Strony

czwartek, 20 czerwca 2013

Sytuacja awaryjna, czyli z życia wzięte (4)...

Wychodzę z pracy, jadę już do domu, po drodze basenik:), ale musiałam na szybko napisać kilka słów...
Dzwoni przed chwilą do mnie firma z jednej z miejscowości z okolic Łodzi. Tłumacz im się rozchorował,. a  drugi z tym samym językiem co ja, nie chce przyjąć zlecenia (ciekawe dlaczego? zaraz się dowiecie:)). Firma wie, że sytuacja awaryjna, dla nich patowa, innostrańcy dzisiaj póżnym wieczorem mają wylądować na Okęciu, trzeba ich odebrać i zająć się nimi, w sobotę wieczorem odlatują do siebie. W związku z  tym, że sytuacja patowa, firma dobrze zapłaci.... Hehe..dobre sobie:)
Bardzo firmie zależy żeby tłumacz był w języku ojczystym kontrahenta nie angielskim, dlatego bardzo mnie proszą...blablabla...
No ok, na szybko pomyślałam, niech będzie, jakoś udobrucham męża, że nagle zniknę z domu (on z kolei często znika, jak klienci z problemami prawniczymi dzwonią, więc remisik będzie), na Okęcie na póżny wieczór dojadę.
W głowie uruchomił mi się kalkulator, vaty i inne pierdółki policzyłam i podaję firmie kwotę x...o 1/2 wyższą niż normalna, skoro sytuacja patowa, chcą dobrze zapłacić, a w razie czego mogę trochę opuścić, bo taki bezpieczny zapas kwotowy podałam.
A firma owszem zapłaci, ale połowę normalnej stawki, takiej płatnej nie w przypadku sytuacji awaryjnej. Czyli po polskiemu - ja np. poprosiłam o 1500zł. (1000zł. stawka normalna +50%) a oni chcą zapłacić 500zł. bo więcej nie mają. I jeszcze komentarz, że powinnam się cieszyć, że chcą ze mną współpracować. Nie muszę dodawać, że oferty nie przyjęłam. Rozumiem, że jest kryzys, ale wytłumaczenie mężowi i zawiedzionym dzieciom, którym coś tam obiecałam na ten weekend, też ma swoja cenę, a ta była zdecydowanie za niska. 
I takie to jest robienie interesów po polsku. 
Jadę na basen:)

14 komentarzy:

  1. Rozbrajające. Dają Ci pracę a ty grymasisz? Sama praca jest dobrem samym w sobie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca jest dobrem i obecnie coraz częściej przywilejem, ale niekoniecznie prawie wolontariat

      Usuń
  2. Ciesz się, że nie kazali Ci dopłacić za zaszczyt pracy z nimi

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie rzeczy tylko w Polsce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. I bardzo dobrze zrobiłaś! Ja też ostatnio mam zalew propozycji pracy za zaszczyt i symboliczne kwoty. Odpowiadam, że niestety, ale nie stać mnie na luksus pracy za darmo. I wiesz co? Jedna firma, której tak odpowiedziałam, odezwała się później z przeprosinami i konkretną propozycją. Jak człowiek sam się nie szanuje, to próżno liczyć na szacunek innych.

    OdpowiedzUsuń
  5. :) :) :) Jak w socjalizmie - powinnaś przyjąć, podziękować i jeszcze dopłacić za przywilej pracy !

    OdpowiedzUsuń
  6. A może liczyli, że w podzięce za zainteresowanie jeszcze im drinka po pracy postawisz.
    Też mnie wkurzają klienci męża, którzy się nie znają, ale chcą szybko, dobrze i za darmo.

    Ja zawsze powtarzam JAKA PŁACA TAKA PRACA!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. fascynująca jest logika tej firmy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jak już ktoś napisał - trzeba się szanować, a nie pracować za niskie stawki. Sa niestety osoby, które mimo to za każdą cenę zrobią co im karzą, i później normalny człowiek proponuje normalną cenę, z której ma wszystko opłacić i jeszcze zarobić, a klient wielkie oczy, że tak drogo. Znam te klimaty, oj znam aż za dobrze :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Cholera, wszystko tłumaczą kryzysem - czy ja idę do sklepu i mówię, że zapłacę za chleb, ale tylko połowę, bo mam kryzys???

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak sytuacja awaryjna to dla mnie zrozumiałe,że prawdopodobnie muszę zaplacic więcej.Na sytuacje normalną maja pienieniądze,a na awaryjna nie maja.Jedno drugiemu przeczy....nie dziwie się,ze masz nerwa

    OdpowiedzUsuń
  11. Na sytuacje normalna maja pieniądze,a na awaryjną nie mają?Jedno drugiemu przeczy.Nie dziwie się,że masz nerwa

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.