Strony

sobota, 12 maja 2012

Kądziel - Maria Rodziewiczówna

Wydawnictwo MG, Okładka miękka, 208 s., Moja ocena 5,5/6
Kądziel to pozycja wyjątkowa w dorobku Marii Rodziewiczówny. 
Ur. 02.02.1863r. Na Grodzieńszczyżnie, zm. 16.11.1944r. k. Skierniewic. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Jej rodzice brali aktywny udział w postaniu styczniowym, za co spotkały ich poważne represje ze strony władz zaborczych. Większość życia pisarka spędziła w Hruszowej na Polesiu w majątku ziemskim. Tam powstało najwięcej jej powieści. Większość utworów powstało, gdy Polska była jeszcze pod zaborami, nic więc dziwnego, że głównym tematem powieści pozostaje przede wszystkim walka o uratowanie majątku ziemskiego przed obcymi, choćby kosztem osobistego szczęścia, co automatycznie wiąże się z zachowaniem języka, kultury i religii. Jednak w kręgu zainteresować pisarki była też emancypacja kobiet. Stowarzyszenie Ziemianek, którym kierowała za cel stawiało sobie podniesienie statusu ekonomicznego, kulturalnego i zawodowego kobiet wiejskich. Dała temu wyraz także w książkach. Grażyna Borowska opisująca jej pisarstwo zauważa: Niezwykłą postać kobiecą stworzyła pisarka w powieści Kądziel (1899); bohaterka tego utworu dźwiga brzemię obowiązków domowych, na swój sposób tyranizuje rodzinę, trzymając wszystko żelazną reką, wymagajac od otoczenia pracy i wysiłki. Świat stworzony w 'Kądzieli' to republika kobiet, mocny wariant rzeczywistości, zbudowany bez udziału mężczyzn.
Pierwsza publikacja tej powieści miała miejsce na łamach Tygodnika Mód i Powieści w 1898 r. (numery 1-39). Wydanie książkowe ukazało się rok później. Jest to powieść wyjątkowo, ponieważ opowiada o wyjątkowych kobietach. Opowiada także o ich dniu codziennym, walce z przeszkodami, emancypacji. Książka jest, jakby dwubiegunowa, z jednej strony jest ostra, twarda, taka, jakie są jej bohaterki, a z drugiej strony niepozbawiona humoru. 
Kądziel, jak żadna inna powieść ukazuje poglądy autorki, poglądy, które jak na tamte czasy miała wyjątkowo śmiałe i za które była wielokrotnie krytykowana. Rodziewiczówna była także wielokrotnie krytykowana za samą powieść. Współcześni jej (a szczególnie kobiety) nie mogli autorce darować tak bezceremonialnego potraktowania. Rodziewiczówna ukazała dwa typy kobiet, z jednej strony tzw. twarde baby, które same bez mężczyzn dają sobie ze wszystkim radę, a z drugiej strony lekko infantylne dziewczęta, źle ubrane, żle odnoszące się do innych, myślące tylko przyjemnościach i mężczyznach, które trzeba wyprowadzić na właściwą, jedyną słuszną zdaniem autorki drogę. Pisarka zajęła także wyrażne stanowisko przeciw zbyt skrajnie pojętej emancypacji oraz przeciwko nagminnej w tym czasie migracji młodych. Przy czym trzeba docenić, jak doskonale, jak umiejętnie pisarka wplotła kwestię w/w problemów w treść Kądzieli. Moim zdaniem efekt po trosze edukacyjny udało jej się osiągnąć nie czyniąc z powieści dzieła w tonie moralizatorskim. 
Główna bohaterka to Taida Skarszewska. Kobieta – terminator, jakbyśmy mogli ją dzisiaj nazwać. Sama od lat zarządza sporym majątkiem i wychowuje dwóch synów. Od razu nasunęło mi się porównanie do samej Rodziewiczówny, która od zawsze wiedziała czego chce, miala silny wręcz męski charakter i sama przez lata kierowała całkiem sporym majątkiem ziemskim.
Jak pisze Maria Rodziewiczówna: (…) Była to kobieta, którą bieda i praca wychowała, bieda i praca nauczyła, bieda i praca towarzyszyła wiodąc przez życie. W tej kompanii stwardniało jej serce, wyrobił się despotyczny charakter - nawet zgrubiały rysy, głos, wyrażenia. Była bezwzględna dla słabości, wymagająca cnoty jako obowiązku, pracy jako jedynej dźwigni i celu życia, pogardzająca próżniakiem jak przestępcą, prawiąca prawdę ostrą twardo, bez żadnych ogródek! (...)Przez całe swe życie wierna była "Gazecie Warszawskiej" i wierzyła w nią bezwarunkowo co do polityki i korespondencyj rolniczych, potem zaprenumerowała "Kraj", ale co rychlej się wycofała. Można dostać żółtaczki z irytacji czytając ich polemiki! I co z tego za korzyść! Ja wiem, że jest ciężko, źle, nieznośnie! Ale jak mi kto będzie bezustannie przypominał, to mnie cała moc odpadnie i robić nic nie zechcę! Człowiek dwa razy nie żyje ani doli sobie nie wybiera. Jaka mu wypadła, musi ją odbyć. Na tamtym świecie będzie ład, a tutaj nigdy! (...) Życie jej upłynęło w Rudzie, a dzieła i czyny nie wyszły poza zakres szarego tłumu ziemian. Gdyby była mężczyzną, stałaby się luminarzem powiatu, ale że była kobietą, więc nie miała głosu ni w radzie, ni w sądzie, ni na zjazdach marszałkowskich - nigdzie. Nie mogła zaprotestować, gdy podwyższono podatki, ani obronić się, by jej nie wyznaczano reparacji dróg o siedem mil, ani wpłynąć na obniżenie procentów w Banku Wzajemnego Kredytu, którego była członkiem; miała tam głos, ale osobiście go używać nie miała prawa. Miała wszystkie ciężary obywatela, bez żadnych prerogatyw. Osiemnastoletnią dziewczyną wyszła za mąż, gdy miała dwadzieścia dwa lata została wdową z dwoma synami i mnóstwem długów. Naznaczona opiekunką małoletnich, długie lata była pod kontrolą marszałkowskiej kancelarii, pilnowali ją ostro panowie sąsiedzi, wymagano szczegółowych rachunków, wtrącano się we wszystko. Ale długów nikt nie płacił - tylko ona, klęsk nikt nie wynagradzał - tylko ona, biedy nikt nie cierpiał - tylko ona, synów nikt nie uczył - tylko ona, i Rudy nikt nie kochał - tylko ona.
Kądziel to niezwykła opowieść o losach kobiet, żyjących w ciężkich czasach, kiedy emancypacja dopiero kiełkowała. Rodziewiczówna często poruszała temat kobiet, które przez uczestnictwo mężczyzn w powstaniach i zsyłki musiały brać sprawy w swoje ręce. Między innymi ten fakt przyczynił się do umocnienia pozycji kobiet w społeczeństwie, które musiały przejąć także czysto męskie obowiązki.  
Gorąco zachęcam do lektury tej niezwykłej powieści. Czasami warto sięgnąć po sprawdzonych, choć często niemodnych, z lekka anachronicznych (jak niektórzy twierdzą) autorów. Mądrość i przesłania zawarte w ich dziełach są częstokroć ponadczasowe. 

19 komentarzy:

  1. tej autorki akurat za bardzo nie lubię, jakoś nie ciągnie mnie do jej książek, więc odpuszczę lekturę
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednak nie potrafię zainteresować się prozą Rodziewiczówny, a próbowałam nieraz:(
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się interesowałam wiele lat temu - ale polecam :))czasami trzeba się zmusić by póżniej być mile rozczarowanym i pomyśleć kurcze to jest dobre - ja wiele razy tak miałam i mam - mam duzo książek niektóre wiecznie odkładam na póżniej nie mogę się przekonać ale czasami nie mam co czytać i wracam do przeglądania tego co mi się nie chce - jestem zdziwiona czemu juz wcześniej nie przeczytałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie tak samo mam. A niekiedy biorę się szybko za hit wydawniczy i...wielkie, mega rozczarowanie.

      Usuń
  4. Spróbowałabym, ale jeszcze mam świeżo w pamięci rajd powieści pozytywistycznych, jaki mi zafundowano w liceum. I po prostu nie mogę jeszcze sięgnąć po nic z tamtego okresu, choćby nie wiem, jak dobre, zwyczajnie mi się przejadło. Chociaż, kurcze, powieści napisana przez kobietę, która atakuje trochę wojującą emancypację, nawet dziś jeszcze nie do pomyślenia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale wiele o niej słyszałam. Lubię lektury tego typu, a więc kiedyś przeczytam jej jakąś książkę

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałem, ale z pewnością nadrobię te zaległości :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Znikł mój komentarz..., bu. Swoją drogą, ostatnio coś często znikają komentarze, bez udziału osób trzecich, z mojego też parę się ulotniło...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem już po lekturze tej powieści (pisałam o tym na swoim blogu) i jestem pod wielkim wrażeniem. W ogóle lubię Rodziewiczównę i mogą sobie pisać o niej co chcą:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubię Rzedziewiczównę, zapomniana trochę, anachroniczna, ale wspaniała i warta przypomnienia. Czytałam twoją recenzję, świetna, no ale czego można spodziewać się innego po Tobie:)?! Ja już nie bardzo chciałam ciągnąć temat pozytywizmu, żeby nie wyszło, ze od ciebie zapożyczyłam. Jeny, jak ja uwielbiałam lekcje polskiego w szkole i lektury, nawet te obowiązkowe. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za komplement:) Ja za to bardzo chętnie czytam twoje recenzje:)
      Wiesz, że ja szkołę przetrwałam właściwie tylko dzięki lekcjom polskiego i żeby nie przerywać sobie tej przyjemności, wybrałam się na polonistykę. Było warto:) Muszę też przyznać, że jako jedna z nielicznych osób w szkole bardzo lubiłam i lubię nadal epokę pozytywizmu, a więc i kochaną Rodziewiczównę:) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  9. Jak będę mieć okazję, nie powiem nie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba już coś Rodziewiczówny polecałaś, czy się mylę? Ja kiedyś jako nastolatka bardzo chętnie ją czytałam, teraz nie wiem, czy by mi się spodobał ten klimat. Choć pewnie się nie dowiem, jeśli nie spróbuję:-)

    Zeklnij mnie, obłóż klątwą, sponiewieraj, ale się nie wymiguj - oTAGowałam Cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, polecałam jakiś czas temu Farsę pani Heni. Ale Kądziel jest zupełnie inna w klimacie.

      Usuń
    2. Co do otagowania to jesteś druga w kolejce do wyklęcia:) :) :) po niedzieli zajrze do ciebie i zobaczę pytania.

      Usuń
  11. Nie miałam okazji czytać Rodziewiczówny, choć przyznam, że nosiłam się z takim zamiarem przy wyzwaniu majowym Trójka e-pik, ale jakoś mi umknęła ta myśli.
    Podziwiam Twoją listę "Będę czytać", oj sporo tych książek sama bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę czytac to plany, zobaczymy, jak to w praktyce wyjdzie. Rodziewiczównę lubię, nie w nadmiarze, ale rozsądnie dawkowaną lubię.

      Usuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.