Strony

środa, 30 września 2015

O jeden ląd za daleko - Jarosław Fischbach

Dom Wydawniczy PWN, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra lektura, która można czytać fragmentami, dawkując sobie, w dowolnie wybranym czasie. 
Jej autor Jarosław Fischbach zaprasza do niezapomnianej podróży przez pustynie, puszcze, góry, morza i rzeki. Akcja książki rozciąga się na niebagatelny okres czasu liczący trzydzieści cztery lata. Przez taki okres autor wraz z najbliższymi, rodziną i znajomymi przemierzał szlaki całego bez mała świata. Zwiedził m.in. większą część Ameryki Południowej, Afryki, Azji i Europy. Często jego celem były miejsca nieznane, nieatrakcyjne dla innych podróżników albo takie, do których trudno dotrzeć.I te aspekty (jak wynika z treści książki) były dla Jarosława Fischbacha najważniejsze, najcenniejsze.
W książce opisuje między innymi swoje przygody w Andach, Himalajach, na Kilimandżaro, w Pantanalu, na Ziemi Ognistej, jeziorze Titicaca, a także na nieistniejących już rozlewiskach Tygrysu i Eufratu oraz w wielu miejscach, których już nie ma ze względu czy to na działania natury, czy ingerencję człowieka, ew. zmiany geopolityczne. 
Jedną z najbardziej fascynujących historii autor przeżył jednak tuż obok własnego domu, płynąc Skrwą Lewą, rzeką, która oddziela Mazowsze od Kujaw, odwiedzając wiele wspaniałych miejsc w Polsce. To dowodzi, że arcyciekawe podróże wcale nie muszą być dalekie i kosztowne. Często blisko domu, na wyciągnięcie ręki znajdują się miejsca ciekawe, unikalne, fascynujące. Wystarczy rozejrzeć się, poszukać, zadać sobie trochę trudu, po prostu chcieć.
Fischbach używa ciekawego języka, opisuje wiele niesamowitych miejsc, wplata w opowieści ciekawostki, anegdoty, różne dane. Swoistym ubarwieniem są opisy przyrody, kuchni danego regionu, miejsca, kontaktów z tubylcami. 
A swoistą wisienką na tym podróżniczym torcie są liczne zdjęcia obrazujące piękno i niezwykłość miejsc, jakie miał okazję odwiedzić podróżnik.

Niezwykle cennym jest także wplatanie w opowieści losów Polaków, których mniejsze lub większe skupiska rozsiane są po całym globie.
Książka podzielona jest na części, ale nie wg. krajów czy kontynentów (a taki podział nasuwa się większości czytelników automatycznie), a zgodnie z rodzajem odwiedzanych miejsc -  pustynia, puszcza, woda i góry. 
Książka dla każdego, książka, która ukazuje, jak w najmniej sprzyjających okolicznościach, czasach, okresie, gdy dana rzecz wydaje się niemożliwa do spełnienia (podróżowanie Fischbacha rozpoczęło się w PRLU-u) spełniać swoje marzenia.
 

Zapowiedź

Debiutancka powieść Zbigniewa Białasa Korzeniec, a następnie zrealizowany na jej podstawie spektakl teatralny, który zagościł nawet w TVP, ugruntowały jego pozycję na polskiej scenie literackiej.

7 października ukażą się Tal oraz Korzeniec – wersja ilustrowana.


 W Drugiej Rzeczpospolitej dwa procesy wstrząsnęły opinią publiczną: „sprawa Gorgonowej” oraz zagadkowa „sprawa Grzeszolskiego”. Tal jest pierwszą współczesną próbą rekonstrukcji zdumiewających wydarzeń, które doprowadziły do wielu osobistych tragedii i do kompromitacji 
 sądownictwa, mimo że nie wiadomo do dziś, czy w ogóle popełniono zbrodnie przypisywane oskarżonemu. Sosnowieccy intryganci, śmiertelna trucizna z Katowic, warszawski as palestry i przytulny krakowski hotelik…  Tal to prawdziwa mieszanka wybuchowa.



29-go czerwca 1913 roku, na nasypie kolejowym w centrum Sosnowca znaleziono ciało pozbawione głowy i na podstawie dokumentów, które korpus wciąż posiadał w wewnętrznej kieszeni marynarki ustalono, że zwłoki należą do niejakiego Alojzego Korzeńca… Ale czytelnik nie trzyma w dłoniach kryminału-retro. Korzeniec jest raczej powieścią historyczno-obyczajową z wyraźnym wątkiem sensacyjnym. Polacy, Niemcy, Żydzi, Rosjanie. I miasto. Możliwe, że głównym bohaterem jest samo miasto. Sosnowiec – tygiel kultur – w przededniu wybuchu Pierwszej Wojny Światowej okazuje się przestrzenią sekretów i zakamarków; miastem z podszewką; miastem ukrytych pasji i motywacji. 

Antropologia wojny - Ludwik Stomma

Wydawnictwo Iskry,  Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Ludwik Stomma to autor, którego felietony miałem okazję wielokrotnie czytać. Tym razem pisarz zabiera nas w  wielowątkowy świat, gdzie rządzą historyczny esej i wojna we wszelkich jej przejawach. 
Autor  ukazuje dzieje i miejsce konfliktów zbrojnych w historii ludzkości. Jak twierdzi Stomma wojna, w ogóle wszelkie zbrojne, siłowo rozwiązywane konflikty, stały się na przestrzeni wieków integralną częścią historii i ludzkiego postępowania, życia. Co za tym idzie, wojny wpływają na rozwój świata, na zmiany w nim zachodzące. Z tego też powodu Stomma postanowił spojrzeć na wojny z punktu widzenia antropologa.
Początkiem jego opowieści, felietonów są konflikty zbrojne z okresu rycerstwa, etos rycerza, strategia walk. A następnie wszystko co z zagadnieniami walk związane od uzbrojenia poprzez analizę ważniejszych bitew, wojen do czasów nam współczesnych włącznie.
Czytamy o tym, jak na przestrzeni wieków powstawała i ewoluowała swoista tradycja prowadzenia wojen, zawiązywania koalicji, zwyczajów, gdzie najdłużej i uzasadnienie trwał wojenny konserwatyzm, a gdzie szybko i z sukcesem przebijała się nowoczesność. 
Ponieważ spojrzenie na wojny z punktu widzenia badacza antropologa pozwala Stommie na inne spojrzenie na tę tematykę, autor przedstawia wiele aspektów z niezwykle ciekawej strony, obala wiele narosłych na przestrzeni lat mitów, krytykuje, analizuje, ukazuje to na co jego zdaniem warto zwrócić uwagę.
Każdy felieton zawiera wiele cytatów ze znanych dzieł, znanych pisarzy, jak chociażby Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej, Lwa Tołstoja, Aleksandra Dumasa. Są one umiejętnie wplecione w opowieść. Swoistą ozdobą książki są także ironiczne, często sarkastyczne uwagi felietonisty.
Antropologię wojny czyta się lekko, choć nie ukrywam, każdy felieton wymaga skupienia i pewnej analizy. Jest to książka ciekawa, zawierająca wiele ciekawostek, anegdot, ukazująca sporo znanych zagadnień z zupełnie innej strony. Nie jest to jednak książka historyczna, naukowa, lecz warte przeczytania, dostarczające rozrywki i wielu pytań subiektywne spojrzenie na rozwój, przebieg i sens wojen na przestrzeni wieków.

wtorek, 29 września 2015

Młodość - Paolo Sorrentino

Wydawnictwo Rebis, Moja ocena 5,5/6
W maju premierę w Cannes miał doskonały (jak wynikało z wielu recenzji) film Paolo Sorrentino Młodość. Podobno absolutnie genialny, wymykający się jakimkolwiek ocenom. Kino najwyższej klasy. 
Nic więc dziwnego, że w momencie, gdy tylko ukazała się w zapowiedziach książka, która powstawała równocześnie z kręceniem filmu, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Książka opowiada oczywiście tę samą historię, którą można poznać w filmie. Generalnie do zbeletryzowanych scenariuszy filmowych podchodzę z dystansem, niekiedy nie jest to dobra twórczość. W tym przypadku było inaczej. Książkę liczącą niespełna 200 stron, czyta się doskonale, szybko, z uśmiechem na ustach. Rozdziały są krótkie, niczym stop klatki filmowe. Niesamowici bohaterowie, pełni uroku starsi panowie dwaj w akcji i wiele, wiele innych niebanalnych postaci. Jeden ze wspomnianych przyjaciół to emerytowany kompozytor i dyrygent Fred Ballinger, drugi - reżyser filmowy Mick Boyle. Wielka ponadczasowa męska przyjaźń, której jednym z sekretów jest rozmawianie tylko o rzeczach przyjemnych. W tle alpejski kurort i ośrodek spa skrzyżowany z sanatorium dla bogatych, wzruszenie obok powagi, sprawy serio obok śmiesznych, wspominanie przeszłości obok spoglądania w przyszłość. 
Przyglądamy się kolejnym dniom starszych panów, wraz z nimi śledzimy poczynania gości kurortu - uprawiających seks sąsiadów, plotkujące kobiety, robione przy kolacji zakłady pieniężne.
A do tego celne oko, elementy groteski i niesamowite dialogi. No i zakończenie..majstersztyk. To jedyny minus oglądania filmu i czytania powieści/zbeletryzowanego scenariusza. Dobrze, że u mnie w kinie film będzie można obejrzeć dopiero pod koniec listopada. Może trochę zapomnę o tym, co przeczytałam w książce?
Film (jak to film) ma nad książką jedyną przewagę. Są nią dźwięki i obrazy, wg. wielu recenzji genialnie wkomponowane w treść. Jak ja je odbiorę, okaże się po wyjściu z kina.
Niezależnie od tego, czy najpierw obejrzycie film, czy przeczytacie książkę, jestem przekonana, iż przy jednym i drugim będziecie się rewelacyjnie bawić. Warto jak podejrzewam iść do kina, z pewnością warto przeczytać książkę. 

poniedziałek, 28 września 2015

Krwawy doping - Maribel Medina

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 4/6
Książka inna niż na początku sądziłam. Nie ukrywam, pierwsze kilka rozdziałów umiarkowanie ciekawych. Może nie nudna, ale jakaś taka..letnia.  Akcja początkowo rozgrywa się w kilku miejscach, bohaterowie są różni. Mamy wiec sportowców, tych, którzy sportowcami chcą dopiero zostać, wielkie szychy w sporcie, ale także agenta Interpolu, świat walk i seksu. Powiązania tych tematów są bardzo luźne. 
Wszystko się zmienia mniej więcej po 1/3 książki. Jeden z głównych bohaterów (agent Interpolu) Thomas Connors, odbiera telefon od dawnej ukochanej, która po wielu latach jakie minęły od ich spotkania, prosi go o pomoc w sprowadzeniu do Irlandii zwłok córki, młodej lekkoatletki, zmarłej nagle z ośrodku sportowym w Les Diablerets w Szwajcarii. Męźczyzna spełnia prośbę dawnej kochanki i wraz ze zwłokami jej córki wraca do ich miejscowości rodzinnej, z której wyjechał wiele lat temu w tajemniczych okolicznościach. Następują spotkania i rozliczenia po latach, które choć częściowo oczyszczające, w sumie nie przyniosą nic dobrego.
Pewnego dnia do Thomasa odzywa się poznana w Szwajcarii lekarka sądowa Laura Terraux. Jej uwagę  zwraca seria niezwykle podobnych, niewyjaśnionych zgonów. Sprawa z każdym dniem, albo można powiedzieć...z każdymi kolejnymi zwłokami, jeszcze bardziej się komplikuje.
Patolog i agent Interpolu wspólnie rozpoczynają śledztwo, które doprowadza ich do mrocznego świata dopingu i nielegalnego handlu lekami. I tu następuje najciekawsza część historii.
Autorka bardzo obrazowo przedstawia świat wielkiego sportu, a co za tym idzie świat wielkich, ogromnych pieniędzy i wszystko co z nimi związane. Mamy więc zmagania sportowców, którzy rywalizują nie tylko na oczach widzów, czy na treningach. Mamy pot i łzy ludzi połączone z marzeniami i wieloletnimi wyrzeczeniami. Z drugiej strony mamy nie wdzięcznych trenerów czy menagerów, a świat tak okrutny i pozbawiony jakichkolwiek skrupułów, że aż to przeraża. 
Książka pełna mrożących krew w żyłach momentów, pełna brudu, zakulisowych rozgrywek, bezwzględności w każdej postaci. Do tego wielkie pieniądze, seks, władza.  
Tak jak napisałam na początku, pierwsza część książki umiarkowanie dobra, druga część dobra, nawet momentami bardzo dobra, końcówka rewelacyjna. 
Generalnie książkę mimo niezbyt obiecującego początku, czytało mi się bardzo dobrze. Ogromnym plusem jest poruszana tematyka. Sprawy, o których pisze Medina są z reguły zamiatane pod przysłowiowy dywan, albo (to najczęściej) w ogóle o nich nie wiemy. Dobrze, że znalazł się ktoś, kto ten temat i swoją ogromną wiedzę w tej kwestii (rzuca się w oczy, iż autorka zna świat sportu od podszewki) przelał na karty książki.

sobota, 26 września 2015

Moja walka 2. - Karl Ove Kanusgard

Wydawnictwo Literackie, Bez oceny....
Męczyłam 2. tom i męczyłam i męczyłam, bowiem lekturę rozpoczęłam ponad 2 miesiące temu. W ten weekend zaparłam się i powiedziałam - musisz skończyć czytać.  I nie chodzi absolutnie o rozmiar książki, chociaż 748 stron to sporo. Ważniejszą rolę odgrywa w tym przypadku treść, sens, wymowa, przesłanie książki. Ale po kolei. 
Moja walka liczy 6 tomów. 1. przeczytałam, uczucia miałam mieszane. Byłam ciekawa, co znajdzie się w tomie kolejnym.  
Karl Ove Knausgård napisał niby zwykłą, a jednocześnie niezwykłą (co nie znaczy, że dobrą) bio­gra­ficz­ną po­wie­ść, którą zy­skał mię­dzy­na­ro­do­wą sławę i… nie­na­wiść człon­ków wła­snej ro­dzi­ny. Kilkoro kuzynów, wujków etc wytoczyło mu nawet procesy o zniesławienie. Wyobraźcie sobie, jaka musi być treść książki, skoro sam autor zdaje sobie sprawę z tego, czym jest i tak o tym pisze:
 (...)Wysłałem wydruk do wszystkich, o których pisałem. Niektóre zastrzeżenia rozważyłem, tego, co zostało, nie łagodziłem. Ale i tak to, co zrobiłem, jest niemoralne i pozbawione empatii. Nie można ranić, upokarzać innych(...) 
Pierwsze co uderzyło mnie rok temu w trakcie lektury 1. tomu, to brutalność i smutek. Moja walka jest niesamowicie smutna, ostra, pozbawiona jakiegokolwiek wyciszacza, czegoś co odrobinę wygładziłoby trudną, bolesną, ostrą treść. Opisuje dokładnie swoje dzieciństwo, problemy z jakimi borykali się jego najbliżsi, rodzinne awantury, święta, poszczególnych członków rodziny, szkołę. Wiele poruszających opisów znajdziemy w 1. tomie Mojej walki. Ot chociażby alkoholizm ojca, który nie trzeźwiał przez x czasu i umarł w brudnej walącej się chałupie, obsikany, wśród spleśniałego jedzenia, robaków, a wódkę cały czas donosiła mu matka, czyli babka autora wspomnień etc. Czyli nie owijając w przysłowiową bawełnę, opisuje to wszystko, co go ukształtowało, co sprawiło, iż jest człowiekiem jakim jest.
W tomie 2. autor poszedł dalej. Dalej, ale w czym? Bo na pewno nie w udoskonaleniu pióra, stylistyki. Jego warsztat pisarski..najdelikatniej to ujmując..pozostawia sporo do życzenia. Norweg posunął się jeszcze dalej w swoistej wiwisekcji, rozkładzie psychicznym, emocjonalnym swojego życia, ale także życia najbliższych - syna, żony..bez ogródek pisze o swoich relacjach z ludźmi i to także o tych najbardziej intymnych. Sporo miejsca poświęca żonie, małżeństwu, trudom budowania związku dwojga ludzi, swoim niedociągnięciom w roli ojca. 
W treści 2. tomu Mojej walki, autor ma 40 lat. Na pewno wystarczająco żeby zdobyć pewien bagaż życiowych doświadczeń, zgromadzić w bliższym lub dalszym otoczeniu grupę ludzi, których kocha, lubi, nienawidzi. Spora grupa tych osób zasiedla karty tego tomu. Po lekturze  nie dziwię się, iż większość osób nienawidzi go i zerwała z nim kontakty. 
Nie wiem, czy te tomy miały być swoistą psychoterapią, czy spowiedzią, a może po prostu autor chciał zarobić sporą sumę i zaszokować czytelników. Niezależnie od tego, jaki był powód sięgnięcia po pióro, jestem pewna, iż cel został osiągnięty. Chociaż uważam, iż Knausgård zbyt wiele opisał. Momentami trąci mi to trochę może nie tyle zagraniem pod publikę, pod czytelnika, co chęcią stworzenia czegoś wyjątkowego, szokującego, oburzającego, zapisania się w pamięci. To na pewno autorowi udało się. Aczkolwiek do pisarza przez duże "P" bardzo wiele mu brakuje.
Nie potrafię też zrozumieć sukcesu, jaki ta 6-tomowa seria ekshibicjonistycznych wynurzeń osiągnęła na świecie. Każdy tom liczy ponad 500 stron. Nie wiem czym ludzie się kierowali kupując kolejne tomy. Ja po lekturze 2. tomu spasuję. Mam bowiem uzasadnione podejrzenie, iż każdy kolejny tom będzie jeszcze bardziej ekshibicjonistyczny, jeszcze bardziej chory..bo jak inaczej to nazwać.

czwartek, 24 września 2015

Mennica - Mateusz M. Lamberg

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Bardzo dobry, ba nad podziw dobry kryminał. Dlaczego piszę nad podziw? A dlatego, że przez pierwszą powiedzmy 1/4 książki nic, ale to absolutnie nic, nawet w najmniejszym stopniu nie zapowiadało, iż Mennica okaże się tak doskonałą lekturą. 
Mateusz M. Lamberg to autor, o którym wcześniej nie słyszałam, chociaż niniejsza książka jest 3. z serii. Nieznajomość poprzednich dwóch tomów absolutnie nie przeszkadzała mi w pochłanianiu Mennicy i wczuciu się w akcję, gdy już przebrnęłam przez te kilkadziesiąt pierwszych, niezwykle spokojnych stron. Te pierwsze rozdziały chociaż w pełni kryminalne (bo i trup się znajdzie, trzy tajemnicze szkielety i inne przestępstwo) to nie mają jakiejś zawrotnej akcji. Ot wszystko rozgrywa się powoli, spokojnie. O ile oczywiście w przypadku takiej fabuły jest to możliwe. 
Póżniej wszystko nabiera przyspieszenia, jakby ktoś włączył turbodoładowanie i tak już pozostaje do końca książki. 
Trudno coś więcej napisać o fabule. Mennica to niebanalna pozycja, wielowątkowa, z arcyciekawymi bohaterami, którzy mają tak pogmatwane życie prywatne, iż cudem jest, że nie wpływa ono w żaden większy sposób na prowadzone przez nich śledztwa. Zdrady małżeńskie, problemy psychologiczne, zagubienie, wypalenie zawodowe, brak kontroli nad emocjami, to i wiele innych spraw jest na porządku dziennym w życiu mennicowych policjantów. Trzeba przyznać, iż Lamberg stworzył niezwykle ciekawą, barwną i niebanalną galerię stróżów prawa. Niektórych z nich lubi się od razu, innych wręcz przeciwnie. Jednak na pewno wobec żadnego z nich nie pozostanie się obojętnym. Dodatkowym ich atutem jest sposób działania. prowadzą dochodzenia w sposób nieszablonowy, spektakularny, ala amerykańska ulica, ala film sensacji. Nie istotne jest dla nich nw danym momencie prawo, niezbyt ważne przepisy, procedury, dokumenty do wypełnienia. W sumie, tak powinna działać policja..policja marzeń. 
No i zagadka kryminalna, która jest kwintesencja powieści, zagadka, która wyprowadzi większość czytelników w przysłowiowe pole.
Mateusz M. Lamberg stworzył mistrzowski kryminał. Mennica sprawiła, iż wpisuję nazwisko tego autora na moją listę kryminalnych mistrzów i już szukam wcześniejszych dwóch tomów serii. Świetna, niebanalna lektura, gorąco polecam. 

 

środa, 23 września 2015

Nieznajomy mąż - Holly Peterson

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4/6
Nieznajomego męża wydawca reklamuje, jako nową książkę autorki bestsellerowego Niańka - porywającą powieść o miłości i nauce wiary we własne siły. Niańka nie czytałam, twórczości Holly Peterson nie znam, ale postanowiłam zaryzykować. 
Bohaterką jest Allie Crawford, kobieta zdawałoby się szczęśliwa, spełniona. Ma u boku kochającego męża, pracuje we wspaniałej firmie, ma piękne mieszkanie w Nowym Jorku. Podczas jednego z przyjęć Allie znajduje męża w garderobie z bardzo atrakcyjną kobietą. Chyba większości z nas nasunęłoby się automatycznie jedno skojarzenie. Nie inaczej jest z naszą bohaterką. Jakie jest więc jej zdziwienie, gdy kobieta uprzejmie jej się przedstawia i twierdzi, że chodzi o coś zupełnie innego, ale nie może zdradzić o co i prosi żeby Allie jej zaufała. 
Nie ukrywam, początek książki czytałam z mieszanymi uczuciami. Historia, którą snuje w pierwszych rozdziałach Peterson, zdaje się być sztampowa i wyeksploatowana do bólu. Jednak z każdą kolejna stroną akcja się zagęszczała, tworzyła się intryga, a wszystko co otacza główną bohaterkę zdawało się być niesłychanie skomplikowane, ulotne i nie takie, jak ona to sobie wyobrażała. Na dodatek okazało się, że banalna z pozoru przeszłość jest w stanie zaważyć na przyszłości.
Trudno jednoznacznie napisać, o czym jest Nieznajomy mąż. To skomplikowana mająca wiele wątków książka. Z jednej strony zdaje się być zwykłym czytadłem, a z drugiej strony po kilkudziesięciu stronach zmienia się w niezłą powieść psychologiczną. 
Peterson opowiedziała historię z pozoru zwyczajną, taką, jaka może przydarzyć się wielu z nas. Jednak owa historia niesłychanie szybko zmieniła się w coś więcej. W życiu także tak się zdarza. Odkrywanie przez główną bohaterkę prawdy o swoim mężu, o ich wspólnym życiu, o tym, na ile jest ono prawdą a na ile ułudą, przypominało odrobinę ...cebulę. A tak. Odkrywając kolejne prawdy, drobiazgi o swoim życiu, małżeństwie, Allie jakby zdejmowała kolejną łuskę z cebuli. Gdy dotarła do serca, do samego sedna, prawda była zaskakująca, może nawet szokująca, a z pewnością inna niż kobieta tego oczekiwała. 
Książkę czyta się nieźle, chociaż nie ukrywam, iż niektóre postaci, niektóre zachowania głównych bohaterów są zbyt przerysowane, takie jakieś jakby sztuczne. Jeżeli to wam nie przeszkadza, zachęcam do lektury.

Zapowiedź...



Tom Rob Smith

FARMA
tłumaczenie: Andrzej Szulc

DATA WYDANIA: 7 PAŹDZIERNIKA 2015

Chris i Tilde, wyjeżdżają z Londynu do Szwecji, by cieszyć się spokojną emeryturą i spędzić ostatnie lata życia na wsi, na łonie natury. Ich jedyny syn, Daniel, od dawna wybiera się do nich z wizytą, ale bez przerwy coś staje mu na przeszkodzie.
Wszystko zmienia się w dniu, w którym do Daniela dzwoni załamany ojciec z informacją, że matkę zamknięto w szpitalu psychiatrycznym. Kilka godzin później, gdy Daniel czeka na lotnisku w Goteborgu na odlot swojego samolotu, odbiera kolejny telefon. Tym razem od matki, której udało się wydostać ze szpitala i która jest w drodze do Londynu.  Tilde twierdzi, że celowo próbowano zrobić z niej wariatkę, ponieważ chciała ujawnić przestępstwa seksualne popełniane na południu Szwecji przez szeroko rozgałęzioną siatkę pedofili. Jednym ze sprawców jest jej własny mąż.
Kobieta ląduje na Heathrow z torbą wypełnioną dowodami rzeczowymi i opowiada synowi, jak wpadła na trop zbrodni. Wyjaśnia również, dlaczego jako młoda dziewczyna uciekła ze Szwecji, a teraz na emeryturze, postanowiła powrócić tam wraz z mężem. Nic nie jest takie, jak się wydawało. Daniel uświadamia sobie, że przez całe życie karmiony był kłamstwami. W dodatku nie do końca przekonują go zdobyte przez matkę dowody. Chwilami wydaje mu się, że padła ofiarą paranoi. Znalazłszy się między młotem i kowadłem, Daniel musi się zdecydować, komu wierzyć. Ojcu czy matce? I co naprawdę wydarzyło się na farmie?
Pasjonująca i niepokojąca wielowarstwowa powieść.
Efekt tej kunsztownie napisanej powieści wzmacnia to, że rodzina autora znalazła się w sytuacji, niezwykle podobnej do tej, którą opisano w książce.
THE TIMES (UK)

 



http://d28hgpri8am2if.cloudfront.net/author_images/14061_471609357_hr.jpg
TOM ROB SMITH (ur. 1979 r.) – angielski pisarz i scenarzysta. Po ukończeniu Uniwersytetu Cambridge przez rok studiował we Włoszech, a następnie współpracował z BBC. Jego pierwsza powieść, Ofiara 44, była nominowana do siedemnastu nagród literackich, a siedem zdobyła, m.in. Fleming Steel Dagger za najlepszą powieść roku. Smith nie planował jej kontynuacji, ale niesamowity sukces komercyjny książki skłonił go do napisania jeszcze dwóch powieści z Lwem Demidowem jako bohaterem – Tajnego referatu oraz Agenta 6. W 2013 r. ukazała się najnowsza książka Smitha, Farma.





W księgarniach także długo oczekiwane wznowienie:


tytuł: TAJNY REFERAT  
autor: Tom Rob Smith

tytuł oryginału: THE SECRET SPEECH
tłumaczenie: Robert Ginalski
liczba stron: 440
ISBN: 978-83-7885-459-3
oprawa: miękka ze skrzydełkami
cena: 37,90 zł

DATA WZNOWIENIA: 7 PAŹDZIERNIKA 2015










Związek Radziecki, rok 1956, trzy lata po śmierci Stalina. W społeczeństwie, w którym władzę sprawują przestępcy, a niewinni siedzą w więzieniach i łagrach, kończy się okres najgorszego terroru w historii. Nikita Chruszczow obiecuje reformy, są jednak siły, które nie potrafią wybaczyć ani zapomnieć przeszłości. W stolicy Rosji dochodzi do serii tajemniczych samobójstw byłych funkcjonariuszy MGB oraz brutalnego morderstwa patriarchy Moskwy i Wszechrusi, splamionego krwią zadenuncjowanych duchownych. Ofiary łączy jedno: przed śmiercią otrzymały przesyłki z kopią tajnego referatu Chruszczowa, potępiającego stalinowskie zbrodnie. Śledztwo prowadzi Lew Demidow, były agent bezpieki, kierujący z założenia apolitycznym wydziałem zabójstw. Powołał go, by odkupić dawne winy. Dręczą go wyrzuty sumienia i poczucie klęski: jego adoptowane córki, Jelena i jej starsza siostra Zoja, nadal nie wybaczyły mu, iż przyczynił się do śmierci ich rodziców. Rodzinie Demidowa też zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Chcąc ratować swych najbliższych, Lew musi odbyć wyprawę do jądra ciemności – gułagu położonego w najzimniejszej, najbardziej niedostępnej części Syberii, na Kołymie, oraz do Budapesztu, gdzie właśnie rozpoczęła się węgierska rewolucja...

A tu moje recenzje wcześniejszych książek Smitha:)

wtorek, 22 września 2015

Kobiety Maorysów - Sarah Lark

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
Kobiety Maorysów, to II tom trylogii Kauri autorstwa Sarah Lark. Co prawda tomu 1 nie czytałam, ale mimo to nie miałam ani przez moment wrażenia zagubienia czy nie kojarzenia faktów. Sarak Lark tak prowadzi fabułę tomu II, iż wszystko jest jasne i klarowne.
Znałam inne pozycje tej autorki, toteż sięgając po Kobiety.. liczyłam na doskonałą lekturę. I nie zawiodłam się. 
Już w I rozdziale przeniosłam się na tak daleki i w sumie obcy ląd, jakim jest Nowa Zelandia. Akcja toczy się w 1875 roku, okresie trudnym, ale i niesamowicie ciekawym. Lark ciekawie odmalowuje ówczesne realia Nowej Zelandii, ukazuje świat XIX-wiecznych osadników, zesłańców, poszukiwaczy bogactw i szczęścia. Ciekawym aspektem jest także przedstawienie kontrastów na linii rdzenna ludność, osadnicy spoza Nowej Zelandii, zetknięć z życiem codziennym tych pierwszych, religią, magią. Nowozelandzkie realia ukazane na tle europejskiego osadnictwa są niezwykle ciekawą i momentami zadziwiającą kwestią.
Jak wskazuje tytuł, bohaterkami książki są głównie kobiety i wszystko co związane z ich życiem (oraz ich bliskich) w nowej, momentami trudnej i niezrozumiałej rzeczywistości. Ale w książce są także męźczyźni. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, iż autorka stworzyła z nich zadziwiającą paletę życiowych niedorajd...a  może tak wypadają na tle swoich przedsiębiorczych partnerek...
W ciekawie snutej opowieści pojawia się wiele autentycznych kwestii, wątków rodem z życia wziętych, jak chociażby walka o prawa kobiet, emancypacja i problemy, na jakie natrafiają bohaterki. Ponieważ Nowa Zelandia była pierwszym krajem, który przyznał kobietom prawa wyborcze, akcja tocząca się w okół tego wątku jest bardzo ciekawa. Determinacja jednej z bohaterek dot. tej kwestii, akcja związana z autentycznymi, historycznymi postaciami bardzo przemawiają do czytelnika.
Książka jest doskonale napisana i mimo sporej objętości (800 stron) czyta się ją bardzo szybko. Książka napisana jest ciekawie, plastycznie,z  wielkim rozmachem i dbałością o realia historyczne i społeczne. Całość aż skrzy się od przygody, działań, energii i wszelakich uczuć.
Zachęcam do lektury. 

 

poniedziałek, 21 września 2015

KONKURS!!! Książka do wygrania..

Do wygrania egzemplarz tej o to doskonałej, mistrzowsko napisanej książki:)

Wszystkie szczegóły znajdziecie na blogu o literaturze skandynawskiej (klik).

Zapraszam:)

niedziela, 20 września 2015

Wielkie dni małej floty - Jerzy Pertek

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Niniejsza książka to nowe wydanie najlepszej pozycji, opisującej zmagania polskiej floty w czasie II wojny światowej. Dokładnie rzecz ujmując, jest to 11. wydanie tytułu. 1. wydanie ukazało się tuż po zakończeniu II wojny światowej w 1946 roku. Było ono cienkie bowiem ilość materiału, jaka udało się zgromadzić autorowi była stosunkowo ograniczona. Jednak źródeł, materiałów przybywało i 2. rozszerzone wydanie ukazało się już w rok później, czyli w 1947 roku; a kolejne wydania sukcesywnie co kilka lat. Wraz pojawianiem się nowych danych, zdjęć, materiałów, świadków opisywanych wydarzeń uzupełniano książkę. 
Te pierwsze wydania Wielkich dni małej floty były pierwszymi próbami ujęcia całokształtu działalności Polskiej Marynarki Wojennej w okresie II wojny światowej. 
Autor w swojej pracy wykorzystał przede wszystkim materiały z polskiej prasy podziemnej, informacje z prasy niemieckiej i francuskiej, liczne relacje marynarzy mi oficerów różnego stopnia. Bibliografię uzupełniają liczne pozycje książkowe w języku polskim, niemieckim oraz francuskim.
Książka podzielona jest na 11 rozdziałów. Każdy traktuje o innym zagadnieniu. Dowiadujemy się m.in. o sytuacji Polskiej Marynarki Wojennej tuż przed wybuchem II wojny światowej i w trakcie jej trwania; sytuacji polityczni-militarnej w całym tym okresie; obronie Wybrzeża; działaniach na Bałtyku począwszy od 01.09.1939 roku; funkcjonowaniu marynarki Wojennej w głębi kraju; udziale marynarzy w walkach o ważne miejsca na terenie Polski, np. twierdze Modlin. Autor porusza także tematykę walk polskiej floty na Zachodzie oraz działań polskich okrętów m.in. w kampanii norweskiej i ostatniej ewakuacji z Dunkierki. 
W/w tematy to nie wszystkie, jakie na 670 stornach porusza Jerzy Pertek. Książka uzupełniana po raz 11. porusza pełnię zagadnień, jakie mogą przyjść do głowy czytelnikowi czy osobie zainteresowanej tym tematem. 
Co istotne Wielkie dni..., to nie tylko relacja historyczna. To także liczne zdjęcia, które zdecydowanie ubarwiają i tak fascynującą opowieść i bezpośrednie relacje naocznych świadków, uczestników opisywanych wydarzeń. Bowiem wiernym opisom akcji towarzyszą liczne wspomnienia dowódców i bezpośrednich uczestników walk oraz fragmenty dzienników pokładowych, które oddają heroizm służby wojennej. Dzięki tym żywym relacjom niemal uczestniczymy w podejmowaniu bojowych decyzji przez dowódców oraz wypełnianiu ich rozkazów przez marynarzy. 


Książka doskonała, arcyciekawa, dopracowana merytorycznie w każdym calu, napisana niezwykle przystępnym językiem. Jest to pozycja, którą czyta się (mimo odrobinę może specyficznej tematyki) w mgnieniu oka, niczym najciekawszą, najbardziej porywającą książkę przygodowo-wojenną. Miałem okazję kilkanaście lat temu czytać jedno z wcześniejszych wydań. Gdy wziąłem do ręki niniejsze 11. już wydanie, zastanawiałem się, czy nie pominę w trakcie lektury niektórych znanych mi już fragmentów. Nie pominąłem. Gdy tylko rozpocząłem lekturę rozpocząłem także jedyną w swoim rodzaju przygodę, którą po 670 stronach z żalem zakończyłem.
Zachęcam do lektury. 

sobota, 19 września 2015

Teraz'44 historie - Marcin Dziedzic, Michał Wójcik

Wydawnictwo Wielka Litera, Moja ocena 5,5/6
Książka ta to kolaż zdjęć przedstawiających Warszawę - obecnie i w 1944 roku w  trakcie Powstania. Autorzy połączyli czarno białe zdjęcia z okresu Powstania Warszawskiego z tymi jak najbardziej współczesnymi, kolorowymi. Efekt jest niezwykle ciekawy. A pomysł o tyleż prosty co moim zdaniem bez małą genialny. Dwaj dziennikarze parający się też tworzeniem scenariuszy i historią dokonali bardzo ciekawej rzeczy, która bez wątpienia przybliży powstańcze obrazy, sceny z ówczesnego życia codziennego, Warszawę 1944 roku. 
Jest to jedna z ciekawszych, dostępnych dla każdego pozycji traktujących o Powstaniu Warszawskim.
Zdjęcia, które stworzyli autorzy książki prezentują się tak....

Uzupełnieniem jest każdorazowo niezwykle ciekawie napisany tekst zawierający garść historii dot. danej sytuacji, dnia, miejsca, osób + sporo ciekawostek dot. m.in. mało znanych faktów Powstania Warszawskiego. Autor tekstów, Michał Wójcik pisze w nowoczesnym, pozbawionym patosu, a bardzo plastycznym stylu. Jego felietony, wpisy, notki czyta się z wielką przyjemnością. 
Kadry Powstania Warszawskiego pokazane przez obu autorów książki, maja różnorodne oblicza. Są to m.in. rozmawiający młodzi ludzie, żołnierz oparty o czołg, spiesząca się dziewczyna, ale także młoda kobieta robiąca sobie manicure.
Książka wywiera spore wrażenie. oglądanie równocześnie tych samych miejsc, jak wyglądały 71 lat temu i jak wyglądają teraz, jest niezwykłe. Autor zdjęć musiał zadać sobie bardzo wiele trudu, żeby je wykonać. Na początku książki znajduje się długi wywiad z Marcinem Dziedzicem, w którym opowiada on m.in. o tym, skąd wziął się pomysł na tak niezwykłe przedsięwzięcie, jak wyglądało gromadzenie powstańczych zdjęć, skąd one pochodzą, jakim sprzętem posługiwali się fotografowie i wreszcie, jak wykonał zdjęcia, które możemy oglądać w książce. Bardzo ciekawe informacje.
Zachęcam do lektury i obejrzenia.
 Za książkę dziękuję księgarni internetowej Platon (klik)






 


piątek, 18 września 2015

Bohaterowie "Kasacji" R. Mroza powracają:):)

Przewidywana data premiery to 21.10.2015.
Wydawnictwo IV Strona.

Trzyletnia dziewczynka znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje. Doświadczona prawniczka, Joanna Chyłka, i jej początkujący podopieczny, Kordian Oryński, podejmują się obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut...


"Kasacja", czyli I tom serii, była niesamowita, moja recenzja tutaj (klik).
Ciekawe, czy "Zaginiecie" powtórzy sukces wcześniejszego tomu:)

Poza sezonem - Jorn Lier Horst

Wydawnictwo Smak Słowa, Moja ocena 5-/6
Po raz kolejny (trzeci) spotykam się z prozą Horsta i po raz kolejny śledzę losy jego bohaterka, doświadczonego policjanta Wistinga oraz jego córki dziennikarki śledczej Line.
Tym razem akcja rozpoczyna się od banalnego zdawałoby się ciągu wydarzeń. Jest nim seria włamań do domków letniskowych znajdujących się na wybrzeżu morskim. Jednak to tylko początek, który zupełnie nie zwiastuje tego, co pisarz szykuje dalej zarówno nam czytelnikom, jak i swoim bohaterom. Błyskawicznie sprawa robi się podwójnie ważna i hmmm... smakowita (jeżeli można użyć takiego określenia). Jeden z ograbionych domków należy bowiem do niezwykle popularnej w całym kraju prezentera telewizyjnego. Na domiar złego, w tym właśnie domku znalezione zostają zwłoki nieznanego męźczyzny. 
A to dopiero początek sprawy,z  którą będzie musiał zmierzyć się komisarz Wisting. Sprawa choć tragiczna (wszak mamy zwłoki zamordowanego człowieka), to jednak banalna, taka, jakich wiele. Jednak zupełnie nieoczekiwanie przybierze ona wyjątkowo skomplikowany charakter. 
W tempie iście ekspresowym (jak na skandynawskie warunki) mnożą się kolejne trupy, a i sama zagadka niesłychanie się komplikuje przybierając międzynarodowy charakter.
Nawet człowiek tak doświadczony w policyjnej profesji, jak Wisting, poukładany, konsekwentny, metodyczny, inteligentny, ma spore kłopoty z dopasowaniem do siebie poszczególnych elementów tej makabrycznej układanki. 
Poza sezonem, podobnie, jak i wcześniejsze tomy przygód inspektora Wistinga i jego córki Line, czy ta się znakomicie. Ale (bo jest jedno,a  w zasadzie są dwa "ale") w tej beczce miodu jest przysłowiowa łyżka dziegciu, a w zasadzie dwie.
Ogromnym plusem książek Horsta zawsze był niezwykły realizm wydarzeń i to zarówno po stronie rodziny Wistingów, tego co ich spotkało, prowadzonego dochodzenia (a w zasadzie dochodzeń), jak w każdym innym zakresie. Horst po prostu wie o czym pisze i robi to doskonale. I w tym zakresie nadal tak pozostaje. Drobny brak realizmu dot. tylko kwestii litewskiej. Jeżeli chodzi o Litwę, wyprawę Wistinga do Wilna, tamtejsze realia, to hmmm... skandynawski pisarz niezbyt dokładnie odrobił lekcje, umiarkowanie przyłożył się do resarchu. Nie chcę dokładnie pisać o co chodzi, bo podejrzewam, że sporej grupie czytelników nie będzie to w ogóle przeszkadzać. Bo dla samej fabuły, te drobne litewskie niedociągnięcia nie mają większego znaczenia. 
Gorszym mankamentem jest tylko kolejność wydawania tomów serii o Wistingu. Logika, jaka kierowała się wydawnictwo (a w zasadzie jej całkowity brak) pozostaje dla mnie wielką, przeogromna zagadką. Poza sezonem jest bowiem tomem 7. serii. Pierwszym tomem, jaki został u nas wydany był Jaskiniowiec- w oryginale tom 9. Natomiast tom wydany u nas, jako 2. - Psy gończe, jest w oryginale tomem 8. Hmmm...nie mam pojęcia o co chodzi. Dla samych zagadek, które rozwiązuje Wisting nie ma to większego znaczenia. Natomiast, jeżeli ktoś z czytelników śledzi prywatne perypetie policjanta i jego córki (które są integralna częścią każdego tomu) może się odrobinę zdenerwować i zagubić.
Niemniej są to doskonałe książki, do lektury których mimo w/w drobnych niedociągnięć gorąco zachęcam. 


 

środa, 16 września 2015

Dochodzenie. Na styku - Karen Dionne

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Dochodzenie (który to tyłu znajduje się na okładce niniejszej pozycji), to książkowa wersja doskonałego serialu duńskiego Forbrydelsen.
Wszystkie tomy Dochodzenia są świetnie napisane i mimo sporej objętości od początku do końca trzymają w wielkim napięciu. Nieoczekiwane zwroty akcji, kilkanaście mylnych tropów, wspaniale nakreśleni bohaterowie. A na koniec każdego tomu taka swoista wisienka na torcie - mistrzowskie zakończenie.  Hewsonowi za każdym razem udaje się stworzyć doskonały, pełnokrwisty kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Atutem jest to, co tak cenię w kryminałach skandynawskich, czyli niezwykle drobiazgowe ukazanie tła psychologicznego, społecznego i politycznego bohaterów oraz ich otoczenia, a dodatkowo także wniknięcie w chore umysły kilku jednostek
Seria Dochodzenie i w ogóle wszystkie kryminały Davida Hewsona, to moja ulubiona i wyczekiwana lektura. Nic wiec dziwnego, że w momencie, gdy w zapowiedziach ujrzałam Dochodzenie. Na styku wiedziałam, że i po tę pozycję sięgnę. Nie ukrywam, iż uczyniłam to z pewną obawą. Gdy uwielbia się jakąkolwiek serię (jak ja Dochodzenie wywodzące się spod pióra Hewsona) trudno obiektywnie ocenić pochodną danej serii stworzona przez kogoś innego.
Dochodzenie. Na styku, to w zasadzie prequel. Tematyka obejmuje bowiem okres, gdy główni bohaterowie serii Hewsona, a więc Linden i Holder jeszcze nie są partnerami. W związku z tym osoby, które nie czytały (nie oglądały) Dochodzenia (The Killing) mogą po tę książkę spokojnie sięgnąć, bowiem nie znajomość póżniejszych, wspólnych losów bohaterów nie ma najmniejszego wpływu na lekturę książki autorstwa Karen Dionne.
Główną bohaterką jest Sarah Linden, policjantka, samotna matka, która Karen Dionne doskonale sportretowała. 
Świetnie oddane są realia życia i pracy Linden, jej partnera, znajomych. I nie jest to bynajmniej życie usłane różami. Praca policjanta, czas po pracy są bez mała nierozłączne, jedno wnika w drugie. Do tego dochodzi stres, brak czasu dla najbliższych, zbyt częsta niemoc w sprawieniu, żeby wszystko poukładało się, jak należy. 
W życie prywatne i zawodowe bohaterów Dionne zręcznie wplata zbrodnie. Mamy wiec porządnego trupa (i to nie jednego), mamy mnóstwo tropów, mamy porządnie prowadzone śledztwo. Jednak cała sprawa nie jest prosta. Dionne trudną do rozwiązania zagadkę czyni jeszcze bardziej zagmatwaną poprzez wplątanie jej w sieć intryg, skomplikowanej sieci uzależnień, chciwości, zazdrości i zdrady. Policjantom prowadzącym śledztwo będzie bardzo trudno przeniknąć przez tę sieć, rozwiązać zagadkę i samemu nie dać się pochłonąć. 
Dochodzenie. Na styku, to dobry kryminał. Może odrobinę słabszy niż dzieła Hewsona, ale i tak czyta się doskonale i jestem przekonana, iż wielu wielbicieli kryminałów znajdzie w nim godną lekturę. Polecam.
 

wtorek, 15 września 2015

Umrzeć po raz drugi - Tess Gerritsen

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5-/6
Bardzo lubię thrillery medyczne, a gdy do tego są połączone z dobrym kryminałem, to dla mnie takie 2 w 1, dwa smakołyki za jednym razem. Bardzo lubię tez sposób pisania Tess Gerritsen, to jedna z bardziej lubianych przeze mnie autorek. 
Umrzeć po raz drugi, to najnowsza książka tej autorki. I od razu ostrzegam, tym razem jest to w mniejszym stopniu thriller medyczny, a w większym dobry, trzymający w napięciu kryminało-thriller.
Akcja toczy się dwutorowo. Śledzimy losy grupki turystów, którzy sześć lat temu odbywając safari w Botswanie, zginęli z ręki jednego z nich. Sposoby ich śmierci były o tyleż wyrafinowane co okrutne, ale przy tym niezmiernie charakterystyczne.
W bez mała identyczny sposób, owe sześć lat póżniej zostają popełnione w Bostonie dwa niezwykle krwawe i porażające sowim okrucieństwem zabójstwa. Na pozór poza modus operandi nic ich ze sobą nie łączy. Jednak bostońska patolog doktor Maura Isles i detektyw Jane Rizzoli, choć początkowo odrobinę sceptycznie, to jednak zdają się na intuicję i chwytają trop zbrodni, której o mały włos same nie staną się ofiarami. A czas goni, zabójca staje się coraz bardziej zuchwały i bezwzględny (zagraża rodzinie detektyw Rizzoli), pojawiają się nowe ofiary, a jedyna osoba które może pomóc nie chce współpracować i ukrywa się daleko na afrykańskim kontynencie. Dobrze, iż Gerritsem od samego początku stworzyła tak mocne, konsekwentne kobiece postacie, jak Rizzoli i Isles. Dzięki temu doskonale znajdą się one w każdej sytuacji. Przy tym obie panie mają w sobie coś takiego, co sprawia, iż od pierwszej części ich przygód, nie sposób ich nie polubić.
Wspomniałam, iż akcja książki toczy się dwutorowo - wydarzenia sprzed sześciu lat i te obecnie się rozgrywające, przeplatają się ze sobą, by na końcu stworzyć gładką całość, w której wydarzenia potoczą się niczym śnieżna kula. Przeplatają się ze sobą zabójstwa, sekcje zwłok, tajemnicze i zwodnicze tropy, czyli mamy w książce wszystko to, czym Gerritsen ujęła na przestrzeni lat miliony czytelników.
Fabuła może odrobinę sztampowa, ale trzeba przyznać, iż bardzo zręcznie poprowadzona, Tess Gerritsen w doskonałej formie. Osoby lubiące jej książki z pewnością nie będą zawiedzione. 
Trochę trudno było mi wczytać się w książkę. Aż byłam zdziwiona, że początek jest jakiś taki...może trochę sztywny. Ale po ok. 30 stronach wszystko weszło na właściwe tory i lektura poszła gładko, do końca trzymając w napięciu. W związku z tym, jeżeli wam także początek Umrzeć... niezbyt przypadnie do gustu, nie zrażajcie się tym, dajcie autorce i książce szansę. Warto.
 

poniedziałek, 14 września 2015

Paryż wyzwolony - Antony Beevor, Artemis Cooper

Wydawnictwo Znak Horyzont,. Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Autorów niniejszej książki jest dwoje. Antony’ego Beevora znam od kilku lat, a właściwie znam książki, których jest autorem. To doskonały historyk i jeszcze lepszy pisarz. Pobierał nauki w Winchester College, a następnie w Royal Military College w Sandhurst. Studiował pod kierunkiem wybitnego znawcy II wojny światowej Johna Keegana, który odkrył w nim talent historyka wojskowości. Wykłada historię na University of London. We Francji został odznaczony Orderem Sztuki i Literatury. Tutaj (klik) strona z wydanymi po polsku książkami tego historyka. 
Artemis Cooper, to z kolei... małżonka Beevora. 
Niniejszą książkę napisali wspólnie w 1994 roku. Niestety dopiero teraz została ona u nas wydana. Ale lepiej późno niż wcale. Warto było poczekać. To doskonała, dopracowana w każdym calu lektura, którą świetnie się czyta. 
Pozycja ta swoją treścią obejmuje niezwykle szeroki zakres historii stolicy Francji. Nie skupia się ona bowiem tylko na latach 40. XX wieku, na okresie II wojny światowej, czy miesiącach, latach tuż po jej zakończeniu. Autorzy snują niezwykle barwną opowieść o losach Paryża i jego mieszkańców na przestrzeni lat poczynając od 1940 do 1968 roku.
Trudno jednoznacznie określić o czym jest ta książka. Bez wątpienia o Paryżu. Ale nie tylko. Bywają takie strony, rozdziały, na których stolica Francji jest  tylko bazą, albo niewielkim elementem, wokół którego toczą się zupełnie inne sprawy, często z samym miastem luźno powiązane. 
Czytamy więc o walkach, jakie toczyły się w mieście, o debatach i sporach na linii Anglia- Francja, o różnych działaniach wojennych i tych powojennych, ale także o plusach życia w okupowanym Paryżu i jego satelitach, o jedzeniu tym trudnym do zdobycia oficjalnie i tym, które wręcz częstokroć spadało ze stołów w pewnych miejscach, o kuriozalnych pomysłach de Gaulle’a. Nie mogło też zabraknąć miejsca poświęconego Francuzkom. Ujęcie kobiet w tej opowieści jest bardzo szerokie, od kobiet zwyczajnych, które nazwalibyśmy porządnymi, poprzez te działające w podziemiu, kolaborantki, aż po damy lekkich obyczajów. Sporo uwagi autorzy poświęcają ubiorom, całonocnym imprezą, jakie niezależnie od sytuacji politycznej i ekonomicznej miały miejsce, o życiu znanych i tych mniej znanych. Czytamy np. o rozwoju literatury, innych dziedzin sztuki, muzyki, o losach znanych postaci, jak np. Picasso.
Niewątpliwym plusem książki jest spora rozbieżność poruszanych zagadnień, lekki język (choć daleko mu na szczęście do tego rodem z tabloidów) i sporo ciekawostek i anegdot, które są umiejętnie wplecione w treść książki. 
Ale Paryż wyzwolony, to nie tylko lektura o przyjemnych (lub trochę mniej), ale lekkich problemach, zagadnieniach. To także książka w pełni historyczna, merytoryczna. Na jej kartach pojawia się bowiem mnóstwo kwestii związanych z szeroko rozumianym zagadnieniem Paryża w latach 1940-68, z francuskimi (i nie tylko) politykami, wojskowymi, ważnymi wydarzeniami. 
Książka napisana po dogłębnym zapoznaniu się z tematem, po dokładnym reaserchu, to rzuca się od razu w oczy. Mimo naukowego podejścia do omawianych tematów, jest to pozycja niezwykle przystępna, którą będzie dobrze się czytało osobom w różnym stopniu znających się na poruszanych zagadnieniach. Jest to zasługą zarówno szerokiego doboru zagadnień, jak i lekkiego pióra pisarzy.
Lekturę zdecydowanie ubarwiają liczne fotografie, które pozwalają wczuć się w klimat epoki.
Jestem przekonany, iż każdy z czytelników znajdzie w tej książce sporo tematów, wiadomości dla siebie.
Gorąco zachęcam do lektury. 

 

 

niedziela, 13 września 2015

We dnie w nocy - Agata Kołakowska

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 5/6
Bardzo dobra powieść, w której całkiem spora grupa czytelniczek odnajdzie siebie samą, zobaczy, jak w lustrze swoje problemy, rozterki.
Jedną z głównych postaci książki jest Anna. Wydawałoby się, ze kobieta ma wszystko, oddanego męża, ukochana córeczkę, fajną pracę, mieszkanie, przyjaciółkę taką od serca. Wiele kobiet mogłoby jej pozazdrościć.
W pewien weekend przekonanie Anny o swoim naprawdę dobrym życiu ulega poważnemu zachwianiu. Mąż z córką wyjeżdżają na weekend do teściów. Anna może sobie w końcu pozwolić na wielki luksus- bycia samej przez cały weekend. Robi sobie wieczór przyjemności - dobre wino, chipsy, oliwki, lody.  Niestety, ale automatycznie zaczyna także podsumowywać swoje dotychczasowe życie. Jak to bywa w tego typu przypadkach, kobieta dochodzi do wniosku, chyba nie do końca spełniła swoje młodzieńcze marzenia, nie wszystko wyszło tak jak to zaplanowała.Jednak po przeprowadzeniu rachunku zysków i strat, Anna uważa, iż mimo wszystko jej życie wychodzi na spory plus. 
Drugim bardzo istotnym bohaterem jest Piotr,człowiek z przeszłości Anny, spełniony zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej, męźczyzna z którym kobieta dzieli ponury sekret. Jest to sekret z typu tych, o których każdy, bez względu na upływ czasu, chciałby zapomnieć.
Jednak jak się okaże, przed przeszłością nie da się uciec, sekretów nie da się zepchnąć w nicość.Na scenie życiowej Anny i Piotra pojawiają się mroczne duchy przeszłości, istne demony, które burzą z takim trudem wypracowane szczęścia obojga. Los pokaże, że w ciągu chwili można stracić wszystko. 
Agacie Kołakowskiej udało się napisać niezwykle życiową powieść, którą wręcz się pochłania. Problemy, które staja się udziałem głównych bohaterów, mogą dotknąć wielu z nas, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy bez mała wszystko jest dostępne na wyciągniecie ręki i kusi. 
We dnie w nocy można potraktować tylko (albo aż) jako doskonałą lekturę na 1-2 wieczory. Ale można też z książki wyciągnąć o wiele więcej, potraktować ją jako zachętę do spojrzenia na swoje życie z boku, zrobienia rachunku sumienia, zastanowienia się, co tak na prawdę jest w życiu ważne. 
Książka, przygody bohaterów (szczególnie Anny) mogą także (może nawet powinny) być swoistym ostrzeżeniem, drogowskazem życiowym, który pokaże co się może przydarzyć, gdy zwykły luz, zwykła zabawa, zwykła niewiele znacząca sprawa wymknie się spod kontroli, nie wiadomo kiedy przerodzi się w coś zupełnie innego. 
Tematyka, którą porusza Kołakowska jest trudna, bolesna, kontrowersyjna, momentami w trakcie lektury na przemian byłam to wściekła, to zrozpaczona, czy przerażona. Ale te problemy są, istnieją często tuż obok nas. Warto o nich przeczytać, warto postarać się zobaczyć, nauczyć reagować, zrozumieć.
Bardzo ciekawym zabiegiem, który zastosowała pisarka, jest umieszczenie w fabule trzeciego, niezwykle ważnego bohatera. Jest nim Anioł Stróż, który nie tylko czuwa, ale także komentuje, uzupełnia wydarzenia, pozwala na nie spojrzeć z innej strony.