Strony

środa, 13 sierpnia 2014

Jeżynowa zima

Wydawnictwo Między Słowami, Moja ocena 5/6
Nie sądziłam, że Jeżynowa zima aż tak przypadnie mi do gustu i chwyci za serce. Tym bardziej, iż Marcowe fiołki tej samej autorki nie powaliły mnie z zachwytu na kolana. Przyznam się, iż książkę zaczęłam czytać bez zbytniego przekonania. Na urlopie jestem i jedynym sensownym czytadłem, cienkim, lekkim na plażę jest ta książka. Zaczęłam czytać i przepadłam.
Autorka naprzemiennie opowiada nam historie, które wydarzyły się w Seattle w czasie tzw. jeżynowej zimy w 1933 roku i 2010 roku. Bohaterkami są dwie kobiety, bardzo różne od siebie. Claire odnosząca sukcesy dziennikarka, mężatka, mająca ciepły dom, stałe dochody i Vera niedojadająca, chodząca w brudnych  łachmanach pokojówka, której jedynym marzeniem jest zapewnienie kromki chleba i szklanki mleka dla swojego trzyletniego synka. Kobiety wydaja się tak różne od siebie. To prawda. Jednak łączy je tragedia, którą przeżyły. obie straciły dziecko. Claire od roku nie może pogodzić się ze śmiercią nienarodzonego dziecka. Jej małżeństwo rozlatuje się, nie potrafią z mężem zbliżyć się do siebie, każde z nich osobno przeżywa dramat. 
Vera pewnej nocy musiała iść do pracy i zostawiła w nędznym, choć bezpiecznym jak jej się zdawało mieszkaniu swojego trzyletniego synka. Gdy rano wróciła do domu, Daniela nie było. Nikt nie potrafił jej powiedzieć, co się z chłopcem stało. Policja lekceważy jej zgłoszenie. wszak jest kolejną zawracającą głowę nędzarką. 
Claire dostaje polecenie napisania artykułu o jeżynowej zimie sprzed blisko 80 lat. Trafia na ślad historii Very. Sprawa zaginionego chłopca na tyle ją intryguje, że rozpoczyna własne śledztwo. postanawia rozwikłać sprawę, co do tej pory nie udało się policji. Co prawda Verze juz nie pomoże, ale przebieg śledztwa i jego następstwa będą zadziwiające i niespodziewanie uratują ją samą.
Niesamowita, poruszająca i dająca nadzieję opowieść. Sarah Jio w fantastyczny sposób pokazuje co w życiu ma prawdziwą wartość, a co jest tylko bzdurną ułudą, o co warto kruszyć przysłowiową kopię, a co nie ma absolutnie znaczenia. Ważne, żeby w porę dostrzec i jedno i drugie. Jeżynowa zima sprawia, że pogrążamy się w lekturze, ale poza tym nabieramy siły, a to chyba każdej z nas od czasu do czasu jest potrzebne. Jest to taka historia, którą ja nazywam plasterkiem na zbolałą duszę. Gorąco zachęcam do lektury.

8 komentarzy:

  1. A mnie akurat Marcowe fiołki bardzo zachwyciły, dlatego śmiem przypuszczać, że powyższa książka również przypadnie mi do gustu tym bardziej, że tak pochlebnie ją oceniasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety dotąd nie miałam okazji zapoznać się z twórczością autorki, ale ostatnio udało mi sie wygrać u ejotka "Dom na plaży" tej autorki. Dlatego też jeśli przypadnie mi ona do gustu to chętnie sięgnę również po inne jej historie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam autorki chociaż jej książki dosyć często recenzowana są na blogach. Może kiedyś uda mi się dorwać jakiś tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Twojego opisu ksiazka wyglada interesujaco:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam w starym wydaniu i bardzo miło wspominam:) Pozostałe książki autorki, poza "Kameliowym ogrodem", którego nie udało mi się nigdzie dorwać, też mi się podobały:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po "Domie na plaży" oczekuję samych wspaniałości :) cieszę się, że nie powinnam się zawieść.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym bez wyrzutów sumienia czytać takie lektury. Ciągle szkoda mi czasu, choć niejedna tego typu ksiązkę przeczytałam i było... cool! :)

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.