Strony

sobota, 21 marca 2026

Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci - Laura Cumming


Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 5,5/6
Kiedy sięgnęłam po książkę Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci, spodziewałam się przede wszystkim opowieści o sztuce. Byłam pewna, że to opowieść o malarstwie, o dawnych mistrzach, o obrazach, które znam z reprodukcji w albumach. Tymczasem dostałam coś znacznie więcej – historię pełną emocji, zadumy nad kruchością życia, a także bardzo osobistą refleksję o tym, jak sztuka potrafi przetrwać wszystko, nawet nagłą śmierć. 
Już pierwsze strony zrobiły na mnie duże wrażenie. Autorka zaczyna od dramatycznego wydarzenia, które miało miejsce 12 października 1654 roku w holenderskim mieście Delft. Dochodzi tam do potężnej eksplozji magazynu prochu. To wydarzenie – dziś znane jako Eksplozja prochu w Delft w 1654 roku – zniszczyło sporą część miasta i zabiło wielu mieszkańców. Wśród ofiar był także malarz Carel Fabritius, jeden z najbardziej obiecujących artystów swojego pokolenia. Ten moment – nagły, brutalny i ostateczny – staje się dla autorki punktem wyjścia do opowieści o sztuce, pamięci i przemijaniu. 
Najbardziej poruszyło mnie to, jak Cumming potrafi pisać o malarstwie. Jej opisy nie są suche ani akademickie. Wręcz przeciwnie – mam wrażenie, że prowadzi mnie za rękę przez obrazy i pokazuje detale, których sama nigdy bym nie zauważyła. Szczególnie zapadł mi w pamięć fragment o słynnym obrazie Szczygieł. Ten niewielki obraz Fabritiusa przedstawia ptaka przywiązanego do małego karmnika. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosty. Autorka pokazuje jednak, jak niezwykłe jest światło, sposób malowania piór, a także cisza i delikatność całej sceny. Czytając ten fragment, poczułam, jakby obraz naprawdę ożył przede mną. 
Cumming nie skupia się jednak wyłącznie na Fabritiusie. Wędruje po świecie sztuki holenderskiego złotego wieku, przywołując innych wielkich mistrzów: Johannes Vermeer, Rembrandt van Rijn, Frans Hals czy Pieter de Hooch. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie opisuje ich jedynie jako wielkich nazwisk z podręczników historii sztuki. Pokazuje raczej świat, w którym żyli: ciche ulice Amsterdam, kanały, zwyczajne domy, codzienne życie mieszkańców. Dzięki temu zaczęłam lepiej rozumieć, skąd w tych obrazach tyle światła, spokoju i zwykłych, ludzkich scen.
Jednym z najpiękniejszych elementów tej książki jest jej osobisty charakter. Autorka często wraca myślami do swojego ojca – szkockiego malarza James Cumming. Pisze o tym, jak uczył ją patrzeć na obrazy, jak pokazywał znaczenie koloru, światła i drobnych szczegółów. Te fragmenty są bardzo ciepłe i wzruszające. Czułam, że to właśnie dzięki tej relacji autorka potrafi tak wnikliwie i czule pisać o sztuce.
Ogromnym atutem książki są także kolorowe reprodukcje opisywanych dzieł. Dzięki nim mogłam od razu zobaczyć obrazy, o których pisze autorka. To bardzo pomaga, bo jej opisy są pełne szczegółów i odniesień do światła, barw czy kompozycji.
Moim zdaniem największą siłą tej książki jest to, że łączy kilka różnych historii. Z jednej strony jest to opowieść o Carelu Fabritiusie i o tragedii, która przerwała jego życie. Z drugiej – fascynująca podróż przez sztukę holenderskiego XVII wieku. A z trzeciej – bardzo osobista historia autorki i jej relacji z ojcem. Te trzy wątki splatają się ze sobą w sposób naturalny i sprawiają, że książka staje się czymś więcej niż tylko esejem o malarstwie.
Po skończeniu lektury poczułam przede wszystkim wdzięczność. Za to, że ktoś potrafi tak pięknie opowiadać o sztuce. Za to, że obrazy sprzed kilkuset lat nadal potrafią poruszać i inspirować. I za przypomnienie, że życie – tak jak w przypadku Fabritiusa – bywa nagłe i nieprzewidywalne, ale sztuka może przetrwać znacznie dłużej niż człowiek. Gorąco polecam. 
Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci to książka, którą poleciłabym nie tylko miłośnikom malarstwa. To lektura dla wszystkich, którzy lubią spokojne, refleksyjne opowieści i chcą spojrzeć na sztukę trochę inaczej – nie jak na muzealny eksponat, ale jak na część ludzkiego życia. 
Jeśli miałabym podsumować ją jednym zdaniem: to niezwykle piękna, mądra i poruszająca książka o tym, jak patrzeć – na obrazy, na świat i na życie.

Zapraszam na moje konto na Instagramie (klik) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.