Strony

czwartek, 30 kwietnia 2015

Dom nad klifem - Maeve Binchy

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 4,5/6
Dom nad klifem to dobra, klimatyczna powieść, która połyka siew  kilka godzin. Akcja rozgrywa się w Stoneybridge, urokliwej wiosce w zachodniej Irlandii. Jest to miejsce z typu tych, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą i gdzie czas płynie wolniej.Większość mieszkańców zostaje na stałe w urokliwej wiosce. Są jednak tacy, którzy opuszczają wioskę i szukają swojego miejsca w dużych miastach, a nawet na innym kontynencie.
Jedną z takich osób jest Chicky, która wraz z nowo poznanym mężczyzną, wbrew radom rodziny i przyjaciół leci do USA. Niestety, ale szczęście trwa krótko, chłopak zostawia ją z dnia na dzień. Jej samej trudno się przyznać do porażki i dlatego przed znajomymi i rodziną snuje coraz bardziej ubarwianą opowieść o małżeństwie, szczęściu, pracy. Czując się jednak coraz bardziej samotną postanawia "uśmiercić" fikcyjnego męża i wrócić w rodzinne strony. Chicky kupuje tytułowy dom nad klifem i rozpoczyna nowe życie. Jak jej się ono ułoży? Czy w końcu znajdzie spokój, szczęście i swoje miejsce? 
Binchy bardzo ciekawie opowiedziała szalonej miłości, takiej, która porywa człowieka i panuje nad nim całkowicie, o konsekwencjach podejmowanych pod wpływem uczucia decyzjach, o rozczarowaniach, godzeniem się z rzeczywistością i szukaniu swojego miejsca na ziemi. 
Historia jest bardzo dobrze, ciekawie opowiedziana. Brak typowego dla tego rodzaju literatury słodkiego (jak ja to określam) pitu pitu, brak przysłowiowego lania wody, brak pisania o niczym, brak dłużyzn. Binchy pisze konkretnie, ale po kobiecemu, z lekkim pazurem. 
Ogromnym plusem książki są niezwykle ciekawe charakterystyki każdego z bohaterów oraz plastyczne opisy przyrody i otoczenia domu nad klifem.
Jednocześnie udało jej się stworzyć miejsce, do którego większość z nas na dłużej lub krócej udałaby się. Bo taki jest tytułowy dom nad klifem, miejsce klimatyczne, urokliwe, takie w którym można odpocząć, przemyśleć swoje życie, podjąć właściwe decyzje, być w 100% sobą. 
Gorąco zachęcam do lektury tej choć niezbyt obszernej to jednak sporej w swojej wymowie książki. 


Mój ukochany (obok Poirot) serial kryminalny...

...to Morderstwa w Midsomer.
Nic nie poradzę, kocham, uwielbiam ten serial na równi z serią o Herculesie Poirot. 
Serial ma niepowtarzalny klimat.

Fikcyjne hrabstwo Midsomer to kilkanaście małych wiosek w południowej Anglii. Jest tam spokojnie, staroświecko, urokliwie- jednym słowem sielsko i anielsko, tak jak wielu z nas wyobraża sobie kwintesencję angielskiej wsi. Miasteczka i wioski hrabstwa zamieszkują ludzie oryginalni, wręcz ekscentrycy, damy zapraszające się na popołudniową herbatkę, właściciele hotelików, uroczych antykwariatów, ludzie grający w polo i krykieta, ale także zbrodniarze, pijacy, degeneraci. I w cudownych angielskich plenerach, wśród tych wszystkich ludzi są popełniane morderstwa.  

Akcja jest prowadzona powoli, stopniowo. Podczas śledztwa pojawiają się kolejne zagadki, fałszywe tropy, mnóstwo intryg- bo każdy kłamie na potęgę, wychodzą na jaw różnorodne, latami skrywane tajemnice, a na koniec zaskakująca pointa. A w tle herbatka, kolacyjka w pubie, piękne plenery. Ot klasyczny, angielski kryminał. 
I do tego specyficzny, angielski humor. 
Główną postacią serii 1-13 był nadinspektor Tom Barnaby (gra go John Nettles-doskonały w tej roli), który wraz ze swoim pomocnikiem starał się rozwiązać zawikłane sprawy morderstw w Midsomer. Obecnie prym wiedzie jego młodszy kuzyn John (gra go Neil Dudgeon- też dobry, ale Nettles jednak moim zdaniem lepszy, ciut, ale zawsze).
Nawet muzyka w serialu jest genialna, idealnie dobrana. Jej twórcą jest Jim Parker.
Nagrano ją, używając rzadkiego instrumentu muzycznego therminu.


Mam nagrane prawie (bo łącznie nakręcono ponad 100 odcinków serii) wszystkie odcinki (w różnych wersjach językowych, chociaż angielski inspektor w wersji niemieckojęzycznej trochę mi zgrzyta:)) i ubóstwiam od czasu do czasu do nich wracać. 

Oglądacie Morderstwa w Midsomer?
Czytaliście może książki z  tej serii? Kilka lat temu Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne wydało 6 tomów autorstwa Caroline Graham, które zainspirowały twórców serialu. Świetnie napisane. Polecam.

Jesienią z mężem jedziemy na blisko 2-tygodniowy urlop do Anglii. Ponieważ sami sobie wszystko organizujemy (tak swobodniej) koniecznie muszę odwiedzić miejsca, w których kręcony jest serial:)  O tutaj (klik) stronka Visit Midsomer:)



środa, 29 kwietnia 2015

Domek dla lalek - David Hewson

Wydawnictwo Marginesy, Moja ocena 5,5/6
Kolejny, mistrzowsko skonstruowany kryminał i powieść obyczajowa w jednym, autorstwa angielskiego pisarza Davida Hewsona.
Akcja rozgrywa się w Amsterdamie, które to miasto, jak i inne regiony  Holandii autor doskonale portretuje. Jednak jeżeli myślicie, iż będziecie czytać o Amsterdamie takim z pocztówek, czy przewodników turystycznych, to jesteście w wielkim błędzie. Amsterdam Hewsona to miasto zaskakujące, brudne (dosłownie i w przenośni), niezwykle mroczne, pełne zaułków, bram, domów i bynajmniej nie należą one do grupy określanej mianem.. klimatyczny.
Genialnie odmalowani bohaterowie. Do czołówki należy Vos - mistrzowski śledczy, który po trzy lata temu przeżytej tragedii stacza się na dno. Towarzyszy mu Laura Baker młoda policyjna aspirantka z prowincji, z misją w tle i fatalnymi ubiorami w walizce oraz jeszcze gorszym wyczuciem chwili i ludzi. Poza tym wielu innych bohaterów, którym także przypadły w udziale pierwszoplanowe role. Cechą charakterystyczna bohaterów Hewsona (czy to w tej czy w innych powieściach) jest przede wszystkim ogromny realizm i spora ilość szczegółów w ich opisach. Pozwala to czytelnikowi lepiej poznać bohatera, a często (jak to miało miejsce w przypadku moim i aspirantki z  prowincji) polubić postać. 
Ogromnym plusem jest także budowanie fabuły. Jest ona nie tylko wielowątkowa, ale jakby taka...szkatułkowa..o takie właśnie mam wrażenie. Gdy tylko wchodzimy w nowy wątek, problem, otwierają się drzwi do kolejnego, z  niego do innego etc. Mimo mnogości wątków wszystko jest jednak ze sobą doskonale powiązane, wszystko ulega wyjaśnieniu (i to sensownemu), nic nie zostaje odsunięte niewyjaśnione w niebyt, jak to ma miejsce u wielu innych autorów.
No i zaskoczenie. Przez cała niemal lekturę towarzyszy nam wielkie zdziwienie, a na końcu nie mniejsze zaskoczenie.
Aha, nie napisałam nic o fabule. Hmmm jak tak pomyślę to porwanie córki prominentnego polityka, wyjście z więzienia zdegradowanego mafiosa, prywatna tragedia policjanta, zamachy terrorystyczne, wysyłane w papierowej trumience "zwłoki" lalek z krwią porwanego dziecka i walka o wielkie pieniądze to tylko początkowe nici fabuły, z których autor przędzie fantastyczną, porywającą opowieść. Jest ona przerażająca bo prawdziwa. A książkę dosłownie się połyka. Niezmiernie cieszę się, że sama siedzę w pokoju w pracy. dzięki temu mogłam spokojnie czytać. Bo wierzcie mi, książka wciąga i to bardzo.
Gorąco zachęcam do lektury. 
Tutaj (klik) recenzja genialnego Cmentarza tajemnic tego samego autora 
Tutaj (klik) recenzja Dochodzenia 2, też tego samego autora 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Nauczycielka

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Dobra powieść, momentami bardzo dobra, choć zupełnie coś innego niż oczekiwałam rozpoczynając lekturę. Czasami dobrze być tak zaskoczonym czytelnikiem.
Książka opowiada o związku Ma­tyl­dy i Xavera, którzy przez wiele lat (jeszcze od czasów studenckich) byli parą.On, niespełniony choć przekonany o swoim talencie pisarz. Ona kochająca, czuwająca nad nim, pracująca w pocie czoła jako nauczycielka niemieckiego, wierząca, iż pewnego dnia on zabłyśnie. No i Xaver po latach wyrzeczeń zaczyna robić karierę, odnosi pierwsze sukcesy na niwie literackiej. Zdawałoby się, iż teraz wszystko powinno pięknie się ułożyć. Wszak to co najgorsze, najtrudniejsze maja za sobą. Nic bardziej mylnego. Z godziny na godzinę Xaver opuszcza Matyldę. Możecie sobie to wyobrazić? Rezygnujecie z własnych ambicji, tyracie, po to żeby ukochany odniósł sukces. A on po całkowitym bez mała wykorzystaniu was odchodzi.
Po latach za sprawą całkowitego przypadku Matylda i Xaver spotykają się ponownie. I do tego momentu historia jest standardowa. Novum jak dla mnie był ciąg dalszy. Poznajemy bowiem historię ponownego spotkania bohaterów, i to co z owego spotkania wynikło. Między Xaverem i Matyldą rozpoczyna się swoista gra zbudowana niczym puzzle z wielu, bardzo wielu emaili, które z coraz większą ni to pasją ni to masochizmem zaczynają miedzy sobą wymieniać. Wspominana jest przeszłość, Matylda po latach patrząc na Xavera realnie ocenia go, widzi i omawia jego wady, zalety. Wyciągane są także z przysłowiowej szafy liczne trupy, rozwiązywane zagadki. 
Jak dla mnie wyglądało to na swego rodzaju terapię, pogodzenie się z tym co było, oddzielenie przeszłości od przyszłości i sprawienie, iż oboje (choć głównie chodzi o Matyldę) będą potrafili na nowo żyć, a nie tylko prześlizgiwać się przez życie. 
Okaże się jednak, że owo rozgraniczenie tego co było od tego co będzie nie jest takie proste, a każde wypowiedziane słowo ma prędzej czy później swoje konsekwencje.
Dobra, zaskakująca powieść. Polecam.


Opowieści niepokojące - Joseph Conrad

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Recenzja mojego męża. 

Jospeh Conrad (autor z polskimi korzeniami) należy do najbardziej przeze mnnie lubianych i cenionych mistrzów pióra. 
Opowieści niepokojące, to zbiór pięciu opowiadań, które są jakby preludium do najsłynniejszych utworów autora Lord Jima i Jądro ciemności.Zbiór ten został po raz 1. wydany w 1989 roku. Mimo, iż na nich pisarz niejako doskonalił swój warsztat, to już w tym niepozornych utworach widać całkiem spory ślad jego geniuszu. 
Na tomik składają się utwory o niezwykle zróżnicowanej tematyce. 
Wśród bohaterów, których Conrad  powołuje na karty książki mamy malajskiego wodza plemiennego, prostych francuskich chłopów, angielskich pseudo handlowców w samym sercu Afryki oraz kilka innych równie ciekawych postaci. Każdy z bohaterów Conrada jest człowiekiem znajdującym się pod przysłowiową ścianą, zmuszonym do podjęcia jednej, konkretnej, niezwykle ważnej i bez wątpienia brzemiennej w skutki decyzji. Nie istotne, czy dotyczy to tego co tu i teraz, czy tego co odległe i odsunięte w niebyt. Każdy z bohaterów jest człowiekiem rozdartym, na krawędzi, każdy dzierży los swój i innych we własnych rękach, każdy musi zdecydować co dobre, a co złe. Doskonale ukazane jest także to, jakim próbom moralnym jest zdolny poddać się człowiek, do czego jest się w stanie posunąć w ekstremalnych warunkach.
Tym co u Conrada (nie tylko w tych utworach) zasługuje na najwyższe uznanie, to właśnie kreacje bohaterów i ich wewnętrzna walka z losem i samym sobą. Fabuła, perypetie postaci są zaledwie tłem do ukazania czegoś zdecydowanie ważniejszego. Problematyka psychologiczno-moralno-egzystencjalna jest jak zawsze u Conrada najważniejsza i genialnie zaprezentowana. 
Fabuły opowiadań nie streszczam. Nie ma to najmniejszego sensu, a i czytelnikom odebrałoby nie tylko przyjemność lektury, ale wręcz rozkosz obcowania z mistrzowskim piórem i ujęciem psychiki i moralności człowieka. 
Wiem, opowiadania, nowele nie są najbardziej lubianą forma literacką. Ale są opowiadania i OPOWIADANIA. Są takie, które można przeczytać i takie, które przeczytać TRZEBA. Opowieści niepokojące należą z pewnością do tych drugich. 
Zachęcam do lektury, do podczytywania we fragmentach, do rozmyślań. 


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Czarne nenufary - Michel Bussi

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 5,5/6
To druga książka tego francuskiego, którą miałam okazję przeczytać i po raz drugi jestem totalnie zaskoczona, ale i zachwycona.
Tym razem akcja rozgrywa się w Normandii, na francuskiej prowincji, w niewielkiej choć znanej na całym świecie wiosce Giverny. To tam miał swoja ostoję, dom, pracownię jeden z najsłynniejszych malarzy świata Claude Monet.
W wiosce mimo tłumów turystów żyje się spokojnie. Tak jest aż do dnia, gdy w miejscowym potoku zostają znalezione zwłoki miejscowego okulisty. Nie dość, że w ogóle morderstwo w Giverny to rzecz bardzo dziwna, to dodatkowo sposób w jaki denat został zamordowany jest unikalny. Jak określił to prowadzący sprawę inspektor - jakby ktoś zabił go trzy razy. Rozpoczyna się śledztwo W wiosce takiej jak Giverny, gdzie wszyscy o wszystkich absolutnie wszystko wiedzą wydawałoby się, że zgromadzenie dowodów, nawet opartych na plotkach, nie powinno być problemem. Nic bardziej mylnego. Nowy inspektor policji przybyły z Langwedocji musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią mieszkańców, nieufnością współpracowników, ale także różnicami kulturowymi między Normandią a innymi regionami Francji.
Do tego dochodzą trzy kobiety, tak bardzo różniące się od siebie, a odgrywające w całej sprawie niebagatelna rolę oraz wielki pies. Szybko okaże się, że to co z założenia miało być proste jest niesłychanie skomplikowane i trudno jest oddzielić fikcję od faktów, plotki od prawdy. A najtrudniejsze jeszcze przed prowadzącym śledztwo policjantem oraz przed czytelnikiem. Dlaczego? A dlatego, że w trakcie lektury książki byłam pewna, że wiem o co tak na prawdę chodzi. W pewnym  momencie okazało się, że nic nie wiem. Bussi skołował mnie w mistrzowski sposób i tak poprowadził akcję, że ze zdumienia otworzyłam oczy.
A zakończenie..majstersztyk i całkowite zaskoczenie. 
Ciekawie zastosowana jest narracja dwuosobowa - opowiada jakby narrator-obserwator stojący z boku i stara czarownica, która mieszka w miejscowej wieży. 
Poza tym użycie czasu teraźniejszego, także robi swoje.
Doskonała, mistrzowsko skonstruowana opowieść. Zachęcam gorąco do lektury. Zwala z nóg (mimo pozoru lekkości) i zapewnia kilka godzin wyciętych z życiorysu - od lektury nie będziecie mogli się oderwać.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Kobiety niepokorne - Cristina Morato

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4/6
Kobiety niepokorne, to książka podczytywana przeze mnie przez ostanie 1,5 miesiąca. Co kilka  dni czytałam o jednej z bohaterek, których jest siedem. Maria Callas, Coco Chanel, Wallis Simpson, Eva Perón, Barbara Hutton, Audrey Hepburn i Jackie Kennedy, to o nich jest ta książka.
Mam co do tej pozycji mieszane uczucia. Niewątpliwie dobór bohaterek ciekawy, różnorodny. Każda z pań walczyła o siebie, swoje życie, spełnienie i szczęście. Każda miała pod przysłowiową górkę. 
Morato trudno nazwać biografem, raczej osoba łączącą funkcje pisarza z łowcą sensacji. Mam wrażenie, iż autorkę książki interesowały na równi motywy działań bohaterek, jak i to co z nich wynikło oraz różne mniejsze i większe skandale, intrygi. Właśnie owo zainteresowanie plotkami, skandalami, intrygami sprawiło, iż książkę częściowo odbierałam, jak trochę lepszą wersję tabloida. Chociaż trzeba Morato oddać sprawiedliwość, pisze bardzo dobrze (zdecydowanie lepiej niż w każdym z kolorowych tabloidów:)), potrafi zaciekawić. Każdą ze swoich bohaterek przedstawia dokładnie, nie wybielając, ani nie przedstawiając jej tylko w czarnych barwach, chociaż czyny wielu pań są często kuriozalne, a w najlepszym przypadku bardzo dyskusyjne. 
Poza tym książka nie jest kolekcją biografii. Poza skróconym rysem biograficznym (pełniacym raczej funkcje informatyczną) na początku każdego rozdziału, trudno w książce szukać informacji stricte biograficznych. 
Mimo, iż oczekiwałam czegoś odrobinę innego, Kobiety niepokorne czytało mi się dobrze. Książkę mogę polecić osobom szukającym garści plotek i ciekawostek spisanych dobrym piórem i przedstawionych w interesujący sposób. Kobiety niepokorne to niezła lektura, chociaż na zbyt długo nie zostanie w mojej pamieci. To pozycja z tych, przy których miło spędza się czas, ale po odstawieniu książki na półkę dosyć szybko o niej zapomina.

sobota, 25 kwietnia 2015

Za murem. Podróż po Chinach - Colin Thubron

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5,5/6
Colin Thubron to doświadczony podróżnik, a przy tym wspaniały pisarz i gawędziarz oraz odkrywca. Chiny to z kolei kraj olbrzymich możliwości, wielkich skarbów i jeszcze większych kontrastów oraz koszmarnej przeszłości. Jeżeli to wszystko włoży się do jednego pojemnika, zamiesza i z tego materiału powstanie książka, może być ona tylko wyjątkowa. I tak jest w przypadku Za murem.
Tym razem Thubron serwuje nam opowieść o Chinach, których już nie ma, o kraju tuż po rewolucji Mao, czyli Chinach lat 70. XX wieku.
Rewolucja kulturalna, jak powszechnie nazywano dyktaturę Mao przełomu lat 60. i 70. XX wieku, była jednym z najokrutniejszych reżimów totalitarnych w dziejach świata. Colin Thubron w swojej książce ukazuje nam Chiny tuż po rewolucji. Swoją opowieść opiera na rozmowach z naocznymi świadkami, tymi, którym dane było przemiany Mao przeżyć. Czytamy o strachu i nędzy zwykłego człowieka, o rządach komunistów, dobrobycie nielicznych na szczycie, o śmierci, głodzie, strachu, uwiezieniach, łamaniu wszelkich ludzkich i moralnych praw, ale także rozwojem gospodarczym Chin, tym oficjalnym i nieoficjalnym.
Najwięcej w książce mamy miksu rozmów z Chińczykami i obserwacji własnych autora. Do tego sporo wstawek kulturowych, historycznych, obyczajowych. 
Genialnie napisana, niezwykle ciekawa i porywająca książka, z typu tych, które gdy rozpocznie się lekturę przepadło się na kilka godzin, aż do przeczytania ostatniej strony.  każdą kolejna przeczytaną stroną coraz bardziej zagłębiałam się w maoistowskie Chiny, szczerze współczułam ludziom tam wtedy mieszkającym, a oczy z każdym rozdziałem robiły mi się coraz większe ze zdziwienia, niedowierzania. 
Ogromny szacunek dla autora książki. Colin Thubron jest niesamowity. O wielkim darze znajdywania tego co nie do znalezienia, wspaniałym piórze, darze opowiadania wspominałam. Do tego należy dodać wielką wiedzę z zakresu ogromnej ilości dziedzin, doskonałą znajomość języka chińskiego i sporą pokorę i znajomość własnych niedoskonałości. Sam napisał, ze kilku tematów nie udało mu się zgłębić a to z powodu niewystarczającej znajomości konkretnego dialektu chińskiego, a to z powodu słabej jak się okazało znajomości chińskiej mentalności. 
Książka powstała w 1987 roku. Od tego czasu zapewne wiele, ale i jednocześnie niewiele zmieniło się w Chinach. Mam tylko nadzieję, iż Chin ala Mao rzeczywiście już nie ma.
Gorąco zachęcam was do lektury. Zarezerwujcie sobie na nią kilka godzin. Gwarantuję, iż lektura pochłonie was w 100%. 
Za książkę dziękuję księgarni internetowej Platon (klik) 



Anatomia chwili (czyli o zamachu stanu w Hiszpanii) - Javier Cercas

Wydawnictwo Noir sur Blanc, Ocena 5,5/6
Recenzja mojego męża.

Anatomia chwili dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w Hiszpanii w dniu 23 lutego 1981 roku. Datę tę możemy przyrównać do naszego 13 grudnia 1981 roku. Wydźwięk i waga wydarzeń takie same.Miał wtedy miejsce nieudany (przeprowadzony przez wojsko) zamach stanu, a hiszpańskiej demokracji broniły w zasadzie trzy osoby (niczym trzej muszkieterowie) - generał, zagorzały komunista i zwolennik zmarłego kilka lat wcześniej Franco. Był to okres niezwykle trudny dla Hiszpanii, okres transformacji. Kilka lat po śmierci dyktatora Franco niewiele zmieniło w mentalności Hiszpanów. O nastrojach tamtych dni, o wydarzeniach z 23 lutego 1981 roku pisze właśnie Cercas.
Książka bazuje przede wszystkim na rozmowach ze świadkami tamtych wydarzeń, obejrzeniu filmu, na którym został uwieczniony jeden ważny gest oraz bogatych studiach dokumentów.
Najnowsze dzieło Cercasa ma same zalety. Łączy bowiem w sobie wszystkie najlepsze cechy doskonałej, porywającej powieści, literatury faktu i reportażu. Wszystko wymieszane w jednej książce, przeniesione na jej karty przy pomocy zręcznego pióra hiszpańskiego publicysty, dało książkę, do lektury której trudno się oderwać mimo, iż tematyka nie należy do przyjemnych czy łatwych. 
Atutem jest także doskonale oddany nastrój tamtego dnia oraz wybornie zobrazowane- klimat Hiszpanii i nastroje ludności noszącej w sobie bardzo świeże piętno dyktatury Franco. Cercas ukazuje także liczne paradoksy, jak chociażby frankistowską przeszłość tworzącego hiszpańską demokrację polityka. Bez mała tak jak u nas esbecka przeszłość polityków, znanych osób.
Całość perfekcyjna, trzymająca w  napięciu i dająca choć w przybliżeniu obraz trudnej przeszłości Hiszpanii. 
Książka ta to nie tylko dokument, nie tylko oddanie klimatu, nastroju czy ukazanie fragmentu historii. To także lista (bardzo długa), na której znalazły się trudne i jeszcze trudniejsze pytania. Na wiele z nich nie ma jeszcze odpowiedzi. Czy kiedyś Hiszpanie tę odpowiedź uzyskają? Trudno powiedzieć. 
Doskonała proza, wyśmienity dokument, całość mistrzowska.
Zachęcam do lektury.

:(


Włączyłam niedawno tv i zobaczyłam, że Władysław Bartoszewski nie żyje. Strasznie smutno, żal. Wiem, dożył w pełni sprawności pięknego wieku, miał niesamowite życie, wiele zrobił, ale i tak smutno. Był niesamowity, mądry i z ogromnym dystansem do siebie i szacunkiem do drugiego człowieka. Uwielbiałam czytać Jego książki, słuchać wypowiedzi. Potrafił walczyć o ludzi o prawdę, był wierny ideałom, co z pewnością nie ułatwiało mu życia.
To był dla mnie wielki autorytet, bez zadęcia, patosu, ot autorytet. 
Coraz więcej znanych, wartościowych ludzi znika z naszego życia, a zostaje coraz więcej małostkowych, pazernych, z parciem na szkło, sławę i karierę. Szkoda nawet pisać.

Powtórzę za Władysławem Bartoszewskim: Warto być przyzwoitym... Tylko czy potrafimy? Wbrew pozorom to bardzo trudne. Jemu się udawało.

piątek, 24 kwietnia 2015

Koleżanka. Wspomnienia o Agnieszce Osieckiej

Wydawnictwo PWN, Moja ocena 5,5/6
Agnieszkę Osiecką i jej twórczość zna większość osób, chociażby ze słyszenia, z widzenia w tv, ze słuchania jej tekstów.Do dzisiaj, mimo, iż nie żyje od wielu lat, w naszych sercach ciągle goszczą jej utwory. Często nie zdajemy sobie sprawy, ze piosenka, którą tak lubimy ma słowa napisane przez Agnieszkę Osiecką. 
Książek o artystce powstało sporo. Ta, którą prezentuję jest jednak pozycją wyjątkową, wspomnieniową, ukazującą Osiecką przez pryzmat wspomnień jej znajomych, przyjaciół, listów z nimi wymienianych, tekstów niepublikowanych dotąd utworów, felietonów napisanych specjalnie do tej książki i innych materiałów. Dzięki nim  poznajemy nie tylko dorosłą Agnieszkę, autorkę wspaniałych tekstów, artystkę, poetkę, ale także dzieciństwo bohaterki, okres dorastania, buntu, stosunki w rodzinie, dorosłe życie, w którym jako matka, czy partnerka powiedzmy nie była perfekcjonistką, alej jako twórca, artystka sprawdziła się w stu procentach. Bardzo dużo miejsca w książce zajmuje barwne, burzliwe, nieszablonowe życie artystki oraz jej stosunki z otoczeniem.
O Osieckiej opowiadają m.in.: Krystyna Sienkiewicz, Stanisław Soyka, Katarzyna Ważyk, Agata Passent, Stan Borys, Ewa Błaszczyk, Alina Janowska i dodatkowo wiele innych osób.
Mówi się, że Osiecka miała wiele twarzy, nie była wylewna w uczuciach, a każdy znał inną Agnieszkę. Jak było na prawdę? Tego dowiecie się z lektury tej świetnie napisanej, niesamowicie klimatycznej i uczuciowej książki. Można ją czytać w całości od razu, niczym najbardziej wciągającą powieść. Można także lekturę sobie dozować, czytać we fragmentach delektując się treścią i tym co ona zawiera (ja tak robiłam).
Dzięki wspomnieniom, zapiskom osób opowiadających o Osieckiej mamy okazję nie tylko do zajrzenia w głąb duszy artystki i jej znajomych, ale także cofnięcia siew  czasie. Niesamowita podróż po artystycznym świecie sprzed kilku i kilkudziesięciu lat oraz po zawiłościach ludzkiej duszy i międzyludzkich kontaktów. 

Zachęcam do lektury i poznania kobiety, która w trudnych czasach miała wielką odwagę tworżyć i żyć tak jak chciała.  

KONKURS

Dawno nie było na blogu żadnego konkursu, a dzisiaj okazja nie byle jaka- Dzień Książki.
W związku z  tym mam do oddania w konkursie te oto dwie książki...

 


Jeżeli macie na którąś z nich ochotę wpiszcie się proszę w tym poście  w komentarzach i napiszcie dlaczego akurat ta książka was interesuje. 
Konkurs trwa do 03 maja br. do godziny 23.59 czasu blogowego. Ogłoszenie wyników 05 maja 2015r. na tym blogu. Wysyłka w ciągu 7 dni, na terenie Polski listem poleconym:)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Łańcuch zdarzeń - Fredrik T. Olsson

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 5/6
William Sandberg, były szwedzki wojskowy kryptolog, który jeszcze kilka lat wcześniej był jedną z najbardziej znanych osób w swoim fachu, próbuje popełnić samobójstwo. Zostaje w ostatniej chwili odratowany przez byłą żonę. Trafia do szpitala, na oddział zamknięty, z którego po dwóch dniach zostaje porwany, wywieziony samolotem w nieznane miejsce  i uwięziony w lochach zamku. Do dyspozycji ma tylko dwa pokoje - w jednym ma spać w drugim pracować. Oba pomieszczenia umeblowane są sprzętami z jego mieszkania. Porywacze przenieśli wszystkie jego rzeczy, nawet najmniejsze drobiazgi. gdyby nie kraty w oknach, William mógłby mieć złudzenie, iż znajduje się we własnym mieszkaniu. Porywacze przedstawiają się, jako tajna organizacja powiązana z ONZ. Są bardzo kulturalni, mili i mają do Williama tylko jedną prośbę - żeby rozszyfrował tajemniczy kod. Nie chcą powiedzieć czego może on dotyczyć, ani skąd go mają. William ma robić co każą, a wtedy może odzyska wolność.
Kryptolog po zamku, w którym jest więziony może poruszać się w bardzo ograniczonym zakresie. każde drzwi maja czujniki na karty czipowe, których on nie posiada. Pewnego dnia ktoś gubi kartę i Williamowi udaje się uciec. Przemieszcza się na inny poziom zamku i spotyka tam młodą kobietę, którą okazuje się być amerykańska doktorantka archeologii. Została ona porwana w Amsterdamie. Porywacze żądają od niej rozszyfrowania tajemniczego kodu zapisanego pismem klinowym. 
Na terenie zamku zaczyna błyskawicznie rozprzestrzeniać się wirus, który w krótkim czasie powoduje śmierć w straszliwych męczarniach. Porywacze decydują się uchylić rąbka tajemnicy dot. zagadkowego kodu i zadania jakie ma wykonać porwana para. To co im opowiadają wzbudziło prawdziwą grozę pomieszaną z niedowierzaniem zarówno u bohaterów książki, jak i (to muszę przyznać) u mnie. 
Krok po kroku odsłaniane są kolejne fragmenty tajemniczej układanki. Obraz jaki przed nami odmalowuje skandynawski pisarz jest zagadkowy i straszny. Tajemniczy kod, o rozszyfrowanie którego toczy się prawdziwa walka z czasem został tak w książce opisany, iż do tej pory zastanawiam się czy to czasem nie okaże się za jakiś czas prawdą. Wizja nie dającej się zatrzymać katastrofy, która powoduje śmieć setek tysięcy ludzi jest nad wyraz realna. Do tego dołącza fakt, iż tak na prawdę o człowieku i otaczającym nas wszechświecie wiemy bardzo, bardzo mało, prawie nic. 
Łańcuch zdarzeń, to doskonale napisany thriller.Ogromnym jego plusem jest przede wszystkim realizm wydarzeń, które mogą urzeczywistnić się tu i teraz. 
Przyznam się, że gdy rozpoczynałam lekturę książki byłam pewna, że to kolejne czytadło, takie z typu wciągających, katastroficznych książek, które dobrze się czyta, lecz po odłożeniu na półkę błyskawicznie o nim zapomina. Bardzo się myliłam. Olsson stanął na wysokości zadania. Stworzył książkę ze wszech miar przerażającą, w której umiejętnie dozuje napięcie aż do niesamowitego finału.  Pisarzowi udało się na kilka godzin przykuć mnie do fotela i zmusić do lektury aż do póżnych godzin nocnych.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Łańcuch zdarzeń. 


środa, 22 kwietnia 2015

Zapowiedź

"Króliki Pana Boga" Grzegorz Kozera
Poruszająca opowieść o przyjaźni, miłości, cierpieniu i potrzebie bliskości.
 
Maj 1945. Adam, Halina i Honza – rozbitkowie, którzy ocaleli z wojennej hekatomby – próbują wrócić do Polski. Niemcy skapitulowały, lecz wojna tak naprawdę się nie skończyła, a świat poukładanych wartości dawno runął. Bohaterowie niejednokrotnie przekonają się o tym podczas swojej wędrówki.
 
Króliki Pana Boga to najmocniejsza z pięciu dotychczasowych powieści Grzegorza Kozery. Przejmująca historia trojga ludzi, po zakończeniu drugiej wojny światowej wracających do domu. Postapokaliptyczna powieść drogi, której wędrowcy starają się przeżyć na przekór eksperymentom Boga. Chwilami przerażająca i okrutna, niesie jednak przesłanie, że dobro, o ile jest w człowieku, przetrwa razem z nim także koniec świata. Zawsze jest nadzieja. Jeśli ze wszystkich dróg wybierzesz najtrudniejszą, to pójdzie z tobą, odnaleziony wśród ludzi, twój anioł stróż.
Piotr Adamczyk, pisarz, publicysta
 
Berlin, późne lato, Grzegorza Kozery  recenzowałam tutaj (klik).
 

W zamkniętym kręgu - Viveca Sten

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4-/6
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Viveci Sten i z pewnością nie ostatnie. Co prawda arcydziełem sztuki kryminalnej książka nie jest, ale spodobał mi się klimat niczym u...Camilli Lackberg. Wiem, wiem obie autorki są krytykowane przez wielu czytelników, ale ja lubię książki Lackberg i polubiłam Sten.
Akcja rozgrywa się latem, na Gotlandii. Jest piękny, słoneczny, lipcowy dzień. W okolicy wielkie dni, aż roi się od jachtów. Lada moment rozpoczną się regaty Gotland Runt, bardzo prestiżowa impreza, największe morskie regaty północnej Europy. Jednak jachtom nie dane jest ukończenie regat. Na jednej z jednostek zostaje bowiem w trakcie wyścigu zastrzelony miejscowy bogacz, filar społeczności - Oscar Juliander.
Niezwłocznie rozpoczyna się śledztwo, które nadzorują najwyższe władze policyjne. Wszystkim zależy, żeby zabójca tak wspaniałego człowieka, jakim był Juliander został ujęty. Ale czy ofiara rzeczywiście był tak wspaniałym, dobrym i nieskazitelnym mężczyzną? W toku prowadzonego śledztwa wyjdą na jaw mniejsze i większe grzeszki zarówno zabitego, jak i jego rzekomych przyjaciół. Okaże się, że idealny wizerunek Juliandera był tylko zasłoną za którą kryje się coś bardzo złego. Czy to może być powód zabójstwa?
Tak jak napisałam na wstępie, hitem kryminałów książka z pewnością nie zostanie, ale czyta się dobrze, sympatycznie. Wiem, wiem kryminał powinien mieć wiele przymiotów, ale z pewnością nie sympatyczny. Dlatego W zamkniętym kręgu, to według mnie bardziej niezła powieść z wątkiem kryminalnym (z licznymi zwrotami akcji) niż rasowy kryminał. 
W trakcie lektury miałam nieodparte wrażenie, iż zabójstwo filaru społeczeństwa jest tylko pretekstem do opowiedzenia losów pary przyjaciół - policjanta Thomasa Andreassona i prawniczki Nory Linde. Znają się i przyjaźnią od wielu lat. Każde z nich ma swoje problemy, rodzinę, znajomych, ale w kryzysowej sytuacji mogą na siebie liczyć, a i ich współpraca, w zakresie tropienia zabójcy Juliandera przynosi dobre efekty.
Bardzo ciekawym elementem jest to co dzieje się w małżeństwie Nory. Dobrze ukazany jest ten zły, czyli jej mąż, jego roszczenia, egoistyczne myślenie tylko o sobie, skrywanie pod płaszczykiem troski o rodzinę wielu nieciekawych spraw. 
Zachęcam do lektury tych, którzy szukają nie najgorszej powieści skandynawskiej. Odradzam szukającym rasowego, pełnokrwistego kryminału. 
A ja po kolejny tom przygód Thomasa i Nory z pewnością sięgnę. 


wtorek, 21 kwietnia 2015

My, ludzie z marca - Piotr Osęka

Wydawnictwo Czarne, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża

Piotr Osęka, autor niniejszej książki, to  adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN. 
My ludzie z marca, to pozycja niejako kontynuująca zainteresowania i pracę badawczą autora. Bohaterami i narratorami książki są ludzie marca 1968 roku. To im autor oddaje głos, wywiady (nigdzie wcześniej nie publikowane) z nimi tworzą tą arcyciekawą opowieść. 
Osęka prezentuje sylwetki młodych ludzi, dla których udział w buncie w 1968 roku był doświadczeniem przełomowym, swoistym punktem zwrotnym.
My, ludzie z Marca to pierwszy taki portret pokolenia 1968 roku, o tyleż cenny, iż przedstawiony przez samych bohaterów. To im w całości Osęka oddał głos, im pozwolił przemówić, przedstawić swoje życie nie tylko to z pamiętnego roku, ale także z lat wcześniejszych,z  dzieciństwa. Opowieść kończy znamienny rok 1989. Pracę Osęka można podzielić na dwie części. Pierwsza to zgromadzenie, scalenie w sensowna całość wypowiedzi rozmówców. Druga (moim zdaniem zdecydowanie trudniejsza ) część, to typowo naukowa, historyczna praca badacza. Osęka musiał zweryfikować wypowiedzi swoich rozmówców, skonfrontować z udokumentowanymi świadectwami historycznymi, czy wypowiedziami innych osób, jak np. Adama Michnika, Jacka Kuronia. W przypadku takich książek, prac naukowych, zawsze istnieje ryzyko lekkiej konfabulacji rozmówców lub swoistego przeniesienia na siebie wydarzeń znanych czy to z gazet, czy tv.

Trochę może dziwić fakt, iż bohaterowie, rozmówcy to ludzie z kręgów inteligenckich, byli studenci, pracownicy naukowi. Brak wśród nich prostych ludzi pracy, robotników, rzemieślników, którzy mimo, iż tworzyli inną grupę także protestowali. Osęka taki, a nie inny wybór bohaterów tłumaczy tym, iż do robotników, rzemieślników oraz innych grup zawodowych nie udało mu się z reguły dotrzeć. Ci z którymi skontaktował się, nie chcieli rozmawiać. 
Dla osób, które tematyka burzliwego roku 1968 wyjątkowo zainteresowała, autor na końcu książki  umieścił obszerną bibliografię, która pozwoli zgłębić temat.
Książkę czytałem szybko, ze sporym zainteresowaniem. Całość napisana jest w naukowy, choć niezwykle przystępny sposób. Cennym jest także zaserwowanie nam tematu rzadko poruszanego i oddanie głosu bohaterom wydarzeń. 
Za książkę dziękuję księgarni internetowej Platon (klik)