Strony

sobota, 10 marca 2018

Kredziarz - C. J. Tudor

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 3/6
Gdy jakaś książka ma tak rozdmuchany marketing, hasła lepszy od.., taki jak... od razu nasuwa mi się pytanie, na ile jest to potwierdzeniem jakości książki, a na ile samym, pustym marketingiem.
W przypadku Kredziarza prawda leży pośrodku. Książkę nieźle się czyta, choć do porywającego thrillera, którego nie sposób odłożyć na półkę (jak głoszą hasła reklamowe) sporo dziełu C. J. Tudora brakuje.

Książka ma pół na pół plusów i minusów.
Plusy to przede wszystkim ciekawie nakreślone tło, senne angielskie miasteczko z 1968 roku. Spokojna, nieomal zawieszona we śnie  osada z brukowanymi uliczkami, ślicznymi domkami, przystrzyżonymi trawnikami i herbaciarniami. Idealne miejsce do zamieszkania, wychowywania dzieci. 

Ale to tylko pozory, za którymi kryje się prawdziwa twarz tego miejsca. Bynajmniej nie jest to pozytywna, ciepła twarz.
Atutem jest też ciekawie nakreślona grupa małoletnich (12-letnich) bohaterów, z których każdy skrywa jakieś sekrety.
Inny plus, to ciekawie przeplatające się wydarzenia z 1968 i 2016 roku. Autorka bardzo dobrze je połączyła.
Teraz minusy. Wątek zła, które w opisywanym okresie wręcz spada na idyliczne miasteczko i jego mieszkańców..no cóż, moim zdaniem zbyt może nie tyle naciągany, co niedopracowany. Czytając te fragmenty książki pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak literackiego doświadczenia autorki. Wielu porównuje opisy grozy do Stephena Kinga. No na miłosierdzie, miejcie litość, gdzie King, a gdzie Tudor.

Liczne zwroty akcji, które powinny być atutem książki są w wielu przypadkach takie jakby na siłę dołożone do treści, często całkowicie oderwane od przewodniego tematu. Szkoda, bo gdyby autorka popracowała nad tą kwestią mogłaby z tego być dobra, wciągająca, z sensownie powiązanymi wątkami i wydarzeniami książka.
Poza tym zakończenie..jakby to napisać..wyłożone wręcz na tacy, poprzedzone wieloma wskazówkami, trudno nie zgadnąć kilkanaście stron przed końcem lektury, kto, co, jak i dlaczego. Sami przyznacie, nie ma nic gorszego w thrillerze (lub książce chcącej za thriller uchodzić) niż takie spalenie finału.
W thrillerze, kryminale oczekuję tajemnicy, aury (narastającej) zagrożenia, suspensu, nieprzewidywalności. Niestety, ale w Kredziarzu tego wszystkiego brak.
Same dobre dialogi, doskonała sceneria, ciekawie odmalowane postaci to za mało, żeby Kredziarza uznać za porywający thriller. Jest to nie najgorsza lektura, ot obyczajowe czytadło z wątkiem kryminalnym (lekkim wątkiem kryminalnym), ale z pewnością nie zapierający dech w piersiach thriller.




 

7 komentarzy:

  1. Szkoda,że Cie rozczarowała.Słyszałam o niej wiele dobrego :3

    OdpowiedzUsuń
  2. o nieska ocena mnie zmartwiła, bo ja tak ciągle się do tej książki przymierzam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, thrillera mało w tym thrillerze, ale mi się książka podobała, głównie przez klimat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka bardzo ostatnio popularna, zupełnie nie w moim klimacie, a już Twoja recenzja przekonała mnie, że się za nią nie wezmę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałem przeczytać, ale raczej zrezygnuję. "Kredziarz" intensywnie promowany jest na instagramie, a zachwyty nad treścią traktuję nieco podejrzanie..

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja czytałam i mnie się podobała, choć nie wywołała u mnie strachu, na co liczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest na mojej liście do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.