mimo, iż bohaterkami wielu jego książek były kobiety, dziewczęta, podlotki, a kolejne żony pisarza były wspaniałymi, mądrymi, zdolnymi kobietami, sam Makuszyński znany był ze swojego antyfeminizmu.
Jak twierdzi Urbanek, z jego bohatera, szybko wyglądającego jak podtatusiały wujek, wychodził mizogin, którego nie dało się opanować.
Ale to nie jedyna sprzeczność w naszym bohaterze. Mimo, iż tworzył dla dzieci, dzieci nie lubił. Ot kolejny paradoks. A jest to dopiero początek sprzeczności w Makuszyńskim, jego mniejszych i większych wad. O innych przeczytacie w książce.
Biograf opowiada naprzemiennie o życiu i twórczości autora Awantury o Basię. Co istotne, porusza kwestię nie tylko tych znanych dzieł Makuszyńskiego i historii ich powstania. Urbanek opowiada o całym jego pisarza, twórczości, a zaczyna od pierwszych, może trochę grafomańskich wierszy, które Kornel tworzył od 11. roku życia.
Ważnym jest, iż Urbanek twórczość Makuszyńskiego miesza z życiem pisarza, a to wszystko umieszcza na tle burzliwej epoki, w której przyszło mu żyć i tworzyć. Szczególnie jest to ważne w rozdziale Żydki, żydy, żydzięta.. w kontekście sytuacji w jaka miała miejsce wtedy w Polsce. Ale nie tylko o ten rozdział chodzi. Opowieść o Makuszyńskim to miks ciekawych, nieznanych faktów, elementów socjologiczno-psychologicznych, wtrętów o ówczesnym życiu, a to wszystko otoczone ciekawymi wtrętami historycznymi.
Po książkę bez wątpienia warto sięgnąć. Nie jest gruba, jak wcześniejsze biografie autorstwa Mariusza Urbanka, ale warta przeczytania. Jednak ostrzegam, po lekturze nic nie będzie takie samo, a Twórca Szatana z siódmej klasy z pewnością nie pozostanie w pamięci, jako przemiły, cudowny człowiek.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Majorka w niebieskich migdałach - Anna Klara Majewska

Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena 3,5/6
Majorka w niebieskich migdałach to 3. tom serii majorkańskiej (jak roboczo te książki nazwałam). Jest to także kontynuacja losów bohaterów z tomu 1. i 2. I teraz mam zagadkę, jak nakreślić (choćby schematycznie) fabułę tomu 3. bez spojlerowania.
Tego tomu niestety nie czytało mi się tak dobrze, jak dwóch poprzednich. Bohaterka znana z poprzednich części i bardzo przeze mnie lubiana tym razem jawi mi się, jako marudna baba.
Niby ma poukładane życie, ale...
Magda maksymalnie mnie denerwowała swoimi poczynaniami. Kilkakrotnie miałam ochotę nią porządnie potrząsnąć.
Oprócz szukania przysłowiowej dziury w całym w życiu prywatnym, prób ogrywania się na mężu irytowało mnie także narzekanie na wszystko, co polskie.
Atutem książki są z pewnością majorkańskie klimaty, których w 3. tomie nadal jest pełno oraz poczucie humoru.
Książka to z pewnością nadal afirmacja Majorki, negacja wszystkiego, co polskie i z Polską związane, ale także sympatyczna komedia pełna gagów.
Do lektury zachęcam, chociaż nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Ot lekka, infantylna lektura na lato.A spodziewałam się czegoś więcej.

sobota, 5 sierpnia 2017

Rok na Majorce tomy 1, 2 - Anna Klara Majewska

 Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena obu tomów 5/6
Autorka (znana mi już z innych książek) opowiada historię Magdy, kobiety po 30-tce i po przejściach, z przeszłością:), która zmuszona zawirowaniami losu i chęcią zerwania z dotychczasowym średnio udanym życiem, postanawia zmienić w nim wszystko. Magda opuszcza wiedeńskie mieszkanie, syna wysyła do Warszawy do mamy i rusza na podbój słonecznej, magicznej wyspy, jaką jest Majorka. Na miejscu kobieta wynajmuje dom, wyszukuje doskonałą szkołę dla syna, zakłada firmę, 
znajduje nowych znajomych. To wszystko przy opisach wspaniałej wyspy i w towarzystwie wielu przygód oraz niespodzianek, których los kobiecie nie szczędzi. 

Niby banał, fakt, ale za to jak opowiedziany. 
Majewska stworzyła przezabawną, sympatyczną, słoneczną niczym Majorka opowieść, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością, zwłaszcza, gdy na sercu ciężko, a za oknem np. deszcz. Pod tym względem oba tomy będą idealna lekturą nie tylko na letnią kanikułę, ale także na jesień, czy zimę. 
Rok na Majorce, to książką, która zdecydowanie poprawia humor i pozwala spojrzeć na wiele własnych problemów z pewnego dystansu. Ogromnym plusem powieści jest język, jakim Majewska się posługuje oraz to coś zawarte w treści, co pozwala w trakcie całej lektury czuć się, jakbyśmy uczestniczyli w przygodach kogoś bliskiego, kogo darzymy sympatią.
Powrót na Majorkę to 2. tom "majorkańskiej trylogii", jak roboczo nazwałam ten cykl. Jest to także kontynuacja losów bohaterów z tomu 1. I teraz mam zagadkę, jak nakreślić (choćby schematycznie) fabułę tomu 2. bez spojlerowania.
Początek książki to perypetie głównej bohaterki w Warszawie.Tego, czy powrót do Polski był dobrą decyzją, jakie są odczucia Magdy nie zdradzę. Napiszę tylko, iż ten tom jest bardziej emocjonalny od wcześniejszego. Mimo, iż bohaterka przebywa w Polsce, nadal odmalowuje przed nami wiele wyspiarskich krajobrazów i szczegółów, na które składało się jej poprzednie życie. Co się będzie działo dalej? 

Gorąco  zachęcam do lektury obu tomów serii. Każda z książek nasączona jest Majorką od pierwszej do ostatniej strony. Nawet w drugim tomie, gdy bohaterka przebywa w Polsce, ciągle widzimy na kartach książki białe domki, cytrusowe sady, błękit morza, niespiesznie żyjących ludzi, miasteczka posiadające tak unikalny urok i wiele innych drobiazgów.
Brawa dla autorki za to, iż nie stworzyła kolejnej ckliwej, lukrowanej, infantylnej opowieści, jakich na rynku wiele, a z głównej bohaterki nie uczyniła bohaterki, którą mam ochotę potrząsnąć. Jej Magda to kobieta zdecydowana, uparcie dążąca do celu. Brawo.
Ponieważ autorka pewnych wątków nie opowiedziała (moim skromnym zdaniem) do końca, liczę, iż szybko napisze kolejna część przygód głównej bohaterki i jej przyjaciół. Czekam niecierpliwie.
Natomiast każdego, kto jeszcze nie czytał serii Rok na Majorce, gorąco zachęcam do lektury.Ja lada moment sięgam po tom 3.