czwartek, 14 marca 2013

Rzeź Nankinu , czyli o książce, której nie zdołałam przeczytać...

Wydawnictwo Wielka Litera, Okładka twarda, 333 s.
Rzadko zdarza mi się odłożyć książkę po niespełna 1/3 lektury. Nie dałam rady czytać dalej, mimo kilkukrotnych prób.  
Rzeź Nankinu trafiła do mnie kilka tygodni temu. Od tego czasu 5-6 razy rozpoczynałam jej lekturę, próbowałam się nastawić na treść, jakoś przygotować, ale nic to nie dało. Nawet mój mąż, czytający od lat  pozycje poświęcone różnym zbrodniom i holokaustowi, nie zdołał przeczytać całości książki.
Jednak zdecydowałam się napisać kilka słów o tej pozycji. Jeżeli tematyka was nie przeraża, książka jest niewątpliwie warta przeczytania.
Nie potrafię sobie wyobrazić, ile psychicznych tortur musiało kosztować autorkę zebranie zdjęć, dokumentacji, napisanie książki. Przyczynek do powstania Rzezi Nankinu dali Iris Chang jej dziadkowie, naoczni świadkowie masakry. Książka przyniosła Chang światowy rozgłos, ale konsekwencją pracy nad nią było załamanie psychiczne autorki i popełnienie prze nią samobójstwa...kolejna ofiara Nankinu.
Książka opowiada o jednym z 10 najstraszniejszych ludobójstw XX w.
13 grudnia 1937r. Nankin, stolica narodowych Chin, dostał się pod panowanie japońskie. Nastąpiła masakra miasta. przez kilka tygodni żołnierze japońscy siali śmierć i spustoszenie. Japończycy potraktowali mieszkańców miasta z niezwykłym okrucieństwem. Zginęło od 260,000 do 350,000 mieszkańców i obrońców Nankinu. Zgwałcono w wyjątkowo okrutny sposób ponad 20,000 kobiet.
Jeden z z historyków oszacował, że gdyby ofiary Nankinu chwyciły się za ręce, utworzyłyby łańcuch długości 320 km, ich krew ważyłaby 1200 ton, a ciała mogłyby zapełnić 2500 wagonów kolejowych, zwłoki ułożone jedno na drugim osiągnęłyby wysokość 74-piętrowego wieżowca. Możecie to sobie wyobrazić?!
I tu nie chodzi tylko o ilość ofiar, ale także o krótki czas (kilka tygodni) w jakim dokonano masakry. Nie umniejszając rangi innych zbrodni ludobójstwa, Hitler na zagładę kilku milionów ludzi poświecił kilka lat.
Książka niezwykle okrutna, bo do bólu szczera i prawdziwa. Możecie zadać pytanie - po co wydaje się tego typu pozycje? A po to, żeby wiedzieć, a jak już wiemy, żeby nigdy nie zapomnieć.
Załączam kilka zdjęć (tych mniej drastycznych), w książce znajdziecie ich dużo więcej.
Ciała dzieci...

Głowy ofiar..

Ciała ofiar...



11 komentarzy:

  1. Książka rzeczywiście przytłacza. Dość często sięgam po literaturę związaną z II Wojną Światową, ale mało która była dla mnie tak ciężka, a po jej przeczytaniu sięgnęłam po kilka obyczajówek z rzędu - żeby odreagować. Wcale się nie dziwię, że nie dałaś rady jej doczytać.

    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele już czytałam i widziałam na kartach książek i choć jeszcze nie zdarzyło mi się przerwać tak ciężkiej lektury, doskonale cię rozumiem. Potworność.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety Azja kojarzy mi się raczej z okrucieństwem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludobójstwo w każdym zakątku świata jest równie brutalne, okrutne i niezrozumiałe. Nie zależy od narodowości czy kontynentu. Wystarczy sobie przypomnieć rzeź w Rwandzie - milion ofiar w sto dni.

      Usuń
    2. Dokładnie - zbrodnie w dawnej Jugosławii sprzed kilku lat, zbrodnie Stalina, a to co się nadal dzieje w Korei Pn.?!
      Ludzie są okrutni i zdolni do wszystkiego gdy są przekonani o bezkarności, niezależnie od koloru skóry i kontynentu na którym żyją.

      Usuń
  4. Powiem Ci, że sama nie wiem czy dała bym radę i czy w ogóle mam ochotę czytać tę książkę... Okropieństwo... Ale nie wiem czemu, Chiny właśnie tak mi się kojarzą... Już patrząc na zdjęcia jakoś mi się odechciewa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też zdarza mi się porzucić książkę w trakcie lektury, a patrząc na te zdjęcia, jestem przekonana, że postąpiłabym dokładnie tak samo... Koszmar...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem uczciwiej jest przerwać lekturę niż brnąć wbrew sobie. To faktycznie bardzo ciężki tytuł, sama w tej chwili w ogóle bym się nie podjęła jego czytania, choć nie mam wątpliwości że taka książka jest bardzo potrzebna...

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie dlatego ja tej książce od razu powiedziałam zdecydowane veto:) wiedziałam, że nie dam rady przebrnąć przez nią, zresztą nawet nie wiem czy bym chciała ją czytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba nie dam rady. Mimo, że zbrodnie wojenne mnie interesują to ostatnio zrobiłam się jakaś bardziej wrażliwa i po prostu często wymiękam, a tu widzę, że prawda podawana jest bez znieczulenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak wiesz, jak akurat tę książkę przeczytałam, ale łatwo nie było. Świetna książka, ale niesamowicie ciężka emocjonalnie.

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.