Strony

środa, 29 grudnia 2021

Zaklinacz koni - Nicholas Evans


Wydawnictwo Zysk i Ska, Moja ocena 5,5/6

Wspaniała książka, ponadczasowa, do której z wielkim sentymentem i przyjemnością wracam co kilka lat. Od premiery minęły ponad 2 dekady, ba, blisko 25 lat, a opowieść Nicholasa Evansa zachwyca kolejne pokolenia i przekazuje pewne prawdy, które są aktualne, niezależne od miejsca, czasu, koloru skóry i wykształcenia.
Za każdym razem, gdy po nią sięgam, książka wzbudza we mnie inne emocje. Wiadomo, po kilku latach każdy z nas jest inny, każdy ma odrobinę inne spojrzenie na świat, każdy inaczej odbiera te same kwestie. Jednak za każdym razem emocje, odczucia są równie silne.
Gdy pod koniec lat 90. XX wieku po raz pierwszy czytałam Zaklinacza.. byłam nastolatką, 10 lat póżniej dorosłą kobietą, teraz hmmm :) sami sobie dopowiedzcie.
Za pierwszym razem emocje były ogromne. Gdy ma się naście lat wszystko przezywa się niezwykle mocno, emocjonalnie. Po latach sentymenty odrobinę mnie opuściły, no może więcej niż odrobinę. Na plan pierwszy wysunęły się pewne wartości, przez pryzmat których patrzę na treść i przesłanie książki.
Oszustwu, okrucieństwu, złu mówię zdecydowanie NIE. Dlatego trudno mi polubić główną bohaterkę. Nie będę pisać o co dokładnie mi chodzi. Nie chcę wam odbierać przyjemności wynikającej z lektury książki. Poza tym każdy może postać odebrać inaczej.
Jednak mimo braku sympatii do głównej bohaterki, uważam, że to bardzo dobra postać. Dobra w sensie konstrukcji, ukazania pewnych cech człowieka, nie charakteru, konsekwencji czynów, walki ze sobą. Warto na nią zwrócić uwagę.
Napisałam, iż sentymenty mi minęły. Owszem. Jednak nadal, mimo upływu lat, jestem wrażliwa, i to bardzo, na krzywdę zwierząt, na ich złe traktowanie. I tu pojawia się kwestia głównej bohaterki, która po tragicznym wypadku bardzo żle traktuje swojego konia. To, co przeżywa ona, człowiek, ma dla mnie mniejsze znaczenie od tego, co czuje i przeżywa jej koń. Nadal nie potrafię nad tym przejść do porządku dziennego. Wiem, że Grace cierpi, ale cierpi też jej koń, Pielgrzym.
Tak, jak wcześniej napisała, Zaklinacz koni jest emocjonalny i ponadczasowy.
Ach, mogłabym tak pisać i pisać. Jak widzicie na moim przykładzie, Nicholas Evans napisał wyjątkową książkę, którą można czytać niezależnie od tego, gdzie, z kim i kiedy się jest. Polecam i zazdroszczę tym, którzy lekturę, ten 1. raz mają jeszcze przed sobą.

2 komentarze:

  1. Po tą książkę pewnie sięgnęłabym jeszcze kilka lat temu. Jednak przez ostatnie lata mocno zmienił mi się gust czytelniczy i nie przewiduję wracania do twórczości tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Narobiłaś mi wielkiej ochoty na lekturę tej książki.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.