Strony

czwartek, 18 października 2012

Niebiosa są puste - Avrom Bendavid-Val

Wydawnictwo Świat Książki, Okładka twarda, 173 s., Moja ocena 6/6
Niebiosa są puste to cienka, ale niezwykle wstrząsająca i poruszająca pozycja o zagładzie nie tylko Żydów, ale całej miejscowości Trochenbrod, czyli po naszemu Zofiówki. Z każdej strony w trakcie lektury wyłania się historia, nieszczęście, ból, cierpienie i wołanie o pamięć.
Miasteczko to, a w zasadzie wspomnienie po nim, znajduje się na terenie obecnej Ukrainy,  na Wołyniu. Trochenbrod (Zofiówka) do 1942 r. był spokojną osadą żydowskich rolników do dnia, gdy w 1942r. zostało wraz z jego mieszkańcami zmiecione dosłownie z powierzchni ziemi przez nazistów.
Autor książki, Bendavid-Val to Amerykanin żydowskiego pochodzenia, jednocześnie potomek mieszkańców Trochenbrodu. W książce opisuje jak przez wiele lat tropił każdy najmniejszy nawet ślad po swojej rodzinie, znajomych, po wiosce. Jak za wszelka cenę próbował zrekonstruować historię żydowskiej osady.

Tam, gdzie niebieska kropka znajdował się Trochenbrod.

W latach 30. XX w.  Trochenbrod był typową w tamtejszych stronach rolniczą osadą, mieszkało w nim ok. 6 tys. Żydów (w miasteczku zamieszkiwała tylko 1 rodzina nieżydowska) . Zajęcie mieszkańców miasteczka było nietypowe, Żydzi bowiem niezwykle rzadko zajmowali się uprawą ziemi, zazwyczaj trudnili się handlem i rzemiosłem. Trochenbrod założyło kilka rodzin żydowskich, które na początku XIX w. osiedliły się na bagnistej polanie otoczonej sosnowym lasem. Trochenbrod różnił się jeszcze tym od innych osad z tego regionu, że był w zasadzie samowystarczalny i nie był związany z  żadnym z  okolicznych miast. W miasteczku doskonale prosperowały handel i prawie każdy rodzaj rzemiosła. 

Poniżej zdjęcia z Trochenbro, gdy osada jeszcze istniała... i grób pamięci jednego z mieszkańców.



W sierpniu 1942 r. do miasteczka wkroczyli Niemcy i zaczęli wywozić nieświadomych niczego mieszkańców do leżącego nieopodal lasu, gdzie czekały na nich doły. Kazano im układać się w dole, na ciałach tych, którzy weszli wcześniej. Potem szucmani chodzili wzdłuż krawędzi dołu, strzelając ofiarom w tył głowy tak, jak zrobili z ludźmi leżącymi pod spodem - pisze autor książki. Ocalało bardzo niewiele osób. Kilka z nich udało się autorowi książki w trakcie żmudnych badań i poszukiwań odnaleźć. Opisali mu ze szczegółami masakrę Trochenbrodu i jak udało im się przeżyć. Np. Basia -Ruchla Potasz opowiedziała jak chowała się wraz z najbliższymi za fałszywą ścianą, przezornie zbudowaną w szopie przez jej ojca.
Potaszowie spędzili zimę w pobliskim lesie, przed Niemcami i współpracującymi z nimi Ukraińcami ukrywając się w ziemiankach. Basia-Ruchla wspomina, że od śmierci głodowej ratowali ich polscy i ukraińscy chłopi.
Inny mieszkaniec Trochenbrodu, któremu udało się uniknąć śmierci z rąk nazistów, powiedział autorowi książki, że w 1950 r. odwiedził miejsce, gdzie przed wojną znajdowało się miasto i nie znalazł śladów jego istnienia. Smutne, tragiczne, dające dużo do myślenia, jak szybko można zniknąć z powierzchni ziemi, jak szybko można zapomnieć. Na szczęście nie wszyscy zapomnieli.
Wiele domów w Trochenrbrodzie zniknęło wkrótce po zamordowaniu ich mieszkańców. Naziści rozebrali domy, część materiałów uzyskanych w ten sposób wywieźli do Niemiec. Po nadejściu Armii Czerwonej w 1944 r. Ukraińcy z okolicznych wsi zabrali z Trochenbrodu wszystko, co się dało, z płytami chodnikowymi włącznie. W ten sposób Trochenbrod przestał istnieć. Przez kilka miesięcy zatarto wszelkie ślady po kilku tysiącach żyjących tam ludzi, po ich życiu ich istnieniu. Jedynym śladem głównej drogi, która była kręgosłupem miasteczka, jest biegnąca po pustkowiu droga, którą jeżdżą ciągniki i wozy konne oraz dwa pomniki z ciemnego granitu, upamiętniające Trochenbrod i jego mieszkańców.

Tak wygląda obecnie główna ulica Trochenbrodu...
Wielu ocalałych mieszkańców Trochenbrodu osiadło np. w Brazylii, Argentynie, Izraelu. 
Z większością z nich autorowi udało się skontaktować, stąd tak rzetelna i poruszająca treść książki. Niektórzy ocaleni przekazali mu zdjęcia, listy członków rodziny, dokumenty bankowe oraz relacje z pierwszej ręki dot. organizacji emigrantów z Trochenbrodu, działających m.in. w Montrealu, Baltimore, Bostonie, Chicago, Nowym Jorku, Toledo. Trochenbrodzianie (jak nazywa ich autor) podróżując po świecie, często zatrzymywali się u rodzin pochodzących z Trochenbrodu, świadczy to o tym, jak blisko ci ludzie są związani ze sobą, mimo iż rozproszeni po całym świecie. Wielu z nich nadal wspomina Trochenbrod, jak np. Ida Liss: (…) Jak pan myśli, co robię, gdy kładę się spać? Nie oglądam telewizji, nie widzę dobrze, nawet nie włączam telewizora. Co więc robię? Rozmyślam bez przerwy o moim życiu, o Trochenbrodzie. Widzę go. Widzę. Mam Trochenbrod przed oczyma.
Tytuł książki może dziwić, może się wydawać niewytłumaczalny, nic nie mówiący. W zasadzie, prawie do końca lektury nie wiedziałam, co on oznacza. A oznacza niezwykle wiele, jest bardzo znaczący, wymowny i poruszający.  Nawiązuje bowiem do słów jednego z dawnych mieszkańców Trochenbrodu Tuwii Droriego, który przed wojną wyjechał do Palestyny. Droriego tak powiedział autorowi: Słyszeliśmy od ocalałych, że gdy do dołów prowadzono głównego rabina miasta, w tałesie i z rodziną u boku, podniósł ręce ku niebu i zawołał: 'Gdzie jest Bóg miłosierny, najwyższy sędzia, opiekun wdów i sierot? Czy może być, że niebiosa w rzeczywistości są puste?.
Mogę tylko napisać jedno- książkę polecam, ba nawet mamy obowiązek ją przeczytać, poznać, a to za sprawa pięknego języka, którym książka jest napisana, długotrwałego, niezwykle skrupulatnego dochodzenia, jakie przeprowadził autor i masy, masy cudownych wspomnień ocalałych i nie tylko mieszkańców Zofiówki. Plusem jest piękne wydanie, poruszająca okładka i słowniczek terminów hebrajskich i żydowskich oraz bardzo szczegółowe źródłoznawstwo.
Mimo brutalnej szczerości z jaką książka jest napisana, niezwykle okrutnych opisów, poruszających i wyciskających łzy wspomnień jest to moim zdaniem pozycja obowiązkowa.
O Trochenbrodzie, zwanym też Zofiówką, opowiada film Wszystko jest iluminacją (2005). W żydowskiej osadzie mieszkał dziadek Jonathana Safrana Foera (w tej roli Elijah Wood), który odbywa po latach podróż na Ukrainę, aby odnaleźć wybawicielkę jego dziadka. 


Zdjęcia i mapka pochodzą ze stron:
www.forward.com
www.bet-tal.com (niesamowicie poruszająca strona, poświęcona właśnie Trochenbrod, zajrzyjcie)
Znalazłam jeszcze taki króciutki filmik o Trochenbrod.


Następna lektura, jaką wezmę do ręki musi być lekka i zabawna, za dużo zła i nieszczęścia znalazłam w książce o Trochenbrod.

7 komentarzy:

  1. Strasznie drastyczne książki ostatnio czytasz! I mimo, że na pewno są bardzo ciekawe, bo nasza historia taka jest, to ja jednak odpuszczam wszelka tematykę wojenną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak się złożyło, ale już mam przesyt. Następna lektura to romans historyczny, a pózniej jakaś lekka obyczajówka.

      Usuń
  2. Już zdjęcia wywołują wrażenie, jeśli wie się jaka będzie tematyka...wyobrażam sobie, że ta "książeczka" jest niezwykle przejmująca...

    OdpowiedzUsuń
  3. Po okładce i tytule (tym pogrubionym, bo w pierwszej chwili na małym zdjęciu podtytułu nie udało mi się przeczytać) spodziewałabym się czegoś innego (dodam: czegoś, co raczej by mnie nie zainteresowało) - jakie to nieraz pierwsze wrażenie jest mylne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat książki trudny, ale warty zapamiętania

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.