wtorek, 31 stycznia 2017

Soraya - Meltem Yilmaz

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 4,5/6
Soraya to opowieść o losach 19-letniej Syryjki. Historia rozgrywa się teraz, w trakcie okrutnej dziejącej się na naszych oczach wojny. Pewnego dnia dziewczyna wraz z rodzicami traci wszystko. Cała rodzina trafia do obozu dla uchodźców w Turcji.
Wtedy ojciec Sorayi podejmuje dla nas ludzi z Europy zupełnie niezrozumiałą decyzję - decyduje się wydać ją za mąż. Samo to nie jest szokujące. Porusza natomiast fakt w jaki sposób to robi. Kobieta dopiero w drodze do przyszłego męża dowiaduje się, że będzie drugą żoną o trzydzieści lat starszego mężczyzny. Ma jej to rzekomo zapewnić bezpieczeństwo. Czy tak będzie istotnie?
Soraya to powieść, ale nie mam wątpliwości, iż oparta na faktach. Być może nie istniała ta konkretna kobieta o tym imieniu, ale z pewnością były i będą inne podobne, które znajdą się w zbliżonej lub nawet identycznej sytuacji.
Autorka w swojej opowieści porusza dwie ważne kwestie - jedna dot. kultury, obyczajów w jakich żyje Soraya i jej rodzina, a druga to sprawa toczącej się w Syrii okrutnej wojny i losu milionów ludzi.
Oba tematy niezwykle trudne, oba ważne bo stosunkowo rzadko u nas poruszane. Niby wiemy, że ta wojna to okrucieństwo, zło, bestialstwo, ale tak naprawdę zbyt mało się o tym mówi, pisze. Trochę lepiej (ale niewiele) jest ze sprawą losu kobiet w Syrii i innych ościennych krajach. Pisze się o tym więcej, ale też moim zdaniem za mało. Dobrze, że Yilmaz wypełnia choć w części tę lukę.
Mam natomiast pewne zastrzeżenia co do sposobu w jaki to robi, jak porusza oba tematy.
Przez całą opowieść bezlitośnie manipuluje uczuciami czytelnika. Opisy, wzmianki o wydarzeniach są bardzo obrazowe. Do tego dochodzi sytuacja w jakiej znalazła się po ucieczce z Syrii rodzina Sorayi. Ojciec został kaleką, matka nieomal postradała zmysły, stracili wszystko.Trudno nie dać się uwieść tak poruszającym obrazom wojny, obozu dla uchodźców czy niedoli kobiet w tych miejscach jakie przed nami odmalowuje. Choć całość w kilku momentach trąci sporym infantylizmem, to taka manipulacja ma dobre strony, choć nie ukrywam, zgrzyta mi to pod względem literackim. 

Z pewnością opowieść sprawi, iż czytelnicy bardziej zwrócą uwagę na okrucieństwo wojny, na los kobiet na Bliskim Wschodzie. Książką bez wątpienia zapadnie w pamięć na długo.
Dodatkowo po skończeniu lektury w głowie czytelnika kłębi się wiele pytań Czy to, jak postąpił ojciec było właściwe, czy rzeczywiście uważał, że tak dla córki będzie lepiej? Czy nie można zakończyć tego bestialskiego konfliktu?
Jestem przekonana, iż ta powieść spełni swoje zadanie. Jednak nie wiem, jak Sorayę ocenić. Tzn. dałam ocenę 4,5/6. Z jednej strony uważam, że to ocena za niska. Książka jest potrzebna i to bardzo. Z drugiej jednak strony nie ukrywam, pod względem literackim nie jest to arcydzieło. Gdybym miała oceniać stronę stylistyczną ocena byłaby niższa. W związku z tym pozostaję w takim niezdecydowaniu.
Mimo literackich niedociągnięć gorąco zachęcam do lektury. Warto.

Szpagat - Joanna Chojnacka

Wydawnictwo IV Strona, Moja ocena 6/6
Rozpoczynając lekturę Szpagatu nie wiedziałam czego się spodziewać. Na pewno jednak nie liczyłam na tak doskonałą powieść, wspaniale skonstruowaną, wręcz misternie utkana, prezentującą obraz człowieka, którego od początku znielubiłam, a pod koniec polubiłam.
Aleksander Biernacki, główny bohater, to żyjący w latach 50. XX wieku w Polsce cyniczny, zgorzkniały, antypatyczny człowiek z przeszłością i po przejściach. Chojnackiej genialnie wprost udało się ukazać zarówno teraźniejszość bohatera, jak i jego przeszłość oraz zachodzące na tym tle zmiany w jego charakterze, postępowaniu i postrzeganiu świata.
Biernacki od początku wzbudzał we mnie dwa rodzaje uczuć - niechęć, a jednocześnie zaciekawienie.
Niechęć wiadomo z czego wynikała, z jego stosunku do świata i kobiet. Zaciekawienie - z tego co tak naprawdę ukształtowało tego człowieka, jakie wydarzenia były jego udziałem. Tu na uwagę zasługuje obraz rodziny Aleksandra, z dominującą postacią koszmarnego tatusia i przewijającej się sporadycznie w tle mamy. Smutne, że bohater ma tak negatywne, toksyczne wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości.
Stosunek Aleksandra do matki doskonale obrazuje ten cytat:
Moja matka nie miała odchodzić tak młodo. Zostawiłem ją, bo choć widziała we mnie ideał, nie mogłem jej wybaczyć. Nie mogłem wybaczyć, że ostatecznie pozwoliła mojemu ojcu zrobić ze mnie karykaturę człowieka, którym chciałem być. Moja matka kochała mnie bardziej niż ja kochałem ją.(…)
Aleksander mimo nienawiści do rodzinnego wzorca, powiela zachowanie rodziców i jest ich kalką w stosunku do swojej córki.
Rodzina dla bohatera jest z jednej strony niezbędna, bardzo ważna, a z drugiej jest niczym kamień u szyi, trucizna, która krok po kroku zatruwa jego życie, umysł. Uzależnienie, samobiczowanie się w najgorszej formie. Cała rodzina kwalifikuje się na porządną terapię, żeby mogli żyć, żeby dali sobie radę z przeszłością

Dodatkowo Biernackiego gnębi wpojona mu wiele lat temu świadomość, że jako męźczyzna jest za wszystko odpowiedzialny, musi być silny, a w życiu nie ma miejsca na słabości.
Arcyciekawi, niejednoznaczni bohaterowie, trudne relacje między nimi, życie w Polsce w okresie powojennym to wszystko jest mistrzowsko nakreślone. Dodatkiem są liczne zwroty akcji, przeniesienia, a na końcu coś co sprawia, iż Aleksandra zaczynamy lubić i szczerze mu współczuć.
Wspaniała, niejednoznaczna, dająca nadzieję i zmuszająca do refleksji opowieść. Dodatkowo jest to powieść, w której każdy z czytelników znajdzie coś innego, każdy też na coś innego zwróci uwagę i inaczej odbierze wiele rzeczy, zdarzeń, a wielu zrobi rachunek sumienia i zajrzy we własną przeszłość. Gdybym nie wiedziała, nigdy bym nie uwierzyła, iż to debiut literacki autorki. Jestem na równi zachwycona i poruszona. 


 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Siedem spódnic Alicji - Joanna Jurgała-Jureczka

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 3,5/6
Nie ukrywam, iż trudno było mi wczytać się w tę książkę. Jakoś nam się niezbyt udawało na początku zgrać. Po mniej więcej pięćdziesięciu stronach było trochę lepiej, ale i tak bez euforii.
To nie było moje pierwsze spotkanie z prozą autorki. Poprzednie książki bardzo przypadły mi do gustu. Nie wiem, dlaczego tym razem było inaczej.
Siedem spódnic Alicji przeczytałam dosyć szybko, ale nie znalazłam tego czego szukałam, tego nieuchwytnego czegoś, co sprawia, iż książkę pamięta się jeszcze długo po odstawieniu jej na półkę. Euforii brak. Nie wiem, może moje oczekiwania były zbyt wysokie, może dzień nie ten. Czasami tak się zdarza.
Autorka opowiada historie o powoli rodzącym się uczuciu, o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o tajemnicach, o tak trudnych kontaktach jakimi z reguły są te w najbliższej rodzinie.
Akcja rozgrywa się w wielu miejscach Europy. Są to m.in. sielskie polskie Stawiska na Śląsku Cieszyńskim, portugalskie Nazare, chorwacki Molunatu. Cechą wspólną jest przepiękne położenie i spora porcja historii, tej niedawnej, jak i liczącej wiele lat. Od razu rzuca się w oczy, iż autorka fascynuje się historią. Udało jej się bardzo zręcznie wymieszać przeszłość z teraźniejszością, tajemnice (małe i duże) z prozą dnia codziennego. Do tego Jurgała -Jureczka dodała garść opisów obyczajów i miejscowych legend. To na plus bowiem te trzy w/w scenerie dodają opowieści zdecydowanego blasku. Znając wcześniejsze książki autorki, byłam przekonana, iż kolorytu dodadzą bohaterowie. Niestety. Tym razem żadna z kreacji mnie nie zachwyciła, żaden z bohaterów nie wzbudził mojej wyjątkowej sympatii. Niby bohaterów jest sporo, niektórzy ciekawi, ale czegoś zdecydowanie im brakuje. Ot zwyczajne postaci, jakich wiele. W związku z tym kreacje bohaterów na minus. Oczekiwałam czegoś więcej.
Na plus poczytuję także intrygujący, niejednoznaczny tytuł i bardzo ładną okładkę, która przyciąga oczy. Jednak parafrazując znane powiedzenie...nie szata zdobi...- nie okładka zdobi książkę, nie ona jest najważniejsza. Dla mnie bardziej liczy się treść. A ta, jak wspomniałam, nie porwała mnie.
Nie mogę napisać, iż książka jest zła, nie mogę też napisać, iż dobra. Niewątpliwie ma ona swoje plusy i minusy. Jednak mimo ogólnego zachwytu, mnie książka nie porwała. Ot przeciętne czytadło, jakich wiele, o którym trudno cokolwiek więcej napisać. Brak tego czegoś, magii, czegoś co sprawi, iż książkę się pochłania i pamięta.  Do was należy decyzja - czytać, czy nie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Połknąć żabę - Monika B. Janowska

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 5/6
Sięgając po te książkę liczyłam na lekkie czytadło, odprężającą powodującą uśmiech książkę. I taką lekturę dostałam.
Bohaterka, Paulina jest mniej więcej w moim wieku. Rozumiałam zatem jej podejście do wielu kwestii, odzywki, choć nie jestem (odpukać) rozwiedziona. Obie z Pauliną mamy zdolności do pakowania się w kłopoty, obie mamy równie niewyparzony język i obie nie poddajemy się rutynie codzienności.
Tu brawa dla autorki za doskonałe moim zdaniem odmalowanie kobiety po 40-tce. Paulina to postać sympatyczna, inteligentna, w miarę zaradna, atrakcyjna, mająca światu dużo do zaoferowania...także w kwestii pakowania się w tarapaty :). Bardzo dobrze nakreśleni są także inni bohaterowie książki. Autorka spisała się na medal.
Sama fabuła oscyluje wokół byłego męża Pauliny i tego co następuje, gdy pewnego wieczoru do jej domu przychodzi policja i informuje o śmierci eks małżonka. Jeżeli myślicie, że trup nie może namieszać, to jesteście w grubym błędzie. Trzy lata + zmianę pracy i mieszkania zabrało Paulinie pozbycie się eksa ze swojego życia. Grzesiu, który życzył sobie, żeby nazywać go Grzegorzem, jednak wraca niczym bumerang i nawet w charakterze nieboszczyka ma niesamowity wpływ na dalsze działania bohaterki, która rozpoczyna zakrojone na szeroką skalę śledztwo, które staje się naszpikowaną gagami komedią omyłek.
Perypetie Pauliny są doskonale nakreślone, lekko, sympatycznie, z poczuciem humoru. Brawa dla Moniki B. Janowskiej za lekkie piór, cięty język, spostrzegawczość w kwestii przywar ludzkich.
Ładnie miesza się wątek kryminalny z miłosnym. Żadnego nie jest za dużo. O tak, w sam raz. Janowskiej udało się wszystko bardzo dobrze wyważyć.
Połknąć żabę czyta się świetnie, lekko, szybko z nieznikającym z twarzy uśmiechem. Książka spełniła swoje zadanie, zrelaksowała mnie, rozbawiła, miło spędziłam przy niej czas.

Rabat na książkowe zakupy....

https://platon24.pl/

sobota, 28 stycznia 2017

Dotyk - Claire North

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4-/6
Dotyk, to kolejna książka autorki Pierwszych piętnastu żywotów Harry'ego Augusta. Tamta książka bardzo mi się podobała. Byłam nią wręcz zachwycona. Z Dotykiem jest inaczej.
Pierwsza podstawowa kwestia to fakt, iż Dotyk jest niczym sinusoida.
W niektórych momentach jest to powieść rewelacyjna, w innych kiepska. Nie wiem z czego to wynika. Miałam wrażenie, jakby jedną powieść pisały dwie różne osoby.
Pomysł na fabułę ciekawy choć mocno przypomina ten z Pierwszych piętnastu żywotów...
Trudno cokolwiek więcej o niej napisać bez zdradzania szczegółów. Trudno także szerzej wspomnieć o fabule poza nadmienieniem, iż główna bohaterka jest bytem nieśmiertelnym i żyje w ciałach osób, które napotka. Wywołuje to pewne komplikacje. .  
Przebieg akcji, poruszane kwestie zmuszają do przemyślenia kilku spraw (celowo nie piszę o co chodzi) i wywołują wiele emocji.Tutaj rzuca się w oczy chęć wplecenia przez autorkę elementów psychologiczno-filozoficznych. Nawet nie najgorzej to wyszło.
Wielkim atutem jest także zakończenie. To na plus.
Natomiast jeżeli chodzi może nie tyle o wady, co o pewne niedociągnięcia, to jest ich znacznie więcej... autorka zbyt chaotycznie potraktowała zmiany ciał, wcieleń, jakich dokonuje główna bohaterka. Przeskoki są nagłe i do tego zbyt słabo zaakcentowane.
W wielu momentach trzeba mocno się nagimnastykować, żeby to poukładać w czasie. Kilkakrotnie (szczególnie w połowie książki) gubiłam się i nie wiedziałam kim w danym momencie jest. Poza tym przeplatanie płaszczyzn czasowych, miks teraźniejszości i przeszłości...kiepska sprawa, która potęguje chaos. Dodatkowy minus to kiepsko nakreślone widma. Trudno bez spojlerowania napisać o co dokładnie chodzi.
Dotyk czyta się dosyć szybko o ile czytelnik przyzwyczai się do bałaganu, chaosu, jaki rządzi tą lekturą. Mimo kilku wad nie jest to zła książka. Nie jest także tak dobra, jak mogłaby być przy odrobienie starań autorki, dopracowaniu pewnych szczegółów, a nie potraktowaniu ich po macoszemu.
Warto po Dotyk sięgnąć. Jednak nie nastawiajcie się na tak spektakularne wow, jak to było w przypadku Pierwszych piętnastu żywotów.... Da się czytać, ale bez euforii. Ktoś może mi zarzucić, że nie powinnam porównywać obu książek. Wiem, ale takie porównanie narzuca się samo, gdy tylko rozpoczynamy lekturę Dotyku. Także autorka z takimi zestawieniami powinna się liczyć, gdy bez mała jak przez kalkę kopiuje zarys fabuły wcześniejszej powieści.
Osobom nie znającym twórczości autorki proponuję zacząć właśnie od Dotyku, a póżniej sięgnąć po Pierwsze piętnaście żywotów...


 

piątek, 27 stycznia 2017

George Michael - Kissing A Fool (2010 Remastered Version)

Ja zawsze piszę, że to najlepsza jego piosenka. Ale ta naprawdę taką jest :) Wspaniała melodia, świetne słowa no i mistrzowskie wprost wykonanie. Jaki on był seksowny i przystojny w czasach Faith...:)  Od momentu 3:17 moja ulubiona część piosenki. Widać dokładnie jego geniusz.   I pomyśleć, że tę piosenkę skomponował w wieku zaledwie 24 lat.       

czwartek, 26 stycznia 2017

Mekka Święte miasto - Ziauddin Sardar

Wydawnictwo Czarne, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Jakiś czas temu opisywaliśmy tutaj na blogu serię książek, które roboczo nazwaliśmy biografiami miejskimi. Mekkę częściowo można do tej grupy także zaliczyć. Piszę częściowo, ponieważ nie jest to typowa historia miasta, a raczej próba ukazania pewnych faktów i zaprezentowania, zachowania tej części Mekki, która kilka dekad temu zaczęła odchodzić w niebyt. Wtedy (w 1973 roku) rząd Arabii Saudyjskiej, gdzie znajduje się Mekka, zdecydował o wyburzeniu większości wartościowych, historycznych budowli i uczynienia z miasta wielkiego miejsca pielgrzymkowego, które autor utożsamia z czymś pokroju lunaparku dla tłumów, miejsca masowego nie mającego nic wspólnego ani z dawną Mekką ani z miejscem religijnym, miejscem skupienia, zadumy. Bezmyślnie zniszczono coś co było ważne, co miało wielowiekową historię. Zburzono coś co powinno się za wszelka cenę chronić. 

Sardar opowiada fascynującą historię Mekki, świętego miasta islamu , miejsca narodzin Mahometa, z punktu widzenia wyznawcy tej religii. Co istotne autor nie prezentuje wyidealizowanego obrazu Mekki, nie stawia miasta na piedestale. Stara się natomiast zachować jak najdalej idący obiektywizm. 
Mekka...
Książka jest mistrzowsko napisana, pełna sprawdzonych faktów, ciekawych opowieści, narracja jest wartka, porywająca. Dodatkowo w główny trzon opowieści wplecione są dodatkowe jakby wątki poboczne, które zdecydowanie ubarwiają całą historię. Całość okraszona lekko sarkastycznym, inteligentnym humorem.
Ziauddin Sardar, jeden z czołowych pakistańskich intelektualistów, prezentuje niezwykłe spojrzenie naznaczone po części faktem, iż sam dziewięciokrotnie odbył pielgrzymkę do tego miejsca, ale także tym, iż na co dzień zamieszkuje w Londynie, a wiec jest daleki od Bliskiego Wschodu i na wiele kwestii patrzy odrobinę inaczej, z dystansem. 

Książka dodatkowo jest cenna także dlatego, iż do Arabii Saudyjskiej prawie nie są wpuszczani cudzoziemcy. Jedyne dozwolone wjazdy dot. celów zawodowych, a i te są ściśle kontrolowane. W związku z tym do Mekki mogą się udać w zasadzie tylko muzułmanie. 
Warto poznać Mekkę, miejsce, do którego najprawdopodobniej nikt z nas nigdy nie pojedzie. Warto przeczytać świetnie napisaną książkę. Polecam.
Podziękowania dla doskonałego tłumacza, Damiana Jasińskiego, którego kunszt także stał się ogromnym atutem tej książki.
 


Za książkę dziękuję Księgarni Platon24 (klik)  
 https://platon24.pl/ksiazki/mekka-swiete-miasto-108281/

środa, 25 stycznia 2017

Rosyjski romans

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5/6
Tytuł książki bardzo myli. Czytelnik, który sięga po Rosyjski romans jest pewien, iż jest to..romans. Nic bardziej mylnego. Oczywiście, w książce mamy wątek miłosny, ale nie jest on głównym, a treść i sposób narracji nie mają z romansidłami nic wspólnego. Tytuł wyjątkowo nie trafiony.
Czym więc wobec tego jest książka Meira Shaleva?
Przede wszystkim jest to bardzo mądra powieść obyczajowo-społeczna, a po trosze także historyczna, w której wątek miłosny jest ważny, ale na tyle na ile sama miłość jest ważna w życiu człowieka. Z pewnością nie jest to temat wiodący.
Głównym bohaterem i narratorem jest 30-letni Barruch, który na kolejnych stronach snuje opowieść o sobie, o swoich najbliższych, przyjaciołach, rodzinie sąsiadach. Jednak niezależnie od tego o czym, czy o kim opowiada, na pierwszy plan wysuwa się postać ukochanego dziadka, którego wraz z trójką przyjaciół połączyła..miłość do tej samej kobiety, ale także walka o zbudowanie miejsca do życia, walka o każdy skrawek niegościnnej ziemi, walka o utrzymanie tradycji.
Barruch opowiada nam wiele ciekawych historii, wplata mnóstwo anegdot, opisuje obyczaje z początku XX wieku, ukazuje jakim jest życie w Izraelu teraz, jakim było gdy państwo to powstawało, jakim było w pierwszych dekadach XX wieku, gdy tereny te były Palestyną.
To także opowieść o pierwszych osadnikach na ziemiach dzisiejszego Izraela, o pionierach przybyłych z Europy, o tym jak zmagali się ze wszystkim, co ich napędzało, co było ważne. 

Co istotne, od początku w zasadzie wiemy o tym co będzie zakończeniem, jak wszystko się ułoży. Miałam wrażenie, jakby autor dał nam szkielet, który póżniej, z każdą przeczytaną przeze mnie stroną wypełnia się zawartością.
Cała historia opowiadana jest powoli, niespiesznie, niezwykle plastycznie, z poczuciem humoru, ale i refleksją oraz szacunkiem dla obyczajów i dla przeszłości. Co istotne, czasy teraźniejsze są bardzo zręcznie połączone z przeszłością.

Niezwykłego klimatu i barwy dodają powieści niebanalni bohaterowie. Trudno ich zapomnieć.
Rosyjski romans to trudna choć wartościowa książka. Trudna jeżeli chodzi o lekturę (trzeba się jej poświecić bez reszty, czytać powoli), ale także jeżeli chodzi o jej zrecenzowanie. Trzeba ją po prostu przeczytać.


wtorek, 24 stycznia 2017

Leśna polana - Katarzyna Michalak

Wydawnictwo Znak, Moja ocena 1,5/6
Recenzja ponadprogramowa, że tak się wyrażę.
Leśna polana znajduje się na liście bestsellerów. Choć na Boga, nie mam pojęcia z jakiego powodu.
Książkę przeczytałam, stop - zmęczyłam w ogromnych bólach, na raty już kilka dni temu. Ociągałam się jak mogłam z napisaniem kilku zdań o tej lekturze, ponieważ generalnie nie lubię żle pisać o książkach. Jednak czasami nie da się żle nie napisać. I to jest właśnie taki przypadek.
Jest coś dobrego w Leśnej polanie. To okładka, piękna, nastrojowa, odrobinę tajemnicza. Zdecydowanie odstaje od niej treść, infantylna, przewidywalna, słodka, aż zęby bolą.
Zarys fabuły mimo,iż trąci trochę sztampą, obiecuje lekkie, relaksujące czytadło.

Czy wszystkie życiowe porażki i niegodziwości można tłumaczyć trudnym dzieciństwem? Jeśli tak, to trzej bracia Prado – Wiktor, Marcin i Patryk – mogliby się stoczyć na samo dno i obwiniać tego, który zamienił pierwsze lata ich życia w piekło: swojego ojczyma. Trzy przyjaciółki – Gabrysia, Majka i Julia – też nie miały najłatwiej. O Majce i Julii rodzice zapomnieli, a Gabriela od najmłodszych lat musiała dbać o siebie i o przybranego ojca, którego ubeckie tortury pozbawiły zdrowia i sił.
Niestety, ale na obietnicach się kończy. Temat choć lekki można było przy odrobinie starań uczynić niezłą historią. Niestety, ale Katarzyna Michalak z tej okazji nie skorzystała. Nie wiem doprawdy jakim cudem udało się autorce w jednej przeciętnie grubej powieści zamknąć tyle lukru, pisania o niczym, infantylizmu. Jestem pod wielkim wrażeniem.
Słownictwo jakiego używają bohaterowie można podzielić na trzy grupy - przesłodzone rozmowy przyjaciółek, bluzgi niesamowite innych osób i najlepsze (w negatywnym tego słowa znaczeniu) moim zdaniem rozmowy braci. Panowie w wieku tuż przed i po 30-tce używają słownika niczym infantylni gimnazjaliści. W pewnym momencie zapytałam męża, czy męźczyźni w jakiejkolwiek sytuacji tak rozmawiają. Powiedział, że nie, że to część kobiet tak sobie to wyobraża. No cóż, ja do nich nie należę.
Nie przemawiają do mnie skrajne sylwetki bohaterek. Jak pokrzywdzona to maksymalnie, jak lubiąca seks to bez mała dziwka, seksoholiczka. Nie wiem, czy autorka zdaje sobie z tego sprawę, ale ludzie są różni, różnie się zachowują, mają różne potrzeby, reakcje, a świat nie dzieli się na biały i czarny. Takie opinie może mieć dziecko w przedszkolu.
Do tego dochodzi kwestia korekty, a raczej moim zdaniem jej braku. Literówki, błędy, powtórzenia są na porządku dziennym. I bynajmniej nie są to pojedyncze przypadki.
Podsumowując - Leśna polana to jedna z najgorszych książek, jakie miałam okazje przeczytać,a przy tym zmarnowany potencjał. Michalak porusza wiele ważnych i trudnych tematów. Jednak sposób w jaki to czyni całkowicie dyskredytuje książkę, czyniąc ją w niektórych momentach szkodliwą (przykładem może być bohaterka, która podejrzewa, iż jest w ciąży i pije alkohol).  Doprawdy nie rozumiem dlaczego ta książka cieszy się tak dobrymi opiniami.
Jedno jest pewne, po kolejną nowość autorstwa Katarzyny Michalak z pewnością nie sięgnę.

niedziela, 22 stycznia 2017

Cytrynowy chleb z ziarnami maku - Christina Campos

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5/6
Nie ukrywam, iż rozpoczynając lekturę spodziewałam się czegoś innego. Liczyłam na lekką, relaksującą opowieść z przepisami i historiami rodzinnymi w tle.
Owszem, przepisy i opowieść rodzinna są w tej książce na pierwszym planie. jednak są one burzliwe, momentami ostre, naszpikowane często gorzkimi elementami.
Bohaterkami są dwie siostry, osoby zdawałoby się najbliższe, a jednak nie znające i co gorsza nie rozumiejące się wcale. Jedna lekarka od lat pracująca na misjach ONZ, druga żona przy bogatym, zdradzającym ją mężu. Jedna wędruje z przenośnymi szpitalami po świecie,druga od lat mieszka w luksusowej willi na Majorce. 

Różni je wszystko. Tak im się wydaje. Czy spadek od nieznanej im kobiety je połączy czy może jeszcze bardziej podzieli?
Trudno jednoznacznie scharakteryzować tę książkę. Jest wielotematyczna, wielopłaszczyznowa, nie da się jej określić jednym słowem, czy zdaniem. 

Historia wciąga od pierwszego rozdziału. Jej sednem staje się poznanie nieznajomej kobiety, która siostrom zapisała młyn i piekarnię na Majorce. Jak się okaże, to prywatne śledztwo stanie się pretekstem do poznania się sióstr na nowo, do dowiedzenia się czegoś o tej drugiej, ale i o sobie samej. To także będzie początek iście rewolucyjnych zmian w życiu każdej z kobiet.
Christina Campos stworzyła piękną, poruszającą, życiową i wielowarstwową opowieść. Książkę czyta się niczym kwiat, z którego zdejmuje się kolejne płatki, odkrywa kolejne warstwy i znajduje coś, czego się zupełnie nie spodziewało. Gorąco polecam.

piątek, 20 stycznia 2017

George Michael - Praying For Time (Symphonica)


Genialna, całkowicie ponadczasowa piosenka. Szczególnie w kontekście tego, co dzieje się na świecie, wojen, głodu, braku wody, coraz większych dysproporcji pomiędzy bogaczami i biedakami - niezwykle aktualne słowa. Bardzo poruszają słowa nic się nie zmieniło od 20 lat od czasu, gdy po raz pierwszy artysta zaśpiewał ten utwór), jest nawet gorzej.
 

czwartek, 19 stycznia 2017

Jeszcze jeden oddech - Paul Kalanithi

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Jest to książka przed lekturą której długo się wzbraniałam. Mam taki okres w życiu, że unikam smutnych, naznaczonych cierpieniem filmów, piosenek.
Jeszcze jeden oddech jest taką właśnie książką. Mimo przekładania z jednej kupki na drugą, w końcu zdecydowałam się na lekturę. 

Uznałam, iż jeżeli początek zbyt mnie zdołuje, po prostu odłożę książkę na półkę nie czytając dalej. 
Książka opowiada o umieraniu na raka. Takich pozycji na rynku jest wiele. Jednak ta opowieść jest inna, cały proces ukazany jest z innego punktu widzenia.
Autorem jest neurochirurg z wieloletnim stażem, a także chory na raka płuc. Opowiada o sobie krok po kroku począwszy od dzieciństwa, poprzez szkoły, studia,rezydenturę, pierwsze sekcje zwłok, w których bierze udział, pierwsze stawiane diagnozy i operacje na mózgu aż po wielki cios, jakim była postawiona diagnoza. 

Śledzimy także kolejne etapy śmiertelnej choroby. Jest to tym bardziej poruszające, iż autor zdaje sobie doskonale sprawę z tego, jak będzie przebiegał proces choroby, proces odchodzenia, nie ma najmniejszych nawet złudzeń. Nie jestem nawet w stanie policzyć ile razy się popłakałam.
Wszystko wspaniale napisane:

Wybrałem taką, a nie inną ścieżkę kariery częściowo po to, aby zajmować się śmiercią – uchwycić ją, zdemaskować i spojrzeć jej w twarz. Neurochirurgia pociągała mnie w równym stopniu z powodu nierozerwalnego związku mózgu i świadomości, co ze względu na nierozłączność życia i śmierci. 
Koszt mojego poświęcenia dla sukcesu był wysoki, a nieuchronne porażki przyprawiały niemal o nieznośne poczucie winy. Ale właśnie to brzemię czyni medycynę świętą, a zarazem zupełnie niemożliwą: przejmując cudzy krzyż, człowiek musi czasem ugiąć się pod jego ciężarem.
Choroba zmieniła w jego życiu wszystko. Jak sam napisał (...)
Ciężka choroba nie zmienia życia, ona w jednej chwili całkowicie je niszczy. Nie czułem, że mam do czynienia z objawieniem, oślepiającym rozbłyskiem ukazującym To, Co Naprawdę Się Liczy – miałem raczej wrażenie, jakby ktoś zbombardował szlak, którym dotąd podróżowałem. Pozostawało mi jedynie znaleźć inną drogę.
Nie wiem, co jeszcze napisać o książce. Moich odczuć nie da się ubrać w słowa. 
Kalanithi porusza, szokuje, daje porządnego kopa, zmusza do refleksji i przemyślenia wielu spraw, na które w normalnym pędzie dnia, życia nie zwracamy uwagi. Książka zmusza także do docenienia tego co mamy i to jak wielkiego docenienia. Większość z nas nie zadaje sobie nawet trudu, żeby docenić jak wielkim darem jest każdy dzień bez choroby, cierpienia i czekania na nieuniknione. 

środa, 18 stycznia 2017

Beria. Oprawca bez skazy - Francoise Thom

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Trudno jest mi oceniać tę pozycję. Nie jestem znawcą sowieckiej historii, nie jestem historykiem. Może więc napiszę po prostu o moich odczuciach po lekturze Berii....
Książka monumentalna, licząca blisko 1000 stron, a dokładnie 992. Podczytywałem ją we fragmentach od kilku tygodni. Przeczytałem prawie całą. Pominąłem tylko kilka fragmentów, które mniej mnie interesowały jeżeli chodzi o poruszane kwestie. Jednak z pewnością wrócę do nich za jakiś czas. Beria... to taki typ książki, do którego każdy czytelnik zainteresowany tematem będzie wracał wielokrotnie. Ogrom materiału, który autorka przekazuje wręcz wymusza wielokrotne jego analizowanie. jestem przekonany, iż za każdym razem pewne fragmenty odbiorę odrobinę inaczej, na co innego zwrócę uwagę.
W historii Związku Sowieckiego jest wiele ciekawy, okrutnych, intrygujących momentów, wiele postaci okrutnych, niezrozumiałych. Ławrientij Beria jego życie i odsunięcie od władzy oraz śmierć (co do której okoliczności nadal jest wiele wątpliwości)  do takich momentów, zagadnień bez wątpienia należą.
Françoise Thom, autorka niniejszej książki, jest francuską historyczką i wybitną sowietolożką, wykłada historię nowożytną na Sorbonie. Podjęła się ona niebywale mozolnego i trudnego zadania. Na podstawie ogromnej ilości materiałów źródłowych prezentuje nam postać kata, ale i niebywale zręcznego polityka, manipulanta, wizjonera, bez wątpienia jednego z najbardziej zaufanych ludzi Stalina.
Książka została przez autorkę podzielona na cztery części: Błyskawiczny awans, Wojenna próba, Czas konfrontacji, Sto dni Berii. Wiele one mówią o ich treści. Jednak moim zdaniem najwłaściwszy byłby podział na dwie części. Pierwsza wg. mnie obejmuje okres życia i działania Berii do momentu śmierci Stalina, a druga krótki okres po tym wydarzeniu. Taka cezura ma pełne uzasadnienie. Śmierć Stalina zmieniła w Rosji wiele, także życie i działalność bohatera książki. Beria był i jest przez wielu uważany za inicjatora zamachu na życie Stalina, człowieka, który trzymał go tak blisko siebie, który wręcz namaścił go na swojego następce. Jaka była właściwie miedzy nimi relacja? Czy da się ją jednoznacznie określić?
Thom stawia wiele pytań. Oprócz w/w także to, jak potoczyłaby się historia Rosji, gdyby nie obalono Berii? Jak potoczyłaby się historia Europy, świata?
Jak autorka wywiązała się ze swojego zadania? Jak przedstawiła postać kata, człowieka odpowiedzialnego za śmierć i cierpienie tak wielu ludzi? Jak zaprezentowała człowieka, który miał ogromne wpływy, zdolności, wynaturzony umysł, poczynił tyle zła pozostając w cieniu? Tego dowiecie się z lektury tej pasjonującej książki. Autorka bardzo dobrze ukazuje złożoność i dwuznaczność postaci bohatera prezentując go na tle zachodzących zmian historyczno-społecznych. Jej Beria na podstawie uwzględnionych materiałów historycznych przechodzi etapy od prostego, nieokrzesanego, wulgarnego człowieka do zręcznego polityka, okrutnego kata, wizjonera, który doszedł na szczyt.
Książkę czyta się doskonale, choć treść, przytoczone fakty wielokrotnie wprawiają w osłupienie i niezrozumienie psychiki bohatera.
Zadziwia ogrom wręcz tytanicznej pracy, jaką musiała wykonać badaczka docierając do niedostępnych dotąd dokumentów, materiałów źródłowych rozsianych po całej prawie Europie i części Azji.
Jak wspomniałem na wstępie, nie jestem sowietologiem, nie jestem historykiem. Jednak wydaje mi się, iż autorce udało się stworzyć najbardziej wiarygodny z możliwych portret Ławrientija Berii. Co istotne, Thom nie ocenia, daje nam za to możliwość do wyciągania własnych wniosków.
Gorąco polecam. Doskonale dopracowana, bardzo przystępnie napisana, poparta bogatym materiałem źródłowym książka.

wtorek, 17 stycznia 2017

Prosto z ambony - Krzysztof Daukszewicz

Wydawnictwo Szelest, Moja ocena 5/6
Właśnie skończyłam czytać. Książkę podczytywałam od ok. 3 tygodni fragmentami, na raty. Prosto z ambony jest idealną pozycją do takiego niespiesznego, fragmentarycznego podczytywania.
Jest to to nowość, która moim zdaniem powinna zostać określona mianem bestseler

Prosto z ambony to 229 stron cudownych, zabawnych, diabolicznie inteligentnych felietonów, anegdot, humoresek autorstwa znanego satyryka, piosenkarza i komentatora Szkła kontaktowego, Krzysztofa Daukszewicza. Tekstów jest ponad 50.
Daukszewicz, człowiek doświadczony (obojętnie, jak to zabrzmi:) ), niebywale spostrzegawczy i inteligentny, posiada specyficzne poczucie humoru, celne, trafiające w punkt. Ponieważ jest rozmiłowany w przyrodzie, teksty znajdujące się w książce siłą rzeczy dotyczą natury. 

Atmosfera z pozoru sielska, wręcz anielska, po lekturze 2-3 tekstów okazuje się być ironią i przysłowiowym diabłem podszyta.
Nie da się napisać o czym są tekst. Niby o lesie, niby o drzewie, niby o człowieku, ale w sumie....są po prostu o życiu i wszystkim co jest z nim połączone.
Całość cudownie zabawna, pouczająca ozdobiona jest rysunkami niedawno zmarłego Juliana Bohdanowicza. 


Połączenie wyśmienite. Gwarantuję, że przy takim duecie nie będziecie się nudzić.
Pisanie krótkich felietonów satyrycznych bez obrażania kogokolwiek, umoralniania nie jest rzeczą łatwą. Daukszewiczowi udaje się to po mistrzowsku. 

Być może nie każdemu czytelnikowi ta książka przypadnie do gustu. Nie wszyscy mamy jednakowe poczucie humoru. Warto jednak to sprawdzić i dać Prosto z ambony szansę. To niepozorna, niereklamowana, a niesłychanie wartościowa i przydatna pozycja.
Prosto z ambony to nie tylko książka, to także spotkanie z poprawiającym nastrój, intrygującym, zmuszającym do myślenia, ale i mądrym przyjacielem.
Ot takie pogaduchy do późna w nocy, rozmowy okraszone humorem i morałem. Gorąco polecam.

niedziela, 15 stycznia 2017

Dollbaby - Laura Jane McNeal

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Akcja książki rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach 1964 –1972.
Bohaterką jest 12-letnia Ibby, którą matka po tragicznej śmierci ojca oddaje na moment na wychowanie całkowicie nieznanej babki. Jako okrutny, kuriozalny podarunek, Ibby wręcza babce urnę z prochami swojego ojca,syna babki. To ma być okrutny, ponury żart ze strony matki dziewczynki.
Babka mieszka w ponurym, starym domu, jest surowa i ma swoja wizję wychowania nastolatki.
Kilkanaście dni, które Ibby ma spędzić w rodzinnym domu swojego ojca zamienia się w kilka lat.
W tym czasie zarówno sama dziewczynka, jak i jej kontakty z babką, ale także otoczenie, cała Ameryka przechodzą wielkie przemiany.
Ibby z nastolatki, bojącej się własnego cienia, za sprawą pracującej w domu babki czarnoskórej służącej i jej rodziny, staje się kimś zupełnie innym. Jej przemiana ma miejsce na tle wspaniale zobrazowanej kultury Nowego Orleanu lat 60. i 70. XX wieku i zmian społecznych i kulturowych, jakie wtedy zachodziły. To wtedy czarnoskóra część mieszkańców Południa USA zaczyna coraz aktywniej i głośniej walczyć o swoje prawa, domagać się równości bez względu na kolor skóry. Mimo coraz głośniejszych krzyków przez wieki ciemiężonej ludności, walka o podstawowe prawa będzie długo trwała. Ibby obserwuje wszystko, przenika atmosferą Nowego orleanu, a także po raz pierwszy zakochuje się. Jednak to piękne uczucie z góry jest skazane na porażkę. Ibby zakochuje się bowiem w czarnoskórym chłopcu.
Dodatkowego smaczku pobytowi dziewczynki, a póżniej młodej kobiety w domu babki dodaje wychodzenie na jaw wielu rodzinnych tajemnic.
Wiem, trochę spojleruję, ale to tylko zarys i niewielka część wydarzeń, które staną się udziałem Ibby i czytelników, którzy oddadzą się lekturze debiutanckiej książki Laury Jane McNeal.
Książka jest ciekawie napisana, klimat Nowego Orleanu i ponurego domostwa babki ciekawie nakreślony. Czyta się dobrze. Tylko trochę bardziej rozbudowałabym niektóre wątki. Jednak jak na debiutancką powieść Dollbaby jest dobrą lekturą. Warto przeczytać.
 

piątek, 13 stycznia 2017

Niepokorni - Vincent V. Severski

Wydawnictwo Czarna Owca, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Niepokorni, to 4. tom świetnej, mistrzowskiej wręcz szpiegowskiej serii. To także tom finalny, w którym mamy co prawda mniej niż w poprzednich tomach spektakularnej akcji, ale wszystkie sprawy maja swój finał i kończą się we właściwy sposób. To, iż spektakularnej akcji, pościgów jest mniej nie znaczy absolutnie, iż ta część serii jest nudna. 

Nic z tych rzeczy. Mimo, iż jest to 4. tom autor nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Jednak więcej tu polityki niż kwestii szpiegowskich. Szkoda, że to już koniec. A może jednak nie...zakończenie książki pozwala żywić nadzieję na kontynuację..kiedyś...w przyszłości.
Trudno cokolwiek pisać o 4. tomie nie spojlerując wcześniejszych. Napisze więc tylko, iż całość rozgrywa się znowu na linii Polska- Rosja- Szwecja z tym, iż najwięcej jest kwestii dot. Polski i sporo nawiązań (nieraz bliżniaczo podobnych do autentycznych wydarzeń) do naszego polskiego kociołka politycznego, w którym od jakiegoś czasu niebezpiecznie wrze. Manipulacje, oszustwa, naciąganie faktów, często także zabójstwa to wszystko i wiele więcej jest w serii Severskiego, ale także na co dzień w otaczającym nas świecie, choć na ogół nie zdajemy sobie z tego sprawy. Severski posiada rzadki talent łączenia faktów fikcyjnych z tymi wręcz rozgrywającymi się na naszych oczach i takiego nimi żonglowania, iż powstaje wspaniały miks.
Najważniejszym dla mnie był jednak fakt, iż cała seria jest polska na wskroś, do bólu osadzona w polskich realiach, ze wszystkimi plusami i minusami. Tych ostatnich niestety jest dużo więcej.
Cała książka zasługuje na wielkie uznanie, ale zakończenie bije dla mnie wszystko. Niepokorni mają tylko jedną wadę - tom jest zdecydowanie za krótki.

Zachęcam do lektury wszystkich czterech tomów serii.

czwartek, 12 stycznia 2017

Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Arcydzieło w każdym calu. Nic dziwnego, że to jedna z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę.
Zapewne znacie lub w jakiś sposób obił wam się o uszy (oczy) następujący cytat...

Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą.
Pochodzi on właśnie z Opowieści o dwóch miastach.
Akcja utworu rozgrywa się od 1775 roku aż do okresu rewolucji francuskiej. Treścią jest historia dwóch męźczyzn, Francuza i Anglika oraz jednej kobiety, wpleciona w ówczesne zawirowania historyczne, a także w historie dwóch potężnych metropolii - Paryża i Londynu.
Ogromnym atutem są doskonale oddane atmosfery i topografie zarówno Londynu, jak i Paryża. Kwestię Londynu pisarz rozwiązał mieszkając w tym mieście. Co do Paryża, to zagłębiał się w nim dokładnie, wiele spacerując, studiując książki i inne materiały dot. stolicy Francji. Miało to miejsce w latach 1855–1856. Obraz obu miast, jaki przedstawia Dickens nie jest ciekawy. Głód, brud, bieda, wyzysk to wszystko jest na porządku dziennym. Odrzucające, okrutne, niesprawiedliwe, ale prawdziwe. Mimo, iż w innych swoich książkach pisarz także przedstawia Londyn, okolice w ten sposób, to dzieła pokroju Olivera Twista, Klubu Pickiwicka czy innych książek są odmienne od Opowieści o dwóch miastach. Ta ostatnia jest brutalna, ponura, brak jej lekkiego humoru, którym mimo nieciekawego położenia bohaterów, charakteryzują się pozostałe książki angielskiego pisarza.
Bardzo szczegółowo opisane jest wszystko co dot. życia w ówczesnych czasach, ale także ważnych wydarzeń historycznych, przede wszystkim rewolucji francuskiej. Dickens aż do przesady, niezwykle szczegółowo, niczego nie upiększając ukazuje brutalność, okrucieństwo, sadyzm rewolucji, ale i samych walczących, a także ich od dawna wzbierający gniew.
Akcja toczy się wartko, nie ma czasu na przestoje, nudę, historia wrze, losy bohaterów zmieniają się błyskawicznie. Mimo sporej objętości (600 stron) książkę czyta się bardzo szybko. I nie razi nawet odrobinę naiwne, jak na dzisiejsze czasy zakończenie. 

Gorąco polecam. Nie wiem, czy cokolwiek więcej można by o tej książce napisać.
Karol Dickens wielkim pisarzem wiktoriańskim był i basta.


 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Muza - Jessie Burton

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Rewelacja. I tak się zastanawiam, jak zrecenzować książkę nawet jednym słowem nie zdradzając przebiegu fabuły. Nie chcę ujawniać żadnych szczegółów, żeby nie odbierać wam przyjemności jaka będzie waszym udziałem, gdy krok po kroku będziecie odsłaniać kolejne poziomy niezwykle misternie skonstruowanej fabuły.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 60. XX wieku. Wtedy do Londynu przybywają dwie młode kobiety, które szukają szczęścia, lepszego życia.
Głównym miejscem akcji jest Londyn. Ale poza śledzeniem fabuły w stolicy Wielkiej Brytanii poznajemy także wydarzenia, które rozgrywają się w południowej Hiszpanii. Wydarzenia w obu miastach zazębiają się mimo, iż dzieli je okres 30 lat. Autorka kreśląc akcję w jednym miejscu w odpowiednim momencie niezwykle umiejętnie przenosi nas na drugi kraniec Europy, łącząc wydarzenia z przeszłości z tymi bardziej nam współczesnymi. Zanim to jednak nastąpi na czytelnika czeka wiele tajemnic, niejednoznacznych kwestii i spora porcja niespodzianek. W pewnym momencie byłam przekonana, iż wiem wszystko, a Jessie Burton niczym mnie już nie zaskoczy. Byłam w wielkim, przeogromnym błędzie.
Ogromnym plusem są nie tylko spektakularne zwroty akcji, ale także wspaniale nakreślone sylwetki bohaterów. I nie chodzi tu tylko o postaci pierwszoplanowe. Burton każdego bohatera, nawet tego, który w książce pojawia się tylko na moment, przedstawia nam tak, iż śmiało mógłby on być postacią pierwszoplanową.
Co istotne, autorka wystrzega się zarówno od oceniania bohaterów i ich czynów oraz kreśli postaci niejednoznaczne. Nikt w Muzie nie jest tylko dobry albo tylko zły, brak postaci jednowymiarowych. Podobnie jak w życiu, każda z postaci ma wiele twarzy, postępuje różnie, nie jest ani z gruntu zła, ani tylko dobra.
Gorąco zachęcam do lektury. Muza to wspaniała, wysmakowana, napisana pięknym językiem, ponadczasowa powieść. Jej sednem jest pasja we wszelkich jej odmianach, zarówno do innego człowieka, jak i życia, sztuki, otoczenia. Jestem przekonana, iż po lekturze będziecie tak samo zachwyceni jak ja.
 
Ogromne podziękowania dla tłumaczki książki, Agnieszki Kuc, za wspaniałe, wysmakowane przełożenie Muzy. Ogromną sztuką jest tłumaczenie trudnej skądinąd powieści tak wspaniale ubrać w słowa. 

Trzydzieści krótkich opowiadań o miłości - Janusz Niżyński

Wydawnictwo Novae Res, Moja ocena 5/6
Opowiadania nie są najbardziej lubianą formą literacką. Ja jednak je lubię. Doskonale sprawdzają się do podczytywania, gdy nie mam zbyt dużo czasu.
Ta niewielka książeczka zawiera zgodnie z tytułem 30 opowiadań. Każde z nich traktuje o miłości, którą możemy rozumieć w najróżniejszy sposób.
Każde z nich jest odrębną całością. Ułożone są od najkrótszego do najdłuższego.
Trudno stwierdzić, które z opowiadań najbardziej przypadło mi do gustu. Chyba takiego nie ma. Wszystkie są ciekawe, wszystkie udane, a często wręcz niezwykłe.
Ogromnym plusem zbioru jest wspaniały język, którego używa autor oraz sposób w jaki pisze o miłości. Najlepiej chyba zobrazuje to poniższy cytat:

Życie- sztuka nieprzewidywalności. Dzisiaj człowiek jest, jutro zdacie sobie sprawę, że widzieliście go ostatnio... po raz ostatni. Widzieliście, jak się uśmiechał i żartował, jak się smucił i płakał, widzieliście go żywym takim, jakim był. I dopiero teraz rozumiecie, jak bardzo, bardzo nie zdążyliście mu powiedzieć tego, co powinniście, jak nie zdążyliście poprosić go o przebaczenie za to, że gdy was potrzebował, byliście dla niego niewyrozumiali, nieosiągalni, obojętni, chłodni, bezduszni. Jakże chcielibyście teraz zawrócić czas, by uraczyć go filiżanką herbaty, zaprosić w gości, wysłuchać... Ale czasu- jak wody w rzece- zawrócić się nie da.(...)
Niżyński ma wyjątkowy dar wyczuwania emocji pomiędzy dwojgiem ludzi, bez względu na ich wiek, doświadczenia życiowe i przelewania ich na papier. Za sprawą trzydziestu opowiadań autor przenosi nas do zupełnie innego świata, do miejsca, do którego często wielu z nas boi się zajrzeć, a inni w ogóle nie wiedzą o jego istnieniu lub ową wiedzę ukryli czy to w podświadomości, czy an dnie poranionego serca.
Ujmujące, ale i niezbyt często spotykany jest fakt, iż męźczyzna potrafi tak wspaniale wyczuwać emocje, pisać o nich, wczuć się w położenie, psychikę innych ludzi. Zapewne niejedna kobieta po lekturze tego zbioru będzie się zastanawiać, jakim męźczyzną w rzeczywistości jest Janusz Niżyński:).
Zachęcam do lektury, do sięgnięcia po tę mało znaną, a jakże piękną i dającą wytchnienie książkę.
 

Na dobry początek tygodnia... George Michael - Everything She Wants (Live at Earl's Court - 2008)



Na dobry, energetyczny początek tygodnia :)

niedziela, 8 stycznia 2017

Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce.

Wydawnictwo Muza
Trudno jednoznacznie ocenić tę książkę. Zależy kto czego oczekuje.
Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce podczytywałam od blisko 2 tygodni, fragmentami. Skończyłam tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie mogłam tylko zabrać się za napisanie choćby kilku słów o tej pozycji. 

Są książki o których trudno się pisze i Tokimeki do nich właśnie należy. 
Mimo zalewu poradników, które zajmują sporo miejsca w księgarniach, pozycja napisana przez Marie Kondo to niewątpliwie nowość. 
Pokrótce jest to książka będąca połączeniem ilustrowanego przewodnika, który objaśnia metody porządkowania i daje wiele niezwykle szczegółowych wskazówek. To one i główne przesłanie książki sprawiły, iż przez długi okres czasu w wielu krajach była i jest ona określana mianem bestseller.
Wg. autorki, kiedy uporządkujemy własny dom, zaczniemy w końcu tak naprawdę żyć.
Daje nam ona wiele wskazówek zgodnie ze swoją myślą przewodnią, iż ludzie zaangażowani w sprzątanie potrzebują coraz dokładniejszych wskazówek. Autorka prezentuje własną metodę – KonMari. Ma ona czytelnikom posłużyć do uporządkowania najbliższego otoczenia, zmiany podejścia do życia i sposobu myślenia.
Niezaprzeczalnie ta książka jest dla osób, które są gotowe zaangażować się, poświęcić sporo czasu i wykonać jedno, porządne, gruntowne, aż do bólu sprzątanie. Trzeba także nastawić się na to, iż przyjdzie nam rozstać się z wieloma rzeczami, bez których do tej pory nie potrafiliśmy żyć. Przyznam się, iż ja na takie poświęcenie nie jestem jeszcze gotowa, a grono moich przydasi nadal jest olbrzymie. Może za jakiś czas zastosuję się do kilku rad Marie Kondo.
Wg. autorki ważne są nie tylko sposoby w jaki posprzątamy, ale także kolejność w jakiej to zrobimy. Faktem jest, iż sprzątając podaną w książce metodą wykonamy to raz, a porządnie i nigdy póżniej (podobno) nie będziemy chcieli wrócić do zagracania przestrzeni wokół nas. Pozytywna motywacja, jaką wyniesiemy z tej lektury, przekazane wskazówki pomogą nam utrzymać ład...jeżeli oczywiście tego będziemy chcieli.
Wydaje mi się, iż zbliżająca się wielkimi kromkami wiosna (mam nadzieję, że się zbliża, wiem, to optymistyczne podejście patrząc na to co dzieje się za oknem) sprawi, iż po Tokimeki sięgnie spora grupa osób. Nawet jeżeli nie zastosujecie wszystkich zamieszczonych w książce rad, to przynajmniej kilka z nich z pewnością wam się przyda. 

Cennym uzupełnieniem są liczne rysunki, które krok po kroku tłumaczą zasady metody KonMari. 


Dla zainteresowanych tematem, bardzo przydatna pozycja. 

sobota, 7 stycznia 2017

10 grudnia

Wydawnictwo WAB, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

10 grudnia to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem, a z pewnością najlepszy zbiór opowiadań. Książka mało u nas chyba popularna, ponieważ mało reklamowana, a poza tym opowiadania tak w ogóle z racji bycia krótkimi formami, cieszą się mniejszą popularnością niż powieści.
W przypadku tej konkretnej książki, niesięgnięcie po nią z racji tego, iż zawartość stanowią opowiadania, będzie wielką stratą.
Nie potrafię napisać, dlaczego opowiadania Saundersa są tak wspaniałe. Są sprawy, które trudno nazwać, opisać. I ta książka jest tego przykładem.
W tej niezbyt grubej książeczce znajdziemy 10 opowiadań. Ich bohaterowie są różni, ale łączy ich jedno - porządne przeczołganie przez życie, przez los oraz fakt, że nic nie układa im się tak jak sami by chcieli, tak jak powinno.Co gorsze, spełnienie ich marzeń jest w zasięgu ręki, jednak oni sami albo go nie widzą, albo nie doceniają, albo potencjał rozmieniają na drobne, potrafią np.jednym głupim, nikomu niepotrzebnym komentarzem zaprzepaścić szansę na awans.
Postaci genialnie nakreślone przez autora, na ogół reprezentują niezbyt pozytywne cechy charakteru - chciwość, mściwość, małostkowość etc. Z jednej strony są to ludzie, których nie da się polubić. Z drugiej strony, tak mimo woli wiernie się im kibicuje. Powodem zapewne jest fakt, iż są to ludzie, w których postawach, zachowaniu wielu z nas odnajdzie siebie, lub kogoś z bliskich.
Każde z opowiadań jest mistrzowskie, trudno wybrać to naj. Jednak muszę przyznać, iż najbardziej do gustu przypadło mi opowiadanie futurystyczne Ucieczka z Pajęczej Głowy.   Mocna, mądra opowieść o futurystycznym społeczeństwie.

Polecam. Mocna, mądra, genialnie napisana książka, mistrzowski, zmuszający do myślenia zbiór opowiadań. 

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik) 
https://platon24.pl/ksiazki/dziesiaty-grudnia-opowiadania-108922/



 

piątek, 6 stycznia 2017

Willow - Virginia C. Andrews

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 2/6
Ostrzegam, będzie lekki spojler.
Willow to pierwszy tom nowej sagi V.C. Andrews, autorki niezwykle popularnych Kwiatów na poddaszu. Po tę książkę sięgnęłam pamiętając sprzed lat mój zachwyt właśnie nad Kwiatami na poddaszu.
Willow ma się do Kwiatów.., jak dzień do nocy. Są dwa rozwiązania tej sytuacji - albo mój gust czytelniczy z wiekiem się zmienił, albo autorka poszła na łatwiznę i stworzyła wyjątkowego gniota.
Tym razem bohaterami są członkowie rodziny de Beers. Tytułowa Willow, młoda kobieta, pewnego dnia po śmierci rodziców dowiaduje się, iż została adoptowana. Pragnąc poznać biologicznych rodziców udaje się (zgodnie z pewnymi wskazówkami wyłożonymi niczym przysłowiowej krowie na granicy, w tym zakresie zero tajemnicy, zagadki) do Palm Beach. Tam poznaje młodego prawnika, którego obdarza uczuciem (bardzo szybko obdarza tym uczuciem i równie szybko się odkochuje - romans niczym błyskawica) i biologiczną rodzicielkę.
Przepraszam za ew. spojler, ale to koniec fabuły. Tak, dokładnie. Szkielet tej historii, choć banalny do bólu, można by wypełnić jakąś sensowną treścią, gdyby tylko autorka postarała się choć trochę. Niestety, ale Andrews tego nie zrobiła. Dzięki temu mamy gniota tak banalnego, aż zęby bolą. Mimo, iż początek był obiecujący, to im dalej, z każdą kolejną przeczytaną stroną było coraz gorzej.
Początkowo zapowiadane przez autorkę tajemnice jakoś tak rozmyły się w gąszczu banalnej i nudnej opowieści, więc nie liczcie na jakikolwiek dreszczyk emocji. Nawet kwestia adopcji Willow, która na początku książki była jakby punktem startowym...nie wiadomo jakim cudem zniknęła w szeregu romansów i przyjęć elity Palm Beach.
Otrzymacie zamiast tego przydługie, nudne, opowiedziane stylem z harlequinów streszczenie życia bogaczy w luksusowym Palm Beach. To zdecydowanie za mało, żebym zachęcała was o lektury Willow, tym bardziej, iż opisy są bardzo długie i drobiazgowe i bardzo, bardzo infantylne. Rozkładanie na czynniki pierwsze przyjęcia w luksusowej rezydencji nie jest moją ulubioną lekturą.
Poza tym sama bohaterka...na początku w miarę sensowna osoba, z każdym kolejnym rozdziałem bardziej taka jakaś niedorobiona, nieogarnięta, sama nie wiedząca czego chce.

Książkę tylko cudem doczytałam do końca. Sama sobie się dziwię. Jednak z tyłu głowy ciągle miałam wspomnienie o Kwiatach na poddaszu i nadzieję, że może jednak coś się zmieni w Willow. Próżne to były nadzieje.
Próbowałam wymyślić, co napisać, żeby jednak zachęcić was do lektury Willow. Długo myślałam i doszłam do wniosku, iż nie ma niczego takiego. Zdecydowanie odradzam lekturę Willow. Nawet cukierkowatość światowego blichtru i czytanie o wydawanych przyjęciach ma swoje granice. Nie wiem, co kierowało autorką, gdy tworzyła Willow, chyba tylko chęć zarobku.

czwartek, 5 stycznia 2017

Nowość już w sprzedaży...

Swoją premierę ma w tym tygodniu poruszająca opowieść Richarda Flanagana Pragnienie

Wspaniała i poruszająca opowieść o ambicji, pożądaniu i tęsknocie, które czynią nas ludźmi – pióra Richarda Flanagana, laureata Nagrody Bookera.

Jest rok 1841. W odległej kolonii karnej na Ziemi Van Diemena bosa aborygenka pozuje do portretu w sukni z czerwonego jedwabiu. Ma na imię Mathinna i jest przybraną córką gubernatora wyspy, Sir Johna Franklina oraz jego żony, Lady Jane. Jest też obiektem cywilizacyjnego eksperymentu, który ma wykazać, czy wiedza, chrześcijaństwo i rozum mogą być narzucone barbarzyństwu, instynktowi oraz pożądaniu. Kilka lat później, gdzieś na Arktyce, ginie Sir John Franklin wraz załogą i dwoma statkami podczas ekspedycji, której celem ma być odkrycie mitycznego Przejścia Północno-Zachodniego, drogi morskiej z Europy do wschodniej Azji wiodącej przez Archipelag Arktyczny. Anglia jest wstrząśnięta podawanymi przez ekipę poszukiwawczą doniesieniami o przypadkach kanibalizmu, a dla najsłynniejszego pisarza tych czasów, Karola Dickensa, losy Franklina stają się lupą, przez którą przygląda się lodowatym głębinom własnego życia.

Doskonała, głęboko poruszająca i kunsztownie zbudowana medytacja nad pragnieniem relacji z drugim człowiekiem w rozmaitych jej formach – współczucia, ciekawości, troski, pożądania, przyciągania, egoizmu i bezinteresowności, które niezdarnie łączą się w jedno w najbardziej niebezpiecznym abstrakcyjnym pojęciu, miłości.

„Los Angeles Times”



Jego proza jest silna i precyzyjna, a opis pragnień – nadzwyczaj subtelny.

„Publishers Weekly”

Książka, którą czytam koszmarna, ale muzyka........ George Michael - Faith (Live at Earl's Court - 2008)

Próbuję przebrnąć przez Willow, V. C.Andrews (z Prószyńskiego) KOSZMAREK. 
Kwiaty na poddaszu to było arcydzieło, a to to...aż szkoda pisać, wrażenia chyba pod wieczór sklecę i przekażę wam.
Dobrze, że muzyka na najwyższym poziomie.

Uwielbiam i piosenkę i artystę, nieodżałowanego. 


środa, 4 stycznia 2017

Sekta - Michael Katz Krefeld

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 3/6
Sekta to 3. tom serii, której bohaterem jest poplątany życiowo i ciężko doświadczony (jak to w skandynawskich kryminałach bywa) eks policjant Thomas Ravnsholdt, zwany Krukiem.
Głównym celem od jakiegoś czasu jest odnalezienie zabójców jego dziewczyny Evy. W międzyczasie (żeby mieć z czego żyć i naprawić zdezelowaną łódź, na której mieszka) Kruk podejmuje się mniej lub bardziej intratnych śledztw dla osób prywatnych.
Tym razem o pomoc prosi go zamożny biznesmen Ferdinand Mesmer, któremu jakiś czas temu zaginął dorosły syn. Mesmer prosi Ravna o odnalezienie syna. Wg. biznesmena jego syn przyłączył się do grupy zielonoświątkowców i po jakimś czasie ślad po nim zaginął.
Ravn szybko odkrywa, że sprawa ma drugie dno, a zleceniodawca nie tylko nie mówi mu wszystkiego, ale nawet nie zamierza niczego ułatwiać.
Dlaczego? Co się kryje za takim postępowaniem? Co skrywa rodzina Masmerów?
Lubię sposób pisania Krefelda, Jednak pisarz tworzy na zasadzie sinusoidy. Jego książki z serii o Kruku są bardzo nierówne. Wykolejony był umiarkowanie kryminalny, Zaginiony wręcz przeciwnie, klasyczny kryminał, do tego doskonale napisany. Co do Sekty, to już chyba sami (przyjmując zasadę sinusoidy) możecie sobie odpowiedzieć, jaka jest.

Ostrzegam - nie jest to klasyczny kryminał. To typowa, momentami aż do bólu, literatura skandynawska, której fabuła skupia się wokół zagubienia wewnętrznego Kruka, jego wspomnień dot. ukochanej Evy, walki z samym sobą i poszukiwania sprawców morderstwa ukochanej. Niestety, ale Kruk ponownie jest postacią pierwszoplanową.
Napisałam niestety. Tak. Co prawda książkę czyta się nienajgorzej, szybko, ale równie szybko o niej zapomina.  Poza tym skoro ma to być kryminał, to niech wiodącym będzie motyw kryminalny, a nie zbieranie się w sobie rozwalcowanego przez życie eks policjanta. Było kilka takich momentów, w których miałam wrażenie, iż pies Kruka, mały mops, jest bardziej ogarnięty niż jego właściciel.
Fabuła w wielu miejscach przewidywalna do bólu. I to chyba największa wada książki
Plusem książki jest ironiczny humor autora, którym okrasza co banalniejsze i bardziej przewidywalne fragmenty. Jednak to trochę za mało, żeby książkę (nawet taką, którą nieźle się czyta) uznać za udaną. Autora stać na więcej. Szkoda, że zaprzepaścił sporo możliwości na stworzenie dobrego, pełnokrwistego kryminału.
W kilku momentach miałam dosyć jego nieporadności, epatowania cierpieniem, złością. Dosyć zaczynają mieć także jego książkowi przyjaciele. jest wiec nadzieja, iż w kolejnym tomie Krefeld trochę potrząśnie swoim bohaterem, zrobi z niego faceta z za przeproszeniem...no wiecie czym, a nie takie lelum polelum (jak mawiała moja babcia) . Oby.
 

wtorek, 3 stycznia 2017

Na sen... George Michael - Careless Whisper (Live at Earl's Court - 2008)

Mistrzowskie wykonanie mojej ukochanej piosenki. Pierwszy raz usłyszałam ją blisko 30 lat temu, w szkole podstawowej...to była miłość od pierwszego wejrzenia i w piosence i w wykonawcy :) I proszę mi nie wypominać wieku :).
Nie mogę zasnąć, to słucham.
Kto się może poszczycić takim głosem, jaki miał George?

Zapowiedź...

Mniej więcej w połowie stycznia w związku ze śmiercią George'a Michaela ma być wznowione dvd ze wspaniałego koncertu, który miał miejsce w sierpniu 2008 roku w londyńskim Earls Court Arena.
Był to finałowy koncert rewelacyjnej trasy 25 Live Tour związanej z 25. rocznicą artystycznej działalności George'a.
Miałam szczęście być na koncercie w Warszawie. Do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem. Coś niesamowitego, zarówno ze względu na piosenki (przy części z nich dorastałam), ich wykonanie i oprawę techniczną.
Genialny artysta, jeden z niewielu, których głos w studio jak i na żywo brzmi tak samo wspaniale. Wielkie, robiące wrażenie przedstawienie.
Płytę polecam. Mam poprzednie jej wydanie. Oprócz koncertu jest sporo dodatkowych materiałów, m.in. kulisy produkcji całej trasy, rozmowy z artystą i towarzyszącymi mu osobami.
Wielka gratka. 




Fragment zamieszczam poniżej...




poniedziałek, 2 stycznia 2017

George Michael - Father Figure (Live at Earl's Court - 2008)

Kończę 1. dzień pracy po długim, 2-tygodniowym urlopie. Teraz, w drodze do domu odrobina relaksu....
Byłam na tym koncercie w Warszawie REWELACJA.